Dekomunizacja przestrzeni życiowej- Waldemar Maszenda

Ostatnia fala dekomunizacji spowodowała, że na warszawskim Służewcu jest już skrzyżowanie ulic solidarnościowych bardów, Jacka Kaczmarskiego i Przemysława Gintrowskiego. Ulice ich imienia biegną prostopadle do siebie i krzyżują się w pobliżu Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Ostatnia fala dekomunizacji spowodowała, że na warszawskim Służewcu jest już skrzyżowanie ulic solidarnościowych bardów, Jacka Kaczmarskiego i Przemysława Gintrowskiego. Ulice ich imienia biegną prostopadle do siebie i krzyżują się w pobliżu Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Można powiedzieć Kaczmarski i Gintrowski znów są razem. Solidarnościowi bardowie zajęli w przestrzeni publicznej miejsce działaczy komunistycznych ― Zygmunta Modzelewskiego (ojczyma Karola Modzelewskiego) i Wincentego Rzymowskiego, funkcjonariusza państwowego z czasów stalinowskich. Ulic Rzymowskiego, który całe życie walczył z „obskurantyzmem kulturowym i religijnym”, było w kraju więcej i wszystkie już zostały zmienione, a w Białymstoku ulicę jego imienia przemianowano na ul. Świętego Jerzego. Zadowoleni są katolicy i prawosławni, ulica biegnie w pobliżu katolickiego kościoła i cerkwi.

Zmiany nazw ulic budzą emocje

W pobliżu ul. Jacka Kaczmarskiego zmieniono nazwę jeszcze jednej: ulicę Oskara Langego zastąpił Tomasz Arciszewski, przedwojenny polityk, a wcześniej członek Organizacji Bojowej PPS, po wojnie premier rządu na uchodźstwie w Londynie. Działacz PPS zastąpił innego działacza PPS, ale różnica między nimi jest fundamentalna. Oskar Lange, przed wojną znany ekonomista i członek PPS, później zbliżył się do komunizmu i w końcu został w PRL członkiem Rady Państwa, piastował też inne wysokie funkcje. Wcześniej, w latach 30.Oskar Lange przebywał w USA i kilkakrotnie występował w depeszach sowieckiej rezydentury wywiadowczej, rozszyfrowanych później przez amerykańskie i brytyjskie służby specjalne w ramach Projektu Venona. Według tych depesz Oskar Lange został zwerbowany do współpracy z NKWD przez radzieckiego szpiega Bolesława Geberta jako agent wpływu o pseudonimie Friend.

Równie radykalna zmiana nastąpiła na warszawskim Żoliborzu, ulicę Teodora Duracza, agenta NKWD i szefa sowieckiej siatki wywiadowczej w przedwojennej Polsce, przemianowano na ul. Zbigniewa Romaszewskiego. Nawet „Gazeta Wyborcza” nie broniła Duracza, ale już z Armią Ludową(AL) było zupełnie inaczej. Środowiska zbliżone poziomem emocji i politycznych interesów do „Wyborczej” bronią Armii Ludowej jak niepodległości przed „antykomunistyczną krucjatą”. Jacek Żakowski, wpływowy reprezentant tego środowiska mówił w telewizji, i to bez cienia zażenowania, że AL wałczyła o wolność i niepodległość, choć dobrze wiadomo, że była stalinowską forpocztą komunizmu nad Wisłą. A wszystko to dlatego, że al. Armii Ludowej została przemianowana na al. Lecha Kaczyńskiego. Zdominowana przez opozycję Rada Warszawy może znieść dużo (przykładem złodziejska prywatyzacja), ale nie coś takiego, więc usiłowała tę zmianę zablokować, bezskutecznie. Istniejące rozwiązania prawne pozwalają wojewodzie cofnąć decyzje rady, jak to przewiduje ustawa dekomunizacyjna. Dość zresztą szybko, mimo kontrowersji, al. Lecha Kaczyńskiego znalazła się na Google Maps.

W Lublinie 90 ulic zmieniło swoje nazwy w ramach dekomunizacji, a w Gdańsku jego skompromitowany prezydent Paweł Adamowicz bronił komunistycznych patronów sześciu ulic, w tym ul. Dąbrowszczaków. Problem ulicy Dąbrowszczaków pojawił się nie tylko w Gdańsku, ale i w innych miastach. Powstało nawet stowarzyszenie „Ochotnicy Wolności” utrzymujące, że Dąbrowszczacy nie mieli nic wspólnego z komunizmem i po prostu walczyli z faszyzmem. Problem w tym, że Dąbrowszczacy (tzw. brygady międzynarodowe) składali się z komunistycznych aktywistów różnych krajów i realizowali awanturniczą politykę Stalina. Ich zwycięstwo oznaczałoby komunistyczne rządy w Hiszpanii.

Przeciwnicy dekomunizacji

Jeden z ogólnopolskich portali internetowych opisał heroiczny „bój ostatni”, przeciw alei Kaczyńskiego, a za Armią Ludową, która wcześniej najwyraźniej nie przeszkadzała, jaki stoczyli pracownicy pewnej filii korporacji zagranicznej ulokowanej w biurowcu na rogu spornej ulicy. „Nie chcemy PiS-u i »Kaczora« na wizytówkach”― napisali w eleganckim oświadczeniu. Pojawiły się nawet plany wyprowadzenia się z wygodnie położonego biurowca. Do protestu przyłączyła się administracja korporacji, a wytypowane adresy nowych biur w Warszawie, gdzie planowano przeprowadzkę, trafiły na biurko prezesa. Ten jednak ostudził bojowe emocje załogi, stwierdzając, że koszty przeprowadzki są zbyt wielkie, a zagraniczna centrala zabroniła mu wikłania firmy w polityczne manifestacje.

Dla lewicowych środowisk niedopuszczalne są nawet same rozważania o niszczeniu czy zburzeniu symboli komunistycznych. Newsweek doniósł z ufnością graniczącą z pewnością, że „mieszkańcy całej Polski nie chcą dekomunizacji”. Gazeta Wyborcza straszy jak dzieci Babą Jagą: „Pałac Kultury w prokuraturze za propagowanie komunizmu”. Za dowód posłużyła socrealistyczna figura robotnika na tle ściany Pałacu Kultury symbolicznie czytającego Marksa, Engelsa i Lenina.

Radykalnie lewicowy aktywista, Jakub Majmurek pisze w tekście, „Hola, Lenonn to nie Lenin”, że „pisowska polityka pamięci subtelności nie dopuszcza. Z założenia odrzuca możliwość, by ktokolwiek, kto próbował działać w ramach PRL-u, mógł zrobić coś pożytecznego”. W warszawskim kinie Muranów, które specjalizuje się w kinie studyjnym, awangardowym, rzecz jasna lewicowym i oczywiście artystycznym, nad wejściem do kinowego holu jest wyryty napis: „Ze wszystkich sztuk najważniejszy dla nas jest film”, ale bez podpisu, kto jest ich autorem, co być może jest manifestem subtelności, o który dopomina się Majmurek. Słowa te jak wiadomo przypisywane są Leninowi bądź Stalinowi i trudno zakładać, że w kinie wybudowanym w 1951 roku pominięto nazwiska wodzów rewolucji. Raczej stało się to podczas remontu kina w 2016 roku, kiedy powrócono do jego oryginalnego wystroju, odnowiono wówczas pierwotny napis, ale asekurancko i tchórzliwie, już bez kompromitujących nazwisk. Nie da się ukryć, że cytowanie myśli Hitlera nie uchodzi, ale myśli komunistycznych zbrodniarzy nadal można, trzeba tylko użyć fortelu.

Czy lewicowa partia Razem propaguje komunizm?

Kiedy dekomunizacja ulic już finiszowała, pojawił się w marcu br. inny problem ― ile jest komunizmu w partii Razem Adriana Zandberga? Art. 13 konstytucji mówi, że zakazane jest istnienie „partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.

Czy lewicowa partia Razem propaguje komunizm zastanawiała się nad tym prokuratura, a jej decyzji nie ułatwiały sprzeczne przekazy z serca samej partii. Jak wiadomo partia Razem pojawiła się na scenie politycznej jak Deus ex machina podczas ostatnich wyborów parlamentarnych z hasłem „Polityka może być inna”, zdobywając ponad 3 proc. głosów, co nie zagwarantowało jej miejsca w parlamencie, jedynie dotacje państwowe. To ciekawe, że na Węgrzech w 2009 powstała lewicowa partia w opozycji do rządu Orbana dokładnie o takiej samej nazwie ― „Polityka może być inna”. „Partia Razem odwołuje się do wartości demokratycznych. Widać to po naszej strukturze, ale i działaniach. ― mówiła znana działaczka tej partii Marcelina Zawisza ― Nie mamy nic wspólnego z odwoływaniem się do systemów totalitarnych ― wręcz przeciwnie: walczymy o to, aby w Polsce były przestrzegane zasady demokracji i prawa człowieka”.

Inaczej to widzi lewicowy aktywista Łukasz Moll w tekście pt. „Jestem komunistą z Razem. I jest nas niezliczona ilość”. A w innym miejscu, „Tak się składa, że całkiem sporo przedstawicieli tych komunizujących grup współtworzy partię Razem, nie działając przy tym w konspiracji i nie knując spisków, które miałyby nawrócić socjaldemokratów na komunizm. Działamy w Razem ― piszę w pierwszej osobie, bo się do tej komunistycznej hałastry zaliczam ― ponieważ dostrzegamy ciągle sporą zbieżność między orientacją ideową partii a tymi elementami komunistycznej tradycji, z której nie chcemy zrezygnować”.

Partia Zandberga, mimo sprzecznych przekazów w końcu uratowała swój żywot, bo prokuratura nie zdecydowała o jej delegalizacji. Mimo że stosunek partii Zandberga do komunizmu dobrze oddaje pewien mem: „Trzy razy precz! Ale nie... z komuną”.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej