Katastrofa górnictwa węglowego- Adam Maksymowicz

Z każdym nowym rządowym programem dotyczącym reformy państwowego sektora surowcowego widoczna jest papierowa, czy nawet biurokratyczna jego kompetencja. Rząd chce dobrze, ale czy umie, czy potrafi? Odpowiedź jest pozytywna. Tak, umie i potrafi, ale tylko na papierze

Z każdym nowym rządowym programem dotyczącym reformy państwowego sektora surowcowego widoczna jest papierowa, czy nawet biurokratyczna jego kompetencja. Rząd chce dobrze, ale czy umie, czy potrafi? Odpowiedź jest pozytywna. Tak, umie i potrafi, ale tylko na papierze.

Ten zaś, jak wiadomo wszystko wytrzyma. Trwa zatem zalew programów, strategii oraz innych tego typu dokumentów, o których dość szybko się zapomina. Dzieje się tak dlatego, że trzeba tworzyć następne tego typu dokumenty. Ich inflacja czyni z nich tylko czystą makulaturę. Szczególnie dlatego, że jak przystało na materiały opracowane na najwyższym szczeblu są na ogół dość ogólnikowe i realizowane wybiórczo, stosownie do woli i siły tego, kogo one dotyczą.

Ten kto ma dobre polityczne „plecy”, to wystarczy, żeby dużo mówi i kreślił „świetlaną przyszłość” swoich pomysłów. Media są tym zachwycone, bo jeżeli rządowy prominent stale coś nowego ogłasza, to mają one czym się zajmować. Czy to ma sens, czy jest realne, czy opłacalne?

Tu wystarczą zapewnienia elokwentnych zwykle urzędników, że oczywiście, to wszystko jest doskonale przygotowane. Gdzieś tam marginalnie, jacyś uczeni fachowcy to kwestionują, podają liczby i cyfry, które rządowe wyliczenia przedstawiają jako abstrakcje. Ta krytyka działalności państwowego sektora węglowego odnosi się nie tylko do obecnego rządu, ale dotyczy też poprzedników. Różnica jest jednak zasadnicza. Ten rząd jak wspomniano lubuje się w surowcowych programach, których realizacja jest co najmniej wielce wątpliwa. Poprzedni nic nie robił w tej sprawie, obficie sypiąc obietnice, że w polskim górnictwie węglowym jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Potem okazało się, że nie jest dobrze, a będzie jeszcze gorzej.

Politycy górą

Od czasu zmian politycznych i gospodarczych jakie miały miejsce w 1989 r. nieustannie trwa sakralizacja polityków i powołanych przez nich urzędników. Demokratyczny ich wybór, czyni z nich ludzi nieomylnych i wszystko wiedzących, przynajmniej w sprawach górnictwa węglowego.           

Przykładem tego stanu rzeczy jest wypowiedź wiceministra energetyki Grzegorza Tobiszewskiego dla wnp. (20.01.2018): „Zaczynamy kreować zdarzenia gospodarcze w sektorze węgla kamiennego, a nie tylko reagować na bieżącą sytuację”.

Kim jest zatem wiceminister odpowiedzialny za ten resort? Ukończył socjologie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Potem pracował jako samorządowiec i poseł na Sejm RP wybierany na kilka kolejnych jego kadencji. Nie umniejszając w niczym politycznych zdolności, Grzegorz Tobiszewski nie jest ekspertem od górnictwa węglowego. Czy polityk zarządzający jakimś resortem musi być ekspertem w tej dziedzinie? Nie, nie musi! Więc o co chodzi? Ano o to, że polityk, który nie jest ekspertem korzysta z rad naukowych i praktycznych specjalistów. Nic nie słychać o naukowych doradcach pana wiceministra. Natomiast eksponowana jest jego osobista opinia w tej sprawie, o której z tytułu wykształcenia i praktyki ma raczej blade pojęcie. Nie mniej z pewnością siebie, godną lepszej sprawy prezentuje bez żadnego zażenowania swoje własne poglądy na ten temat.

Zastrzeżenie jeszcze jest takie, że nawet wiceminister znający dobrze profesję górniczą nie jest nieomylny i korzysta z rad innych swoich kolegów po fachu i się tego nie wstydzi. Nie mniej wspomniana sakralizacja polityki wyklucza sytuację, aby polityk mógł czegoś nie wiedzieć. Jest to smutny fakt, ciążący nad górnictwem węglowym i polską polityką surowcową.

Klęska urzędowej reformy

Rząd przyjął na początku 2018 r. „Program dla sektora górnictwa węgla kamiennego w Polsce do 2030 r.” Jego realizacje przewidziano dla trzech scenariuszy, które zakładają „przeprowadzenie radykalnej naprawy sytuacji górnictwa węgla kamiennego, przy aktywnym współudziale państwa". Generalnie jego wydobycie winno utrzymać się na zbliżonym poziomie do jego obecnej sytuacji.

Zwracają uwagę trzy zapowiadane przedsięwzięcia związane z związane z tym programem. Pierwsze to „Inteligentna kopalnia”, drugie to cyfryzacja procesu wydobycia” i trzecie to „Komitet Sterujący ds. górnictwa”. Otóż to, co inni już dawno wdrożyli do praktyki, my teraz wpisujemy w swoje programy. Inteligentna kopalnia od dawna istnieje. Oczywiście, że nie w Polsce, tylko w USA, Australii, Szwecji, Kanadzie, a nawet w Rosji. Ich automatyzacja górnictwa została przeprowadzona na przełomie XX i XXI wieku, czyli około 20 lat temu. Z drugiej strony można powiedzieć, że lepiej późno niż wcale. Niestety, niewiele się w tej sprawie czyni, a głoszenie tego programu jako „sukcesu” jest mitomanią, na którą cierpią ministerialni urzędnicy.

Podobnie sprawa wygląd z programem cyfryzacji wydobycia. Tu, wprowadzenie tabletów dla dozoru górniczego, tez uważa się za „sukces”. Jest on wielce wątpliwy w sytuacji, kiedy od wielu już lat tablety stały się popularne nawet w wyższych klasach szkół podstawowych. Skutki tego są wręcz namacalne.

Po ponad dwóch latach restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego ogłoszono też jego „sukces”. Wszak zmniejszono zatrudnienie i wydobycie do tego stopnia, że import węgla z Rosji zaczyna zagrażać naszej suwerenności energetycznej, podobnie jak import gazu ziemnego. Wydajność polskiego górnictwa przed i po reformie nadal należy do jednych z najniższych na świecie to ok. 700 ton na jednego zatrudnionego górnika rocznie. W USA wydajność ta dochodzi do 100 000 ton na jednego zatrudnionego, podobnie w Australii, a nawet w Rosji osiąga ok. 10 000 ton. Nic wiec dziwnego, że węgiel ten opłaci się wozić do Polski przez oceany, a nawet tysiące kilometrów z dalekiej Syberii.

Restrukturyzacja i optymalizacja polskiego górnictwa najlepiej ma się w mediach, które albo z braku wiedzy na ten temat, albo przez korupcyjne ich pozyskiwanie bezwstydnie chwalą pod niebiosa ministerialne programy.

Na koniec trzeba wspomnieć o urzędniczym „Komitecie Sterującym ds. górnictwa”. Przewodniczy mu wiceminister Grzegorz Tobiszewski. Składa się on z dwóch jego podwładnych, dwóch związkowców i jednego przedstawiciela Agencji Rozwoju Przemysłu. Nie ma tam, nikogo z nauki polskiej. Zresztą po co, wszak socjolog i wiceminister w jednej osobie na górnictwie zna się najlepiej. Doprawdy jest to żałosny dowód samozadowolenia i braku kompetencji.

Kłopoty węgla brunatnego

W ostatnich dniach maja rząd przyjął podobny program dla węgla brunatnego. Tu w przeciwieństwie do węgla kamiennego czynnie w jego tworzeniu udział wzięli przedstawiciele dwóch najważniejszych instytucji naukowych zajmujących się ta problematyka. Chodzi o Akademię Górniczo Hutniczą z Krakowa i Poltegor – Instytut Górnictwa Odkrywkowego z Wrocławia. Z tych powodów od strony rzeczowej programowi temu nic nie można zarzucić. Przedstawiono w nim program negatywny, nierozwojowy i bazowy. Rząd opowiada się za tym ostatnim. Jego wdrożenie winno utrzymać wydobycie na obecnym poziomie ok. 60 mln ton węgla brunatnego i jego trwały udział w produkcji energii elektrycznej. Jednak i tu zabrzmiały przedwczesne zachwyty i oznaki triumfu, których samemu sobie nie scedził wiceminister Tobiszewski mówiąc: „nareszcie możemy mówić o powrocie węgla brunatnego do polskiej gospodarki”.

Na razie od wielu lat ciągną się kłopoty z uzyskaniem koncesji na wydobycie węgla brunatnego „Ościsłowo” dla zespołu energetycznego PAK i złoża „Złoczew” dla KWB „Bełchatów”. Biorąc to pod uwagę to perspektywy są marne. Jedynym wyjściem jest postulowana przez premiera nowelizacja prawa geologicznego i górniczego rozdzielenia władzy dominium, czyli własności od imperium czyli regulacji państwowych. Skutkiem tego wielokrotnie wrosłyby odszkodowania dla obywateli i gmin na których ma być prowadzona eksploatacja węgla brunatnego. Pomysł ten wobec oporu przedsiębiorstw górniczych ( nastąpiłby wzrost ceny energii z tego paliwa) nie ma szans na realizację. Natomiast opór społeczny jest coraz większy. Jego złamanie przy pomocy państwowej administracji i siły nie jest możliwe. Dlatego najbardziej realnym jest negatywny scenariusz dla węgla brunatnego.

Szanować naukę

Choć dużo się pisze o zaangażowaniu najnowszych osiągnięć naukowych w polskiej gospodarce, to nie da się ukryć, że nakłady na naukę w Polsce należą do najniższych na świecie. Na badania i rozwój wydaliśmy w 2016 r.– 0,9 proc. PKB. Na szczycie jest Korea Południowa – 4,3 proc. Średnia wartość dla krajów rozwiniętych wynosi ok. 2 proc. Chodzi tu nie tylko o nakłady finansowe. Wykorzystanie nauki dla celów rządowych jest w Polsce minimalne, czego przykładem jest zasygnalizowana powyżej sytuacja w górnictwie węglowym. Przeciwieństwem tej postawy są Chiny, gdzie rządowe propozycje są wypracowywane przez gremia naukowe. Dlatego Chiny są drugą gospodarką świata, a wkrótce będą pierwszą.

Trzeba brać przykład z tych, co odnoszą rzeczywiste sukcesy, a nie tylko medialne i częściej sięgać w praktyce po naukowe rozwiązania.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej