POLSKA NA CHWILĘ- Michał Mońko

Pendolino wyrusza z Krakowa do Warszawy o 16.55. Zwykle jeżdżę zgniłymi wagonami z Warszawy do Białej Podlaskiej. Podlasie to przecież Polska B, a nawet C. Tam inni ludzie, inne sprawy niż na eleganckiej trasie pociągów Pendolino. Eleganckim pociągiem wracam przez Kraków z Forum Ekonomicznego w Krynic

Pendolino wyrusza z Krakowa do Warszawy o 16.55. Zwykle jeżdżę zgniłymi wagonami z Warszawy do Białej Podlaskiej. Podlasie to przecież Polska B, a nawet C. Tam inni ludzie, inne sprawy niż na eleganckiej trasie pociągów Pendolino. Eleganckim pociągiem wracam przez Kraków z Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Siedzę w wagonie numer 5, miejsce numer 45 po prawej stronie. Przede mną, po lewej przy stoliku, troje rozgadanych pasażerów. Starsze małżeństwo zajmuje numery 56 i 54. Mężczyzna w średnim wieku, blondyn odwrócony do mnie tyłem, zajmuje numer 57. Sprawiają wrażenie dobrych znajomych, którzy dawno się nie widzieli.

Starsza pani jest czymś podekscytowana, raz po raz wybucha śmiechem i wciąż rozmawia po angielsku. Mówi głośno, jakby chciała, żeby ją słyszano w sąsiednich wagonach. W pewnej chwili przechodzi z angielskiego na polski, ale pewne zwroty wymawia wciąż po angielsku.

– Mój mąż, ten pierwszy, I wish to speak, był Polakiem – powiada. – Ten tutaj – skinieniem głowy wskazuje drzemiącego pod oknem mężczyznę – to Amerykanin. Mieszkamy na Florydzie... O, Floryda is a beautiful place. Tam jest dużo pieniędzy.

Tymczasem blondyn, siedzący przy stoliku naprzeciwko małżeństwa, wyjmuje z torby pismo „Nie”. Przewraca stronice i zatrzymuje się na stronie, gdzie jest tekst „Dialog dam w drodze do kościoła”.

Nie odrywając wzroku od gazety, mężczyzna pyta starszą panią, ile już lat nie była w Polsce.

– Six….no, seven years – odpowiada starsza pani. – A wcześniej to w osiemdziesiątym drugim. Wpadłam z Berlina do Poznaniu. Patrzę, a tu wojsko, policja. O co chodzi? Ludzie jacyś nieprzyjemni do policji. Na mnie też jakoś tak patrzyli dziwnie. Za dobrze byłam ubrana.

– Polska! – powiada blondyn, nie odrywając wzroku od „Dialogu dam w drodze do kościoła”. – Tu wszyscy wszystkiego wszystkim zazdroszczą To się nazywa „polskie piekiełko”. Naród zwariował w osiemdziesiątym, a teraz mu się pogorszyło.

– A my tylko tu przejazdem i we don’t care, you know. Jedziemy do Pragi, do Wiednia. To Europa. Nie chcemy na Polskę nawet patrzeć. O, wodę gazowaną podali, a mówiłam: niegazowaną chcę! Takie tu porządki. Dawniej to można było żyć. Zresztą, na krótko wpadaliśmy do Polski. Co tu się zmieniło w tej Polsce? Wszystko. Pamiętam – ogórek. To był ogórek. A teraz co? Teraz nawet do ogórka pchają chemię.

– To prawda – przytakuje blondyn znad pisma „Nie”. – Chemia. Oni wszystko trują!

– Chleby, też nie te – kontynuuje starsza pani. – Ale obiad w Krakowie dobry, choć też nie to samo, co dawniej. Gosposia mego ojca, trochę pyskata, dobrze gotowała. Ojciec miał szofera, adiutanta, gosposię. Ta gosposia w pięćdziesiątym szóstym poszła krzyczeć pod KW. Ojciec ja wywalił… Teraz, na Florydzie, też mamy gosposię. Ona chciała kupować w polskim sklepie. Ale powiedziałam: nie!

– Polskie sklepy? – pyta mężczyzna, przewracając stronice pisma „Nie”. – A… widziałem polskie sklepy w Brukseli, w Londynie.

– Co pan tam widział, do licha!? – wybucha starsza pani. – Ptasie mleczko sprzedają, krówki też. Ale jakie ptasie mleczko?! A krówki nie z Milanówka. To już nie to samo, co dawniej. Ptasie mleczko teraz nie do jedzenia. You are a man so you don’t know. Kobieta to wie. Everything‘s changed, everything. Nawet polityka się zmieniła.

Na dźwięk słowa „polityka” mężczyzna przerywa czytanie tekstu „Klawiszowi więzień zwisa”.

– Sądy! – powiada. – Dawnej były sądy, a teraz? Co oni robią z tą Polską! Nawet sądy niszczą. Chociaż… trzeba powiedzieć, że sędzia Tuleja to nadal sędzia. Nawet sędzia Strzembosz nawrócił się. No i jest jak trzeba. Inni kucnęli i czekają nie wiedzieć na co! To skutki jednej odwilży, Gomułki, drugiej odwilży, Gierka. A trzeba było… wiadomo.

– A ja z mężem tylko przejazdem przez Polskę. Nic nas tu nie trzyma. Owszem, dobrze się mieszkało w Krakowie. Teraz jedziemy do Pragi, potem do Wiednia. Do you have experience podróżowania international pociągami?

– Czemu teraz do Warszawy, skoro jedziecie do Wiednia?

– Ot, na chwilę. I zaraz do Krakowa, do Pragi i do Wiednia. Nareszcie Europa. No, nie to, co Floryda. Ale też dobrze. Bo tu nawet woda jest do niczego. Co za woda! Nie ta woda, co dawniej. Nie ten chleb. Nie to życie. Dziś moja Floryda, mój kraj. Tam nawet woda jest lepsza od tej w Polsce.

Nagle powiało smrodem kiepskiego alkoholu. To znany krakowski aktor.

– Niszczą sądy, łamią konstytucję – powiada znany aktor. – Zresztą, gówno konstytucja. Kultura najważniejsza, o! A oni niszczą kulturę, niszczą Jandę. Żeby nie dać jej pieniędzy na jej teatry?!

– Ile trzeba dać? – pyta starsza pani. – Bo w Ameryce to nie dają. Ameryka mówi: pracuj, z pucybuta będziesz milionerem. Masz pieniądze, to możesz być aktorem, prezydentem, senatorem. Nie masz pieniędzy, jesteś nikim.

– Tam gówno Ameryka. Mieli dać na teatry osiem milionów, a dali tylko dwa miliony!

Nagle pociąg staje w szczerym polu. Za oknem łąki, w dali lasek. Zapada cisza. Blondyn przy stoliku skończył czytać „Kropidło precz od dzieci”. Składa „Nie”, wyciąga z torby tygodnik „Newsweek Polska”. Czyta tekst „Nie jesteśmy winni”. Naprzeciwko, przy oknie, drzemie mąż starszej pani. Ta zaś nie wytrzymuje ciszy.

– U nas, na Florydzie, wielkie pieniądze – powiada. – Money, money. Nie wiadomo, co z nimi robić. Jak wydać takie pieniądze? Rząd wydaje na utrzymanie pokoju na świecie. A pokój kosztuje. Więcej kosztuje niż wojna. Ameryka pilnuje pokoju i płaci. Dużo płaci. Bo rakiety, okręty, wojsko – to wszystko kosztuje.

– Kultura zamiast rakiet! – powiada znany aktor krakowski. – Po cholerę rakiety? Kultura najważniejsza. Zamiast rakiety, dwa teatry!

– Tu, w Polsce, też pilnujemy pokoju – wyjaśnia starsza pani. – Nie widać pokoju, bo tylko wojnę łatwo pokazać. No i wojnę się ogląda, people like it, you know, on television. Wiedzą wtedy, na co idą pieniądze. A pokoju nie widać. Pokój jest nudny. A ludzie, skoro nie widzą pokoju, to nie chcą płacić.

– Nie chcą? – mruczy blondyn, pochylony nad Newsweekiem. – Bo akurat Trump, kiedy nakłada podatki, to pyta Amerykanów, czy zapłacą.

– Nie pyta, ale ludzie chętniej płacą na wojnę niż na pokój. O, wojna, zawsze coś się dzieje, jest ruch. Fabryki produkują samoloty, czołgi. Pokój to stagnacja. Pieniądze wydane, a efekt marny.

– A czego tu Ameryka broni? – pyta mężczyzna, potrząsając „Newsweekiem”. – Nie warto bronić tych matołów, co łamią konstytucję, niszczą sądy. I dobrze, że Ameryka nie wpuszcza do siebie tej dzikiej hołoty znad Wisły. Polska. Tu powinien być Priwislanskij Kraj, a nie Polska.

– Polacy zrzekli się komuny – powiada starsza pani. – Czego niby się zrzekli? Jakiej komuny? Ludzie mieli tu dobry chleb, dobre ogórki, warzywa. A teraz co mają? Nawet dobrej wody nie mają. Co mądrzejsi stąd wyjechali. Olszowski, w tamtych czasach sekretarz KC, dobry gospodarz tego kraju, musiał uchodzić do San Francisco. Na co mu przyszło! Lata już go nie widziałam.

Pociąg z wolna rusza. Jest 18.50. Konduktor informuje, że mamy pół godziny spóźnienia. Blondyn z naprzeciwka zaczyna czytać tekst „Afera pedofilska…”

Starsza pani, żona Amerykanina, zamawia kawę.

– A ma pan śmietankę? – pyta stewarda. Ten odpowiada, że ma tylko mleczko. Śmietanki nie ma.

Starsza pani wybucha szyderczym śmiechem.

– Śmietanka do kawy! Nawet śmietanki do kawy nie mają! Mleczko, oczywiście. Dobrze, że my tylko przejazdem, prawda, honey ?

Polska na chwilę. Kraków, Praga, a potem Wiedeń. Tam jest śmietanka do kawy. Wiadomo, Europa.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej