Ś.P. EWA JEGLIŃSKA

Ś.P. Ewa Jeglińska z domu Oksza Orzechowska ps. Ewa 319, (17.11.1919 – 09.03) Pogrzeb odbędzie się w piątek (23.03) o godz. 11.00. Msza św. Odbędzie się w Kościele Jezuitów ul. Rakowiecka 67. Msze poprowadzi ks. kard. Nycz, kazanie abp Antoni Dydycz.

Urodzona w rodzinie o tradycjach niepodległościowych. Jak sama mówiła: „Odkąd sięgnę pamięcią, we wszystkich pokoleniach moi przodkowie walczyli za Polskę. Pierwszy zginął w bitwie pod Pułtuskiem w 1806 roku, następni walczyli w powstaniu listopadowym i styczniowym, jeden z nich został wywieziony na Sybir, za nim poszła jego żona, wrócili w 1916 roku. Następne pokolenie to mój ojciec i moja matka i wuj oficer I Pułku Szwoleżerów J. Piłsudskiego, który zginął w bitwie pod Dołhobyczowem. Ojciec pochodził z Podola, z tak zwanych Sienkiewiczowskich Kresów. Walczył w 1918 roku w obronie Lwowa”.

Jako sierota po oficerze WP uczęszczała do przedszkola Rodzin Wojskowych w Belwederze prowadzonego przez marszałkową Aleksandrę Piłsudską. 17 września 1939 r. podczas wakacyjnego pobytu w Sarnach, u swego stryja księdza, zostają aresztowani przez wojska sowieckie i spędzają w areszcie 2 miesiące. Udaje im się uciec i na przełomie grudnia i stycznia docierają do Warszawy.

To patriotyczne dziedzictwo sprawiło, że już w roku 1940 zaczęła działać w konspiracji. Została przeszkolona jako sanitariuszka i odbyła praktyki w Szpitalu Maltańskim. Oprócz tego zajmowała się kolportażem podziemnej prasy. Podczas Powstania Warszawskiego była łączniczką Komendy Głównej Armii Krajowej pułku „Baszta”, batalion „Olza” w kompanii O-2 ppor. „Misiewicza”. Przez pierwsze dni Powstania opatrywała rannych, jako sanitariuszka, później nosiła rozkazy między Mokotowem a Śródmieściem jako łączniczka kanałowa, którą była aż do końca powstania. Jako ostatni niosła rozkaz ze Śródmieścia o kapitulacji Mokotowa. Kanałami nie tylko nosiła rozkazy,
ale też przeprowadzała ludzi z miejsc zajętych przez Niemców do rejonów Warszawy będących jeszcze we władaniu powstańców. 2 sierpnia 1944 r. tuż po masakrze dokonanej w klasztorze Jezuitów ewakuowała w bezpieczne miejsce, na stronę powstańczą, cudem ocalałych o. Mońko, o. Pieńkosza i o. Kisiela, ratując im życie.

Jedna z jej większych akcji to wyprowadzenie nocą, 8 sierpnia 1944 r., z domu przy ul. Madalińskiego ponad 100 zakładników, którzy mieli być następnego dnia rano rozstrzelani oraz ulokowanie ich w domach u ludności cywilnej. Po kapitulacji Powstania, udało jej się uciec z Warszawy ewakuując ciężko rannego kolegę, z którym dostała się do majątku jego rodziny w Gnojnej pod Warszawą.

Po „wyzwoleniu” nie ujawniła się. Działała w organizacji Wolność i Niepodległość i ukrywała się w klasztorze na Podhalu, zagrożona aresztowaniem przez MBP. Gdy mogła już wrócić, ukończyła studia na ASP, a także historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Przez ponad 20 lat pracowała w Muzeum Teatralnym, którego była współtwórczynią, organizując od podstaw dział kostiumów, a także organizując liczne wystawy. W połowie lat 70-tych jej dom stanowił ośrodek dystrybucji wydawnictw emigracyjnych przysyłanych z Zachodu przez syna Piotra. Wraz z córką Magdaleną przekazała rodzącej się w Polsce opozycji pierwsze powielacze i sprzęt poligraficzny. Za tę działalność niejednokrotnie przesłuchiwano ją, a mieszkanie rewidowano.

 

W roku 1986 funkcjonariusze SB organizują wypadek samochodowy, w którym zostaje ciężko poszkodowana. Przez cały czas swoją działalność traktuje jako służbę Polsce. Została    odznaczona      Krzyżem     Oficerskim      Orderu    Odrodzenia      Polski,     Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami (na polu walki) oraz przyznanym w Londynie Medalem Wojska Polskiego.

 

List Ojca Leona Mońko do Ewy Orzechowskiej - Jeglińskiej  z dnia 2 lutego 1948 r.

Poszłaś do akcji jak tyle dzieci Warszawy. Poszłaś, by walczyć za Ojczyznę – za tę, którą nosiłaś w sercu – wolną! Pamiętam te dni upalne, a tak ciężkie dla Stolicy. A Ciebie widzę jak dziś – w białej bluzeczce, gdyś przychodziła do nas od chłopców z tamtej strony. Wszak pamiętasz ten domek na Karłowicza. Szłaś zawsze spokojna i pogodna. Patrzyłaś w oczy nie jednemu niebezpieczeństwu.

Jak Anioł opiekuńczy prowadziłaś tylu na tamtą stronę, prowadziłaś i nas w tę cudną noc sierpniową, gdy księżyc tak jasno świecił, gdy cisza nocy tuliła ruiny domów, kryjące niejedną tragedię ubiegłego dnia. Leżące na chodnikach szkło pękało pod naszymi stopami. Żaden strzał nie padał do nas.

– Ewa ma szczęście! – mówili ludzie. Miałaś szczęście zawsze, bo prowadził Cię Ten, któremu tak bezgranicznie ufałaś, i w którego tak mocno wierzyłaś. Pamiętasz Aleję Niepodległości – Alkazar – Pekin. Gdyś była wśród nas, było nam spokojniej. Twój spokój był tak potrzebny dla tych, co go utracili. Pamiętasz te Msze św., których słuchałaś, nie słuchając…

A gdy szłaś do akcji, na posterunek w ciemną czy jasną noc, gdyś znikała w czeluściach kanałów, by nieść wieści innym wyspom powstańców – wyczuwało się, że każdy chciał Ci powiedzieć: Niech Cię Bóg prowadzi! Wracaj nam cało! – Z jaką radością witaliśmy wieść: Ewa wróciła! Nasze oczy ciekawe chciały wypić do dna tajemnice Twego serca; one pytały, jak stoi nasza sprawa. Mówiłaś wtedy to, o czym mogłaś mówić. – Pamiętasz chyba i Kwiatową, dzień 26 września, huraganowy obstrzał Mokotowa, koncentryczny atak.

Byłaś jeszcze z nami, ale musiałaś iść i poszłaś w ten piekielny ogień, zniknęłaś z naszych oczu w sieci rowów strzeleckich i to na tak długo… Często myślałem później, co słychać z łączniczką Ewą? – Do sierpnia trzeba było czekać na odpowiedź. Tyś sama byłaś wtedy odpowiedzą. Powitałem Cię tak radośnie, jak kogoś bardzo bliskiego, tak szczerze wyczekiwanego.

Drogi Ci jest Mokotów Górny. Zna Cię tu każdy dom i każda ścieżka, każdy krzak jaśminu czy bzu, ciche śmiguliczki i lonicery, rozpłakane wierzby i stojące na baczność żywopłoty. Wszak one właśnie tyle razy ukrywały Cię przed okiem wroga, gdyś szła ostrożnie ze zleceniami, jak zjawa nie z tego świata. Zna Cię Park Dreszera, dla Ciebie szumią wspomnieniem lasy przywarszawskie.

I Mokotów pozostanie dla Ciebie zawsze żywy, zaludniony tymi, co padli na posterunku i tymi, co zostali – tętniący miłością Ojczyzny, niebezpieczeństwami i zaciętą walką. I takim pozostanie dla Ciebie zawsze!

Bo pięknie jest wspominać te chwile, które poświęciło się zupełnie dla wzniosłej idei… i… piękna jest dusza, która z wiarą i spokojem szła na zagrożony szaniec, wierząc w ostateczne zwycięstwo dobra…

Tej, która umiała walczyć o Polskę Chrystusową skreślił te słowa w dowód wiernej pamięci i wdzięczności.

 

Ks. Leon Mońko T.J. Zakopane 2-II-48r.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej