KOD RELIKWII KS. JERZEGO

KOD RELIKWII KS. JERZEGO- Aleksandra Polewska Biała zapalniczka gazowa z symbolem Solidarności Walczącej, stała się jednym z niemych świadków męczeństwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Znaleziono ją w trakcie sekcji zwłok, w prawej kieszeni spodni.

KOD RELIKWII KS. JERZEGO- Aleksandra Polewska

Biała zapalniczka gazowa z symbolem Solidarności Walczącej, stała się jednym z niemych świadków męczeństwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Znaleziono ją w trakcie sekcji zwłok, w prawej kieszeni spodni.

Zapalniczka nie zapala się – odnotowano w protokole sekcyjnym. Na zapisie wideo z sekcji, udostępnionym Telewizji Polskiej przez Instytut Pamięci Narodowej, jeden z techników kilkakrotnie próbuje bezskutecznie ją zapalić. Słyszymy zgrzyt stalowego krzesiwa w postaci ząbkowanego kółka ocierającego się o kamień. Nie słyszymy natomiast trzasku powstającego płomienia. Brak płomienia, brak życia. W tle ciało księdza Popiełuszki ze wstrząsająco zdeformowaną twarzą.

Mija właśnie 34. rocznica jego męczeństwa. Od kilkunastu lat okoliczności śmierci ks. Popiełuszki przedstawione w czasie tzw. procesu toruńskiego, co raz głośniej są kwestionowane. I mimo że już w 1991 roku ruszyło nowe śledztwo w tej sprawie, a ustalenia, odsuniętego ostatecznie od śledztwa prokuratora Andrzeja Witkowskiego zaintrygowały miliony Polaków, nie tylko w kraju, ale i za granicą, okoliczności uprowadzenia i zamordowania księdza Jerzego wciąż pozostają owiane mrokami tajemnicy. Nieznana jest m.in. data śmierci. Nawet na jego grobie, przez długi czas nie umieszczano informacji, kiedy zmarł. Dzień 19 października jest datą umowną, wiele wskazuje bowiem na to, że kapelan Solidarności mógł żyć jeszcze 25 października. Warto zaznaczyć, że 23 października aresztowano skazanych później za morderstwo: Piotrowskiego, Pękalę i Chmielewskiego. Wiemy dziś, że nie został porwany po to, by go po prostu zabić, a najprawdopodobniej w celu zwerbowania do współpracy. Wkrótce miał wyjechać na studia do Rzymu, a że cieszył się sympatią Jana Pawła II, władze liczyły, że być może zgodzi się być watykańskim informatorem. Przedmioty oraz ubrania, które ks. Popiełuszko miał przy sobie i na sobie w czasie porwania i męczeństwa, a dziś będące również relikwiami, stały się nie tylko niemymi świadkami tego, o czym my wciąż jeszcze nie wiemy, ale również nośnikami zakodowanych informacji.

Tajemnice sutanny

Z sutanny wyłowionego z zalewu we Włocławku księdza Jerzego, niemal strumieniem leje się woda. Tuż po jej zdjęciu z martwego ciała, zostaje zawieszona na jasnym manekinie ustawionym w białostockim prosektorium. „Na sutannie, na prawej pole, na wysokości trzeciego guzika, znajduje się orzełek w koronie z wizerunkiem Matki Boskiej. Wysokość orzełka 2,5 cm na 1,9 cm” – dyktuje do protokołu męski głos, a dłoń jego właściciela przykłada linijkę do metalowego ptaka.

W oczy rzuca się jednak bardziej lewa poła sutanny. Mniej więcej na wysokości mierzonego orzełka, wyraźnie rozdarta. Może rozcięta? Jak powstało to zniszczenie? Z zeznań Józefa Bartczaka, nurka, który odnalazł ciało księdza Jerzego, a które złożył przed prokuratorem Andrzejem Witkowskim z pionu śledczego IPN, wiemy, że gdy po odnalezieniu zwłok wynurzył się na powierzchnię wody i poinformował siedzącego w pontonie przełożonego o swym odkryciu, ten wydał mu polecenie ponownego zejścia pod wodę i odcięcia części sutanny na potwierdzenie, że ciało należy do księdza. Bartczak miał też oznaczyć miejsce znalezienia zwłok poprzez przywiązanie do niech linki z boją sygnalizacyjną. Wykonał polecenie. Kiedy jednak kilka godzin później, razem z towarzyszącym mu nurkiem Kazimierzem Ślesickim był przesłuchiwany w toruńskim Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych na okoliczność ujawnienia zwłok, usłyszał, że w zeznaniach, które będzie w przyszłości składał ma pomijać fakt odcinania kawałka sutanny. Dlaczego? Co się stało z odciętym fragmentem? Na te pytania do dziś nie znamy odpowiedzi.

Ale nie była to bynajmniej jedyna instrukcja, którą on i jego towarzysz wówczas otrzymali. Najważniejszą z nich było polecenie zeznawania, że 30 października 1984 roku w zbiorniku we Włocławku on i Kazimierz Ślesicki nie tylko odnaleźli ciało księdza Jerzego, ale również niedługo później je wyłowili. To pierwsze było prawdą, ale to drugie kłamstwem w najczystszej postaci. Niepisana zasada głosiła, że nurkowie, którzy odkrywają zwłoki pod wodą, wydobywają je także na ląd. Bartczak i Ślesicki po ujawnieniu ciała ks. Popiełuszki usłyszeli, że mają wyjść z wody, absolutnie nikogo nie informować, że znaleźli zwłoki i czekać. W tym czasie zabrano ich do włocławskich koszar ZOMO na obiad i powiedziano, że po posiłku zostaną odwiezieni na tamę, gdzie wydobędą ciało księdza. Gdy wrócili, okazało się, że zwłoki zostały już wydobyte. Byli rozczarowani. Nie zdarzało się przecież, by sukces ekipy nurków, którzy odkryli zwłoki, przypisywała sobie jakaś inna ekipa.

Cztery dni wcześniej, 26 października, na tamie we Włocławku prowadziła poszukiwania ekipa płetwonurków z Wrocławia, której dowódcą był Krzysztof Mańko. Mańko odnalazł na dnie ciało ks. Popiełuszki, wynurzył się i zgłosił ten fakt funkcjonariuszowi kierującemu akcją poszukiwawczą. Funkcjonariusz ten polecił zanurzyć mu się z powrotem i… odciąć kawałek sutanny na dowód, że są to zwłoki księdza Jerzego. Mańko wykonał polecenie, a zaraz potem dowiedział się, że zwłoki nie zostaną wydobyte i może wracać do Wrocławia. Otrzymał też rozkaz nieujawniania nikomu, iż odnalazł ciało ks. Jerzego. Decyzję o niewydobywaniu ciała księdza, nurkowie tłumaczyli sobie tym, że wokół tamy zebrało się zbyt wielu gapiów, że mogłoby dojść do zamieszek ulicznych.

Krewni Krzysztofa Mańki, do których dotarli po latach dziennikarze, opowiadali, że po powrocie z Włocławka nurek czegoś się bardzo bał, zamknął się w sobie i nie można było nawiązać z nim żadnej rozmowy. Któregoś dnia wyszedł z domu i już nie wrócił. Okazało się, że 1 listopada 1984 roku otrzymał paszport i na zawsze wyjechał z Polski. Dziś mieszka i pracuje w Grecji. Nie chce rozmawiać ze śledczymi z IPN ani dziennikarzami. W tym miejscu warto wspomnieć, że istnieje hipoteza, w świetle której, owego 26 października 1984 roku, zwłoki księdza zostały jednak wydobyte i przeprowadzono nawet wstępną sekcję zwłok. Następnie ciało kapelana Solidarności miano z powrotem zatopić.

Sutanna kryje jeszcze inne tajemnice. Nim przystąpiono do przeszukiwań akwenu we Włocławku, jeden z tamtejszych pracowników dostrzegł na powierzchni wody, w pobliżu filarów mostu, mieniącą się tęczowo plamę, wskazującą na to, że na dnie musi spoczywać przedmiot, z którego wydobywa się jakaś oleista ciecz. Chwilę później w miejscu, gdzie widoczna była plama, odkryto ciało ks. Jerzego. Mężczyzna, który ją zaobserwował skonstatował, że ubranie zamęczonego kapłana mogło być nasiąknięte lub zabrudzone jakąś oleistą substancją. W protokołach sekcyjnych nie ma jednak ani słowa na ten temat. Dlaczego? Czy miało to związek z tym, że ksiądz (lub jego ciało) mógł być przetrzymywany w pomieszczeniu, w którym trzymano tego rodzaju płyny? A jeśli tak, to śladem lub dowodem czego mogłoby to być? Co ciekawe, sutanny księdza Popiełuszki nie zwrócono przedstawicielom Kościoła.

Roma Szczepkowska, jedna z zaufanych osób kapelana Solidarności, nakłaniała ks. Teofila Boguckiego, proboszcza parafii św. Stanisława Kostki i byłego przełożonego ks. Jerzego, by naciskał na milicję w kwestii zwrotu Kościołowi sutanny ks. Popiełuszki. Obawiała się, że mogą zwrócić podmienioną sutannę. Ks. Teofil powiedział wtedy, że na pewno rozpoznałby tę fałszywą. Dodał, że prawdziwa miała pewien znak szczególny, o którym wie tylko on. Nie wyjawił nikomu, czym ów znak był. Roma Szczepkowska rozmawiała o tym z proboszczem Boguckim na plebani, gdzie były założone podsłuchy. Sutanna ks. Jerzego została oddana Kościołowi dopiero po śmierci ks. Boguckiego. Dziś jest eksponatem w Muzeum Błogosławionego Ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie.

Po paciorkach do prawdy

Przy ciele zamordowanego ks. Jerzego nie znaleziono różańca, mimo że się z nim nie rozstawał. Odnalazł się wcześniej niż ciało męczennika i to nieoczekiwanie w miejscu, w którym według wszelkich oficjalnych danych ks. Popiełuszki nie było i być nie mogło, tzn. pod mostem drogowym w Toruniu. Znaleźli go miejscowi milicjanci rutynowo przeszukujący tamtejszy teren. Most rozciąga się nie tylko nad Wisłą, ale także nad podmokłymi łąkami oraz nad tzw. Kępą Bazarową, tj. zalesioną wyspą przy lewym brzegu rzeki. Osoby które znają dobrze Toruń wiedzą, że w tym miejscu nie można wjechać pod most przypadkowo i że aby to zrobić, trzeba naprawdę bardzo dobrze znać okolicę. Tym bardziej, jeśli chciałoby się tam dotrzeć po zmroku. Obecność porywaczy ks. Popiełuszki w tym miejscu musiała być więc starannie zaplanowana.

W trakcie procesu toruńskiego ani o postoju ekipy Piotrowskiego na łąkach za Kępą Bazarową, ani o różańcu, nie powiedziano ani słowa. Informację o tym, że milicja w ogóle odnalazła różaniec ks. Jerzego, upubliczniono dopiero 20 lat po jego śmierci, czyli w 2004 roku. Wtedy to bowiem teczkę z różańcem odnaleziono w bydgoskim oddziale IPN. Według prokuratora Andrzeja Witkowskiego znaleziony pod mostem w Toruniu różaniec, mógłby dowodzić, że porywacze księdza wcale nie udali się z nim na tamę do Włocławka, jak zeznawali w procesie, ale przekazali go po porwaniu drugiej ekipie, a ta przywiozła księdza do Torunia i oddała kolejnej. Przypuszczenie to wydają się potwierdzać doświadczenia z psem tropiącym, które po porwaniu księdza, aż trzykrotnie powtarzano w miejscu uprowadzenia. Trop ciągnął się kilkaset metrów drogą prowadzącą do miejscowości Górsk i tam się urywał. Możliwe, że właśnie tam księdza Jerzego przejęła druga ekipa. Warto też przypomnieć, że kiedy zbiegły porywaczom Waldemar Chrostowski przybiegł do hotelu robotniczego w Przysieku, wołał od drzwi, że księdza Popiełuszkę porwano i zabrano do lasu. Nie mówił nic o zamknięciu go w bagażniku samochodu. W październiku 1984 roku różaniec ks. Popiełuszki znalazł podporucznik SB o nazwisku Roman Szypielewicz. Zarówno w 1984 roku, jak i dwadzieścia lat później, zeznawał, że znalazł go w trawie pod mostem w Toruniu, nieopodal ruin Zamku Dybowskiego. Tymczasem według porucznika Andrzeja Kosowskiego, pracownika kontrwywiadu biorącego udział w poszukiwaniach, Szypielewicz miał stwierdzić w czasie poszukiwań, że różaniec znalazł w nieco innym miejscu, tj. kilkanaście metrów dalej, na ścieżce biegnącej w dół w kierunku ruin. W dodatku taką wersję przedstawił notatce służbowej spisanej zaraz po zakończeniu poszukiwań. Warto dodać, że ta notatka mówiła także o ujawnieniu na miejscu, na nieuczęszczanej drodze, śladów opon samochodowych.

Niedługo po odnalezieniu różańca podporucznik Szypielewicz został zwolniony z SB z powodu niekompetencji.

Zarówno prokurator Andrzej Witkowski (o którym jego wrogowie mawiają oszołom i mitoman), ks. Stanisław Małkowski (przyjaciel ks. Jerzego, który również był represjonowany przez SB), dziennikarz śledczy Wojciech Sumliński czy prof. Wojciech Polak z toruńskiego UMK, zgodnie twierdzą, że różaniec znaleziony pod toruńskim mostem jest najmocniejszym z dowodów przeczących oficjalnym ustaleniom dotyczącym okoliczności porwania i śmierci bł. ks. Popiełuszki.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej