Weto hańby- Andrzej Gelberg

Prezydent Andrzej Duda zawetował przygotowaną przez rząd i następnie przegłosowaną przez obie izby parlamentu tzw. ustawę degradacyjną.

Było rzeczą oczywistą, że zaplecze parlamentarne rządu ma zbyt mało szabel, żeby odrzucić prezydenckie weto, dlatego Andrzej Duda – nie chcąc zostać obrońcą Jaruzelskiego i Kiszczaka – zadeklarował, że po przeprowadzonych przez niego konsultacjach społecznych, skieruje do parlamentu własny projekt ustawy. Po decyzji prezydenta Jarosław Kaczyński stwierdził, że dla koalicji rządzącej na tym etapie sprawę ustawy degradacyjnej należy uznać za zamkniętą.

Czym kierował się Andrzej Duda, podejmując taką decyzję? Wyjaśnił to na konferencji prasowej, tuż przed świętami Wielkiej Nocy. Otóż ustawa przewidywała, że oficerowie i podoficerowie, którzy w latach 1943-1990 „sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu” zostaną pozbawieni stopni wojskowych, czyli zdegradowani do stopnia szeregowca. Decyzje w tej sprawie podejmować będzie minister obrony narodowej, jednak w przypadku marszałków, generałów i admirałów konieczna będzie zgoda zwierzchnika sił zbrojnych, czyli prezydenta RP. Osobno w ustawie została potraktowana Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, nazwana w roku 2012 przez Trybunał Konstytucyjny „związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym”, której wszyscy członkowie, również nieżyjący, mieli zostać zdegradowani do stopnia szeregowca.

Orła wrona nie pokona

Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, która ukonstytuowała się w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. i „wprowadziła stan wojenny na terenie całego kraju”, liczyła dwudziestu dwóch wysokiej rangą oficerów – szesnastu generałów, jednego admirała, trzech pułkowników i dwchpodpułkowników. Ten – jeszcze raz przywołam określenie TK – „związek przestępczy o charakterze zbrojnym” nie składał się z przypadkowych oficerów. Przeciwnie – był starannie dobrany. I nieprzypadkowo „trafił między wrony” pierwszy i jak dotąd jedyny polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski, wtedy w stopniu podpułkownika. Na początku stanu wojennego, tak to odbieraliśmy, miał ocieplić wizerunek WRONy, był zresztą, jak się po latach okazało, protegowanym Jaruzelskiego, który na „wronią listę” trafił ponoć bez wiedzy i zgody naszego kosmonauty.

W tym miejscy warto przypomnieć jeden epizod, który zdarzył się w ową mroźną noc z 12 na 13 grudnia 1981. Otóż z zaskoczenia i w trybie ekstra nagłym zwołano posiedzenie Rady Państwa, której zadaniem było zalegalizowanie WRONy, a tym samym stanu wojennego Jednym z jej członków był Ryszard Reiff z ramienia Pax, który jako jedyny z tego grona odmówił złożenia podpisu. Po latach tak wspominał tamtą noc: „Myślałem, że w najlepszym wypadku trafię za kraty, a w najgorszym… wolę nie kończyć”.

In gremio? Nigdy!

Andrzeja Dudę zbulwersował fakt, że ustawa degradacyjna przewidywała, że wszyscy jej członkowie mieli w wyniku jej obowiązywania zostać szeregowcami. Nie zważając na konstatację TK, że WRONa była „związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym” uznał, że nie wszyscy jej członkowie musieli być przestępcami, a już szczególnie sympatyczny kosmonauta, który zarzekał się, że na listę został wciągnięty podstępem.

W tym miejscu wtrącę osobiste wspomnienie. W latach 2002-2006 byłem – z ramienia PiS, jako bezpartyjny – radnym w sejmiku mazowieckim. I tam poznałem Mirosława Hermaszewskiego, radnego SLD. Razem chodziliśmy na papierosa do kanciapy w budynku, gdzie co miesiąc odbywały się posiedzenia sejmiku, a nigdzie indziej nie można było palić. Potwierdzam, że był bardzo sympatyczny, wręcz uroczy. Zaczął mi się trochę zwierzać, pochodził z Kresów, tam wraz z bratem cudem przeżyli rzeź wołyńską, ukryci widzieli śmierć swoich rodziców. Kiedyś zahaczyłem go o Wojskową Radę Ocalenia Narodowego. – Wciągnęli mnie, nie pytając się o zdanie, o tym, że jestem członkiem WRONy dowiedziałem się z gazet – powiedział ze śmiechem. – Byłem tam kwiatkiem do kożucha, na posiedzenia WRONy prawie mnie nie zapraszali. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego po tym wyznaniu nie zapytałem, dlaczego nie domagał się, żeby go wykreślili ze składu.

Czytywał „Tygodnik Solidarność”, skąd wiedział o moich dosyć bliskich relacjach z płk. Ryszardem Kuklińskim. Kiedyś przyznał się, że znał pułkownika, wyrażał się o nim z szacunkiem i nieukrywanym podziwem – czym zresztą mnie ujął. Gdy w lutym 2004 r. dotarła z USA wiadomość o nagłej śmierci Ryszarda Kuklińskiego, przekonałem klub radnych PiS, żeby wystąpić z projektem uchwały, której ostatnie zdanie miało brzmieć: Pułkownik dobrze zasłużył się Polsce. Uchwała nie przeszła, zabrakło jednego głosu. Gdy spotkaliśmy się w „palarni” kosmonauta rozłożył rozbrajająco ręce: – Zarządzili w naszym klubie dyscyplinę głosowania, co ja mogłem?

I wtedy dotarło do mnie, że Hermaszewski, udając się w kosmos, musiał być bezspornie człowiekiem odważnym i była to odwaga – nazwijmy ją – wojskowa. Ale odwagi cywilnej nie miał nasz kosmonauta za grosz.

Dlatego, panie prezydencie, nie widzę powodu, żeby roztkliwiać się nad Hermaszewskim, ani mu wierzyć – on do tego „związku przestępczego” doskonale pasował, Jaruzelski wiedział, co robi.

Punkt odniesienia

Na wspomnianej konferencji prasowej nazwisko kosmonauty padało z ust prezydenta wielokrotnie – również jako swoisty punkt odniesienia. Nie może być tak, żeby Hermaszewski był jako członek WRONy automatycznie degradowany, a tacy zbrodniarze jak marszałek Rola-Żymierski, czy oficerowie Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego mieli prawnie sytuację lepszą, bo wprawdzie już zapewne nikt z nich nie żyje, ale przecież rodziny, a także organizacje kombatanckie mogłyby chcieć być ich pełnomocnikami i dostarczać dokumenty w obronie ich imienia przed sądami administracyjnymi. Zastosowana przez Andrzeja Dudę kazuistyka budzi zdumienie i zażenowanie.

 

Ale jeszcze większe zdumienie budzą zdolności profetyczne Wojciecha Jaruzelskiego, który przewidział, że wprowadzając w skład WRON Mirosława Hermaszewskiego, skutecznie zablokuje ustawę degradacyjną.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej