W KRAINIE SONDAŻY- Michał Mońko

Opinia publiczna jest najczęściej kojarzona z funkcjonowaniem masowych mediów, które formują zachowania polityczne. Ogromny wpływ na formowanie zachowań politycznych osiąga się za pomocą zintegrowanego systemu perswazji. Harold D. Lasswell nazwał niegdyś ten system „rządowym zarządzaniem opinią”, co w praktyce oznaczało użycie propagandy dla maksymalizacji poparcia politycznego.

Sondaże rozkręcają poparcie dla ludzi z grupy trzymającej władzę. Niemożliwe staje się możliwe. Skazani na wieczne potępienie reprezentanci zbankrutowanej formacji zyskują miejsce w nowym porządku za niewielkie odstępstwo akcji na rynku polityki. Sondaże mają niewątpliwie wartość ideologiczną, manipulują ocenami i wartościami, narzucają pewien sposób widzenia świata. Narzucanie opinii możliwe jest dzięki służebności mediów elektronicznych.

Przemysł perswazji

„Nieprzypadkowo w wielkich współczesnych społeczeństwach stało się tak ważne zdobycie monopolu na środki masowego przekazu. Manipulując wiadomościami (nie tylko słowami), potwierdzając lub destabilizując kody, warunkuje się zachowanie społeczne i przemawia się na korzyść danych ideologii” – pisze Rossi Landi w Ideologii, Milano, 1978. Można mówić o „klasie dominującej”, która „roztacza kontrolę nad emisją i rozprowadzaniem wiadomości werbalnych i niewerbalnych, istotnych dla danej społeczności”.

Na polskim gruncie nazwiemy klasą dominującą po prostu grupę trzymającą władzę z zapleczem mediów, banków, telekomunikacji etc. To niekoniecznie rząd, ale establishment, czyli rzeczywista władza.

Od czasów ukazania się głośnej pracy Lasswella Propaganda. Technique in the World War (1927), sondaże nie wyrażają już woli publiczności, pojmowanej jako wyraz racjonalnych poglądów i intencji obywateli. Wyrażają opinię grup, które panują nad mediami i stosują perswazję. Sondaże są dzisiaj narzędziami potężnego przemysłu perswazyjnego, który pozwala ludziom odtwarzać opinie mediów.

Eksperci od mediów, fachowcy od reklamy i specjaliści od sondaży zgadzają się z jednym: istnieje zauważalny efekt „kuli śnieżnej”, który popycha „brak zdania” w kierunku opinii przyjmowanej przez większość, zwłaszcza gdy kładzie się na tę opinię nacisk w środkach przekazu. A rzecz jasna, politycy wiedzą o tym, że niezdecydowani wyborcy chcą znać cudze opinie, zanim sami podejmą decyzję.

Zabiegana publiczność nie jest wystarczająco poinformowana, nie ma też umiejętności zdobywania informacji na tematy wykraczające poza życie codzienne. Ale gdyby nawet ludzie mieli dostęp do informacji, to i tak koszt społeczny dotarcia do wiarygodnych danych byłby niewspółmiernie wielki w stosunku do przewidywanego wpływu pojedynczej wypowiedzi na kształt opinii publicznej. Publiczność jest wyposażana w opinię za pomocą trzech zintegrowanych narzędzi: sondaży – mediów – reklamy. A zatem po to ujawnia się opinię, by ją formować i utrwalać.

Opinia publiczna wyrażana w sondażach zdobyła dziś przestrzeń publiczną, rozciągającą się między rządem, a społeczeństwem. Nie sposób być przeciw opinii, czyli przeciw władzy publicznej. To choroba demokracji. Lekarstwem na chorobę demokracji może być jedynie demokracja.

Vox populi

Cóż więc zrobić, gdy sondaże pokazują, że zwykli ludzie coraz bardziej wierzą w swoją mądrość, a nie w mądrość ekspertów, którzy potrafią rozsupłać zawiłości gospodarcze, polityczne, społeczne: w 2018 roku 90 procent Polaków uważa, że wszystkim żyłoby się lepiej, gdyby rząd kierował się opinią publiczną. No i rząd stara się podporządkowywać głosowi opinii publicznej.

Kiedy opinia napędza demokracje, centralnym problemem staje się kwestia, co ludzie myślą. Badania opinii publicznej mają wielką moc między innymi dlatego, że ujawniają odpowiedzi, co jest dobre dla państwa, co dobre dla ludzi, ile powinni zarabiać ministrowie i co powinien jeść premier, bo przecież wszyscy mamy takie same żołądki. A mózgi też takie same? Mózgi, w przypadku sondaży, się nie liczą.

Można się zastanawiać, czy zawsze trzeba znać opinie większości, żeby projektować coś nowego, coś co wydaje się odległe i niemożliwe. Historia pokazuje, że w polityce i poza polityką to, co dzisiaj oczywiste, kiedyś było utopią albo rozwiązaniem skrajnym. W połowie dziewiętnastego wieku najtęższe głowy przewidywały, że Paryż zostanie zawalony sianem dla dorożkarskich koni. Dwadzieścia lat temu wspólna waluta dla całej Europy była utopią, dziś jest rzeczywistością. Do niedawna koleje czy poczta i telefony były w sposób oczywisty domeną państwa, a prywatyzacja w tych dziedzinach – ekstremą. Dzisiaj prywatne koleje i telefony, a niedługo poczta przestają kogokolwiek dziwić.

Decyzje, które doprowadziły do nowych, oryginalnych rozwiązań gospodarczych, społecznych i politycznych najczęściej nie były podjęte pod wpływem sondaży, ale polegały na rozważnych i przemyślanych wyborach politycznych w interesie publicznym. Po prostu udaje się uniknąć nacisków większości, gdy chodzi o dobro większości. A jednak coraz częściej vox populi odbierany jest jako vox Dei. Kapłani opinii publicznej naciskają, by doświadczane przez nich objawienia miały jeszcze większy wpływ na kształtowanie politycznych strategii.

Zdaje się, że to woda na młyn różnych pracowni, agencji badań społecznych, politycznych i wyborczych etc. Zła moneta wypiera dobrą, profesjonalistów wypierają szarlatani. Kraina czarów jest rajskim ogrodem dla naciągaczy. Oto jednoosobowa agencja badań wyborczych wykonuje badania dla partii. Oto rzekomy szef sztabu wyborczego dwu kolejnych amerykańskich prezydentów z lat siedemdziesiątych (!) prowadzi badania polityczne i doradza sztabom wyborczym w Polsce. Oto agencja badań wyborczych, założona przez czworo dzieci ludzi władzy, zarabia rocznie ponad dwa miliony złotych!

Co mówią rezultaty badań?

Politycy chcą opinii i płacą za opinię. Nie muszą mówić, że ta opinia musi być wcześniej odpowiednio ukształtowana albo spreparowana. Wyrażone w sondażach życzenia mogą być ważne z powodów politycznych, kulturowych. To widać przed każdymi wyborami. Politycy wykorzystują najbardziej nierealne rezultaty badań do promowania swojej partii, budowania swoich programów etc. Rynek polityczny zamienia się w urojony jarmark, na którym wszystko jest możliwe. Jakiś czas temu Centrum Badania Opinii Społecznej zapytało respondentów, czy należy poluzować przepisy dotyczące zwalniania z pracy. Większość odpowiedziała, że nie należy luzować. Specjaliści byli innego zdania, ale głos ludu przeważył.

Badanie ujawniło raczej truizm: że ludzie nie lubią być zwalniani z pracy. Wyniki sondażu wpłynęły na ustawodawców, a brak poluzowanych przepisów uderzył w świat pracy: pracodawcy zmniejszyli przyjęcia do pracy, by uchronić się przed niemożnością zwolnień.

Nierealistyczne pragnienia dotyczą zazwyczaj obszarów manewru politycznego. Jest to obszar ograniczony, a dokonywane na nim wybory rzadko bywają doskonałe. Przeznaczenie dodatkowych środków na służbę zdrowia oznacza odebranie pieniędzy nauczycielom czy bezrobotnym. Obniżenie podatków oznacza zadłużenie się. Polityk, który miesza sondażowe życzenia z rzeczywistymi wyborami politycznymi, powinien dążyć do tego, by każdy respondent miał własną drukarnie pieniędzy.

Na szczęście politycy, decydenci, zachowują dystans do świata życzeń przedwyborczych, wyrażanych w sondażach. Bywa, że dystans ten obraca się przeciw rządowi, kiedy okazuje się, że rządząca partia wykazuje dystans także wobec własnego przedwyborczego programu, zbudowanego z nierealistycznych, życzeniowych haseł.

Rezultaty badań, z jakimi mamy zazwyczaj do czynienia w nowej Polsce, nie mówią nam nic o rzeczywistych wyborach, przed którymi stoi kraj, przed którymi stoją ludzie. Nikt niczego nie chce za darmo, ale w świecie sondaży nie ma wyborów „coś za coś”. Rzeczywiste wybory polityczne i odpowiedzi w badaniach to zazwyczaj dwa różne światy. Polityka, jak mówi stare powiedzenie, to sztuka możliwości. Osiągane są rozwiązania możliwe, a nie najlepsze. Często trzeba raczej minimalizować straty, zamiast szukać zysków.

Badacze opinii publicznej zwykle nie martwią się o takie szczegóły, respondent po prostu ma zakreślić najlepszą opcje według niego. Koszty odpowiedzi „tak” – „nie” ponosi rząd, sejm, społeczeństwo. O tej grze wiedzą dobrze politycy, eksperci – nie wiedzą zwykli zjadacze chleba. Mało który respondent bierze pod uwagę to, że wybory polityczne wymagają wiedzy, rozsądku, zastanowienia, namysłu.

Respondenci często mylą nazwiska, daty, fakty, liczby. Nie wiedzą, co to dochód narodowy, co to wartość dodana. A zatem, w jaki sposób respondent ma określić politykę gospodarczą państwa? Można usprawiedliwiać respondentów. Że są zagubieni w problemach polityki. Że są manipulowani przez media. Że nawet politycy nie orientują się w zawiłościach systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Ale fakty pozostają faktami: respondenci nie wiedzą, co czynią.

Sondaże na zlecenie

Wystarczy zlecenie i brzęk kiesy, a każdy sondaż i każdy wynik jest możliwy. Jeśli zamówionych „badań” nie zrobi ten ośrodek, to zrobi tamten. Niektórzy zleceniobiorcy najwidoczniej uważają, że pieniądze nie śmierdzą. Nie ulega wątpliwości, że niektóre konkretne sondaże powstały nie z chęci zdobycia obiektywnej wiedzy o tym, co myśli społeczeństwo w danej sprawie, ale z chęci dostarczenia materiału do walki politycznej lub światopoglądowej, do podbudowy z góry założonego celu propagandowego. Taka postawa sprzeczna jest z etyką naukową. Zdumiewa również fakt, że różne ośrodki badania opinii nie reagowały, gdy zleceniodawcy naginali wyniki sondażów do własnych celów politycznych, wbrew oczywistym faktom, znanym badaczom.

Przywództwo w sferze polityki i zarządzania państwem rozumiane jest jako zdolność kreowania i rozpoznawania opinii potocznej, prezentowanej jako opinia publiczna. Mobilizowanie większości wokół partii, polityków, gazet, wydawców i wobec głoszonych przez te instytucje haseł stało się źródłem wypaczeń i umysłowego zamętu.

 

To interesy gazet albo partii decydują o przypływach opinii, o tempie i kierunku tych przepływów, o irracjonalności i niestałości głosu społecznego, za którym ukrywają się interesy grup trzymających władzę.


 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej