Łagodne represje w latach 1933-1934- Nikołaj Iwanow

Mimo licznych sukcesów w sprawie indoktrynacji ludności polskiej, zdecydowana większość sowieckich Polaków nadal miała negatywny stosunek wobec władz. Dlatego represję antypolskie w Związku Sowieckim trwały nieprzerwanie z różnym nasileniem przez cały okres międzywojenny.

Pierwsza fala represji na masową skale była związana z kolektywizacją. W porównaniu z większością chłopów z ZSRS chłopi narodowości polskiej w jeszcze mniejszym stopniu byli przygotowani do tak gruntownej zmiany sposobu gospodarowania i zmiany obyczajowej. Na dalszych kresach praktycznie nie występowało zjawisko obszcziny (gminy), która w centralnej Rosji stanowiła swoisty etap przygotowawczy do akcji kolektywizacyjnej. Poczucie własności prywatnej i przywiązanie do własnego kawałka ziemi było wśród ludności polskiej głębsze niż u większości innych mieszkańców wsi kresowej.
Kolektywizacja
Sprzeciw ludności polskiej wobec kolektywizacji różnił się od oporu innych narodów jednolitością charakteru, powszechnością i zdecydowaniem, ale niestety spowodował najbardziej tragiczne skutki. Ten polski protest przyjął nie tylko bierną, ale i czynną formę. Istnienie polskiej autonomii uczyniło go szczególnie widocznym na tle ogólniej niechęci chłopów do tak radykalnych zmian w życiu wsi. Paradoksalnie to polska autonomia sowiecka zapewniała Polakom możliwość  trwania w solidarnej postawie wobec represyjnych posunięć władz. Dokumenty archiwalne świadczą niezbicie o tym, że Marchlewszczyzna latach 1929 i 1930 była prawdopodobnie jedynym wiejskim rejonem Ukrainy, którego ludność prawie nie zareagowała na usilne starania aktywistów partyjnych wzywających do wstępowania do kołchozów. Do lipca 1931 r. do kołchozów zapisało się zaledwie 7,2 proc. chłopów rejonu, przeważnie nie-Polaków. Wówczasa całej Ukrainie do kołchozów udało się zapędzić 61,5 proc. chłopów, przeważnie przemocą.
Zbiorowy polski opór wobec kolektywizacji uzewnętrznił się najmocniej tam, gdzie Polacy czuli się u siebie na terenie Polskiego Rejonu Narodowościowego. W lipcu 1932 r. poziom skolektywizowania gospodarstw rolnych w całym ZSRS osiągnął poziom 61,5 proc. Na Ukrainie ten wskaźnik równał się 72 proc., natomiast na Marchlewszczyznie zaledwie 15,2 proc. Kontrastowało to wyraźnie z gospodarstwami niemieckimi na Ukrainie (87 proc. skolektywizowano), żydowskimi (95,7 proc.) i nawet greckimi (82 proc.).
Opór i represje
Utworzony z takim trudem w latach poprzednich aktyw partyjno-komsomolski rejonu w praktyce solidaryzował się z ogółem ludności, zaś władze rejonowe pozostały w izolacji wobec powszechnej wrogości. Opór Polaków wobec kolektywizacji miał różne postacie. Chłopi odmawiali udziału w zebraniach na temat uspołecznienia ich gospodarstw, sprzeciwiali się „rozkułaczaniu”, a niekiedy stawali do otwartej walki zbrojnej przeciwko władzom. Przewodniczący Marchlewskiego Komitetu Wykonawczego, Mieczysław Adamczyk w sprawozdaniu na posiedzeniu komisji do spraw narodowościowych CKW ZSRS powiedział:
„Marchlewszczyzna w 1930 r.
prawie w całości została opanowana przez zbrojny bandytyzm, dla rozpowszechnienia którego bagnista i zalesiona cześć południowo-wschodniego Polesia tworzyła wręcz idealne warunki. Zbrojne bandy działały we wsiach Henrykówka, Siaberka, Olszanka, Jawne, Wasilewka, Buda Szyjecka, Zdań Bolarka i innych”.
Opór Polaków wobec kolektywizacji nie mógł nie wywołać ostrej represyjnej reakcji władz. Jednak skala zastosowania środków represji wobec przeciwników kolektywizacji na Marchlewszczyźnie przewyższała przeciętne nasilenie tych represji na Ukrainie. Za kułackie uznano tu przeszło 20 proc. wszystkich gospodarstw, prawie dwukrotnie więcej niż na całej Ukrainie. Druga znaczna część ludności Marchlewszczyzny (ponad 20 proc.) została przez komisję do spraw kolektywizacji zakwalifikowana do kategorii gospodarstw kułacko-średniackich. Właściciele tych gospodarstw musieli żyć w ciągłym strachu, spodziewając się represji. Zagrożenie wysiedleniem miało ostatecznie złamać ich nieufność i opór wobec władz. Dokumenty archiwalne dowodzą: kiedy polityka kolektywizacji prowadzona łagodnymi metodami poniosła klęskę, objęto różnymi formami represji niemal połowę ludności rejonu, tj. znacznie więcej niż w innych rejonach Ukrainy. W taki oto sposób zdewaluowały się wszystkie sukcesy polityki polskiej autonomii socjalistycznej w ZSRS. Nie zdała ona egzaminu.
W połowie 1933 r. z powodu głodu szalejącego wówczas na Ukrainie i na Wołyniu (chociaż w mniejszym stopniu), opór względem kolektywizacji zaczął powoli wygasać. Pośredni wpływ na to miały zwyczajne zmęczenie panującą sytuacją i obawa przed dalszymi represjami. Nie bez znaczenia było także to, że do tego czasu najbardziej niezłomni Polacy spośród mieszkańców dalszych Kresów zostali wysiedleni. Tylko w 1933 r. z Marchlewszczyzny wysiedlono ok. 600 rodzin (prawie 8 proc. całej ludności), a 1 226 rodzin (12 proc. ogółu mieszkańców) wyjechało dobrowolnie, chcąc uniknąć śmierci głodowej i kolejnych represji. Wskutek tego w ciągu zaledwie jednego roku liczba mieszkańców „polrejonu” zmniejszyła się prawie o 23 proc. Na ich miejsce w rejonie osiedliło się wielu uciekinierów z centralnych i południowych terenów Ukrainy, gdzie głód przybrał rozmiary katastrofalne. Sam widok tych chodzących szkieletów zmuszał miejscową ludność polską do zastanowienia się nad perspektywami dalszego oporu.
Poza tym władze rozpoczęły nową, zakrojoną na szeroką skalę kampanię „oczyszczania” już istniejących kołchozów z klasowo wrogich elementów i wysiedlania oponentów poza granice rejonu. Jak pisano w czołowej polskiej gazecie sowieckiej „Trybuna Radziecka”, w roku 1933 kołchozy oczyszczono z 278 „kułaków szkodników” i 289 „fałszywych kolektywistów”. Było to 42 proc. członków skolektywizowanych gospodarstw rejonu według stanu z l czerwca 1932 r.
Sztucznie wywołany głód
Polski opór wobec kolektywizacji udało się złamać również za pomocą sztucznie wywołanego głodu, który ogarnął prawie całą Ukrainę w latach 1932–1933. Strach przed głodową śmiercią zmuszał Polaków do wstąpienia do kołchozów. Naiwnie wierzono, że kołchoźników władza nie skaże na głód. Rzeczywiście Polacy w mniejszym stopniu ucierpieli od głodu w porównaniu z mieszkańcami wsi ukraińskich. Marchlewszczyzna z powodów propagandowych cieszyła się ulgami w obowiązkowych dostawach zboża. Wydatki na potrzeby socjalne były tu również znacznie większe niż w sąsiednich rejonach ukraińskich. Ale i tutaj głód był odczuwalny. Rejonowy komitet partyjny w lutym 1932 r. informował władze centralne o tym, że głodowało do 3 tys. osób. Ogółem na całej Ukrainie „wielki głód” spowodował śmierć do 20 tys. Polaków.
Diabelski pomysł
Rok 1933 zaznaczył się kolejną falą antypolskich represji w Związku Sowieckim. Terror był jeszcze stosunkowo łagodny, ale właśnie wtedy powstały podwaliny przyszłego terroru masowego, podwaliny „operacji polskiej”. Represje 1933 roku łączą się z imieniem jednego człowieka – szefa ukraińskiego GPU, Polaka Stanisława Redensa. To on wpadł na diabelski pomysł, by odrodzić Polską Organizację Wojskową (POW) i oskarżyć o udział w niej czołowych polskich komunistów Ukrainy. Urodzony w Mińsku Mazowieckim Redens miał w sowieckich służbach specjalnych wyjątkową pozycję dzięki swej bardzo bliskiej przyjaźni z Feliksem Dzierżyńskim. W czasie wojny domowej był jego osobistym sekretarzem. Towarzyszył mu na innych kierowniczych stanowiskach, które zajmował Dzierżyński w pierwszych latach władzy sowieckiej. Jego pozycja w GPU jeszcze bardziej się wzmocniła po zbliżeniu się do Stalina.
Stanisław Redens w latach wojny polsko-sowieckiej 1919-1920 rozpracowywał z nakazu GPU prawdziwą POW i doskonale znał zasady jej funkcjonowania. Wykrycie wrogiej działalności POW na bardzo szeroką skalę powinno usprawiedliwić pierwszego sekretarza ukraińskiej kompartii (również Polaka, urodzonego w Węgrowie Stanisława Kosiora) przed Stalinem z niepowodzenie kolektywizacji polskich gospodarstw rolnych i dać Moskwie argument do rozpętania w razie potrzeby kolejnych represji wobec Polaków. Jak już wiemy, ten pomysł okazał się bardzo przydatny Stalinowi w umocnieniu władzy i pochłonął wkrótce setki tysięcy ofiar. W wirze tego terroru zginął też sam Redens.
Na czele rzekomej POW zdecydowano się postawić jednego z czołowych komunistów polskich na Ukrainie Bronisława Skarbka, szefa wydziału propagandy kijowskiego Obwodowego Komitetu KP(b)U. W dokumentach śledztwa figuruje on jako „zagorzały polski szpieg”, który „korzystając z zaufania, jakim obdarzyły go kierownicze organa partyjne, zdołał obsadzić swymi agentami kierownictwo Marchlewszczyzny, a także liczne stanowiska przewodniczących polskich rad wiejskich i polskich kołchozów”. Za pomocą tej „straszliwej zdrady” można było teraz wytłumaczyć wszystkie niepowodzenia z kolektywizacją Marchlewszczyzny. W skład organizacji Skarbka miało jakoby wchodzić ośmiu czołowych działaczy polskiej autonomii w ZSRS. Oskarżenie „stwierdzało” także, że wykrycie przez GPU polskiej grupy kontrrewolucyjnej Bronisława Skarbka miało jeszcze jeden uboczny aspekt. Chodziło o skompromitowanie czołowych ukraińskich działaczy komu-nistycznych współuczestniczących w realizacji projektu tworzenia polskiej autonomii na Ukrainie.
Rzeczywistą przyczyną kreowania przez OGPU sprawy POW na Ukrainie była przynależność rzekomego lidera grupy Bronisława Skarbka do prawicowej opozycji i jego dość bliskie kontakty z Nikołajem Bucharinem. Stalin szykował się do ostatecznej rozprawy ze swym głównym politycznym oponentem w partii i wykrycie „skarbekowszczyzny” miało posłużyć jako swoista przestroga dla Bucharina, jako przypomnienie, że lidera prawicy czeka ten sam los, co jego zwolenników na Ukrainie. Dlatego sprawa POW logicznie przeszła z ukraińskiego GPU na salę posiedzeń trzeciego moskiewskiego procesu pokazowego przeciwko tzw. „prawicowo-trockistowskiej opozycji”.
„Łagodne” represje
Bronisław Skarbek należał do grona nielicznych wpływowych polskich działaczy komunistycznych na Ukrainie, którzy (tak jak Bucharin) występowali przeciwko zbyt gwałtownemu tempu kolektywizacji wsi, w tym również wsi polskiej. Przewidywał ponadto, że jawnie represyjny charakter procesu kolektywizacji Polaków może całkowicie zniszczyć wszystkie dotychczasowe osiągnięcia polityki tworzenia „polskiego socjalistycznego społeczeństwa” w ZSRS. Dlatego próbował bronić tez, dość bliskich poglądom Nikołaja Bucharina, o konieczności powolnego wszczepienia Polaków w „socjalizm”.
„Łagodne” represje w 1933 r. były w równym stopniu wymierzone przeciwko wszystkim ważnym elementom autonomii polskiej: redakcjom gazet polskich, nauczycielstwu polskiemu, ośrodkom naukowym itp. Jednak rola centrum „kontrrewolucji polskiej” przypadła jedynej w tym okresie w ZSRS placówce polskiego szkolnictwa wyższego: Polskiemu Instytutowi Wychowania Społecznego (PIWS) im. Feliksa Dzierżyńskiego w Kijowie. Uznano mianowicie, że tam mógł się znajdować sztab Polskiej Organizacji Wojskowej na Ukrainie, że właśnie tam planowano liczne akcje dywersyjne. Jan Bodniak, skierowany przez KC KP(b)U do PIWS-u w celu wyczyszczenia go z polskiej agentury i pełniący w latach 1934 i 1935 funkcję dyrektora instytutu, tak opisywał panującą w nim sytuację:
„Pod kierownictwem głównych agentów faszyzmu polskiego, Skarbka i Sochackiego, działała tu sprawnie liczna organizacja faszystowska, która planowała akcje dywersyjne i sabotażowe w stolicy Ukrainy [...]. Aktywnymi uczestnikami kontrrewolucyjnej organizacji nacjonalistycznej była przeszło połowa lektorów i aspirantów i ponadto jedna trzecia studentów Instytutu”.
Rozgromienie „skarbekowszczyzny” dało architektom polskiej autonomii w Związku Sowieckim do zrozumienia, że każde ich dążenie zmierzające do prowadzenia niezależnej polityki czy choćby nieznacznego odejścia od podyktowanych z centrum schematów „budownictwa socjalistycznego” może być potraktowane jako niebezpieczna samowola i zdrada partii, wskutek czego można się było obawiać zastosowania o wiele cięższych represji. Zarzuty przeciwko Bronisławowi Skarbkowi i jego rzekomej Polskiej Organizacji Wojskowej przerażają swą prymitywnością i brakiem rzeczywistych dowodów winy. Oskarżono ich o „wprowadzanie szkolnictwa polskiego dla nieuświadomionej ukraińskiej ludności katolickiej”, o „próbę przekształcenia Marchlewszczyzny w swoistą enklawę II Rzeczpospolitej w celu ostatecznego oderwania dalszych Kresów od ZSRS i przyłączenia ich do Polski faszystowskiej” itp.
Te absurdalne, niemające nic wspólnego z rzeczywistością oskarżenia i wyrok śmierci dla Skarbka oraz wyroki więzienia dla jego „zwolenników” nie wyróżniały się zbytnio na tle masowego „wykrywania” innych antykomunistycznych, szkodniczych, trockistowskich, terrorystycznych i faszystowskich organizacji w dobie „wielkiego terroru”. Jednak w pierwszej połowie lat trzydziestych podobne wyroki należały do rzadkości. Dlatego szef NKWD, Henryk Jagoda zmuszony był osobiście zwrócić się do Stalina z prośbą o wykonanie wyroku śmierci na Skarbku. Stalin nie bez wahania wyraził zgodę. Skarbka rozstrzelano nie natychmiast, jak to zwykle bywało w okresie przeprowadzania „operacji polskiej”, a po kilku miesiącach.
„Łagodne” represje 1933 r. miały charakter regionalny. Były one skierowane przeciwko ukraińskiemu kierownictwu polskiemu i prawie nie dotknęły Białorusi. Budownictwo autonomii polskiej na razie jeszcze rozwijało się tam bez zakłóceń. Jednak polski aspekt narodowościowy tej autonomii w miarę dalszych postępów „ofensywy socjalizmu na całym froncie” schodził coraz bardziej na drugi plan. Uwypuklano natomiast ze wszech miar jej sowieckość.
Niepowodzenia kolektywizacji
Wszystkie czysto narodowościowe zagadnienia tego procesu odsuwano na dalszy plan. Problemy związane z kolektywizacją i tzw. „walką klasową” całkowicie zdominowały działalność polityczną miejscowych komunistycznych władz polskich. W miarę ujawniania się niepowodzeń w urzeczywistnianiu programu powszechnej kolektywizacji prawie co roku zmieniano kierownictwo rejonu, a proces polonizacji życia społeczno-politycznego właściwie utknął w miejscu: przestano mówić o stworzeniu na bazie Marchlewszczyzny „polskiej kultury proletariackiej”, rzadziej wspominano o solidarności z walczącym proletariatem II Rzeczpospolitej. A po „wykryciu” „skarbekowszczyzny” dni sowieckiej autonomii polskiej były już policzone.
Pomimo wręcz tytanicznych wysiłków komunistów polskich w przeprowadzaniu polityki polskiej autonomii socjalistycznej i bezpośredniego zaangażowania centralnych władz państwowych i partyjnych stało się oczywiste, że nie udało się przekonać polskiej ludności kresowej do ideałów socjalistycznych. Nie powiodły się próby masowego wszczepiania do świadomości Polaków stereotypu duchowego „Polaka sowieckiego”, w pełni lojalnego wobec państwowości sowieckiej oraz jej ideologicznych i politycznych rozwiązań ustrojowych.
Na tym tle stosunek władz centralnych i samego Stalina do zagadnień tworzenia polskiego społeczeństwa socjalistycznego na uchodźstwie stawał się coraz bardziej podejrzliwy, z czasem stał się nieufny, a w końcu przerodził się w masowe represje skierowane zarówno przeciw komunistycznym przywódcom autonomii polskiej, jak i przeciwko całej zbiorowości polskiej w ZSRS. Represje te przeprowadzano w sposób tak drastyczny i okrutny, że wyróżniały się one nawet na tle całokształtu „wielkiego terroru”.

Dążono wyraźnie do tego, by na zawsze zmienić skład etniczny dalszych Kresów i zatrzeć nawet samą pamięć o istnieniu Marchlewszczyzny i Dzierżyńszczyzny oraz o pozostałych formach polskiej autonomii.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej