Granice sztuki filmowej?- Andrzej Gelberg

Gdy przed kilku laty pojawił się na ekranach polskich kin film Władysława Pasikowskiego „Pokłosie” – rozgorzała ostra dyskusja. „Gazeta Wyborcza” wpadła w zachwyt nad odwagą w podjęciu trudnego tematu i warsztatem filmowym reżysera, krytycy określili dzieło Pasikowskiego filmem antypolskim.

Gdy przed kilku laty pojawił się na ekranach polskich kin film Władysława Pasikowskiego „Pokłosie” – rozgorzała ostra dyskusja. „Gazeta Wyborcza” wpadła w zachwyt nad odwagą w podjęciu trudnego tematu i warsztatem filmowym reżysera, krytycy określili dzieło Pasikowskiego filmem antypolskim.

Nie widziałem wtedy tego filmu, dopiero przed kilku dniami, zmieniając kanały telewizyjne, trafiłem przypadkowo na „Pokłosie”. Wraz z kolejnymi sekwencjami tego fabularnego, świetnie od strony warsztatowej nakręconego filmu, czułem narastającą irytację.

Jest to opowieść – jak nie ukrywał tego reżyser w późniejszych wywiadach – zainspirowana książką Tomasza Grossa „Sąsiedzi” opisującą wymordowanie w roku 1941 całej społeczności żydowskiej w małym miasteczku Jedwabne. Żydów wraz z całymi rodzinami zapędzono do stodoły, którą następnie podpalono. To rzeczywiście działo się pod lufami niemieckich żołnierzy, a historycy do dzisiaj spierają się, zarówno co do liczby zamordowanych Żydów, jak również stopnia zaangażowania miejscowej polskiej ludności w dokonaniu tej potwornej zbrodni.

Wspomniana książka skłoniła Pasikowskiego do opowiedzenia – i to trzeba wyraźnie podkreślić – fikcyjnej historii, co niektórzy recenzenci filmu uznali za uprawnione, artystyczne rozwinięcie tematu. Wszystko dzieje się kilkadziesiąt lat po wojnie. Do małej, zapyziałej wsi wraca po dłuższej nieobecności starszy brat głównego bohatera filmu, który od pewnego czasu gromadzi na swoim polu macewy (nagrobki) z opuszczonego żydowskiego cmentarza. Dowiadujemy się, że w tej wsi co najmniej od kilku pokoleń mieszkała mniejszość żydowska (utwierdza nas w tym liczba zgromadzonych macew - 150), że Żydzi, tak jak inni chłopi, zajmowali się głównie rolnictwem. To musiał być wymysł reżysera. Żydzi w przedwojennej Polsce pracowali w handlu i rzemiośle, nie zajmowali się uprawą ziemi. Ale ta nieścisłość była Pasikowskiemu potrzebna, gdyż właśnie ziemia odegrała w dramacie miejscowych Żydów rolę kluczową. Pod koniec dowiadujemy się, że 120 mieszkających we wsi Żydów nie zostało przez Niemców pognanych do kolejowego transportu ze stacją końcową w Treblince czy Auschwitz, nie zostało także w pobliskim lesie rozstrzelanych. Tę robotę wykonali polscy sąsiedzi, którzy zapędzili ich do starych zabudowań na obrzeżach wsi i podpalili je.

Ta zbrodnicza akcja nie działa się w obecności niemieckich żołnierzy, wymordowanie żydowskich sąsiadów było spontanicznym działaniem niemal wszystkich mieszkańców wsi. Co pchnęło polskich chłopów żyjących od kilku pokoleń w symbiozie ze swoimi żydowskimi sąsiadami do tak potwornej zbrodni? Pasikowski daje krótką odpowiedź: chciwość! Po wymordowaniu Żydów ich gospodarstwa zostały wraz ziemią zawłaszczone, a najwięcej skorzystali na tym najgorliwsi mordercy.

Niebezpieczna ścieżka filmowa

Gdy w roku 1934 Leni Reifenstahl nakręciła „Triumf woli” dokumentujący zjazd NSDAP w Norymberdze, fachowcy od kinematografi wpadli w zachwyt. A było co podziwiać, gdyż młoda niemiecka reżyserka zastosowała genialne, nowatorskie jak na owe czasy rozwiązania, zarówno co do metody filmowania, jak i montażu. Był to oczywiście film propagandowy, wynoszący pod niebiosa Adolfa Hitlera, ale też trzeba pamiętać, że ówczesny kanclerz Niemiec, kreujący się na chorążego pokoju, potrafił do tego stopnia oszukać opinię publiczną, a zwłaszcza europejskich polityków, że pojawiła się inicjatywa – na szczęście nie zrealizowana – uhonorowania go Pokojową Nagrodą Nobla, a prestiżowy brytyjski tygodnik „Time”, już po Konferencji Monachijskiej, ogłosił Hitlera Politykiem Roku.

Leni Riefenstahl za nakręcenie „Trimfu woli” spotkała się po wojnie z anatemą i nie nakręciła już żadnego filmu. Była to cena kontekstu historycznego.

Thriller polityczny – specjalność hollywoodzka

Filmów tego gatunku powstało w Stanach Zjednoczonych bardzo wiele. Są to filmy fabularne lub paradokumentalne (oparte na faktach, ale nie ograniczające twórców w kreatywnym formułowaniu hipotez). Pokazywane w nich historie przedstawiają rzeczywistość amerykańską w bardzo ponurym świetle. Przykładem niech będzie głośny i wielokrotnie nagradzany film „Trzy dni kondora” z Robertem Redfordem w roli głównej, ukazujący zbrodnicze akcje amerykańskich służb specjalnych, w których zakonspirowane grupy wzajemnie się mordują. Przedstawiona historia jest aktem oskarżenia amerykańskich służb specjalnych, które wymknęły się spod kontroli Waszyngtonu, ale dla wszystkich jest oczywistne, że jest to kreacja scenarzysty i reżysera.

Niektórzy krytycy filmowi zaliczyli „Pokłosie” do gatunku thillera.

Wysoka cena kłamstwa

Film Pasikowskiego pojawił się na ekranach w czasie, gdy w różnych miejscach na świecie zaczęto obarczać Polaków winą za współudział w Holocauście. Już nie byliśmy oskarżani za obojętność na los mordowanych Żydów, za zbyt małą pomoc w ich ratowaniu, ale wręcz za współudział w zbrodni. Były to nikczemne kłamstwa, przy których rzekomo „pomyłkowe” używanie terminu „polskie obozy koncentracyjne” jest zaledwie drobiazgiem. Film „Pokłosie”, nakręcony za polskie pieniądze, stał się bardzo mocnym argumentem na rzecz tej załganej tezy.

Ale jest jeszcze gorzej. Niemcy, realizując plan „ostatecznego rozwiązania”, kierowali się, zbrodniczą ideologią usunięcia z Europy Żydów, w których postrzegali samo zło. Podobnie Ukraińcy, zaczadzeni równie zbrodniczą ideologią, dokonali rzezi Polaków na Wołyniu.

Mieszkańcom wsi pokazanej przez Pasikowskiego niepotrzebna była żadna ideologia. Do potwornej zbrodni popchnęła ich zwyczajna chciwość.

Protestuję!

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej