Apatryda Saakaszwili- Paweł Pietkun

Współpracownicy Michaiła Saakaszwilego ostrożnie rozmawiają o swoim szefie, dzisiaj właściwie trochę podopiecznym. Nawet jeżeli ten wcześniej chętnie z mediami współpracował, to starają się ograniczać informacje o miejscu pobytu Michaiła.

Wiadomo, że jest w Jewropejskim Sojuzie, czyli w Unii. Pewnie w Brukseli, bo tylko tam może liczyć na względną ochronę przed ścigającymi go prokuraturami z Gruzji i Ukrainy, jednocześnie kontaktując się ze swoimi zwolennikami z ukraińskiego Ruchu Nowych Sił, partii, której głównym celem dzisiaj jest pozbawienie prezydentury Petro Poroszenki, obecnego prezydenta Ukrainy.

Michaił Saakaszwili lubi przedstawiać się jako prorynkowy reformator, bojownik o demokrację oraz przeciwnik korupcji. Korupcji, która trawi wszystkie byłe republiki Związku Sowieckiego, a która jest jednym z podstawowych zarzutów stawianych mu przez dwie niezależne od siebie administracje państwowe – Ukrainy oraz Gruzji. Zarzutem, który pozwolił władzom Gruzji wydać przeciwko niemu międzynarodowy list gończy, zobowiązujący policje całego świata do aresztowania go i odesłania do Tibilisi.

Przed takim scenariuszem ratuje go jednak właśnie status bezpaństwowca, uciekiniera ściganego bardziej z powodów politycznych, niż faktycznie popełnionych przestępstw, nieprzejednanego wroga Putina, który może się Unii Europejskiej jeszcze nie raz przydać. Choć komisarze unijni coraz częściej mówią, że to znajomość niewygodna, raczej niepożądana. I gdyby nie zasługi, które zawdzięcza głównie… Polsce, to nie byłoby mowy o przymykaniu oczy na jego „antyukraińską” działalność.

Człowiek Roku Forum Ekonomicznego w Krynicy

Polska zawsze była bliska sercu Michaiła Saakaszwilego. Jeszcze jako młody prawnik często wskazywał Polaków jako naród znacznie lepiej, niż narody Związku Sowieckiego, radzący sobie z przestrzeganiem praw obywatelskich i wolności. A nielicznym zachodnim dziennikarzom i działaczom obywatelskim, którzy spotykali się z nim, obiecywał, że nie spocznie dopóki Moskwa będzie miała swoje imperialne zapędy.

Rzeczywiście wydawał się niezłomny, kiedy w 2008 roku przyjmował śp. Lecha Kaczyńskiego, prezydenta Rzeczpospolitej w Tibilisi oraz głowy państw Europy Środkowej i Wschodniej w granicach Gruzji prowadzącej wojnę z Rosją.

Z dumą opowiadał o swoich związkach z Polską – wszak podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy w 2005 roku otrzymał tytuł „Człowieka Roku Forum Ekonomicznego”.

Kilka lat po wojnie z Rosją musiał jednak uciekać z Gruzji. Schronił się na Ukrainie, z którą był związany od studiów na Uniwersytecie Kijowskim im. Tarasa Szewczenki. Teraz również i w tym kraju stał się persona non grata.

Oficjalna biografia byłego prezydenta Gruzji mówi, że Saakaszwili jest absolwentem wydziału stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Kijowskiego oraz prawa na Uniwersytecie Columbia. Ukończył też studia na Uniwersytecie Jerzego Waszyngtona oraz odbył krótką praktykę w firmie adwokackiej Patterson, Belknap, Webb & Tyler. Ze Stanów Zjednoczonych wrócił do Gruzji w 1995 roku, od razu przystępując do Związku Obywatelskiego popierającego ówczesnego prezydenta – Eduarda Szewardnadze. Ruch ten okazał się słuszny, bo jawne poparcie prezydenta pozwoliło mu pięć lat później objąć fotel ministra sprawiedliwości Gruzji, skąd łatwiej było budować swoją polityczną pozycję.

Od samego początku Saakaszwili publicznie oskarżał elitę polityczną Gruzji, że przesiąknięta jest korupcją. Oczywiście spotkał się z kontratakiem i po licznych awanturach, przede wszystkim medialnych, w świetle jupiterów zrezygnował z funkcji ministra, wystąpił również z partii Szewardnadze.

Radykalne poglądy i bunt przeciwko establishmentowi szybko przysporzyły mu zwolenników i pozwoliły obalić w trakcie Rewolucji Róż swojego niedawnego mentora, prezydenta Szewardnadze i wygrać wybory prezydenckie z rekordowym poparciem ponad 96 proc. głosów. Wkrótce potem jego partia uzyskała 135 ze 150 miejsc w parlamencie.

Szybko jednak okazało się, że hołubiony przez Zachód polityk ma tendencje do rządów silnej ręki. Najpierw założył kaganiec gruzińskim mediom, potem znacznie poszerzył uprawnienia policji i wojska (przyzwalając na przykład na tortury w więzieniach).

Kto zabijał polityków i kto za to płacił?

Trzy lata później ulice Tibilisi znów wypełniły się protestującymi. Tym razem na transparentach i zrobionych chałupniczą metodą plakatach znajdowało się nazwisko byłego lidera Rewolucji Róż. Po stłumieniu manifestacji za pomocą gazu, armatek wodnych i karabinów gładkolufowych, w gruzińskich szpitalach znalazło się ponad pół tysiąca rannych. Saakaszwili szedł jednak dalej, następnego dnia wprowadzając stan wyjątkowy i zajmując opozycyjną stację telewizji „Imedi”.

Po tych dramatycznych wydarzeniach ustąpił z urzędu i – zgodnie z żądaniami opozycji – ogłosił przedterminowe wybory prezydenckie, które znowu wygrał, choć niemal z dwukrotnie niższym poparciem społecznym. W krótkiej kampanii pokazywał się w towarzystwie zachodnich polityków obiecując – pamiętającym rajd rosyjskiej armii – rychłe wstąpienie Gruzji do NATO. Jednak w wyborach parlamentarnych jego partia – Zjednoczony Ruch Narodowy – przegrała z kretesem. Kilku tygodni potrzebował nowy gruziński rząd, aby przywrócić śledztwo w sprawie śmierci Zuraba Żwanii, gruzińskiego premiera, który razem z Saakaszwilim prowadził Rewolucję Róż.

Wkrótce po wyborach pojawiły się doniesienia o tym, że w obawie przed konsekwencjami karnymi Gruzję opuszczają współpracownicy Saakaszwilego i inni urzędnicy państwowi, między innymi minister sprawiedliwości Zuram Adeiszwili, zastępca ministra obrony Data Ahalaja, były minister obrony Dawid Kezeraszwili i były szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Baczana Achalaia. Polityk opozycji Iraklij Ałasania powiedział, że spod ziemi wyciągnie urzędników, którzy popełnili przestępstwa i że nie unikną oni sądu.

Ucieka również (zaraz po skończonej w 2013 roku kadencji) Saakaszwili – najpierw do Brukseli, potem do Stanów Zjednoczonych, gdzie przez ponad rok wykłada w amerykańskiej Szkole Prawa i Dyplomacji przy Tufts University. W marcu 2014 r. wzywa go na przesłuchania Główna Prokuratura Gruzji – chce wyjaśnień w sprawie ułaskawienia przez niego w roku 2008 czterech wysokich urzędników departamentu konstytucyjnego bezpieczeństwa MSW Gruzji, osądzonych w procesie w związku z zabójstwem w styczniu 2006 urzędnika bankowego Sandro Girgwliani, a także w sprawie bezprawnych działań wobec znajomego Saakaszwilego, Lewana Buchaidze. Miał być również świadkiem w dziewięciu innych sprawach sądowych. A oskarżonym o przekroczenie uprawnień w jednej – dotyczącej rozgromienia akcji opozycjonistów w listopadzie 2007 roku. Tu pojawia się także zarzut likwidacji telewizyjnej spółki „Imedi” oraz zajęcia mienia jej założyciela.

– Ani nie stawię się na przesłuchaniu w Prokuraturze Głównej, ani nie mam zamiaru współpracować z organami śledczymi Gruzji – odpowiada zza oceanu Saakaszwili. Zaraz potem sąd w Tibilisi wystawia zaocznie nakaz aresztowania Saakaszwilego. Jednak międzynarodowy list gończy nie dotyczy spraw kryminalnych, a przywłaszczenia środków budżetowych.

Ratunek z Kijowa

Pomocną dłoń wyciąga do Gruzina jego kolega ze studiów Petro Poroszenko, wtedy już prezydent Ukrainy. Korzystając z przypisanych temu stanowisku prerogatyw, nadaje mu w tempie ekspresowym ukraińskie obywatelstwo. Saakaszwili wszak angażował się w sprawy Ukrainy od dawna, przemawiał na Euromajdanie i gromił w zachodnich mediach działania putinowskiej Rosji. Kijów odmawia więc Gruzji ekstradycji, a Saakaszwili szybko obejmuje wysoką, choć trudną, pozycję w administracji państwowej nowego kraju. Zostaje przewodniczącym Odeskiej Obwodowej Administracji Państwowej.

– Działania Ukrainy i jej prezydenta odebraliśmy po prostu jak policzek wymierzony władzom Gruzji i narodowi gruzińskiemu – mówi wówczas Nino Burdżanadze, liderka i była rzeczniczka partii Demokratyczny Ruch Zjednoczona Gruzja, jedna z przywódczyń Rewolucji Róż, niegdysiejsza przyjaciółka Saakaszwilego. – Tego nie można nazwać przyjaźnią, gdy w Gruzji jest poszukiwany, oskarżany, a tu mianują go wysokim urzędnikiem i jeszcze podają jako wzór czy też ojca demokracji.

Jednak już pod koniec 2016 roku i tu Saakaszwili staje się niepożądany. Z pewnością winę za to ponosi wielka ambicja Gruzina, która każe mu założyć partię opozycyjną wobec Petra Poroszenki, co więcej domagającej się jego impeachmentu. Prezydent Ukrainy pół roku później odbiera obywatelstwo Gruzinowi. Ten zaś coraz poważniej mówi o przejęciu władzy w targanej wojną Ukrainie. Wyjeżdża do Polski i wraca na Ukrainę – już nielegalnie.

W lutym tego roku ulicami Kijowa przechodzi „Marsz o przyszłość” zwołany przez byłego prezydenta Gruzji. Pod sztandarami nowej partii „Ruch Nowych Sił” idzie w nim niespełna 10 tys. ludzi – dużo mniej niż na kijowskim Majdanie. Ale wystarczająco dużo, żeby przestraszyć prezydenta Ukrainy. Saakaszwili z zarzutami przyjmowania pieniędzy od Rosjan (a chodzi o pół miliona dolarów) otrzymuje areszt domowy z zakazem opuszczania Kijowa.

Polityczna działalność Gruzina w Kijowie jest na tyle groźna, że prezydent Poroszenko sięga po najcięższe armaty. Nocą 11 lutego aresztuje Saakaszwilego, ale już dzień później… Gruzin odpowiada na pytania na zorganizowanej w Warszawie konferencji prasowej. Do Polski trafia w ramach readmisji, czyli odesłania obywatela innego kraju do państwa, w którym przebywał poprzednio. Polska Straż Graniczna informuje, że przyjęcie Saakszwilego jest możliwe, ponieważ jego żona jest Holenderką, a więc także obywatelką państwa członkowskiego UE.

– Rozmawiałem z kierownictwem polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Z resortu zadzwonili do mnie, gdy tylko wysiadłem z samolotu. Już w pierwszych słowach zapytano mnie, czy chcę wystąpić o azyl polityczny. Odpowiedziałem, że nie, nie będę prosić o żaden polityczny ratunek – mówi już w Polsce. – Do Gruzji nie wrócę. Nie chcą mnie tam, boją się mojego powrotu jak diabeł święconej wody. Od samego początku mówiłem, że jeśli chcieliby mojej ekstradycji, to ona odbyłaby się wczoraj, bo Ukraińcy byli na to gotowi. Kocham Polskę, ale walczę w Gruzji i na Ukrainie.

Niedługo później Saakaszwili wydaje polecenia swoim zastępcom partyjnym w Kijowie i rusza do Belgii i Holandii. Ma status apatrydy, czyli bezpaństwowca. I choć z pewnością jest bezpaństwowcem wyjątkowym, nie jest jedynym.

 

Według danych szacunkowych udostępnianych przez Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców, w Europie Wschodniej mieszka około 250 000 bezpaństwowców. W Polsce ok 10 tys., w całej Unii Europejskiej – prawie pół miliona. Wśród nich Michaił Saakaszwili.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej