KGHM: Dość zabawy i eksperymentów!- Adam Maksymowicz

Ton, treść oraz forma listu Krajowej Sekcji Górnictwa Rud Miedzi NSZZ Solidarność skierowanego 14.06.2018 r. do premiera przypomina zawartość pism i wypowiedzi, jakie ze strony społeczeństwa padały pod adresem władz państwowych mniej więcej o tej samej porze w pamiętnym 1980 roku.

To dobry znak, że związkom zawodowym zależy nie tylko na bieżącym wynagrodzeniu, ale dostrzegają one coraz bardziej dramatyczną sytuację firmy zmierzającej w kierunku likwidowania miejsc pracy. Po prostu związkowcy mają dość politycznego zarządzania firmą, które od blisko trzydziestu przysparza KGHM coraz więcej trudności wynikających z podejmowania złych decyzji i prowadzących do spadku wydajności. To, że polityczne zarządzanie firmą jest ukryte za parawanem ściśle kontrolowanych rad nadzorczych i pozornych wyborów zarządów niczego w tej sytuacji nie zmienia.

Petycja

Związkowcy z Solidarności KGHM zwracają się do premiera w nieco staromodnej formie „petycji”. Według Encyklopedii PWN: „Petycja – to zagwarantowane w konstytucji prawo obywatela do indywidualnego lub zbiorowego zwracania się do władz państwowych z uwagami, żądaniami i skargami”.

Z definicji wynika, że związkowcy wybrali najlepszy sposób wyrażenia swoich poglądów na temat zarządzania firmą. Piszą krótko i konkretnie, bez zbędnego tłumaczenia:

„My niżej podpisani Przewodniczący Komisji Zakładowych NSZZ Solidarność działających w KGHM Polska Miedź S.A. i Spółkach zależnych, z ogromnym niepokojem obserwujemy, co dzieje się z „klejnotem w koronie polskiej gospodarki” – jak jest nazywana Polska Miedź. Od samego początku przejęcia przez Prawo i Sprawiedliwość władzy politycznej obserwujemy niekończący się „eksperyment” i karuzelę osób we władzach spółki KGHM i Spółek zależnych, co skutkuje nierozwiązaniem nagromadzonych problemów z nieudanymi inwestycjami, zadłużeniem, (…) pogarszającymi się warunkami pracy, wzrostem kosztów. Ta sytuacja powoduje fundamentalne zagrożenie dla funkcjonowania przemysłu miedziowego i zakończy się tragicznie dla naszych miejsc pracy”.

Tak nie pisałaby opozycja polityczna. Tak piszą ludzie, z którymi rząd, reprezentowany w KGHM przez ministra energetyki, niewiele się liczy, żeby nie powiedzieć, których nie zauważa. Arogancja ministra spotkała się ze stanowczym sprzeciwem. Związkowcy nie chcą dyskusji i podważania ich racji. Twarde słowa to ostrzeżenie dla ministra Krzysztofa Tchórzewskiego, że kontynuowanie polityki „eksperymentów” i „karuzeli” nie będzie dłużej tolerowane. Związkowa petycja kończy się znamiennym wezwaniem:

„Tu potrzebne są błyskawiczne decyzje rozwiązujące kluczowe problemy. Politycy muszą zrozumieć, że KGHM nie jest „samograjem” i nie mogą się ograniczać wyłącznie do spraw personalnych. Polska Miedź potrzebuje programu ratunkowego. Ostrzegamy przed dalszym ryzykowaniem kilkudziesięcioma tysiącami miejsc pracy. Dość zabawy i eksperymentów!”

Nadzieja w premierze

Być może postulaty związkowców wpłyną na podjęcie przez rządzących bardziej sensownych decyzje odnośnie KGHM. Natomiast żądanie, aby politycy przestali decydować o personaliach w firmie, wydaje się obecnie niemożliwe do spełnienia, ponieważ cała gospodarka państwowa jest w ten sposób zarządzana. Dotyczy to najważniejszych spółek górniczych i energetycznych. Objęcie w nich wysoko płatnych stanowisk jest jednym z elementów gry wyborczej. Zwycięzca bierze wszystko i stawia tam swoich ludzi. Taki jest między innymi cel zaciętej gry wyborczej. Obietnic wtedy się nie żałuje. Z ich realizacją, mówiąc oględnie, bywa już różnie. Ten system funkcjonuje niezmiennie od 1989 roku i nic nie wskazuje na to, aby miał się zmienić.

Petycja związkowa NSZZ Solidarność jest pierwszym publicznym żądaniem zmiany tego systemu. Wątpliwe, czy pod jej wpływem Sejm i Senat RP, rząd oraz największe partie polityczne (PO i PiS) zgodzą się ze związkowcami. Oczywiście może się powtórzyć sytuacja z sierpnia 1980 roku. Na razie rząd otrzymał sygnał z KGHM.

Zmiana najważniejszych relacji polityczno-gospodarczych w państwie nie zależy tylko od premiera. Wydaje się nawet, że najmniej od niego zależy. Wszak premier Mateusz Morawiecki, choć pełni najważniejszą rolę w rządzie, to paradoksalnie ma w tym w gremium najsłabszą pozycję polityczną. Urząd wicepremiera, a potem premiera powierzono mu ze względu na jego kompetencje gospodarcze, organizacyjne, finansowe i menadżerskie. Natomiast byle wiceminister ma od niego znacznie silniejszą pozycję polityczną, bo jest posłem, znanym działaczem politycznym, pełni szereg funkcji rządowych z tytułu swoich zasług dla partii, która go desygnowała na to stanowisko. Dochodzi do wielu niesubordynacji członków rządu, których premier nie może usunąć. Zatem związkowa petycja skierowana do premiera wzmacnia jego pozycję, choćby dzięki zaufaniu załogi KGHM, która do niego kieruje ten list, a nie do odpowiedzialnego za tą firmę ministra Krzysztofa Tchórzewskiego.

Złe czasy dla miedzi

Na globalnych rynkach nastały złe czasy w ogóle dla gospodarki. Restrykcje, cła i sankcje, jakie nakładają na siebie nawzajem przodujące gospodarki na świecie, powodują wzrost cen towarów i ograniczenie dostępu do surowców. Związane z tym prognozy są szczególnie niekorzystne dla miedzi. Droższe towary to mniejsze zakupy. Trudności w dostępie do surowców to mniejsze ich zużycie. Uwagi te przede wszystkim dotyczą Chin, które zużywają około połowy kluczowych dla przemysłu metali, w tym również miedzi.

Jak informuje górnicza agencja Bloomberg, w pierwszym kwartale 2018 roku nastąpił wzrost wydobycia miedzi na świecie w skali ok. 7,1 proc. przy stałym poziomie zapotrzebowania na ten metal. (Global copper output up 7.1 pct in first three months of 2018 – www.mining.com – 21.06.2018). Wynika z niej, że wzrost wydobycia w Chile nastąpił w skali zbliżonej do 20 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Na poziomie regionalnym szacuje się, że produkcja kopalni zwiększyła się o około 11 proc. w Afryce, 7 proc. w obu Amerykach, 6 proc. w Azji, 4 proc. w Europie i 5 proc. w Oceanii. W skali globalnej wydobyto w tym czasie około 330 tys. ton tego metalu więcej aniżeli w minionym roku, kiedy jego ceny też nie należały do najwyższych.

Eksploatacja polskiego złoża rud miedzi napotyka na coraz większe trudności. Przyjęty schemat prowadzenia wydobycia po upadzie, ku coraz większym głębokościom zaczyna się wyczerpywać. Temperatura skał zbliża się do 50°C, która wydaje się graniczną wartością dla przebywania człowieka. Dodatkowo regularnie spada zawartość miedzi w rudzie. Czyli za tę samą pracę, otrzymuje się coraz mniejszy zysk. Skutek tego jest taki, że koszty wydobycia jednej tony miedzi zbliżają się do jej rynkowej ceny. Zagraża to dalszej istnieniu KGHM, co tak bardzo niepokoi związkowców.

Zasada papugi

Po dwóch tygodniach od wysłania wspomnianej petycji, politycy i krajowe media nabrały wody w usta. Media cytują list, ale nie mają odwagi napisać słowa komentarza czy polemiki. Nic z tych rzeczy. Doskonale opanowały zasadę reagowania na kryzysowe sytuacje w konwencji z czasów PRL. To wtedy została sformułowana „zasada papugi” – „Wśród papug popłoch duży, mamy mieć własne zdanie, za kim je powtórzyć!”.

No właśnie, media powtarzają je za politykami, związkowcami, ekspertami, uczonymi i menadżerami.

Nie chcą widzieć narastających zagrożeń w KGHM. Jak się okazuje, nie za darmo. Rok temu „Kulisy24” ujawniły w tekście „Media na kasie” (6.03.2017), że KGHM w ciągu trzech lat (2012-2015) wydał na opłacenie dziennikarzy, redakcji i zamieszczanych w nich reklam 292 miliony złotych! Zakładając, że miedziowy koncern opłacał 1000 dziennikarzy, to każdy z nich „dorobił” po ok. 100 tys. złotych rocznie! Tylko pozazdrościć. Wszystko wskazuje na to, z proceder ten nadal jest uprawiany.

 

I czas najwyższy, aby i w tej sprawie powiedzieć: „Dość zabawy i eksperymentów!”

 

To dobry znak, że związkom zawodowym zależy nie tylko na bieżącym wynagrodzeniu, ale dostrzegają one coraz bardziej dramatyczną sytuację firmy zmierzającej w kierunku likwidowania miejsc pracy. Po prostu związkowcy mają dość politycznego zarządzania firmą, które od blisko trzydziestu przysparza KGHM coraz więcej trudności wynikających z podejmowania złych decyzji i prowadzących do spadku wydajności. To, że polityczne zarządzanie firmą jest ukryte za parawanem ściśle kontrolowanych rad nadzorczych i pozornych wyborów zarządów niczego w tej sytuacji nie zmienia.

Petycja

Związkowcy z Solidarności KGHM zwracają się do premiera w nieco staromodnej formie „petycji”. Według Encyklopedii PWN: „Petycja – to zagwarantowane w konstytucji prawo obywatela do indywidualnego lub zbiorowego zwracania się do władz państwowych z uwagami, żądaniami i skargami”.

Z definicji wynika, że związkowcy wybrali najlepszy sposób wyrażenia swoich poglądów na temat zarządzania firmą. Piszą krótko i konkretnie, bez zbędnego tłumaczenia:

„My niżej podpisani Przewodniczący Komisji Zakładowych NSZZ Solidarność działających w KGHM Polska Miedź S.A. i Spółkach zależnych, z ogromnym niepokojem obserwujemy, co dzieje się z „klejnotem w koronie polskiej gospodarki” – jak jest nazywana Polska Miedź. Od samego początku przejęcia przez Prawo i Sprawiedliwość władzy politycznej obserwujemy niekończący się „eksperyment” i karuzelę osób we władzach spółki KGHM i Spółek zależnych, co skutkuje nierozwiązaniem nagromadzonych problemów z nieudanymi inwestycjami, zadłużeniem, (…) pogarszającymi się warunkami pracy, wzrostem kosztów. Ta sytuacja powoduje fundamentalne zagrożenie dla funkcjonowania przemysłu miedziowego i zakończy się tragicznie dla naszych miejsc pracy”.

Tak nie pisałaby opozycja polityczna. Tak piszą ludzie, z którymi rząd, reprezentowany w KGHM przez ministra energetyki, niewiele się liczy, żeby nie powiedzieć, których nie zauważa. Arogancja ministra spotkała się ze stanowczym sprzeciwem. Związkowcy nie chcą dyskusji i podważania ich racji. Twarde słowa to ostrzeżenie dla ministra Krzysztofa Tchórzewskiego, że kontynuowanie polityki „eksperymentów” i „karuzeli” nie będzie dłużej tolerowane. Związkowa petycja kończy się znamiennym wezwaniem:

„Tu potrzebne są błyskawiczne decyzje rozwiązujące kluczowe problemy. Politycy muszą zrozumieć, że KGHM nie jest „samograjem” i nie mogą się ograniczać wyłącznie do spraw personalnych. Polska Miedź potrzebuje programu ratunkowego. Ostrzegamy przed dalszym ryzykowaniem kilkudziesięcioma tysiącami miejsc pracy. Dość zabawy i eksperymentów!”

Nadzieja w premierze

Być może postulaty związkowców wpłyną na podjęcie przez rządzących bardziej sensownych decyzje odnośnie KGHM. Natomiast żądanie, aby politycy przestali decydować o personaliach w firmie, wydaje się obecnie niemożliwe do spełnienia, ponieważ cała gospodarka państwowa jest w ten sposób zarządzana. Dotyczy to najważniejszych spółek górniczych i energetycznych. Objęcie w nich wysoko płatnych stanowisk jest jednym z elementów gry wyborczej. Zwycięzca bierze wszystko i stawia tam swoich ludzi. Taki jest między innymi cel zaciętej gry wyborczej. Obietnic wtedy się nie żałuje. Z ich realizacją, mówiąc oględnie, bywa już różnie. Ten system funkcjonuje niezmiennie od 1989 roku i nic nie wskazuje na to, aby miał się zmienić.

Petycja związkowa NSZZ Solidarność jest pierwszym publicznym żądaniem zmiany tego systemu. Wątpliwe, czy pod jej wpływem Sejm i Senat RP, rząd oraz największe partie polityczne (PO i PiS) zgodzą się ze związkowcami. Oczywiście może się powtórzyć sytuacja z sierpnia 1980 roku. Na razie rząd otrzymał sygnał z KGHM.

Zmiana najważniejszych relacji polityczno-gospodarczych w państwie nie zależy tylko od premiera. Wydaje się nawet, że najmniej od niego zależy. Wszak premier Mateusz Morawiecki, choć pełni najważniejszą rolę w rządzie, to paradoksalnie ma w tym w gremium najsłabszą pozycję polityczną. Urząd wicepremiera, a potem premiera powierzono mu ze względu na jego kompetencje gospodarcze, organizacyjne, finansowe i menadżerskie. Natomiast byle wiceminister ma od niego znacznie silniejszą pozycję polityczną, bo jest posłem, znanym działaczem politycznym, pełni szereg funkcji rządowych z tytułu swoich zasług dla partii, która go desygnowała na to stanowisko. Dochodzi do wielu niesubordynacji członków rządu, których premier nie może usunąć. Zatem związkowa petycja skierowana do premiera wzmacnia jego pozycję, choćby dzięki zaufaniu załogi KGHM, która do niego kieruje ten list, a nie do odpowiedzialnego za tą firmę ministra Krzysztofa Tchórzewskiego.

Złe czasy dla miedzi

Na globalnych rynkach nastały złe czasy w ogóle dla gospodarki. Restrykcje, cła i sankcje, jakie nakładają na siebie nawzajem przodujące gospodarki na świecie, powodują wzrost cen towarów i ograniczenie dostępu do surowców. Związane z tym prognozy są szczególnie niekorzystne dla miedzi. Droższe towary to mniejsze zakupy. Trudności w dostępie do surowców to mniejsze ich zużycie. Uwagi te przede wszystkim dotyczą Chin, które zużywają około połowy kluczowych dla przemysłu metali, w tym również miedzi.

Jak informuje górnicza agencja Bloomberg, w pierwszym kwartale 2018 roku nastąpił wzrost wydobycia miedzi na świecie w skali ok. 7,1 proc. przy stałym poziomie zapotrzebowania na ten metal. (Global copper output up 7.1 pct in first three months of 2018 – www.mining.com – 21.06.2018). Wynika z niej, że wzrost wydobycia w Chile nastąpił w skali zbliżonej do 20 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Na poziomie regionalnym szacuje się, że produkcja kopalni zwiększyła się o około 11 proc. w Afryce, 7 proc. w obu Amerykach, 6 proc. w Azji, 4 proc. w Europie i 5 proc. w Oceanii. W skali globalnej wydobyto w tym czasie około 330 tys. ton tego metalu więcej aniżeli w minionym roku, kiedy jego ceny też nie należały do najwyższych.

Eksploatacja polskiego złoża rud miedzi napotyka na coraz większe trudności. Przyjęty schemat prowadzenia wydobycia po upadzie, ku coraz większym głębokościom zaczyna się wyczerpywać. Temperatura skał zbliża się do 50°C, która wydaje się graniczną wartością dla przebywania człowieka. Dodatkowo regularnie spada zawartość miedzi w rudzie. Czyli za tę samą pracę, otrzymuje się coraz mniejszy zysk. Skutek tego jest taki, że koszty wydobycia jednej tony miedzi zbliżają się do jej rynkowej ceny. Zagraża to dalszej istnieniu KGHM, co tak bardzo niepokoi związkowców.

Zasada papugi

Po dwóch tygodniach od wysłania wspomnianej petycji, politycy i krajowe media nabrały wody w usta. Media cytują list, ale nie mają odwagi napisać słowa komentarza czy polemiki. Nic z tych rzeczy. Doskonale opanowały zasadę reagowania na kryzysowe sytuacje w konwencji z czasów PRL. To wtedy została sformułowana „zasada papugi” – „Wśród papug popłoch duży, mamy mieć własne zdanie, za kim je powtórzyć!”.

No właśnie, media powtarzają je za politykami, związkowcami, ekspertami, uczonymi i menadżerami.

Nie chcą widzieć narastających zagrożeń w KGHM. Jak się okazuje, nie za darmo. Rok temu „Kulisy24” ujawniły w tekście „Media na kasie” (6.03.2017), że KGHM w ciągu trzech lat (2012-2015) wydał na opłacenie dziennikarzy, redakcji i zamieszczanych w nich reklam 292 miliony złotych! Zakładając, że miedziowy koncern opłacał 1000 dziennikarzy, to każdy z nich „dorobił” po ok. 100 tys. złotych rocznie! Tylko pozazdrościć. Wszystko wskazuje na to, z proceder ten nadal jest uprawiany.

 

I czas najwyższy, aby i w tej sprawie powiedzieć: „Dość zabawy i eksperymentów!”

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej