Jednym słowem mundial- Paweł Sasiela

Propaganda, sława, uwielbienie – jednym słowem mundial. Futbolowe mistrzostwa świata to wydarzenie dalece wykraczające poza samą piłkę nożną. Ba, to wydarzenie przekraczające granice jakichkolwiek sportowych ram. Już samo uczestnictwo w imprezie lub nieobecność wśród najlepszych krajów globu urasta do rangi symbolu.

Propaganda, sława, uwielbienie – jednym słowem mundial.

Futbolowe mistrzostwa świata to wydarzenie dalece wykraczające poza samą piłkę nożną. Ba, to wydarzenie przekraczające granice jakichkolwiek sportowych ram. Już samo uczestnictwo w imprezie lub nieobecność wśród najlepszych krajów globu urasta do rangi symbolu.

Dziś to Rosja z błogosławieństwem FIFA pokazuje światu, jak jest wspaniała, wybielając jednocześnie swój mocno zabrudzony wizerunek. Wszak piłki nożnej od historii, a zwłaszcza bieżącej polityki, odciąć się nie da. Nawet mimo mniej lub bardziej szczerych deklaracji światowej federacji. Rosyjska reprezentacja z powodu ogromnej afery dopingowej została wykluczona z ostatnich Igrzysk Olimpijskich. Rosjanie dostali więc inne igrzyska. Równie efektowne, kto wie, czy nienacechowane jeszcze większym przepychem.

Wyścig mocarstw

To symboliczne, że na mistrzostwach rozgrywanych w Rosji zabrakło Stanów Zjednoczonych. Nikt nie zwraca przecież uwagi na to, że gdyby FIFA nie mrugnęła oczkiem w kierunku reżimu Putina, samych Rosjan na czempionacie też by najpewniej zabrakło. Z historii znamy przecież przypadki, gdy reprezentacje tych krajów nie uczestniczyły w zawodach na terenie wielkiego rywala. Nawet nie rywala sportowego, a konkurenta do miana największego światowego mocarstwa. Amerykanie nie mają jednak powodów do zmartwień. Jak się odstaje sportowo, to są przecież inne możliwości. Właśnie otrzymali od światowej federacji prawo do organizacji imprezy w 2026 roku wspólnie z Meksykiem i Kanadą.

Na turnieju rozgrywanym za oceanem ma wystąpić 48 reprezentacji, a rywalizacja będzie toczyć się, według wstępnych planów, w 23 miastach. Odbędzie się aż 80 spotkań, a finałowe zmagania poprzedzi jeszcze turniej barażowy wyłaniający dwóch ostatnich uczestników. Mistrzostwa w trzech krajach odbędą się po raz pierwszy w historii. Wcześniej tylko raz zdarzył się przypadek dwóch współgospodarzy. Był to pamiętny dla nas czempionat w Korei Południowej i Japonii. Przypomnieć należy jeszcze, że w 2022 roku turniej zostanie rozegrany w Katarze. Aż trudno się oprzeć wrażeniu, że przywódcy FIFA w pogoni za generowaniem jeszcze większych zysków już dawno stracili głowy. Tak będzie jednak dopiero za kilka lat. W Rosji zagra za to Panama, która wyeliminowała USA. Było to swoiste wyrównanie wszelkich historycznych krzywd.

Uczestnictwo w największych piłkarskich imprezach niewątpliwie wpływa na postrzeganie państw. Spójrzmy na samych siebie. Niedawno nie mieliśmy nowoczesnych stadionów ani dobrej drużyny. Później mieliśmy tylko stadiony, lecz nasze narodowe poczucie własnej wartości wciąż kazało nam się samobiczować w porównaniu z Anglikami czy Niemcami. Teraz mamy wcale nie gorszą drużynę od rywali z zachodniej Europy i co rusz słyszymy, że Polska rośnie w siłę. Nie tylko w dziedzinie sportu. Sukcesy piłkarskie bez dwóch zdań pomagają rządzącym podtrzymać te odczucia. Wszak okazuje się, że piłkarza klasy światowej można wychować też w Polsce, a nie tylko w mitycznych i w jakimś stopniu również faworyzowanych przez UEFA (choćby poprzez przydział miejsc w Lidze Mistrzów, generującej największe zyski dla klubów) akademiach „wielkich” klubów Europy Zachodniej.

Fabryka legend

To mistrzostwa świata tworzą wielkie legendy i rodzą nieprzemijającą sławę. Nie przez przypadek Leo Messiemu czy Cristiano Ronaldo wciąż wypomina się brak mistrzostwa świata na koncie. To dlatego ich kariery nie są niejako spełnione. Inaczej jest przecież choćby w przypadku Diego Maradony, który sięgnął po tytuł z drużyną Argentyny w 1986 roku. To dlatego kontrowersyjny gwiazdor futbolu wciąż pozostaje obiektem uwielbienia tysięcy kibiców na całym świecie. Pele trzykrotnie zdobywał mistrzostwo świata z reprezentacją Brazylii. Dlatego to właśnie on uchodzi za najlepszego piłkarza wszechczasów.

Włodzimierz Lubański z powodu kontuzji opuścił historyczny dla biało-czerwonych turniej w RFN w 1974 roku. I choć przez wielu uważany jest za najlepszego polskiego piłkarza w historii, to brakuje mu ukoronowania kariery sukcesem na czempionacie globu. Pewnie dlatego nierzadko legendy Zbigniewa Bońka czy Kazimierza Deyny cenione są wyżej. Niezmazywalną kartę zapisał za to Ernest Wilimowski. Jego cztery bramki strzelone Brazylii w 1938 roku, dopełnione trafieniem Fryderyka Scherfkego, nawet mimo ostatecznej porażki 5:6 i odpadnięcia z turnieju, przez lata były odniesieniem do niespełnionych aspiracji polskiego futbolu. Oczywiście także zaczynem do pisania historical fiction o tym, gdzie znajdowałby się polski futbol choćby w latach czterdziestych, pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych, gdyby nie niemiecka agresja na Polskę. Dodatkowego smaczku dodawała oczywiście sama postać Wilimowskiego, którego życiorys był tak samo, a może i bardziej pokręcony, jak całe polskie losy na Górnym Śląsku.

Równie pogmatwane scenariusze pisze historia samych mundiali.

 

 

 

 

 

 

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej