WOLNI NADAWCY NA WOLNYM RYNKU- Michał Mońko

Na wolnym rynku sąsiadują ze sobą nadawcy publiczni, komercyjni i społeczni. Publiczni nadawcy radiowi i telewizyjni różnią się od swoich komercyjnych konkurentów tym, że mają określone cele do realizacji. Nie chodzi im wyłącznie o finansowy zysk, ale o ideową korzyść: o informowanie, edukowanie i dostarczanie tzw. wysokiej rozrywki.

Krytycy koncepcji utrzymywania mediów publicznych uważają, że cele publiczne mogą być realizowane przez wolny rynek. Uważają, że obywatele w dzisiejszym konkurencyjnym świecie telewizji cyfrowej, kablowej i Internetu mają wiele niezależnych źródeł informacji i niepotrzebny jest jeden publiczny nadawca, realizujący jakąś misję i narzucający odbiorcom, co mają słuchać i co oglądać.
Zwolennicy utrzymywania mediów publicznych są zdania, że dobro, które media publiczne oferują na rynku, należy do dóbr pozarynkowych, czyli takich, których nie może zapewnić nadawca prywatny. W interesie państwa leży postulat, aby wszyscy obywatele mieli wolny dostęp do publicznej informacji i wolny dostęp do różnorodnych opinii.
Czy są potrzebne media publiczne?
Rynek w sektorze mediów pozostawiony sam sobie dostarczałby tylko określone programy, niską rozrywkę, przemoc, pornografię i wszystko to, co przynosi zysk. Można powiedzieć, że gdyby tylko wolny rynek decydował, co sektor mediów dostarczy słuchaczom i widzom, to zaspokajałby potrzeby ludzi jedynie jako konsumentów, a nie jako obywateli.
Nie broni się też pogląd, że wielość źródeł informacji może zastąpić media publiczne. Wskazuje się na Internet. Owszem, Internet stał się instrumentem wolnego przepływu informacji i idei, ale informacje dostępne na stronach znajdują się w rękach kilku olbrzymich koncernów, które zaczynają kontrolować zarówno treści, jak i dostęp do nich.
Jest jeszcze jedna istotna przyczyna, dla której należy w demokratycznych społeczeństwach utrzymywać publiczne media. Nie jest dobrze, gdy media są całkowicie w prywatnych rękach i pod kontrolą prywatnych przedsiębiorców. Wiadomości, do których wszyscy obywatele mają prawo – przykładowo: informacja o tym, jak rządzone jest państwo, jakie prawa przysługujące obywatelom – powinny być dostępne dla wszystkich i nie powinny być sprzedawane dla zysku.
Publiczne media na wolnym rynku
A zatem, jaka jest rzeczywista rola publicznych nadawców w dobie Internetu, jak mają się przystosować media publiczne do wolnego rynku? Przede wszystkim redaktorzy i producenci programów muszą wykazać się dziś większą wyobraźnią i twórczym podejściem do swojej pracy, aby przyciągnąć widza do słuchania i oglądania.
W stacjach publicznych, które odniosły sukces i przetrwały, stosuje się powszechnie umiejętny sposób przemycania wiedzy w rozrywkowym opakowaniu i stosuje się odpowiednie strategie programowania. Ważne jest to, by program na antenie publicznej stanowił forum dyskusji o najistotniejszych problemach państwa i społeczeństwa. Żeby był istotną częścią przestrzeni publicznej, w ramach której społeczeństwo rozwiązuje swoje dylematy, dyskutuje o wartościach.
Publiczni nadawcy powinni także być dostarczycielami tzw. publicznej informacji, która jest niezbędna obywatelom do korzystania z ich publicznych praw politycznych. W dzisiejszym świecie ludzie mają poczucie, że media, w wyniku globalizacji, promują jakąś globalną, uniwersalną kulturę. Że mówią o sprawach odległych, a newsy, pochodzące z wielkich centrów informacyjnych świata, oświetlają zaledwie niektóre wydarzenia i to z obcego punktu widzenia. Dlatego tak ważny jest krajowy i narodowy wymiar publicznych mediów.
Publiczni nadawcy powinni promować własną narodową kulturę. Powinni pracować nad swoja reputacją nadawców produkujących programy wysokiej jakości. Powinni być wzorem standardów dziennikarskich dla komercyjnych nadawców.
Odpowiedzialność, zobowiązania i prawa
Z funkcjonowaniem publicznych nadawców wiąże się szereg spraw prawnych i organizacyjnych. Są to kwestie dotyczące regulacji rynku medialnego, ograniczeń własności. Należy wszak pamiętać, że rynek mediów nie jest rynkiem wolnym, jak rynek smaru do wozu albo rynek kapusty. Rynek mediów jest albo powinien być rynkiem regulowanym. Prawo może pełnić rolę ograniczania pewnych niepożądanych zjawisk w mediach lub promować rzeczy dobre, pożądane.
Powszechnie uważa się, że prawo jest o wiele skuteczniejsze w swej funkcji zapobiegania, ograniczania niepożądanych zjawisk niż w swej funkcji promowania pewnych wartości, tworzenia wartości nowych. Dlatego też, aby dostarczyć, zapewnić obywatelom to, czego nie da im wolny rynek, niezbędne jest powołanie odrębnej organizacji nadawców publicznych. Nie wystarczą tylko zestawy odpowiednich instrumentów prawnych, regulacji i ogólnych zasad funkcjonowania mediów publicznych.
Nasuwa się tu analogia z systemem oświaty, kształcenia. Wyższej edukacji nie zapewni samo dobre prawo oświatowe czy nawet agencja kupująca jakieś oświatowe usługi. Muszą powstać instytucje mające jakąś ciągłość i organizację.
Regulacja rynku medialnego dotyczy dwóch sfer: nośników (kable, urządzenia przesyłowe, talerze satelitarne, szybkość przepływu etc.) oraz zawartości, czyli treści. Kwestie dotyczące przekazu od strony technicznej to kwestie stricte ekonomiczne, mające związek z efektywnością operacji, wydajności i kosztów. Te sprawy powinny być regulowane przez urzędy antymonopolowe w sprawach koncentracji i dekoncentracji.
Zgodnie z prawem danego kraju, organizacje medialne, które zechcą działać pod sztandarami nadawców publicznych, mają określoną odpowiedzialność, zobowiązania i prawa zupełnie inne niż organizacje komercyjne albo społeczne (stacje religijne, uniwersyteckie etc.). Urzędy antymonopolowe patrzą z reguły łagodniejszym okiem na organizacje działające jako nadawcy publiczni, dostarczające na rynek dobro publiczne. Zezwala się im nawet na dominującą pozycję na rynku.
Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa z nadawcami komercyjnymi, którzy podlegają ściśle przepisom antykoncentracyjnym. Obserwuje się pewną prawidłowość: w demokracjach, w których nadawca publiczny ma silną pozycję, mniejsze są obawy o polityczną dominację i tam funkcjonują łagodniejsze przepisy dotyczące cross media ownership (łączenia własności różnych mediów w jednych rękach). W krajach, gdzie publiczni nadawcy są słabi – o dziwo! – przepisy antykoncentracyjne są surowsze i bardziej restrykcyjnie podchodzi się do cross media ownership w obawie przed polityczną dominacją jednej opcji, jednej grupy właścicieli prywatnych.
Prawo poszczególnych krajów powinno też regulować kwestie związane z własnością mediów w aspekcie narodowym. Jeśli rozgrywający na medialnym rynku są narodowości danego kraju, sytuacja jest satysfakcjonująca. Gorzej jeśli większość z nich nie tylko należy do obcych państw, ale także reprezentuje obce interesy narodowe.

Gdy zaś chodzi o zawartość programową, to mamy kwestię, w dużej mierze polityczną. Tu też wymagane są regulacje, ale podstawą tych regulacji musi być coś innego niż tylko ekonomia. Pewien typ programów uważa się za pożądany, ważny ze względów społecznych. Są to programy, które nie degradują moralnie, nie korumpują, które rozbudzają, a nie ograniczają wyobraźni, które zapewniają swobodę wypowiedzi i gwarantują różnorodność opinii.
Autor artykułu jest dyrektorem
– redaktorem naczelnym Programu I
Polskiego Radia.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej