Młode Talenty- Stanisław Srokowski KLAUDIA LEWCZAK PRZEMYCAM SWOJE POGLĄDY

KIM JEST Laureatka konkursu literackiego, ogłoszonego przez „Obywatelską” w 2017 r. Jest uczennicą II Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Wyspiańskiego w Legnicy. Próbuje swoich sił w prozie. Prezentujemy pierwszą część jej opowiadania. Druga część za dwa tygodnie. (Z autorką rozmawia Stanisław Srokowski)

Jakie były początki Twojej twórczości?

Wszystko zaczęło się od bloga w sieci, którego zaczęłam czytać, będąc jeszcze w podstawówce. Publikowane były tam opowiadania o serii „Bakugan”, którą w okresie dzieciństwa uwielbiałam. I to jakoś mnie zainspirowało. Najwięcej i najbardziej regularnie pisywałam trochę później na blogu grupowym o tej samej tematyce. Tam właśnie poznałam koleżankę, która zaczęła moje prace sprawdzać i wskazywać błędy, motywowała do rozwoju, była wzorem do naśladowania. A później jakoś tak… Samo wyszło. Miałam milion pomysłów na sekundę, które zazwyczaj lądowały w koszu. Następnie zaczęłam pisywać do gazetki szkolnej i to coraz bardziej motywowało mnie do nadawania myślom określonej formy literackiej lub publicystycznej.

 

Czym dla Ciebie jest proza? Co w niej cenisz?

Wydaje mi się, że najważniejszą wartością jest przekazywanie swoich myśli, uczuć misternie formułowanych w zdania, akapity, wreszcie, w całe utwory. Bardzo istotny jest dla mnie ładunek emocjonalny, jaki za sobą niosą. Chyba każdemu zdarzyło się uronić łzę podczas czytania książki, czy wiersza (mnie zawsze bardzo wzruszało wszystko, co związane z drugą wojną światową i śmiercią nie mas, ale jednostek). Opowiadania pozwalają mi także na „przemycenie” moich poglądów, przemyśleń, czasami marzeń, bo z dużą liczbą moich postaci się utożsamiam. Chyba największym komplementem, jaki kiedykolwiek dostałam, były łzy koleżanki, która przeczytała jedną moją historię. Poczułam się wtedy doceniona jak nigdy. Tak jakbym chociaż odrobinkę spełniła jakąś misję.

 

Jacy twórcy są Ci bliscy? I dlaczego?

Chyba moim ulubionym autorem jest Maja Lidia Kossakowska, którą odkryłam już parę lat temu. Zauważyłam, że czytając jej utwory, jakoś nieświadomie czerpałam z jej stylu, który jest niesamowicie lekki i przyjemny. Oczywiście nie zamierzałam całkowicie go kopiować. Zainspirowałam się nim na tyle, że próbowałam zmodyfikować swój tak, by był choć w połowie tak swobodny i niewymuszony. W ten właśnie sposób Kossakowska stała się moim niedoścignionym wzorem i to właśnie dlatego zdecydowałam stać dwie godziny po jej autograf. Ale warto było.

Z poetów bardzo lubię Bolesława Leśmiana, głównie za swobodę, bogate opisy i kreatywność. Ach, te leśmianizmy!

 

Jak Twoją pracę literacką przyjmuje najbliższe środowisko?

Bardzo dobrze! Mój przyjaciel wspiera mnie najmocniej na świecie, jest też największym fanem wszystkiego, co piszę. Mam parę osób, którym mogę podesłać skończony tekst i liczyć na opinię, sprawdzenie go, wytknięcie błędów. Co zabawne, każdy z nich zauważa co innego. Ale to chyba nawet lepiej.

Do pisania zachęca mnie także nauczyciel historii, który przy każdej możliwej okazji przypomina mi o tym, że mam pisać, pisać i jeszcze raz pisać.

W każdym razie, na otuchę chyba nigdy nie narzekałam. Mam wielkie szczęście (dziękuję Wam, kochani!

OJCIEC

(fragment, cz.I)

 

26.08.1980, wtorek

Wczoraj w naszej stoczni odbyły się koncerty. Wszyscy tam byliśmy, nawet ja moją Stefcię wyciągnąłem, mimo że upierała się, żeby nie iść. Mówiła, że ona się Bąbla boi tam zabrać, że jakaś afera może z tego wyniknąć. Uspokajałem, że stoczniowcy to ludzie porządni i przecież żadnej krzywdy nie chcą nikomu wyrządzić. Ona w ogóle ostatnio była przewrażliwiona jakaś. Ja wiem, że te strajki i ona się bardzo o naszą i Bąbla przyszłość martwi, ale musimy być dobrej myśli i mieć nadzieję. Skoro już zaczęliśmy walkę, to walkę kończyć trzeba. Nie wolno nam się poddać. My, Polacy, będziemy do końca walczyć. Namówiłem ją w końcu; Jasiek poszedł do babci, a ona ze mną na te koncerty. Chyba nie była za bardzo szczęśliwa.

29.08.1980, piątek

Przy kolacji dzisiaj była jakaś zamyślona. Mało co się w ogóle odzywała. Jakoś dziwnie mi było. Pamiętałem zawsze moją Stefcię jako taką wiecznie uśmiechniętą, rozgadaną. Koledzy się śmiali, że ona mnie kiedyś na śmierć zagada. A teraz taka smutna. Pytałem, ale mówiła, że przecież wszystko jest w porządku, że nic jej nie jest. Sam się martwiłem, bo mieli dzisiaj w stoczni rozmawiać z delegacją państwową. Wszyscy na to czekali, Józek tak się bał, że gryzł się już w pięści. Dawno go nie widziałem, żeby się tak stresował, wcześniej taki spokojny chłop z niego był. Te strajki każdego martwią. Wstałem od stołu wtedy, żeby ją przytulić. Ona pociągnęła tylko parę razy nosem i powiedziała, że źle się czuje i idzie się położyć. Bąbel też patrzył na nią jakiś smutny. Aż mi się przykro dzieciaka zrobiło. W końcu nic takiego nie zrobiliśmy, żeby jej źle było. Ani ja, ani on. Bab nie zrozumiesz.

30.08.1980, sobota

Ona coś złego robi, ja jestem pewien, moja Stefcia nigdy by nie mogła, ale teraz coś złego [nieczytelne], ja już z nią pogadam sobie.

 

31.08.1980, niedziela

Jak wstałem, to dom był pusty. Cały dzień czekałem na wiadomości ze stoczni, bo porozumienia mieli w końcu podpisać.

Wróciła późno wieczorem z przeziębionym Bąblem.

 

02.09.1980, wtorek

Pokłóciliśmy się strasznie. Nie odzywa się do mnie od soboty. Jak gadałem z Józkiem, to mówił, że u nas w nocy podobno awantura była straszna. Był też na tej mszy w niedzielę w naszej stoczni. Ja nie mogłem pójść, a chciałem. Nie wiem, czy Stefcia była czy nie. Wczoraj, kiedy wracałem ze stoczni, to widziałem, że przed klatką gadała z jakimś facetem. Jak tylko mnie zobaczyła, to od razu spoważniała, przestała się uśmiechać i chyba kazała mu iść. Wyglądała, jakby chciała coś przede mną ukryć. Zapytałem ją o niego, ale nie chciała gadać. Oburzyła się, że w ogóle pytam. Mam chyba prawo wiedzieć, z kim rozmawia moja żona. A ona pokręciła tylko głową, odwróciła się i weszła na górę. I nawet na mnie nie patrzyła. Później przy obiedzie też ze mną nie gadała. Nie wiem, o co jej znowu chodzi.

 

06.09.1980, sobota

Jak wróciłem do domu, to z kimś gadała przez telefon. Usłyszałem męski głos w słuchawce. Zapytałem ją o to później, a ta tylko nakrzyczała na mnie, że to nie moja sprawa, że może sobie gadać, z kim tylko chce. No nie wytrzymałem i zaczęła się awantura. Powiedziałem jej, że wiem, że mnie zdradza, że ja wszystko wiem i ja ją z tym palantem widziałem. Jak się wkurzyła, jak krzyczała na mnie. Wyszedłem z domu, bo już wytrzymać nie mogłem. Nie chciałem, żeby Bąbel na to wszystko patrzył i tego wszystkiego słuchał. Też nie chciałem tego słuchać.

 

07.09.1980, niedziela

Mieszkam chwilę u Henia, kolegi ze stoczni. Nie mogę iść do rodziców, bo zaraz matka zacznie mi gadać, że nie mogę się tak na Stefcię złościć. A mogę. Zdradziła mnie z tym swoim panem Czesławem, to mogę być na nią zły. Nawet mnie nie przeprosiła, tylko na mnie krzyczała.

 

08.09.1980, poniedziałek

Widzę się zaraz z Józkiem. Mamy pogadać, bo ponoć coś wie od Maryśki. A Maryśka to przecież najlepsza przyjaciółka Stefci. Ona pewnie wie o wszystkim, wszystko powiedziała. Tylko mam nadzieję, że Józkowi nie nakłamała.

(cdn.)

 

 

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej