Młode talenty- Stanisław Srokowski KACPER SŁOMKA

Rzadko prezentujemy groteskę, a jeszcze rzadziej prozę z gatunku literatury absurdu. To nie żadna nowość na światowej i polskiej giełdzie twórczej, ale zawsze dobrze skrojone opowiadanie można posmakować. Słomka przesyła nam coraz ciekawsze teksty. Wcześniej wiersze, teraz prozę. Szuka dla siebie miejsca między Beckettem, Różewiczem, Gombrowiczem i Mrożkiem. Naturalnie, musi jeszcze dorosnąć do ich klasy, ale próbować powinien. Sprawdza siebie w różnych gatunkach. Nie ulega wątpliwości, że jeśli tak dalej pójdzie, spróbuje sił i w dramacie. Do dzieła, Kacper! Dołączamy też kilka wierszy.

Rzecz o serze

 

– Im więcej sera, tym więcej dziur, a im więcej dziur, tym mniej sera, czy to znaczy, że im więcej sera, tym mniej sera?– zaczął dyskusję pan Pizza.

– Otóż, owszem. Trzeba się jednak zastanowić, czy jeśli im więcej sera, tym mniej sera, to czy również przeciwnie im mniej sera, tym więcej sera. Ilość bowiem dziur ograniczających ewidentnie ilość sera rośnie, jak to widzimy, wprost proporcjonalnie do ilości sera. Tak, właśnie sera. Tu zaś pojawia się kolejne pytanie: dlaczego więc najadamy się bardziej, gdy jest więcej sera, niż gdy jest mniej sera, skoro im więcej sera, tym mniej sera, a im go mniej, tym więcej go, tym więcej właśnie sera.

– Nie mówi się sera, tylko seru, a tak w ogólu to sru, ru, tu, tu – zagrzmiał Widelec.

– Tępyś – odparł Nóż – dobrze gada, sera.

– Skończcie z gramatyką! – wrzasnął Sernik i wywiódł swą własną ideę – tu ważna jest logika, logika powiadam, a raczej błąd w logice pana Pizzy. Bowiem nie jest ważna mierzalna ilość sera w serze, lecz mierzalne najedzenie się tego, kto ser spożywa. Mierzalna ilość dziur w serze, nie wpływa bowiem na ogólną ilość sera, ani tym bardziej na optymalne najedzenie się spożywacza sera. Ważna jest bowiem materia sera, a nie pustka dziur u sera.

– Mówi się w serze – rzekł Nóż.

– Gadamy o serze, nie o języku – odparł Sernik– gdyby dyskusja nasza była o języku, to byłaby o języku, ale jest o serze, więc rozmawiamy o serze, a raczej o bycie lub niebyie sera i roli jego niebytu w jego bycie i bytu w niebycie.

– Jakim odbycie? – spytała zaspana Łyżka.

– Żadnym odbycie, nie rozmawiamy o odbycie – wrzasnęli wszyscy w kuchni.

– Co za gunwo... – skomentowała to szeptem Łyżka, a cała reszta kontynuowała dyskusję.

Rzekł więc Sernik:

– Ser, ser, ser, ser, ser... Dlaczegóż to rozmawiamy o serze? Przecież nim zaczniemy o nim gadać, wypada ustalić, co to jest byt, a co niebyt, czy niebyt może być w bycie i jak to się dzieje, że niebyt jest w bycie, a bytu nie może być w niebycie, bo to przecież niebyt, pustka, pusteńka, pustusieńka, nicość, nicosiość, słowem nic...

– Jakie nic? – Odparł Pizza– dziury są w serze, gdyby były niczym, nie byłoby ich w serze, ale są w serze, więc są.

– Poruszasz więc kwestie istnienia niebytu? – spytał z zaciekawieniem Sernik.

– Ja nic nie poruszam, nie ruszam, nie rozruszam, nie wyruszam, nie naruszam. Ja mówię tylko, że dziury w serze to jest coś, a jeśli to jest coś, to nie może być niczym.

– Ależ one są pozbawione materii i treści, to tak jakby były niczym. One właściwie są tylko brakiem, a więc nicością, a więc niczym.

– Odczepcie się od Nietschego – rzekł Pomidor, a nieme Piwo popatrzyło na niego z zawiścią.

– Ależ my nie mówimy o Nietschem, mówimy o niczym, a nic nie jest Nietschem, tak jak Nietsche nie jest niczym – rzekła cietrzewiąc się z zacietrzewieniem Herbata, ra, ta, ta, ta.

– Ale my nie mówimy o niczym, bo gdybyśmy mówili o niczym, to musielibyśmy o niczym nie mówić, więc skoro mówimy, to nie mówimy o niczym, tylko o czymś mówimy – rzekł Pizza

– To o czym mówimy?-spytał Sernik.

– O serze.

– A gdzie jest ser? – Spytały wszystkie produkty chórem, a sztućce im zawtórowały Nietschem, tfu niczym Stentor pod Troją...

– Seeer! – Zawołał Sernik – Seer! Seer! Seer!

– Ser! Ser! Ser! Ser, do cholery, Ser! – wtórował Nóż.

Wszystkich zaczęło z Wilna, tfu, z wolna ogarniać przerażenie.

W tym momencie wszedł Człowiek.

Człowiek zaś żarłocznie pożarł Pizzę, popił Piwem, zaparzył Herbatę i okrutnie wtrynił Sernik, a zabrudzone sztućce wrzucił do zlewu. Potem chwycił ser i zjadł go ze smakiem, z dziurami, z bytem i niebytem.

– Widzisz? – rzekł Pomidor do Łyżki – wszystkich nas kiedyś zeżrą.

– Nas nie! – odparła Łyżka.

– I czemu się cieszysz, zardzewiejesz i Twój czas też przyjdzie.

– Jam nierdzewna.

– Gunwo prawda.

– Prawda!

– Gunwo prawda.

– Prawda!

– A nawet jeśli, i tak jakoś skończysz, pozginana, albo czort wie jaka, ale na pewno, taka prawda, każdy jakoś tam skończy...

Koniec i łyżka,

Dziś w Biedronce jest zniżka.

 

Czas opętany

 

Patrzę w ciemnoniebieskie sklepienie nade mną.

Musiało tak wyglądać w trzecim dniu stworzenia,

nim je ozdobił widokiem gwiazd, księżyca i słońca.

 

Moi dalecy przodkowie o tej porze,

przecierali oczy zaschnięte od odbicia śmierci,

i budzili się powoli do życia, przed rannym udojem bydląt.

 

Oto bowiem jest pora zmiany.

Duchy nocy powoli schodzą w otchłań,

miejsce na polu oddając – pikselom światła.

 

Tak było dawniej.

Bo teraz nieprzerwany huk unosi się ponad ulicami.

Dzień i noc zrównano mocą opętanego czasu.

 

Teraz nie wiem kto na mnie patrzy.

Czy jęk czeluści słyszę, czy płacz dalekich aniołów.

Człowiek umęczony obraca się wśród nieznanego,

Trzask butów po szarych ulicach niesie się rytmem csrescendo.

 

,,Prędko,

do katowni,

do zmęczenia do zmęczenia,

na głód nie patrząc,

spiesz się”

 

Nie tak, nie tak chciał rzeźbiarz lepiący Adama.

Czy mógł w swym nadmyśleniu przewidzić pierwszy bunt?

Jeśli tak, to co? Jeśli jednak nie?

 

Boleśnie jest odpędzać własny obraz.

To jakbyś gołą ręką z bliska zbijał lustro,

Czy tak się czuł?

 

Tysiąclecia zbrodni przepłynęły i ciągle,

w boskiej dłoni siedzą

odłamki szkła.

I spływa krew po ruinach dobra.

Historiografowie

 

Podziwiają morderców.

Pod warunkiem, że od ich zbrodni minęło minimum...

dwa tysiące lat.

Kręcą gwiazdorskie filmy, piszą patetyczne powieści

o czynach Aleksandra i Cezara,

jakby Tyr, Alezja, Jeruzalem,

były białymi plamami na mapie historii.

Imiona ofiar i zdradzonych wymazane są z dziejów.

Zwycięzców sądzi się inną miarą niż pokonanych.

Triumfy opisuje się chętniej niż wzniesione krzyże.

Krzyże święte chętniej niż krzyże...

niewolników.

Kto dziś jeszcze szuka kości Spartakusa?

A przecież muszą być gdzieś pogrzebane

i zaiste w świętszym grobie niż ten Cezara.

Mówiono nam zawsze o nieprzedawnieniu morderstwa.

Jeśli tak.

To czemu wciąż sławią zbrodniarzy?

Everyman

 

Figurka z gliny i łez Prometeusza

ożywiona ogniem Jehowy.

Oto on – daleki potomek patriarchów,

błąka się wśród plemienia swych bliźnich.

 

Pod milczącego nieba zimnymi obłokami,

nad czeluścią rozwartą ognia – kroczy.

Stąpa po ulicach zasnutych niepewnością

wiszący wiecznie pomiędzy Bogiem i Bestią.

 

Tak niewiele wyższy ponad zwierzę.

Tak niewiele niższy od swego rzeźbiarza.

Łatwy do zniszczenia piorunem swoim lub cudzym,

pełen jednak pewności że świat może zmienić.

 

Nazywa niegodnymi siebie te czyny,

do których tylko sam jest zdolny.

Nazywa niemożliwymi dla siebie te czyny,

których sam umie świetnie dokonywać.

 

Mizerna w gruncie figura,

zdolna jednak przechodzić do wieczności.

I może właśnie dlatego jedynie warta

by walczyły o nią największe wszechmoce.

 

Których i tak,

nawet dobrze nazwać,

nie potrafi.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej