Młode talenty- Stanisław Srokowski Magdalena Wójciak KIM JEST

Laureatka naszego konkursu. Mieszka w Bolkowie. Jest studentką filologii romańskiej na Uniwersytecie Opolskim (Katedra Kultury i Języka Francuskiego). Próbuje swoich sił w publicystyce. Przygląda się uważnie rzeczywistości i ją opisuje. Jej spostrzeżenia są ciekawe i dociekliwe. Młody umysł pracuje. Analizuje nasze codzienne życie, ludzkie języki i próbuje sprawdzić, co w nich jest ważne, a co mniej ważne, co dobre, a co złe. Przyszłość pokaże, czy się autorka rozwinie, a jeśli tak, to w jakim kierunku? Czekamy na nowe teksty.

Incydenty

 

W 2017 roku nie było prawie miesiąca, w którym media nie informowałyby przynajmniej o jednym zamachu terrorystycznym. Od pewnego czasu stają się one znakiem współczesnej Europy Zachodniej. Znakiem krwawym i tragicznym, który być może, można by było zmniejszyć, gdyby nie coraz mocniej narzucana poprawność polityczna.

Zamachów jest coraz więcej. Coraz częściej w gazetach czytamy o Europejczykach afrykańskiego lub bliskowschodniego pochodzenia, którzy w imię swego Boga lub kalifatu atakują rdzennych Europejczyków. Zamachy nie uderzają w polityków czy dyplomatów, lecz w najbardziej bezbronną część społeczeństwa, w zwykłych obywateli.

W pierwszej dekadzie czerwca 2017 r. w Europie doszło do kilku ataków. Pod katedrą Notre Dame w Paryżu Algierczyk zaatakował młotkiem policjantów, krzycząc, że to za Syrię. W Londynie w ciągu jednej nocy zamachowcy najpierw wjechali w przechodniów vanem, a później mordowali ich maczetami. Serię czerwcowych ataków otworzył natomiast wybuch bomby po koncercie Ariany Grande w Manchesterze, ucierpiały dzieci i młodzież najliczniejsza publiczność piosenkarki.

Czytając artykuły o zamachach czy oglądając dzienniki telewizyjne, słyszymy, że to horror, koszmar czy tragedia, ale pojawia się też słowo, które dużo bardziej niepokoi – „incydent”. Poprawność polityczna sięgnęła tak absurdalnego poziomu, że dziennikarze, pisząc o rzezi dokonanej na bezbronnych ludziach, nazywają ją incydentem, co gorsza, słowa tego używają też światowi przywódcy. Jak można czuć się bezpiecznie w świecie, w którym ludzie powołani do dbania o bezpieczeństwo obywateli, boją się wskazać winnych i odnoszą się do bestialskich mordów tak oględnie?

Mieszkańcy Europy Zachodniej nie czują się bezpiecznie, a świadczą o tym na przykład sytuacje, takie jak w Turynie, gdzie wybuchła panika, bo ludzie myśleli, że doszło do zamachu. W rzeczywistości żadnego zamachu tam nie było; aby wywołać tak silną reakcję tłumu, wystarczył głupi żart jednego z uczestników wydarzenia, który później tłumaczył policji, że „chciał się popisać”.

Zarówno prawdziwe ataki, jak i takie sytuacje stają się już nieodłącznym elementem życia w Europie, pokazują, że zagrożenie jest realne, a strach mieszkańców prawdziwy. Dlatego słowa, których używa się do nazwania takich wydarzeń powinny mieć taką samą wagę, jak tragedie, które opisują. Ani media, ani politycy nie powinni używać słów, które pomniejszają lub lekceważą ludzką śmierć. Niestety poprawność polityczna stara się nie urazić zamachowców, pomniejszając tragedię ich ofiar.

Zgodnie z definicją ze słownika języka polskiego „incydent” to „nieprzyjemne wydarzenie, wydarzenie mało ważne”. Kiedy więc czytam na jednym z portali informacyjnych, że zdarzenie z 22 maja 2017 r. w Manchesterze to incydent, jako Polka, Europejka, czy wreszcie po prostu jako człowiek, czuję się zażenowana. Dziennikarz, którego zadaniem powinno być rzetelne informowanie społeczeństwa o tym, co się dzieje na świecie, używa tak łagodnego słowa, w tak bardzo poważnej sprawie. Używa słowa, które w żadnym stopniu nie odzwierciedla powagi sytuacji i pokazuje, że śmierć i cierpienie ofiar i ich rodzin jest dla niego niczym.

Nie chciałabym żyć w świecie, w którym na ulicy jakiś fanatyk mógłby mi odciąć głowę maczetą albo, w którym przed pójściem na koncert zastanawiałabym się, czy wrócę do domu żywa. Jestem przekonana, że nie tylko ja tak myślę. Nikt nie chce się bać. Nikt nie chce się martwić, że w szkole, w której uczą się jego dzieci, może wybuchnąć bomba albo w mieście zaraz dojdzie do zamachu. Niestety eufemistyczne nazywanie zamachów incydentami oddalają społeczeństwa od wizji bezpiecznego życia. Skoro dziś mordy nazywa się „incydentami”, to co stanie się jutro?

Ten, kto przyzwala na zło, również je czyni. Lekceważenie bezpieczeństwa, za które jest się odpowiedzialnym, jest równoznaczne z wydaniem zgody na krzywdzenie innych. Ta odpowiedzialność spoczywa na każdym, kto boi się nazywać rzeczy po imieniu, na politykach i dziennikarzach, bo oni kształtują świadomość społeczeństwa, ale i na zwykłych ludziach, których głos powinien być w każdym demokratycznym państwie najważniejszy. Mówiąc, że zamachy są incydentami, zgadzamy się, by nas krzywdzono, bo jest to ledwie nieprzyjemne.

Kultura

 

„A kultura tu podobno jest ..” to słowa jednej z piosenek jaworskiego zespołu punkowego. Te proste słowa mają w sobie gorycz. Kluczowy jest tu wyraz „podobno”, który poddaje w wątpliwość istnienie kultury. Jeszcze większa gorycz zawiera się w końcówce zdania „...świadczy o tym nasz wspaniały dom kultury”. Czy kultura zanika tak szybko, że już tylko domy kultury są jej reliktami?

Na szczęście teatry, opery czy kina nadal działają i wciąż wielu ludzi chętnie uczestniczy w wydarzeniach kulturalnych. Niestety tak dobrej pozycji nie ma już kultura osobista; jej braki można dostrzec nie tylko w życiu codziennym, ale również w debacie publicznej.

Debatowanie jest sztuką. Ta forma rozmowy ma własne zasady – wymaga poprawnego formułowania zdań i odnoszenia się do przeciwnika z szacunkiem, a przede wszystkim ma być oparta na merytorycznych argumentach. Taka jest teoria, niestety praktyka już nie. Programy publicystyczne, w których debatują osoby pretendujące do miana polskiej elity, próbują się wzajemnie przekrzyczeć, a gdy konkurent wypowiada myśl niezgodną z opinią przeciwnika, ten mu przerywa, często z wybuchem agresji. Jednak największym naruszeniem sztuki debaty jest lekceważenie argumentów merytorycznych. Interlokutorzy atakują się personalnie, nie podają mocniejszego argumentu na dany temat, lecz znieważają rozmówcę. Czy tak powinna wyglądać wymiana opinii ludzi, którzy kształtują państwo?

Podobnie jest w Internecie, gdy pojawia się jakiś artykuł. Większość portali umożliwia skomentowanie tekstu, jednak komentarze internautów nie służą wymianie opinii, a wylaniu nienawiści. Rzadko można znaleźć kulturalny i merytoryczny komentarz. Przeważają reakcje wulgarne, pełne wyzwisk. Czy ludzie wypowiadający się w przestrzeni publicznej nie umieją rozmawiać inaczej niż tylko obrażać innych? A może kultura osobista rzeczywiście jest już na wymarciu? Stała się niemodna? Takie wnioski są bardzo smutne. To przykre, że coraz mniej ludzi zachowuje szacunek do osoby wyznającej inne poglądy. Wymiana opinii w sferze publicznej to coraz częściej nie merytoryczna rozmowa, lecz zwykła pyskówka. Obrzucanie się błotem bardziej wyglądają na dziecinną bijatykę niż dyskusję poważnych ludzi. Programy publicystyczne i komentarze pod artykułami w Internecie, przypominają kłótnię rozwydrzonych nastolatków. Siła argumentu upada pod ciosami argumentu siły. Kogo powinniśmy słuchać, gdy wszyscy krzyczą?

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej