Od kilku lat „Obywatelska” zaprasza na swoje łamy najmłodsze pokolenie Polaków. Są to poeci, prozaicy, publicyści. Niektórzy z nich dłużej u nas goszczą, inni krócej, ale wszyscy mają wgląd w teksty, które tutaj publikujemy i mogą skonfrontować swoje doświadczenie z doświadczeniem zawodowych dziennikarzy, twórców, pisarzy, poetów. Prezentujemy bowiem utwory autorów polskich i zagranicznych. Można się od nich wiele nauczyć. Agnieszka Jażdżewska została ubiegłoroczną laureatką konkursu literackiego naszego tygodnika. Mieszka w Twardogórze. Chodzi do Liceum Ogólnokształcącego im. Juliusza Słowackiego w Oleśnicy. Próbuje swoich sił w felietonistyce, a być może także w prozie. Zobaczmy, co przyniesie przyszłość. Zaczyna zupełnie interesująco. Jeśli się rozwinie, ma szansę na pogłębienie swojej wiedzy dziennikarskiej, a może i pisarskiej. Tego jej życzymy. Młode Talenty- Stanisław Srokowski AGNIESZKA JAŻDŻEWSKA UCIECZKA DO INNEJ RZECZYWISTOŚCI (Z autorką rozmawia Stanisław Srokowski)

Jak się zaczynała Twoja twórczość?

Nie mam „początków w twórczości”. Moje oceny za prace klasowe i wypracowania wahały się od 4 do 5, każdy udział w konkursie kończył się porażką. Dopiero w liceum mój polonista, prof. Aleksander Radzyniak, dostrzegł we mnie „coś” i zaczął namawiać do udziału w konkursach bardziej skierowanych na publicystykę niż na twórcze opowiadania. Ten konkurs literacki, to w zasadzie moje pierwsze osiągnięcie. Nigdy też nie pisałam hobbystycznie ani „do szuflady”.

 

Czym jest dla Ciebie pisanie, głównie publicystyka, proza?

Proza jest dla mnie ucieczką do innej rzeczywistości. Kocham książki fantastyczne, przy których mogę całkowicie zapomnieć o realnym świecie. Poza tym ciekawią mnie pozycje popularnonaukowe i biografie, nieważne, czy to książki czy czasopisma. Ostatnio zaczyna mi się też podobać publicystyka, głównie za sprawą prof. Radzyniaka, który poleca mi odpowiednie książki i artykuły. Co do poezji... nie trafiłam na utwór, który by mnie zachwycił. Chyba po prostu poezji nie rozumiem.

 

A możesz wymienić autorów, których lubisz, cenisz, podziwiasz?

Jest dwóch autorów, którzy są dla mnie ważni: John Flanagan i Andrzej Sapkowski. John Flanagan to autor książek dla dzieci, w których się zakochałam. Mam z nimi tyle pozytywnych wspomnień, że Flanagan stał się dla mnie „książkowym dziadkiem”. Sapkowski z kolei, to człowiek, którego niezmiernie szanuję za osobowość i nietypowe poczucie humoru. Po wywiadzie z nim wiem, że to jedna z inteligentniejszych osób, jakie dane było mi poznać.

 

Jak reaguje najbliższe środowisko na Twoje prace?

Najbliższe środowisko raczej nie wie o mojej pracy. Moi rodzice, oczywiście, są ze mnie bardzo dumni, podobnie prof. Radzyniak, który wierzy we mnie bardziej niż ja sama. Poza tym, o mojej pracy wie grono najbliższych przyjaciół, którzy i tak „napisaliby to lepiej”.

Internecie… chlebie nasz powszedni

 

Internet = rewolucja. Nikt nie ma co do tego wątpliwości. Rozwój sieci, technologii, która dała nam telefony komórkowe, smartfony i inne urządzenia tego typu, nieodwracalnie zmienił świat. Dla wielu jest to niemal boskie dzieło. Trudno się dziwić. Sieć jest dosłownie oknem na świat. Mamy nieograniczony dostęp niemal do wszystkiego i nie jest to przesada. Nierzadko się żartuje, że jak nie ma czegoś w Internecie, to po prostu nie istnieje.

Można żyć, nie odchodząc od komputera. Nauka, zakupy, komunikacja, zwiedzanie, rozrywka… Wszystkie te dogodności oferuje nam nowoczesna technologia i Internet. Czyż nie jest to ósmy cud świata – boskie dzieło?

Chwila, chwila. Boskie? Część osób prędzej użyje epitetu „szatańskie”. Nie można temu zaprzeczyć, Internet jest również wylęgarnią zła. Obecnie to właśnie tam można względnie łatwo i bezpiecznie (dla złoczyńcy, oczywiście) kraść, oszukiwać, włamywać się, hakować czy po prostu krzywdzić innych. Co więcej, anonimowość pozwala na brawurę, która prowadzi do hejtu i mowy nienawiści. Wniosek nasuwa się sam. Internet ma więc swoją ciemną stronę i gdybyśmy żyli w średniowieczu z pewnością jego użytkownicy byliby przez gorliwych inkwizytorów, nawiedzonych mnichów, oskarżani o satanizm. Zresztą i współcześnie nie brakuje takich „inkwizytorów”, do których, mając na uwadze ich dobre intencje, sama poniekąd czuję sympatię. Z jednej strony zatem mamy jasną część Internetu i technologii. Nieograniczony dostęp do dóbr i wartości, które ulepszają nasz świat. Z drugiej zaś – „Darknet”, hejty i nieprzyzwoite strony www, które z pojęciem „dobra” mają niewiele wspólnego. Obok tego wszystkiego stoi netykieta – kodeks, którego trzymanie się ma umożliwić bezpieczne i przyjemne użytkowanie Internetu. W teorii, gdyż, jak można się domyślić, nie każdy przestrzega ustalonych zasad. Jedno natomiast wydaje się oczywiste, zarówno zwolennicy jasnej, jak i ciemnej strony sieci traktują ją jak rodzaj współczesnej religii, mającej swoje bóstwa i rytuały. Pieczę nad użytkownikami sprawują twórcy takich sieci, jak Apple czy Microsoft. Przedsiębiorstwa te ścigają się w tworzeniu coraz to nowych udogodnień, aby zdobywać swoich popleczników i klientów. Chwila, chwila… dobra i zła strona, kodeks, organizacje zrzeszające miliony ludzi, małe rozłamy pod przywództwem wszechwiedzących adminów, fora społecznościowe… Czy nie brzmi to znajomo?

 

To tam trzymają uczucia, stamtąd dowiadują się o niegodziwości świata. Z komórek. (Marcin Świetlicki „Błękitne poświaty”)

 

Inicjacja nowego wierzącego zaczyna się od najmłodszych lat jego życia. Z zasadami wiary dziecko spotykało się już wcześniej, jednakże na dalszy etap można wstąpić wyłącznie w momencie, gdy świadomie podejmie taką decyzję. Otrzymuje wtedy swój pierwszy Święty Artefakt, którym jest telefon, smartfon czy tablet. Zostaje w ten sposób ochrzczone i w pełni uznane przez współwierzących. Pierwsze kroki młodego użytkownika są trudne. Rolą rodziców jest ukazanie mu właściwej ścieżki i niedopuszczenie do przejścia na złą stronę. Zazwyczaj się to udaje, gdyż dziecko posłusznie słucha otrzymanych wskazówek, dotyczących dziennego czasu przeznaczonego na „modlitwę” i treści, które może poznawać.

 

Na zewnątrz mróz, gdyby nie był aż tak dotkliwy, to i o nim by się dowiadywali wyłącznie z komórek.

 

Z czasem adept nowej religii dorasta i zaczyna dostrzegać inne aspekty nowej wiary. Niekoniecznie te dobre, które były w zamyśle przekazywane przez rodziców. Poznaje większe zgrupowania nie tylko swojego wyznania. Styka się z innymi przekonaniami i poglądami.

Facebook to zazwyczaj pierwszy odłam poznawany przez nowego wierzącego. Niekiedy dochodzą do tego kolejne wyznania, takie jak Instagram, Twitter czy Snapchat. To, w zamyśle, dobre zgrupowania, które łączą ludzi. Każdy może podzielić się wszystkim ze wszystkimi.

To cudowne ukazać innym, co jemy na obiad, że mamy nowego kota, nowe dziecko czy osiągnięcie w postaci najwyższego, Świętego Artefaktu – AJFONA. Bowiem osoba, która posiadła AJFONA, osiągnęła najwyższy stopień wtajemniczenia i może pouczać innych wyznawców. Obok przekazywania bardzo istotnych informacji na temat pogody (bo przecież jest inna w każdym zakątku miasta), mamy wgląd w poglądy, opinie i samopoczucie innych Użytkowników.

 

Nie masz ajfona, więc jak mogłeś się dowiedzieć, że się spóźnię? Spóźniają się zawsze, czas liczy się tylko tam, na tych prostokątnych ekranach.

 

Internet staje się naszą nową wiarą. Ustala reguły, ramy i wartości, które respektujemy najczęściej bezkrytycznie. Tworzy nowy wymiar czasu i przestrzeni, który góruje nad naszym dotychczasowym życiem. Spóźniamy się, bo odpisujemy na wiadomości lub czytamy komentarze pod postami. Na szczęście dzięki Ajfonowi możemy uprzedzić kogoś, że nie przyjdziemy na czas.

 

Marcin Świetlicki ma rację. Nowa dwudziestopierwszowieczna religia zmienia świat. Błękitne poświaty często są zasłoną dla prawdziwego życia. Wszystko ma dobre i złe strony i tylko od nas zależy, w jakim stopniu chcemy stać się wyznawcami tej nowej religii, czy sekty, jak kto woli. W imię Facebooka, Snpchata i Instagramu, idźcie i głoście…

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej