Cheerleader Kaczyński- Andrzej Gelberg

Guy Verhofstadt, kawaler Krzyża Wielkiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej otrzymanego w roku 2004 od prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, premier Belgii w latach 1999-2008 i poseł do Parlamentu Europejskiego VII i VIII kadencji, dał się wielokrotnie poznać ze swojego niewyparzonego języka.

Nie wiemy wprawdzie, za jakie zasługi dla Polski ówczesny belgijski premier został uhonorowany, ale zapewne musiało go to ośmielić i zobligować – gdy stał się europosłem – do komentowania tego, co się dzieje nad Wisłą, zwłaszcza od dwóch lat, gdy zmienił się rząd w Polsce. Nasz bohater włączył się ochoczo z wrodzonym temperamentem do nazywania rzeczy po imieniu i, kiedy zobaczył telewizyjne migawki z Marszu Niepodległości 11 listopada 2017 roku, kategorycznie stwierdził: „Przez ulice Warszawy przeszedł 60-tysięczny tłum faszystów, neonazistów i suprematystów”. To ostatnie określenie, tak jak dwa poprzedzające, miało pełnić rolę inwektywy, ale niewielu naprawdę wiedziało, co to słowo znaczy. W słowniku wyrazów obcych można się doczytać, że suprematyzm to „kierunek w malarstwie należący do nurtu abstrakcji geometrycznej”. Były premier Belgii chciał w swoim opisie warszawskiego Marszu Niepodległości zaznaczyć nie tylko pryncypialność i ostry język, ale także erudycję. I tu trochę przelobował, gdyż „suprematyzm” był wprawdzie w przeszłości także terminem używanym – głównie w amerykańskich kampusach uniwersyteckich – do opisu rasizmu białych wobec czarnych, to po jakże istotnych zmianach, jakie w tej dziedzinie nastąpiły za oceanem – wyszedł praktycznie z użycia.

Wilczy apetyt Guya Verhofstadta

W piosence Własta wilk zagroził trzem świnkom, że je zje, nasz bohater na razie wyszczerzył w ostatnich dniach kły na sześć, jak sam to określił, „cheerleaderek”. Warknął, że „stanowią V kolumnę w Unii Europejskiej, że chcą ją zniszczyć, że biorą pieniądze od Putina i korzystają – choć nie wyjaśnił, w jaki sposób i do jakich niecnych celów – z rosyjskich służb specjalnych”.

Wymieńmy owych sześć „cheerleaderek”, choć po prawdzie jest w tej grupce tylko jedna kobieta.

1. Marine Le Pen – w ubiegłorocznych wyborach prezydenta Francji przegrała w drugiej turze z Emmanuelem Macronem, uzyskując nadspodziewanie dobry wynik 34 procent, przewodnicząca Frontu Narodowego, zwolenniczka utworzenia szczególnej współpracy na osi Paryż-Berlin-Moskwa.

2. Geert Wilders – holenderski polityk, przeciwnik islamizacji Europy.

3. Niger Farage – brytyjski polityk, zwolennik brexitu.

4. Matteo Salvini – wicepremier Włoch i minister spraw wewnętrznych.

5. Viktor Orban – premier Węgier.

6. Jarosław Kaczyński, prezes PiS.

Według jakiego klucza Verhofstadt dobrał te sześć „cheerleaderek” – tego nie wiemy, chociaż na pierwszy rzut oka widać, że ta grupa jest bardzo zróżnicowana. Ale nasz wilk nie zajmował się niuansowaniem, jego prokuratorskie zarzuty miały całą szóstkę obrazić i wdeptać w błoto.

Zostawmy pozostałych europejskich polityków i skonfrontujmy postawione zarzuty z całą polityczną drogą Jarosława Kaczyńskiego. Zarzucano mu w przeszłości (podobnie jak zmarłemu tragicznie bratu), że jest rusofobem. Ale rusofilem? W dodatku biorącym pieniądze od Putina i korzystającym z usług FSB?! To są nikczemne brednie mające tylko jeden cel – obrzucenie go błotem, bo może coś się przyklei. Kaczyński od lat powtarza niestrudzenie, że jest zwolennikiem integracji europejskiej, ale z uwagi na nowe wyzwania Unia Europejska wymaga niezbędnej modernizacji właśnie po to, żeby sprostać tym wyzwaniom. Verhofstadt puszcza to mimo uszu i daje do zrozumienia, że Kaczyński takimi deklaracjami kamufluje tylko swoje prawdziwe zamiary rozwalenia Unii Europejskiej. Jest przecież ważnym elementem V kolumny Putina.

Po tej skandalicznej wypowiedzi rzecznik polskiego rządu stwierdziła, że rozważane jest wystąpienie na drogę sądową przeciwko potwarcy. Jest na to szansa znikoma, gdyż potwarca jest europosłem i chroni go immunitet, a prawdopodobieństwo, że Parlament Europejski większością głosów go pozbawi, wynosi zero.

 

Nie liczyłbym również na to, że władze Parlamentu zastosują wobec potwarcy karę finansową, której doświadczył polski europoseł Janusz Korwin-Mikke ze wygadywanie głupot.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej