NASA pod krzyżem- Paweł Pietkun

Świat nauki czeka na konferencję prasową amerykańskiej agencji NASA poświęconą najnowszym, opublikowanym już w magazynach naukowych informacjom dotyczącym badań Marsa.

Wyniki tych badań dotyczące dowodów na możliwość istnienia życia poza Ziemią stanowią pewien kłopot. Większość Amerykanów bowiem odrzuca taką możliwość, deklarując bezwzględne przekonanie, że świat został stworzony przez Boga. Dowód, że mogło być inaczej, traktują jako wypowiedzenie wojny swojej religii. Odkrycia NASA zawsze były w USA bardziej politycznym, niż naukowym wydarzeniem.

Od czasów Ronalda Reagana ogłaszanie wyników badań naukowych, w których pojawiała się możliwość empirycznego zaprzeczenia literalnego podejścia do Księgi Genesis, odbywało się z mniejszą lub większą awanturą, w którą angażowałaby się administracja amerykańska do prezydenta włącznie. Według „The World Factbook”, wydawnictwa współtworzonego m.in. przez amerykańską agencję wywiadowczą CIA, 51,3 proc. mieszkańców USA deklaruje się jako protestanci, 23,9 proc. jako katolicy, 1,7 proc – mormoni, 1,7 proc.– wyznawcy judaizmu, niemal 1 proc. to muzułmanie. Łącznie około 79 proc. dorosłych mieszkańców USA wierzy w osobowego Boga, który stworzył świat w ciągu tygodnia, szóstego dnia dając życie prarodzicom wszystkich ludzi na świecie. Ateiści to jedynie 4 proc. Amerykanów. Z politycznego punktu widzenia to społeczność poza znaczeniem – nie odgrywają roli w wyborach ani do Senatu, ani gubernatorskich, ani prezydenckich. Reszcie, często pozostającej pod wpływem swoich pastorów czy biskupów, politycy muszą się kłaniać i brać pod uwagę nie tylko ich ekonomiczne potrzeby, ale również przekonania w zakresie Boga i początków świata.

Mars (nie) zaskakuje

Tym razem odkrycia NASA nie dotyczą planet poza Układem Słonecznym, znajdujących się w odległości zbyt dużej, aby miało to znaczenie dla polityki wewnętrznej USA. Chodzi o Marsa, planetę sąsiadującą z Ziemią, do której sondy kosmiczne docierają w ciągu 9 miesięcy. Po powierzchni Czerwonej Planety z powodzeniem jeżdżą obecnie dwa ziemskie lądowniki – Opportunity i Curiosity. Kilka innych – m.in. Pathfinder, Spirit, czy Beagle 2 stoją po wykonaniu swoich misji, bądź dlatego, że do dzisiaj nie udało się ich uruchomić. NASA mówi o sukcesie łazika Curiosity, który zbiera próbki gleby oraz skał w poszukiwaniu śladów związków organicznych. Związków, które powstają niemal wyłącznie wtedy, kiedy odpowiada za nie życie. Oto niedawno lądownik odnalazł zachowane w marsjańskich skałach ciężkie związki węgla. W atmosferze marsjańskiej wykrył zaś znaczne wahania poziomu stężenia metanu. O metanie i ciężkich związkach węgla mówiono już wcześniej, ale tym razem Curiosity informuje o poziomie pomiaru makrocząsteczek zbliżonych w strukturze do tych występujących w ziemskich złożach gazu ziemnego i ropy naftowej, przewyższającym stokrotnie dotychczasowe.

Aby móc wykryć związki organiczne w próbce, podgrzano ją do temperatury od 600 do 860 stopni Celsjusza, w której znane zanieczyszczenia uległy zanikowi. Następnie zbadano ją z użyciem instrumentu składającego się z masowego i laserowego spektrometru oraz chromatografu gazowego. Na podstawie tych obserwacji stwierdzono obecność setek mniejszych cząstek organicznych, choć tylko kilka z nich można było wykryć bezpośrednio. Cząsteczki organiczne, najczęściej łańcuchy węglowe z atomami wodoru i dodatkowymi strukturami, są głównym budulcem życia na Ziemi i zwykle powstają w organizmach żywych. – Mogą jednak powstać także w wyniku reakcji niebiologicznych – ripostują zwolennicy kreacjonizmu.

– Ich obecność nie przesądza o istnieniu życia. Podobnie wahania metanu w marsjańskiej atmosferze mogą wynikać z reakcji wody ze skałami. Szczególnie, że jego stężenie wzrasta gwałtownie latem, a spada zimą.

Tajemniczy ALH 84001

Ale to nie jedyny dowód na możliwość istnienia życia na Marsie. Pierwszym miał być meteoryt ALH 84001, kawałek marsjańskiej skały znaleziony w śniegach Antarktyki. To skała, która zastygła 4,5 miliarda lat temu, którą oderwało od Marsa uderzenie innej skały 15 mln lat temu. Po międzyplanetarnej wędrówce spadł na powierzchnię Ziemi około 13 tys. lat temu. O ALH 84001 zrobiło się głośno, po doniesieniu dr. Davida McKaya z NASA, opublikowanym na łamach „Science”, w którym opisał on możliwe ślady marsjańskich form życia w meteorycie. Pod skaningowym mikroskopem elektronowym uwidoczniono struktury, które mogły być pozostałościami na kształt skamieniałości podobnych do bakterii organizmów. Ogłoszenie możliwości istnienia życia na Marsie wywołało szereg kontrowersji, jednocześnie zwiększając zainteresowanie badaniami Marsa. Artykuł w „Science” sprawił, że zaczęto szeroko dyskutować szanse istnienia życia na Marsie, a prezydent USA Bill Clinton wystąpił publicznie, komentując to wydarzenie.

Przeprowadzono liczne badania na obecność związków organicznych w meteorycie. Stwierdzono ślady obecności aminokwasów i policyklicznych węglowodorów aromatycznych. Do dziś eksperci nie są zgodni co do pochodzenia struktur znalezionych w ALH 84001 – nie można wykluczyć możliwości zanieczyszczenia skały ziemskim biofilmem. Podobne struktury otrzymano w warunkach laboratoryjnych bez obecności mikroorganizmów.

Nie tylko Mars

NASA ogłosiła także możliwość istnienia podobnego do ziemskiego życia na planetach pozasłonecznych. Chodzi o planety krążące wokół czerwonego karła, gwiazdy TRAPPIST-1 w gwiazdozbiorze Wodnika. To siedem planet, z których sześć jest skalistych, a na większości panują warunki umożliwiające rozwijanie się i przetrwanie życia w ziemskiej formie. Odkryte planety mają rozmiary Ziemi i Wenus lub są nieco mniejsze. Orbity planet są bardzo ciasne – niewiele większe, niż orbity czterech największych księżyców Jowisza i zdecydowanie mniejsze niż orbita Merkurego, pierwszej planety Układu Słonecznego. Ale to nie przeszkadza w ewentualnym rozwoju życia, bo gwiazda jest naprawdę chłodna, świeci znacznie słabiej niż Słońce. Wysyła również mniej promieniowania – pomimo ciasnych orbit planety w układzie TERRAPIST-1 są bombardowane promieniowaniem takim jak Wenus, Ziemia i Mars w naszym układzie. W efekcie część planet otrzymuje czterokrotnie większą dawkę energii, niż nasza Ziemia, inne zaś kilkanaście proc. energii, którą mamy od Słońca.

– Energia wypromieniowywana z małej gwiazdy jest znacznie słabsza niż ze Słońca. Planety muszą mieć orbity znacznie bliższe, niż w Układzie Słonecznym, jeśli miałaby na nich występować woda na powierzchni. Na szczęście wydaje się, że tego typu zwartą konfigurację właśnie widzimy wokół TRAPPIST-1! – tłumaczy Amaury Triaud z University of Cambridge, jeden z autorów publikacji w „Nature”. – To wyjątkowy system planetarny. Nie tylko dlatego, że odkryliśmy w nim tak wiele planet, ale dlatego, że są one tak zaskakująco podobne do Ziemi! – podkreśla kierujący grupą badawczą Michaël Gillon z belgijskiego University of Liege.

Właściwie na wszystkich może istnieć woda. Niewielki rozmiar orbit powoduje, że rok na każdej z planet jest wyjątkowo krótki – od 1 do 25 dni. Cały układ planetarny znajduje się w odległości 40 lat świetlnych od Słońca, co oznacza, że światło gwiazdy (oraz fale radiowe) pokonują dystans między naszymi światami w ciągu 40 lat. A ponieważ planety obserwowano również na falach radiowych, wiadomo że nie istnieją tam źródła fal radiowych. Można stąd wysnuć wniosek, że nie istnieje tam cywilizacja, która rozwinęłaby się na tyle, żeby wykorzystywać te fale np. do komunikacji, jak to robi nasza cywilizacja.

– Przechodzimy od snucia rozważań na temat życia pozaziemskiego do przygotowania poważnego aparatu naukowego, który w końcu może odpowiedzieć na to podstawowe pytanie: Czy jesteśmy sami? – mówi Martin Still, naukowiec zajmujący się egzoplanetami w NASA. – Jak właściwie wygląda żyjąca planeta? – wtóruje mu Mary Parenteau, astronom i mikrobiolog w NASA Ames Research Center w Dolinie Krzemowej i współautorka publikacji dotyczącej odkrytych planet.

– Musimy uznać, że życie w galaktyce mogło pojawić się w różnych warunkach, biorąc pod uwagę różnorodność planet w galaktyce. Tlen – gaz produkowany przez organizmy przeprowadzające fotosyntezę na Ziemi – nadal jest najbardziej obiecującym biosygnałem. Mimo to nie jest on niezawodny. Istnieją procesy niepowiązane z życiem, które generują tlen. Z drugiej strony, mogą istnieć planety bez znaczących poziomów tlenu w atmosferze, ale mające życie – tak było na Ziemi przed kumulacją tlenu w atmosferze.

Wszystkie te odkrycia zaprzeczają teorii stworzenia świata i człowieka w jednym boskim akcie znanym z Koranu czy Biblii. Co więcej – pokazują, że życie mogło powstać w wielu miejscach niezależnie od siebie, i ewoluować aż do istot rozumnych i... wierzących. Nie zaprzeczają oczywiście istnieniu Boga.

 

Ale kwestie powstania świata będą do ponownego opracowania przez teologów. I polityków, w większości krajów świata – mówią astronomowie.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej