Polak. Katolik. Europejczyk?- Paweł Pietkun

W 14. rocznicę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej warto przyjrzeć się punktom, w których widać, że tożsamość Polaków zupełnie nie przystaje do „nowoczesnego” superpaństwa budowanego w Europie przez Niemców, Francuzów czy Belgów z uporem godnym lepszej sprawy. A polityków występujących przeciwko politycznej i moralnej wizji przyszłej Europy i naszego w niej miejsca, niezmiennie ośmieszają ci „nowocześni”.

W 14. rocznicę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej warto przyjrzeć się punktom, w których widać, że tożsamość Polaków zupełnie nie przystaje do „nowoczesnego” superpaństwa budowanego w Europie przez Niemców, Francuzów czy Belgów z uporem godnym lepszej sprawy. A polityków występujących przeciwko politycznej i moralnej wizji przyszłej Europy i naszego w niej miejsca, niezmiennie ośmieszają ci „nowocześni”.

Kiedy Polacy uroczyście wstępowali do europejskiej wspólnoty, w pałacu prezydenckim urzędował Aleksander Kwaśniewski. Moment przyjęcia Polski do EU uważali (czynią tak zresztą do dzisiaj) za swój wyłączny sukces politycy SLD i środowiska zbliżone do „Gazety Wyborczej” – pod traktatem widniał podpis ówczesnego premiera Leszka Millera. W kampanii przedreferendalnej, w której Polacy opowiedzieli się za przystąpieniem do UE, hasłem przewodnim były słowa „Polak, katolik, Europejczyk”.

Z perspektywy 14 lat naszej obecności we wspólnocie i ewolucji samej Unii coraz częściej musimy przyznawać, że Europejczykami jesteśmy wyłącznie geograficznie, bo wartości które promuje Unia w żaden sposób nie dadzą się pogodzić ani z wartościami polskimi, ani – często – z naszą konstytucją.

O wolność waszą i naszą

Kiedy niespełna rok temu przez polskie media – głównie te internetowe – przetoczyła się informacja, że w Brukseli, stolicy Unii Europejskiej, otwarto dom publiczny, w którym usługi seksualne miały świadczyć zwierzęta, media prawicowe i lewicowe rzuciły się do komentowania tegoż przybytku rozkoszy. Wypowiadały się w tej sprawie także organizacje zajmujące się prawami zwierząt – oczywiście potępiając pomysł. Informacja okazała się fake-newsem.

W Brukseli, gdzie domów schadzek jest niemało i gdzie rozkosz znaleźć mogą mniej i bardziej zamożni klienci, nie powstał dom publiczny ze zwierzętami „na godziny”. Żaden dziennikarz nie sprawdził jednak tej informacji, a żaden polityk jej nie kwestionował, choć niejeden chętnie się na ten temat wypowiadał. Pokazało to jednak, że jeżeli chodzi o zepsucie, spodziewamy się po Unii wszystkiego i również takie informacje wydają się nam co najmniej prawdopodobne.

Europa w ciągu ostatnich czternastu lat zaskakiwała Polaków wielokrotnie. W końcu to niemal w sercu EU powstała i z powodzeniem działała pierwsza partia pedofili, która startowała w wyborach i do parlamentu narodowego, i do struktur unijnych. Chodzi o holenderską Partię na Rzecz Miłości Bliźniego, Wolności i Różnorodności (Partij voor Naastenliefde, Vrijheid & Diversiteit), która w programie wyborczym domagała się obniżenia granicy wieku legalnego współżycia seksualnego do dwunastu lat, a docelowo zniesienie jej zupełnie. Idąc dalej – program partii przewidywał umożliwienie nastolatkom rozpoczęcia kariery w pornobiznesie już w wieku szesnastu lat. Od szesnastego roku życia legalna miałaby być również prostytucja.

Partia domagała się też legalizacji zoofilii, która – zdaniem polityków partyjnych – powinna być dozwolona, pod warunkiem zagwarantowania zwierzętom godnego życia, bez nadmiernego ich eksploatowania oraz maltretowania.

Zarząd partii domagał się także legalizacji narkotyków twardych (miękkie narkotyki w Holandii są legalne) oraz swobodnego dostępu do marihuany i haszyszu od dwunastego roku życia. Do dalszych postulatów partii należały całkowity rozdział państwa od kościołów, zlikwidowanie instytucji małżeństwa, bezwzględny zakaz spożywania mięsa oraz darmowe przejazdy koleją.

Partia po czterech latach starań o wpisanie do rejestru partii politycznych dała za wygraną, choć niewiele brakowało, a jej popularność pozwoliłaby na zdobycie zakładanych kilkudziesięciu tysięcy głosów poparcia, a być może wejście do koalicji rządowej w Holandii.

Wniosek o delegalizację PNVD został przez holenderski sąd odrzucony. – Prawo do tworzenia partii i wysuwania postulatów jest podstawowym prawem demokracji, zaś moralne wątpliwości nie mogą stanowić przesłanki do delegalizacji – uzasadniali sędziowie.

Założyciele partii mieli wcześniej kłopoty z prawem. Jej skarbnik, Ad van den Berg, który lubi nazywać się „męczennikiem wolności obywatelskich”, był skazany za molestowanie jedenastoletniego chłopca i jest związany z pedofilską ogólnoeuropejską organizacją Martijn.

Mąż swojego męża

Polska została jednym z niewielu krajów unijnych, które nie zalegalizowały małżeństw tej samej płci. Jednak to problem, z którym Polacy zmierzą się już niedługo, bowiem Europejski Trybunał Praw Człowieka zobowiązuje kraje Rady Europy do prawnego uznawania związków osób tej samej płci oraz do uznania małżeństw osób tej samej płci zawartych w krajach, gdzie są one uznawane. Oznacza to, że pod groźbą kary parlament Rzeczpospolitej będzie musiał ustanowić prawo zrównujące związki kobiety i mężczyzny ze związkami homoseksualnymi również w obszarze możliwości adoptowania dzieci i wychowywania ich zgodnie ze swoim światopoglądem.

A oto kolejny problem, z którym mierzy się Unia Europejska. Niemiecki Trybunał Konstytucyjny dał już Bundestagowi czas do końca przyszłego roku na zalegalizowanie istnienia trzeciej płci. Będzie odtąd figurować na aktach urodzenia. To uczyni Niemcy pierwszym krajem w Europie, który oficjalnie uzna trzecią płeć. I choć trybunał nie zdecydował, jakie określenie będzie stosowane w aktach urodzenia i urzędowych dokumentach, zasugerował, aby obok płci żeńskiej i męskiej znalazło się miejsce na „pomiędzy” lub „inne”, względnie dowolne inne „pozytywne wyrażenie płci”.

Problem płciowości jest zresztą we wspólnocie dużo bardziej złożony, bo parlamenty i organizacje pozarządowe państw-założycieli Unii Europejskiej mówią łącznie o… ponad trzydziestu płciach ludzkich. Oprócz biologicznych (mężczyzna i kobieta) na liście znalazły się również wszelkie odmienności, w tym transwestyci uważający się za odmienną płeć (transmasculine i transfemine), płeć płynnie zmieniającą się – jeżeli obciążony nią osobnik czuje się raz mężczyzną, raz kobietą, ale zmienia mu się to regularnie (gender fluid), oraz bigender – jeżeli zmienność płci jest nieregularna. Są również osoby agender (czyli bezpłciowe), FTM (female to male, czyli mężczyzna, który wcześniej był kobietą, ale już się nią nie czuje, nadto zrobił sobie stosowne operacje chirurgiczne oraz przeszedł kurację hormonalną) i analogicznie MTF (male to female) – tych dwóch ostatnich nie należy mylić z transwestytami, którzy czują się kimś innym, ale operacji sobie nie robili. Mało?

Jest jeszcze płeć two-spirit (czyli czuje się jednocześnie i kobietą, i mężczyzną) oraz queer, czyli osobnik, który nie czuje się dobrze w swoim ciele, ale nie wie, którą z ponad trzydziestu płci wybrać, więc nie może w sposób jasny się określić.

Dyskusja o płciowości i formalne uznanie wszystkich płci to także wyzwanie, przed którym Polska stanie prędzej czy później. Wynika to z traktatów akcesyjnych, które podpisaliśmy z Brukselą.

Śmierć na życzenie.
Tylko czyje?

Unia przyniosła nam w końcu możliwość, choć z czasem może się to stać prawem obowiązującym również w Polsce, śmierci na życzenie.

Eutanazja, czyli „powodowane współczuciem pozbawienie życia osoby nieuleczalnie chorej (uśmiercanie chorego, skrócenie cierpień osoby długotrwale doświadczającej niemożliwego do ustąpienia bólu) i cierpiącej na jego lub najbliższej rodziny żądanie, może się stać obowiązkiem wynikającym z zapisów kodeksu karnego.

Holandia, która wprowadziła obowiązek pomocy lekarskiej przy samobójstwie już w 1973 roku, wciąż jeszcze wymaga zachowania standardów medycznych przy uśmiercaniu ludzi starych oraz chorych, rozważa wprowadzenie obowiązku uśmiercania na życzenie przez rodziny osób starych, lub schorowanych oraz domniemanie takiego życzenia w przypadku osób niemogących decydować o sobie. Parlament holenderski przyjmuje, że przypadki eutanazji wbrew woli terminalnie chorych nie miały miejsca w tym kraju lub są zjawiskiem marginalnym i z tego powodu nie zostały odnotowane.

W ciągu pierwszej dekady obecnego wieku ustawy legalizujące eutanazję przyjęły parlamenty Luksemburga, Niemiec oraz Belgii. W Wielkiej Brytanii, która opuszcza Unię Europejską, ale brała czynny udział w dyskusji o eutanazji, decyzję o skróceniu życia podejmują lekarze lub sąd, jeżeli z decyzją lekarzy nie zgodzą się najbliżsi.

W Polsce traktuje się ją jak rodzaj zabójstwa, choć jest karana dużo łagodniej niż morderstwo. Dziś jest już niemal pewne, że Bruksela może nam narzucić zmianę w tym obszarze.

Od roku Unia Europejska dyskutuje możliwość dotkliwego finansowego karania państw stanowiących prawo w sposób inny, niż wskazany przez Komisję Europejską.

foto Janusz Wolniak

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej