Czy rządzącym uda się przetrzymać atak na reformę sądownictwa?- Jerzy Jachowicz

Trwa nieustanny, zmasowany atak na reformę polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ze wszystkich możliwych stron.

Polskę „grilluje” Komisja Europejska. Ciągle niezadowolony z ustępstw Polski Franz Timmermans w połowie czerwca złożył kolejną wizytę w Warszawie. Na rząd naciskją sami sędziowie, a przede wszystkim politycy opozycji zarówno w kraju jak i w europarlamencie.

Nadzwyczajną aktywność wykazują media popierające opozycję. To one zaczęły lansować pomysł zaskarżenia ustawy o Sądzie Najwyższym do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Tę propozycję szybko podjęły najróżniejsze środowiska prawnicze oraz organizacje pozarządowe, widząc w niej szanse na zablokowanie rozwiązań przewidzianych w zreformowanej ustawie. W ostatnich dniach ożywił się jeszcze jeden zażarty przeciwnik reformy, do tej pory pozostający w uśpieniu – adwokaci.

Bolszewicka świadomość

Zdawałoby się, że działania sędziów nie powinny się zdarzyć w kraju, w którym władzę wybrano w demokratycznych wyborach. Sędziowie, bojkotując reformy, których domaga się ponad 70 procent Polaków, odrzucają prawomocność społecznego wyboru sprzed dwóch i pół lat. Oni, podobnie jak ich mentorzy w stylu Adama Michnika, przegranego Bronisława Komorowskiego, ludzi nauki komunistycznej proweniencji w rodzaju Magdaleny Środy, wiedzą lepiej, kto powinien wygrać wybory. Władza należy się tym, która wywindowali „kastę” sędziowską na szczyty.

Jednocześnie w ich mentalności, podobnie jak w umysłach ich duchowych przewodników, nawarstwiło się zbyt wiele elementów tworzących bolszewicką świadomość. Walczą o przywileje, bo są przekonani, że stanowią elitę społeczeństwa, uprawnioną, aby decydować o wszystkich zasadach funkcjonowania państwa. Sędziowie są miarą i wyrocznią wszystkiego. A tu ktoś ośmiela się ustanawiać przepisy przyznające komuś innemu prawa do delegowania ich kolegów do Krajowej Rady Sądownictwa.

Albo inny przepis, wedle którego jakieś głupie losowanie ma decydować, który sędzia ma prowadzić daną sprawę.

– Gdybym na rozprawę przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu nie wyznaczył sędziego Wojciecha Łączewskiego, zatwardziały pisowiec nigdy nie zostałby skazany na trzy lata więzienia do odsiadki. Przecież gdyby walkę o prezydenturę wygrał, jak przewidywaliśmy Bronisław Komorowski, Kamiński siedziałby w więzieniu, a nie kierował służbami specjalnymi – takie hipotetyczne rozumowanie któregoś z prezesów sądu warszawskiego, nie musi być fikcją.

Interes trzech stron

Politycy totalnej opozycji, sprzeciwiając się ustawie o Sądzie Najwyższym, argumentują, że sądy staną się politycznym narzędziem w rękach obecnie rządzącej ekipy. Za opozycją stoją też dziesiątki dużych i małych organizacji pozarządowych, które znalazły sobie komfortowe oazy organizacyjne i finansowe przy wsparciu sądownictwa cywilno-administracyjnego ukształtowanego w III RP.

Pamiętam, kiedy blisko dwa lata temu w Warszawie odbywał się Nadzwyczajny Zjazd Polskich Sędziów, wydawało się, że jedyną grupą niechętną zmianom i próbującą je blokować są sędziowie. Wprawdzie od początku mieli wsparcie polityków opozycji, którzy zajęli miejsca w pierwszym rzędzie, ale można było przypuszczać, że są to działania rytualne bądź własne zabiegi promocyjne. W miarę postępu reformy do jej bojkotu dołączały inne grupy prawnicze. Najpierw prokuratorzy, a od kilku miesięcy adwokaci. Kierunek i zakres zmian najcelniej określało pojęcie „reformy wymiaru sprawiedliwości”, w skład którego wchodzą sąd, prokuratura i adwokatura, integralnie połączone uzyskaniem jednego celu – sprawiedliwości. Drobnym błędem, jednakże błędem, było lansowanie wersji, że chodzi o reformę wąsko pojętego sądownictwa. Dziś już nie ulega wątpliwości, że środowisko prawnicze w Polsce jest zintegrowane i reprezentuje wspólny interes. Rzecz w tym, że nie interes społeczeństwa.

Kiedy jesteśmy na sali sądowej i obserwujemy proces wydaje się, że widzimy podział między trzema grupami: przedstawicielami prokuratury, która oskarża, adwokatury, która używa wszelkich metod, aby bronić oskarżonego i sędziów, którzy mają rozstrzygać, po której stronie jest racja uosabiana z pojęciem sprawiedliwości. Tymczasem na sali i poza nią wytwarza się pewien układ, który musi zadowalać wszystkie trzy strony procesu. I nie tylko w sferze idei sprawiedliwości. Gra się toczy o interesy osobiste przedstawicieli każdej z trzech stron. Stąd w dłuższej perspektywie konieczność „dogadywania się” wszystkich trzech stron, aby zachowywać równowagę między nimi.

Fatalnie byłoby dla prokuratury w danym mieście, gdyby sąd, w wielu różnych sprawach, za każdym razem uniewinniał oskarżonych. Taką prokuraturę należałoby rozwiązać, a jej pracownikom zakazać wykonywania zawodu. Sąd nie może wydawać wyroków, ciągle podważanych i zmienianych radykalnie na szczeblu wyższej instancji. Adwokat nie może sromotnie przegrywać wszystkich spraw, bo wkrótce straci klientów i będzie musiał otworzyć budkę z warzywami. Wieloletnia praktyka wytwarza między tymi trzema stronami widoczną symbiozę. Bez wchodzenia w szczegóły tych relacji, które nie muszą być budowane na prymitywnej (ale skutecznej!) korupcji finansowej (choć i takie rzeczy wyjątkowo pewnie mają miejsce), każda ze stron wie dokładnie, na co może liczyć, jeśli idzie o dwie pozostałe strony. Ten układ stwarza ogromny komfort pracy. Główni uczestnicy procesu, sąd, prokuratura i adwokaci, tworzą swoisty teatr, który oczywiście kończy się wyrokiem. Wiemy jednak, jak często odbiegającym od wydania postanowienia zgodnego z poczuciem sprawiedliwości.

Adwokatura dołącza do bojkotu reformy

Dziś już widać, że adwokatura z równą determinacją jak sami sędziowie, będzie chciała zablokować reformę. Walczy bowiem o życie, o swoje fundamentalne interesy, o zysk finansowy, który dla każdego adwokata jest celem nadrzędnym. Kiedy adwokat układa się z klientem o wynagrodzenie, a jednocześnie prognozuje wynik procesu, znajomość środowiska sędziowskiego pozwala mu tworzyć realine wersje, a tym samym budować swoją wiarygodność, dzięki której ma nowych klientów. Czy można się więc dziwić adwokatom, że chcą pracować wyłącznie ze znajomymi sędziami? Dlatego wymyślają kruczki prawne, by sparaliżować reformę wymiaru sprawiedliwości. Są gotowi nawet za darmo szkolić nieobytych z kruczkami sędziów, aby utworzyć z nimi wspólny zwarty kolektyw, który wysadzi reformę w powietrze.

 

Jestem jednak dobrej myśli. Wierzę, że za rok będziemy się już przyzwyczajać do wymiaru sprawiedliwości po, korzystnych zmianach.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej