POLSKA INSCENIZOWANA POLITYCZNIE – Michał Mońko

Gdy nadchodzi czas wyborów samorządowych, a następnie wyborów do Sejmu i Senatu, pojawiają się w mediach naukowe rozprawy o skuteczności reklamy politycznej. Jedni naukowcy wyznają teorię „limited effects”, czyli twierdzą, że reklama przemawia tylko do przekonanych. Inni uważają, że wpływ reklamy politycznej jest znaczny, zwłaszcza na grupy o niższym stopniu zaangażowania politycznego.

Gdy nadchodzi czas wyborów samorządowych, a następnie wyborów do Sejmu i Senatu, pojawiają się w mediach naukowe rozprawy o skuteczności reklamy politycznej. Jedni naukowcy wyznają teorię „limited effects”, czyli twierdzą, że reklama przemawia tylko do przekonanych. Inni uważają, że wpływ reklamy politycznej jest znaczny, zwłaszcza na grupy o niższym stopniu zaangażowania politycznego.

Reklama jest obietnicą, przemawia w czasie przyszłym, a osiągnięcie przyszłości odwleka się w nieskończoność, bo kryterium wiarygodności nie stanowi rzeczywiste spełnienie obietnicy, ale marzenia, chciejstwa i sny odbiorców reklamy. W istocie istnieje przepaść między tym, co reklama oferuje i obiecuje, a tym, co jest realne wbrew wymarzonej przyszłości.

A realne jest to, że mieszkańcy polskiej prowincji oglądają telewizję, słuchają radia i żyją światowym życiem wydarzeń w hiszpańskiej Ceucie, w Kambodży, w Estonii i w Niemczech, ale nie mogą dojechać do sąsiedniej wsi, do kościoła, do urzędu gminnego, do pracy. Bo kraj, głównie wschodnia część Polski, nie ma komunikacji publicznej. Ponad 5 milionów ludzi mogłoby pracować, gdyby mogło dojeżdżać do pracy! Ponad 5 milionów nie pracuje, siedzi w domu i żyje wirtualnym życiem.

Pesymiści są zdania, że na wolnym rynku idei politycznych dokonywanie rozróżnienia między prawdą i iluzją, między zmyśleniem i kłamstwem jest trudne, a nawet niemożliwe. Dziennikarze prześcigają się bowiem w dostarczaniu przekazów w postaci wykreowanych obrazów świata, które dla przeciętnego odbiorcy są nie do odróżnienia od przekazów prawdziwej rzeczywistości.

„Telewizja usypia lewą, analityczną półkulę, pobudza półkulę prawą, odpowiedzialną za emocje – twierdzi kanadyjski uczony, Derrick de Kerckhove. – Telewizja przemawia do ciała, a nie do umysłu”.

A co mamy zamiast rzeczywistości? Zamiast wiedzy o polityce i politykach, społeczeństwo otrzymuje fałszywy, wykreowany obraz polityki i kraju. Mamy medialne znaki, interpretacje, modyfikacje i pozory. Prawda rzeczywistości przestaje istnieć, a to, co przekazują media – to inscenizacje. Polska inscenizowana, to Polska autostrad północ – południe, wschód – zachód. To Polska szybkich pociągów, wspaniałych dworców.

Nie widać Polski zapyziałej, Polski ze śmierdzącymi pociągami z 1962 roku. Takie pociągi jeżdżą jeszcze z Białej Podlaskiej do Warszawy. Nawet przydrożne billboardy stoją w sprzeczności z tym wszystkim, co widać na szosach wschodniej Polski.

Ta reklama niepotrzebnie wychodzi na ulice, zagnieżdża się na dworcach, zakrada się do naszych domów. Jest krzykiem komiwojażera, wszak łacińskie „reklamo” znaczy „krzyczeć do kogoś”, zaś gwóźdź reklamy, slogan, pochodzi od staroirlandzkiego i staroszkockiego okrzyku bojowego „sluagh ghairm”, oznaczającego coś w rodzaju „bij zabij!”. Forma reklamy jest poddana szybkim cięciom montażowym, zmianom długości ujęć i wielkości planów.

Reklama, a może zwyczajna propaganda, staje się krzykiem politycznym, który zaskakuje, zadziwia, szokuje bojowością sloganu. W studiu i na ulicy słychać okrzyk: „bij zabij!!”. Dyskusje, rozmowy są tylko pretekstem do obrzucania się wyzwiskami, do pomawiania siebie o najgorsze rzeczy.

Reklama polityczna została wykorzystana po raz pierwszy w 1896 roku, kiedy to amerykańscy republikanie powierzyli Marcusowi Alonzo Hanna, handlarzowi bronią i wołowiną, stworzenie pozytywnego wizerunku Partii Republikańskiej. Dzisiaj reklama jest sztuką, przemysłem, kulturą i biznesem. Czym jest w istocie, zależy od kraju, w którym funkcjonuje.

„Reklama ma nam pokazać, jak wartościowy i użyteczny jest dany produkt – pisze profesor socjologii Dominic Strinati. – Rozumowanie to uznaje, że reklama jest zawsze uwikłana w proces sprzedawania ludziom towarów”. Owym towarem reklamy może być zarówno margaryna, proszek do prania, jak i oferta polityczna i sam polityk. Sprzedaż takiego towaru może być utrudniona, bo towar może być zwietrzały, nieświeży, w opakowaniu, które skrywa wady towaru.

Działanie na emocje

Zastosowanie reklamy telewizyjnej i sondaży w kampaniach politycznych rozpoczęło się w 1952 roku, kiedy generał Dwight Eisenhower użył telewizyjnego medium w swojej kampanii wyborczej. Po 1967 roku politycy i ich sztaby wyborcze w Ameryce zaczęli powszechnie kupować krótkie (30-60 sekundowe) bloki czasu antenowego w stacjach telewizyjnych dla reklamowania kandydatów politycznych.

Zainteresowanie prasy i telewizji kandydatem politycznym może wynieść go na szczyty popularności albo spuścić na samo dno niebytu. Przekaz reklamowy oferuje wolność, przyjemność, szczęście. Wszystko na wyciągnięcie ręki… po kartkę wyborczą. Billboard wydaje się otwartym na oścież oknem, za którym widać lepszy, wspanialszy świat. Widać butelkę piwa albo twarz znajomego polityka, który jest godny tego, by nas zaprowadzić do lepszego świata.

Reklama telewizyjna i sondaże zrewolucjonizowały kampanie reklamowe. Integracja telewizji i innych środków przekazu w sieciach komputerowych umożliwia ankieterom skrócenie czasu pomiędzy pytaniem a odpowiedzią, pomiędzy akcją a reakcją. Możliwość manipulacji opinią publiczną jest w takim wypadku znacznie zwiększona.

„Koordynatorzy kampanii wyborczych dostosowują wypowiedzi do warunków panujących w lokalnych mediach. Podczas kampanii politycznych telewizja wciska obrazy w świadomość elektoratu, a komputery analizują reakcje, które są natychmiast przedstawiane jako fakty statystyczne – pisze Derrick de Kerckhofe. – Wszystko to ma ci pomóc podjąć decyzję wyborczą”.

Telewizja i sondaże aktywizują nazwy partii, nazwiska i twarze polityków, autorytatywnie naświetlają i promują wybory rzeczy i idei. Składnia, a nawet ortografia napisów reklamowych bywa podporządkowana funkcji perswazyjnej reklamy. Ma działać na wyobraźnię, na emocje. Niekiedy następuje całkowite odwrócenie zasad pisowni tekstów informacyjnych. Znaki ortograficzne i konwencjonalne stosowane są dla wspólnej – nadawcy i odbiorcy – postawy wobec języka reklamy.

Zarówno reklama telewizyjna, jak i gazetowa wykorzystuje osiągnięcia twórczości artystycznej, malarstwa, muzyki i poezji. Język reklamy jest metaforyczny, niekiedy wręcz poetycki. Wybór posła, senatora, prezydenta będzie „wyborem przyszłości”. Jest to poezja kupiecka, rynkowa. Tu język Jana Chryzostoma Paska sąsiaduje z językiem tygodnika „Fakt” i z poezją Adama Mickiewicza.

Sąsiadują ze sobą znane powiedzenia, wątki, chwyty narracyjne i językowe błyskotki. „Ty jesteś jak zdrowie” (Ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie, kto się ubezpieczył w…). Slogan wyborczy generała Eisenhowera „I like Ike” brzmiał nie gorzej od poetyckiego wersu.

Niektóre reklamy przypominają naiwne malarstwo średniowieczne, gdzie na jednej płaszczyźnie występują obok siebie dwie perspektywy: linearna i odwrócona, realistyczna i mityczna. Nierzadko w reklamie narracyjnej występują zarówno postacie ze znanych powieści, legend i mitów, jak i bohaterowie głośnych wydarzeń politycznych, społecznych i przyrodniczych, ludzie z pierwszych stron gazet.

Zachwianie proporcji, odwrócenie perspektywy linearnej, wydobycie barwnego obiektu z szarego tła sprawia, że odbiorca dostrzega przede wszystkim reklamowany przedmiot. I tak, paczka papierosów, która w kadrze miała wielkość dorosłego człowieka, burzy obowiązujące w malarstwie albo w fotografii zasady proporcji. Inny gwałt dokonywany w reklamie dotyczy realności. To, co jest nierealne, co gwałci proporcje i poczucie realizmu, ma uchwycić uwagę odbiorcy.

Reklamodawca, który zamawia reklamę w agencji, to z zasady ktoś, kto chce głosić chwałę margaryny albo chwałę polityka. To ktoś, kto powiada, że „twoje” szczęście zależy od zakupu mydła marki Fa albo od tego, że oddasz głos na „twoją” partię, na „twego” polityka. Nakaz podporządkowania się reklamie jest zawsze dyskretny. Nie jest to właściwie nakaz, a jedynie pewna niezwykle korzystna oferta specjalnie „dla ciebie”.

Komunikacja perswazyjna

Reklama narracyjna zaczyna się od przedstawienia uroczej scenki z życia szczęśliwej zadomowionej rodziny, która używa proszku do pieczenia albo idzie głosować na swoją partię, bo jest przekonana, że właśnie ta partia zapewni rodzinie szczęśliwą przyszłość.

„Aby wytworzyć pewną opinię, wystarczy podnieść daną kwestię w prasie i w telewizji, np. problem imigracji – pisze Derrick de Kerckhove. – Następną czynnością jest przeprowadzenie sondażu wśród ludności. Wyniki wstępnej ankiety często nie są na dłuższą metę wiarygodne. W tym momencie media dolewają oliwy do ognia poprzez prezentację i naświetlanie jakiejś kontrowersyjnej historii, która przyciągnie uwagę społeczną”.

Kiedy nadejdzie czas, zazwyczaj po położeniu w radiu i telewizji nacisku na wydarzenie będące iskrą zapalną, przeprowadza się kolejny sondaż i ogłasza się jego wyniki. Zasada powtarzalności jest fundamentalną zasadą wszelkiej komunikacji perswazyjnej i ideologicznej. W przypadku powtarzalności przekazów telewizyjnych, reklamy i sondaży – chodzi o doprowadzenie odbiorców do pożądanych przez reklamodawców wyborów politycznych.

Przedmiot reklamy, Polska, jest kreacją, zmyśleniem, natomiast droga do punktu głosowania, to realna rzeczywistość bez komunikacji publicznej, bez autobusów PKS. Wiejska droga wcale nie jest świetlana, jak mówi obraz billboardu, droga jest wyboista, pełna dziur. Ale nadawca reklamy nie musi tłumaczyć się z prawdy bądź nieprawdy słów i obrazów. Odbiorcom się zdaje, że nikt im prawdy nie wciskał, sami ją odkryli. Tego rodzaju gra jest możliwa dzięki wykształceniu się w społeczeństwie mentalności reklamowej.

Telewizyjne apele nie są adresowane do subtelnych umysłów, ale do ciała odbiorcy, sterowanego układem nerwowym, a nie mózgiem. Odbiorca telewizyjnych obrazów reaguje na przekaz jak szczeżuja, która zamiast mózgu ma nogę, a mimo to zachowuje się jak ludzkie zwierzę polityczne.

Artykuł 180 Konstytucji w sprawie wieku emerytalnego sędziów odsyła do ustawy („Ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku”), co oznacza, że to Prawo i Sprawiedliwość ma rację w sprawie I Prezes Sądu Najwyższego, ponieważ sędzia w stanie spoczynku nie może pełnić funkcji I Prezesa Sądu Najwyższego.

Na Uniwersytecie Warszawskim uczczono 200. rocznicę urodzin Karola Marksa konferencją naukową. Jako pierwszy z mówców wskrzeszał marksizm komunistyczny aparatczyk Jerzy Wiatr, zarejestrowany jako konfident wojskowej bezpieki. Czy to nie jest dowód, że reforma szkół wyższych jest niezbędna?

Kandydat PO i Nowoczesnej na prezydenta Opola nie wie nawet w przybliżeniu, jakim budżetem dysponuje miasto. Ktoś powie, że to dotyczy tylko Opola, ale warto wiedzieć, jakich ludzi PO wybiera na ważne stanowiska.

Kandydat na prezydenta Gdańska, Jarosław Wałęsa uderza w republikę deweloperską istniejącą w Gdańsku, a na sali oklaskują go gdańscy radni z PO, którzy od 10 lat uchwalają plany zagospodarowania przestrzennego. Likwidacja republiki deweloperskiej. Za, a nawet przeciw?

Publicysta Piotr Semka napisał, że przy okazji nadawania ulicy Lecha Kaczyńskiego grzmiano: „Nikt nie pytał mieszkańców. A w sprawie tęczy na placu Zbawiciela ktoś pytał warszawiaków?

2 ipca 2018 pod sejmem odbył się protest przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Jedna z przemawiających zebrała owacje po słowach, że w końcu w Polsce zaczną płonąć kościoły. Bolszewicka narracja. A swoją drogą aborcjoniści to wyjątkowi egoiści, bo chcą przyjemności bez ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny.

Pod prowokacyjnym wpisem Tomasza Lisa na Twitterze na temat stanu zdrowia Prezesa Kaczyńskiego – totalni (sympatycy PO i Nowoczesnej) wrzucają zdjęcia Jarosława Kaczyńskiego w trumnie i wzajemnie sobie lajkują. Mówiłem, że to chore z nienawiści towarzystwo trzeba zaorać, a już z pewnością nie można im oddać Polski. Za wszelką cenę!” – napisał na Twitterze poseł Wolnych i Solidarnych Adam Andruszkiewicz.

W  2017 roku niemiecki bilans handlowy (+244,8 mld €) był lepszy niż bilans całej strefy euro razem wziętej (+238,0 mld €). Okazuje się, że nie był to jednorazowy przypadek. Po pierwszych pięciu miesiącach tego roku nadwyżka w handlu zagranicznym całej strefy euro wyniosła 80,04 mld €. W tym samym czasie gospodarka Niemiec wypracowała nadwyżkę handlową w wysokości 99,93 mld €. Wygląda więc na to, że „euro-zona” w końcu zaczęła działać tak, jak ją sobie wyobrazili jej pomysłodawcy, czyli z korzyścią przede wszystkim dla Niemiec1992 roku Janusz Lewandowski (jako minister przekształceń własnościowych) był skłonny sprywatyzować KGHM za 400 mln dolarów. Aby udaremnić tę prywatyzację, blisko 40-tysięczna załoga tego państwowego przedsiębiorstwa 20 lipca 1992 r. rozpoczęła strajk okupacyjny. Po 32 dniach Lewandowski ustąpił i do prywatyzacji ostatecznie nie doszło. W następnych latach KGHM przyniósł 41,9 mld zł zysku na czysto, a firma, która miała przejąć polskiego giganta miedziowego, zbankrutowała i dziś nie ma po niej śladu.


.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej