IGRASZKI RYNKU MEDIÓW- Michał Mońko

System mediów jest zawsze częścią systemu politycznego. Demokratyczne komunikowanie, zarówno w Polsce, na Ukrainie, jak i w Niemczech czy na Litwie, wyrasta z warunków historycznych, społecznych i politycznych danego kraju.

Demokratyzacja mediów rozwija się w procesie ścierania się czynników zmierzających do koncentracji władzy nad mediami z czynnikami zmierzającymi do dekoncentracji tej władzy. W naszym kraju już w osiemdziesiątym dziewiątym, zaraz po „nie w pełni wolnych wyborach”, zwyciężyli zwolennicy koncentracji mediów i koncentracji opinii publicznej.

Nierealistyczne jest zatem oczekiwanie na demokratyczne media tam, gdzie komunikowanie nie stanowi części demokratycznego procesu społecznego i gdzie panoszy się manipulacja polityczna, produkowana przez media na usługach grup interesów i biznesu.

"Czytelników gazet, słuchaczy audycji radiowych, członków partii, nawet jeżeli nie są oni zgromadzeni w sensie fizycznym, ogromnie łatwo przekształcić w tłum w sensie psychologicznym i wprawić w stan skrajnego podniecenia, w którym próby zastosowania racjonalnych argumentów jeszcze silniej wyzwalają zwierzęce instynktów – pisał austriacki ekonomista, Joseph A. Schumpeter. – Zmniejszone poczucie rzeczywistości wyjaśnia nie tylko ograniczone poczucie odpowiedzialności, lecz również brak skutecznych aktów woli".

Prawda oderwana od kontekstu

Opinia publiczna jest dziś igraszką rynku mediów. Ze względu na przekazywaną treść, media można dziś podzielić na opiniotwórcze i popularne. Pierwsze produkują informacje dla funkcjonowania sfery publicznej. Drugie zaś produkcją przekazy o charakterze komercyjnym i rozrywkowym.

Rozrywka w mediach nakierowuje uwagę odbiorców na sensację, erotykę, banał. Wydobywa z wydarzeń dramatyzm, a nie dramaturgię. Jest opakowaniem dla reklamy handlowej i politycznej. Operuje przemilczeniem, nie ujawnia przyczyn i możliwych konsekwencji prezentowanych wydarzeń, żeruje na wszystkim, co może przynieść zysk finansowy, korzyść polityczna i tanią popularność.

Dziennikarstwo rozrywkowe, reprezentowane zarówno przez jarmarczne telewizje, jak i przez brukową prasę (kolorowe tygodniki sensacyjne i erotyczne) są nakierowane na degradację aktywności politycznej obywateli. Zachęcają do oderwania się od rzeczywistości, do alienacji, do nie uczestniczenia w procesie politycznym.

Prasa popularna i komercyjna telewizja włączają obiegowe, uliczne, jarmarczne dowcipy, opinie, sądy w nurt oficjalnej, poważnej wiedzy o państwie, narodzie, społeczeństwie. Ośmieszana jest zasada, że demokratyczna polityka musi opierać się na uzgodnionych procedurach. Popularne media produkują przyzwolenie na powszechną destrukcję. Na ośmieszanie polityków, autorytetów nauki i literatury. Dziennikarstwo popularne ma jeden tylko cel: maksymalizację publiczności i maksymalizację dochodów ze sprzedaży.

Przekazywane informacje nie układają się w zrozumiałą wiedzę. Pozbawione kontekstu jednostkowe fakty nie przekazują prawdy o świecie. "Prawda w oderwaniu od wszelkiego kontekstu należy do słów wielkich – powiada Ryszard Krasnodębski, profesor, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. – Najbardziej zakłamany system rządów, jaki panował na wschód od granic Polski do Władywostoku przez siedemdziesiąt lat nadał tej wielkości tragiczny wymiar".

Dziennikarstwo może i powinno budować forum publicznej rozmowy poprzez uczulanie opinii publicznej na ważne sprawy i zjawiska społeczne, polityczne i gospodarcze. Pobudzona do aktywności publiczność mogłaby reagować tam, gdzie jest dopuszczana do głosu. Ale nie ma forum publicznej rozmowy, zamiast forum jest wściekła kłótnia w studiach telewizyjnych i na ulicach miast.

Zdaniem Deborah Frances Tannen, profesor na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie – na kulturę sporu, dysputy i kłótni ma wpływ wiele czynników, spośród których za najważniejsze należy uznać: ograniczony poziom reporterskiej pracy; uproszczenia i polaryzację treści; dezawuowanie strony eksperckiej; nacisk na stronę widowiskową; koncentrowanie się na elementach ekscytujących. Najczęściej debata jest prowadzona pod publiczkę, nieumiejętnie, bez głębszego przygotowania reporterskiego.

Forum publiczne

Cechą dobrego dziennikarza i moderatora dyskusji jest umiejętność wychwytywania istoty sporu i pilnowanie, aby pomijać nieistotne kwestie i nie odchodzić od punktu sporu. W dyskusji nie chodzi bowiem o uciekanie przed tematami, ale o to, aby zajmować się każdym tematem osobno. W ten sposób każdy dyskutowany problem pozostanie dla nas i dla publiczności jasny i klarowny. Ta technika prowadzenia sporów podnosi jakość debat i pozwala wyborcom lepiej rozliczać polityków.

Corocznie miliony złotych wydawane są na to, by wpływać na opinię publiczną, często poprzez półprawdy, a czasem oczywiste nieprawdy. Dlatego tak ważne jest to, by media informacyjne, przekazując publiczną dyskusję, odgrywały role uczciwego sędziego wszelkich sporów. W epoce mediów najważniejsze jest bowiem to, by ci, którzy uprawiają dziennikarstwo, rozszyfrowywali kłamstwa skomercjalizowanej debaty, lobbingu, propagandy.

Publiczne forum bez szacunku dla faktów nie wypełni swej funkcji informowania. Nadto ważne jest, by to forum wymiany poglądów było dla wszystkich segmentów społeczności, a nie tylko dla tych najpotężniejszych czy atrakcyjnych demograficznie. I jest jeszcze jedna ważna rzecz, dotycząca przestrzeni dyskusji, którą mogą umożliwić media: debata skoncentrowana na skrajnościach, na rzeczach ekstremalnych, nie służy interesowi publicznemu, a wręcz przeciwnie, wyklucza całe grupy z tej debaty.

Nawet jeśli media udostępniają przestrzeń dla zróżnicowanych opinii, co ma być odzwierciedleniem pluralizmu, nie można zapominać, że demokracje budowane są na kompromisach. A zatem forum publiczne musi zawierać w sobie szerokie obszary zgody, musi zawierać miejsca, w których spotyka się większość opinii publicznej i gdzie można znaleźć rozwiązania dla nurtujących społeczeństwo problemów.

W mediach elektronicznych, w radiu i telewizji, szczególnie w porannych programach informacyjnych, wyraźnie widać, jak dziennikarstwo odchodzi od swego obowiązku weryfikowania faktów. Przyczyna tego jest taka, że radio i telewizja czynią głównym źródłem informacji wywiady na żywo. W takich przypadkach każdy wydawca dobrze wie, że stroną silniejszą przekazu na żywo jest gość programu, a nie dziennikarz. Gość programu nie musi niczego udowadniać, może mówić co chce i podawać to za prawdę.

Łatwostrawna dieta, którą media karmią publiczność, składa się z głośnych historii z udziałem celebry. Społeczne konsekwencje tego są oczywiste. Giną i wypadają z tego placu publicznej dysputy, publicznego sporu, ważne informacje, dotyczące państwa i narodu. Znikają z programowych ramówek i odnajdują się w medialnych gettach informacje użyteczne, dotyczące zatrudnienia, oświaty, kultury etc. Media nie pomagają już w ustalaniu wspólnego dla wszystkich kodu kulturowego.

Społeczne skutki manipulacji

Powiązania mediów z biznesem i polityką skutkują tym, że działające na wolnym rynku partie polityczne i wielkie korporacje wykorzystują media jako środek do osiągnięcia swoich partykularnych celów. W grze o władzę wyraźnie zarysowują się interesy mediów

i czołowych dziennikarzy. W programach zawsze widać te same twarze, w audycjach słychać te same głosy. Oni nie relacjonują, oni sami w nich uczestniczą. Niektórzy dziennikarze kreują się na główne postacie wydarzeń, co zupełnie zakłóca obiektywność i przejrzystość przekazu.

Manipulacje spychają społeczeństwo na niższy poziom sprawności umysłowej, na niski poziom moralności, co ma konsekwencje o złowieszczym znaczeniu. Oto bowiem – powiadał J. A. Schumpeter – "im słabszy jest element logiczny w procesach zachodzących w świadomości społecznej oraz im bardziej brakuje racjonalnego krytycyzmu i racjonalizującego wpływu osobistego doświadczenia, tym większe otwierają się możliwości dla grup o ukrytych i często egoistycznych interesach”.

Sfera publiczna to dziś najczęściej przestrzeń, w której publiczność ma niewiele do powiedzenia, a aktywność obywatelska jest niezmiernie ograniczona. To widać w czasie wyborów samorządowych i wyborów do Sejmu. Rynek mediów coraz bardzie staje się jarmarkiem mediów. Głosuje trzecia część polskiego społeczeństwa. Większość milczy. W czasach demokracji ateńskiej, obywatel, który nie wypełniał powinności obywatelskich, przykładowo, nie głosował, nazywał się idiotes.

 

Gdyby tę zasadę zastosować do dzisiejszych czasów, to co najmniej trzecią część obywateli kraju należałoby zaliczyć do idiotes.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej