KRETY ZAATAKOWAŁY POLA GOLFOWE- Michał Mońko

Gazety w Wielkim Księstwie Luksemburga donoszą: „Krety zaatakowały pola golfowe. Jak żyć?” Jak żyć bez golfa i bez muli w białym winie i z szafranem po rozegraniu golfa? Życie bez golfa i bez muli jest szare, bez wyrazu. Mało tego, Wielkie Księstwo Luksemburga, gdzie znajdują się tanie banki, dobra kawa i Trybunał Sprawiedliwości, bez golfa przestaje być atrakcyjne dla Europy.

Gdy zaś w Luksemburgu walczą z kryzysem spowodowanym przez krety – a jest to walka pozorowana, bo kretów nie tylko nie wolno zabijać, ba! nawet niepokoić nie wolno – rząd Rzeczypospolitej Polskiej, a także Sejm i Prezydent RP – próbują walczyć z kryzysem państwa, spowodowanym przez cztery protestujące kobiety, które wykorzystując niepełnosprawnych jako narzędzia walki, wdarły się do Sejmu.

Słabość czy dobro?

Walka rządu z protestem jest pozorowana, bo przecież protestujących nie wolno nawet niepokoić. Kancelaria Sejmu, a także rząd i Pałac Prezydencki robią wszystko, aby strajkującym dobrze się strajkowało. Władza chce być dobra, najlepsza, z sercem na dłoni. Szczerzą się do protestujących posłowie, mizdrzą się do protestujących ministrowie, chyli się nad protestującymi majestat Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Skutki mylenia słabości z dobrem? Przewroty, rewolucje zaczynały się ostatnio od protestu niepełnosprawnych fizycznie, umysłowo i psychicznie. Wojna hybrydowa w Syrii, w kraju, gdzie żyły spokojnie różne grupy chrześcijan i muzułmanów, zaczęła się od wyjścia na ulicę niepełnosprawnych z agresywnymi opiekunami. Poparły ich inne grupy zawodowe i społeczne, włączyły się służby i agentury. I tak to się zaczęło.

Protestujące w Sejmie kobiety nie opuszczają Sejmu. Pod Sejmem widać twarze Obywateli, twarze działaczy KOD. Cudzoziemscy dziennikarze stwierdzają: „Cztery kobiety przewracają Państwo!” Po prawdzie – nie przewracają, a jedynie psują Państwo. Na razie tylko siedziba władzy najwyższej zamieniła się w legowisko politycznego bezprawia.

Bez miary i przyzwoitości

Zdawało się, że Sejm jest strzeżony tak dokładnie, że bez przepustki nie przeciśnie się tam nawet mysz. Gmachu pilnują płoty, barierki, strażnicy, policjanci. No więc jakim sposobem weszły do Sejmu kobiety z niepełnosprawnymi, z wózkami, piernatami, koszami jedzenia? Te kobiety już przed laty terroryzowały Sejm, rząd, Państwo i opinię publiczną, powodując kryzys władzy. Otrzymały zakaz wstępu do Sejmu. Teraz złamały zakaz, drwią z władzy i żądają dodatkowej „gotówki na rękę”.

Kobietom, reprezentującym czterech niepełnosprawnych, można dać tyle, na ile stać państwo. Ile dać? Georg Friedman, amerykański politolog i ekonomista węgierskiego pochodzenia, mówi: „Polska nie powinna dzisiaj naśladować bogatych krajów Zachodu. Polska powinna naśladować rozwiązania, które zachodnie kraje stosowały, gdy były tak biedne i miały takie kłopoty, jakie ma dzisiaj Polska”.

Pytam zapracowanych ludzi, ile mają na rękę? Odpowiadają: 1530. Niepełnosprawni dostaną wkrótce 2600 „żywej gotówki”. Premier Morawiecki mówi o trzech tysiącach. Nadto dostaną dożywotnią rehabilitację, pomoc w postaci leków etc. Na tyle nas stać? Nie stać, ale czego to się nie robi dla protestujących, wymuszających, terroryzujących.

Rząd nie ma własnych pieniędzy. Rząd daje pieniądze Polaków – rolników, nauczycieli, stoczniowców, hutników etc. Na podlaskiej wsi, żeby zdobyć 2600 zł, rolnik musi sprzedać 10400 kg kartofli (25 groszy za kilogram). Musi sprzedać 3250 kilogramów porzeczek (80 groszy za kg). Musi sprzedać 26000 kg ogórków (10 groszy za kg). Musi sprzedać 4333 jajka kurze (po 60 groszy za jajko). Żeby sprzedać kartofle albo ogórki za 2600 zł, rolnik musi przez cały rok uprawiać ziemię, nawozić, kopać, zbierać, wozić na targ.

Żądania protestujących kobiet nie znają miary, ceny, przyzwoitości. Powinien te żądania rozpatrywać niskiej rangi urzędnik z dzielnicowego magistratu, prokurator rejonowy i policjant porządkowy. Rozpatrują najwyższe władze Państwa: posłowie, senatorowie, ministrowie, wiceministrowie, premier, prezydent RP.

Polityczny spektakl

Z protestującymi spotkał się prezydent Andrzej Duda. Niewiele mógł powiedzieć, bo mówiły, a właściwie, krzyczały do prezydenta i na prezydenta kobiety, wzburzone w skali 7 Beauforta na Bałtyku. Żadnego szacunku dla Prezydenta, dla Majestatu Państwa. Następnie spotkał się z kobietami premier Mateusz Morawiecki i minister Rafalska. Premier także niewiele powiedział, bo kobiety go zakrzyczały. Zachowywały się gorzej niż poganiacze mułów w Marakeszu.

W końcu próbowała rozmawiać z protestującymi sama minister Rafalska. Bez rezultatu. Próbowała rozmawiać rzecznik rządu. Została wypchnięta poza koczowisko. Tymczasem rząd w Centrum Partnerstwa Społecznego i Dialogu spotkał się z przedstawicielami środowisk niepełnosprawnych. Doszło do podpisania porozumienia w sprawie wsparcia finansowego i rzeczowego niepełnosprawnych. Coś to dało? Nic.

Rząd zapowiedział m.in. podniesienie renty socjalnej dla niepełnosprawnych do poziomu równego najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Równocześnie zaproponował realizację programu „Dostępność Plus” ze szczególnym uwzględnieniem osób niepełnosprawnych. Program przewiduje koordynowaną opiekę i rehabilitację niepełnosprawnych.

Na nic to wszystko, bo przecież chodzi tu o politykę, o dokopanie rządowi. Protestujące kobiety odrzuciły propozycje rządu i Prezydenta. Zażądały spotkania z prezesem Kaczyńskim. Zagroziły też odwołaniem się do Europy i do Ojca Świętego. Stolica Apostolska na razie milczy. Papież jeszcze nie zabrał głosu. Milczy przewodniczący Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker, niezwykle wrażliwy na wszystko, co dzieje się w Polsce.

Ponowne spotkania minister Rafalskiej z protestującymi niczego nowego nie wniosły. Kobiety chcą jeszcze dostać „pięćset na rękę”. „To mogłoby kosztować budżet Państwa ponad dziewięć miliardów złotych!” – powiada rząd i nie zgadza się na uwzględnienie tego żądania. A kobiety powtarzają: „Dacie nie dziś, to jutro! Nie jutro, to za miesiąc!! Nie za miesiąc, to za rok!! Musicie dać! My urządzamy się w Sejmie na całe lata!”

W czwartek przed godz. 20 z protestującymi spotkała się pani prezydentowa Agata Kornhauser Duda. „Pani prezydentowa popiera nasz postulat dotyczący 500-złotowych wypłat w gotówce” – stwierdziła po spotkaniu przedstawicielka protestujących kobiet.

Tymczasem protest kobiet ma wsparcie tłumu, mediów i polityków. Już koczuje pod Sejmem kilkaset osób. Stacje z natury propagandowe, a także antyrządowe gazety, walą w rząd, jak w bęben. Łoskot rozbrzmiewa na całą Europę. A rząd kuca przed protestującymi, cofa się przed tłumem, przed czterema kobietami. Niemoc, wielka niemoc rządu!

Premier Olszewski, znany z dobrego serca i z tego, że nawet w czasie swego krótkiego rządzenia najlepiej czuł się w zaciszu swego domu, a nie na wiecach, w fabrykach i na wsi, radzi prezesowi Kaczyńskiemu, żeby szedł do protestujących kobiet i tam się ukorzył. Słowo „ukorzył się” używam tu w zastępstwie wielu słów, których użył premier Olszewski, by namówić Prezesa do okazania tzw. miękkiego serca.

Ale prezes Kaczyński nie wybiera się do kobiet. Owszem, wielu polityków, dziennikarzy i doradców Prezydenta RP założyło już pokutną koszulę i idą pod Sejm z torbami popiołu, żeby stać przed protestującymi, sypać popiół na głowy i usilnie prosić o wybaczenie, że tak późno poczuli w sobie empatię.

Owszem, empatię należy czuć na widok wykorzystywanych politycznie niepełnosprawnych, a nie na widok okupujących Sejm kobiet. W twardym jądrze Europy, w Luksemburgu, empatia nie pozwala usunąć kretów z pól golfowych. To dramat! Ale żaden kraj w Europie, oprócz Polski, nie zawahał się, gdy szło o niedopuszczenie do okupacji Parlamentu!

Słabość wobec protestujących wykazana przez władzę – zostanie słabością dopóki rząd będzie rządził. Kryzys Państwa, spowodowany przez cztery protestujące kobiety, rozzuchwala i wkrótce zachęci inne grupy do okupowania Sejmu albo Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, albo Pałacu Prezydenta.

 

Oto słabość pomylona z dobrem czyni wiele zła, którego nie da się usprawiedliwić.


 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej