Demokracja „dobrej zmiany”- Jerzy Pawlas

Można machać Konstytucją, nie czytając jej. Można ją czytać, ale nie rozumieć. Tymczasem totalna opozycja, organizując kontrmanifestacje, blokady i prowokacje – właśnie ją łamie. Zakazane jest bowiem „stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa”, poza tym „każdy jest zobowiązany szanować wolności i prawa innych”

Można machać Konstytucją, nie czytając jej. Można ją czytać, ale nie rozumieć. Tymczasem totalna opozycja, organizując kontrmanifestacje, blokady i prowokacje – właśnie ją łamie. Zakazane jest bowiem „stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa”, poza tym „każdy jest zobowiązany szanować wolności i prawa innych”.

Stołeczny ratusz wydał zezwolenie na przemarsz tzw. obrońców demokracji i wjazd podnośnika na plac Zamkowy. KOD-ziarscy barbarzyńcy zawiesili na kolumnie Zygmunta (zabytek!) koszulę z napisem „Konstytucja”. Rafał Trzaskowski, kandydat PO na prezydenta stolicy, z aprobatą twitował o tym wandalizmie. Czy ratusz wiedział o planowanej akcji, czy pokryje koszty – nie wiadomo. Na spędach KOD ochoczo pokrzykuje się o praworządności i równocześnie anarchizuje się życie publiczne.

„Sympatyków PiS nie obsługuję, ponieważ nie pozwala mi na to klauzula sumienia” – napisał na drzwiach swego sklepu pewien sprzedawca z Ostrowa Wielkopolskiego. Dowcipniś zyskał nawet poparcie części lokalnej społeczności. Co tam zakaz dyskryminacji, gdy trzeba odsunąć PiS od władzy. Co tam demokratyczne wybory, gdy to nam należy się rządzenie.

Wśród tzw. obrońców demokracji są funkcjonariusze komunistycznych służb specjalnych (cywilnych i wojskowych), płatni zdrajcy pachołki Rosji, których z demokracją trudno kojarzyć, chyba że z ludową. Występują w obronie swoich „praw nabytych” – jakby nie było demokratycznych wyborów. Totalna opozycja sama postawiła się poza nawias cywilizowanego społeczeństwa. Nie daje jednak za wygraną, skarżąc do sądu związek „Solidarność” za nazwanie jej po imieniu, czyli ujawnienie dawnej profesji jej aktywistów.

Tymczasem Jerzy Kozdroń, sędzia Trybunału Stanu atakuje fizycznie obywatela, protestującego na wiecu wyborczym w Kwidzyniu, sankcjonując w ten sposób polityczne chamstwo, barbarzyństwo debaty publicznej.

Swobody twórcze

Niech żyje wolność w polskim kinie – zakrzyknął Jerzy Skolimowski, odbierając nagrodę Platynowych Lwów za całokształt twórczości na ostatnim gdyńskim festiwalu polskich filmów fabularnych. Festiwalowa publiczność przyjęła aluzję ze zrozumieniem. Obawy dostojnego laureata o ową wolność okazały się nieuzasadnione, gdy jury przyznało nagrodę specjalną Wojciechowi Smarzowskiemu za „podjęcie społecznie ważnego tematu” w filmie „Kler”, prowokacyjnej agitce antykościelnej.

Z kolei Filip Bajon („Kamerdyner” – Srebrne Lwy) wyraził zdziwienie, że „dobre filmy powstają w takich ciężkich czasach”, pozostawiając słuchaczy w domysłach. Coś jednak nurtuje środowisko filmowców, skoro Antoni Komasa-Łazarkiewicz, autor muzyki do tego filmu, przekonywał, że „w tych potwornych czasach wszyscy starają się mówić o wolności, nie tylko w kolorach czarno-białych, ale we wszystkich kolorach tęczy”. Zaś Olgierd Łukasiewicz apelował – kochajmy się, szerzmy miłość w całej Unii Europejskiej.

Narzekać na „ciężkie czasy”, przy hojności państwowego sponsora, to po prostu niegodziwość. Przed warszawską Zachętą śmietnisko-rumowisko zatytułowane „Wiatrołom”, znanego i hołubionego „sztukmistrza” Pawła Althamera oraz trzydziestu innych artystów. Rozległa instalacja odnosząca się do ekologii, słowiańskiej mitologii i narodowych tradycji, ma symbolizować rozkład rzeczywistości, w której przyszło żyć obywatelom po ostatnich wyborach sejmowych. Wspomniany pieszczoszek lewicowo-liberalnego mecenatu III RP wsławił się był zeszłorocznym show w stołecznym Centrum Sztuki Współczesnej na wystawie „Późna polskość”, gdzie zawiesił czarnego, gumowego orła w koronie, ogłaszając, że nie jest to profanacja godła państwowego. Oikofobia i polonofobia w zamian za wspaniałomyślność państwowego mecenasa.

Wolności obywatelskie

Swego czasu opozycja okupowała pomieszczenia sejmowe (zresztą bez żadnych konsekwencji, także finansowych). Potem zawłaszczały nimi kobiety z niepełnosprawnymi (konsekwencje – jak wyżej). Obecnie traktują ten wyczyn jako atut w wyborach samorządowych. Spoczywająca I prezes Sądu Najwyższego nie ma takich aspiracji, ale też zajmuje swój były gabinet, co więcej – pobiera sowite wynagrodzenie i jest wożona służbowym samochodem.

Biesiadujący w luksusowych knajpach członkowie poprzedniego rządu do tej pory nie zapłacili rachunków, co nie przeszkadza im dywagować i moralizować o statusie polityka czy kondycji demokracji, a właściwie jej braku, bo w „państwie PiS” nie może jej być. Nie zapłacili też posłowie, którzy zaprosili niepełnosprawnych do okupowania sejmu. Widać – skoro sejm jest nasz – jak twierdzi opozycja, to każdy może w nim trochę pomieszkać.

Wolność – sprowadzona do anarchii – nic nie kosztuje. Nikt też nie ponosi odpowiedzialności. Demokracja nieodpowiedzialnych polityków PO jest konsekwencją demokracji nieodpowiedzialnych wyborców.

Instytucja prawa do zgromadzeń została twórczo rozwinięta w różnego rodzaju kontrpochodach, blokadach, zakłóceniach. Dlaczego nie. Skoro jedni mają prawo, to przeciwnicy również. Inwencją błysnął stołeczny samorząd, którego przedstawicielka rozwiązała patriotyczny marsz. Powodem miał być przekreślony sierp i młot (widać przypominał jej komunistyczną, milicyjną przeszłość).

Inne samorządy nie pozostają w tyle. Niektóre rozszerzają katalog praw człowieka, przyznając mieszkańcom prawo (i fundusze) do in vitro i nie ma znaczenia, że działają wbrew konstytucyjnej ochronie życia. Gdański samorząd zajął się edukacją (choć to nie jego kompetencje), wprowadzając do szkół genderowy program równościowy. W ten sposób prawa obywatelskie stają się coraz bardziej anarchiczne, w konsekwencji antyrządowe, ale takie są przecież samorządy.

Fundatorzy i dywersanci

Tak jak kariera wielu sędziów wiąże się z pochodzeniem resortowym lub nomenklaturowym (ojcowie zwalczający podziemie antykomunistyczne lub funkcjonariusze partyjni), tak członkowie rozmaitych fundacji i organizacji pozarządowych (choć korzystający z budżetu państwa) to nierzadko dzieci byłych polityków (także prezydentów). Mając takie „umocowanie”, łatwiej im uzyskiwać fundusze, realizować cele statutowe. Dochodzi już do tego, że lewacy szkolą policjantów, jak mają rozpoznawać faszystów i nacjonalistów.

Ambitniejsze fundacje odgrażają się, że chcą patrzeć władzy na ręce (za koalicji PO-PSL jakoś nie widziały przekrętów). Zamierzają bronić praw człowieka, co najczęściej sprowadza się do obrony opozycyjnych aktywistów (żeby nie powiedzieć – terrorystów). Nie przeceniając wszakże tych poczynań, trzeba stwierdzić, że mogą oni liczyć na wymiar sprawiedliwości. Oto sądy uniewinniają KOD-ziarzy i podobnych, choć mają na sumieniu akty agresji i zakłócanie legalnych zgromadzeń.

Jeszcze w czasach przedakcesyjnych zaczęły mnożyć się fundacje, zachwalające brukselskie perspektywy. Finansowane przez zagraniczne partie polityczne czy agendy rządowe nie zawsze były starannie kontrolowane przez polskie służby. W każdym razie trzeba było dwudniowego referendum, by mamione społeczeństwo opowiedziało się za UE. Niemniej działania fundacji „Otwarty dialog” (i jej niejasne przepływy finansowe) pokazują, jak „obrona praw człowieka” może być agenturą wpływu.

Największymi dochodami mogą pochwalić się organizacje ekologiczne (oczywiście antyrządowe). Budżet WWF przekracza 28 mln zł, Greenpeace – 9 mln zł. Dziesiątki ludzi znajduje zatrudnienie i dobre wynagrodzenie. Ochoczo zwalczają więc energetykę węglową, bronią Puszczy Białowieskiej i dzikich ptaków, domagają się utworzenia „Puszczy Karpackiej” i puszczają fake-newsy (PiS zamierza strzelać do wilków). Ochrona przyrody (często raczej szkodnictwo) stała się intratnym biznesem.

Terror medialny

Jeżeli prawo do wolności słowa jest prawem człowieka, to czym jest wolność kłamstwa, mowy nienawiści, insynuacji, zniesławiania, bezpodstawnych oskarżeń. Jest skutecznym narzędziem walki politycznej. Służy nie do porozumiewania się, lecz do zwalczania. I media obficie korzystają z tak rozumianej wolności słowa. Odbiorcy są poddawani bezprzykładnej obróbce – manipulacji i dezinformacji.

W kraju, w którym większość mediów i portali internetowych znajduje się w rękach zagranicznych właścicieli, tylko umownie można mówić o demokracji. W kraju medialnie skolonializowanym, tożsamość obywateli jest co najmniej zagrożona. Jeszcze trudniej sprawować władzę w takim kraju, w którym obce interesy realizują jego obywatele, gdzie media komercyjne, zamiast zadowalać się zyskiem, politykują opozycyjnie.

Tymczasem media publiczne przyjmują modelowe standardy. Wymóg pluralizmu (w każdej dyskusji przedstawiciel lewicy, choć w społeczeństwie jest ona marginesem) spowodował nie tylko nadreprezentację lewactwa, ale jeszcze wydobył z niepamięci komunistycznych pogrobowców, n.b. nierozliczonych. W rezultacie marzenia SLD o ławach sejmowych stają się coraz bardziej realne.

Pozostawienie rynku medialnego w obcych rękach jest karygodnym niedopatrzeniem, żeby nie powiedzieć – wydaniem świadomości społeczeństwa na pastwę lewacko-liberalnej, totalitarnej inżynierii społecznej. Z drugiej strony sprawa wydaje się paradoksalna, bo zagraniczni właściciele (zrepolonizowani, zdekoncentrowani) poskarżą się na forum brukselskim na ograniczanie wolności słowa, chociaż ich działalność przeczy rzekomym ograniczeniom. Nie ulega jednak wątpliwości, że tak brutalnej kolonializacji medialnej nie ma nigdzie na świecie.

Bez protestów społecznych i z zaparciem godnym lepszej sprawy media uprawiają terror światopoglądowy, zwalczając tradycyjne wartości, eliminując myślących inaczej, forsując poprawność polityczną. Propagują wolność rozumianą jako anarchia, jako antywspólnotowość, jako antypaństwowość. Relacjonują rzeczywistość z punktu widzenia właścicieli lub opozycji. Nie przypomina ona prawdziwej rzeczywistości. Dysonans poznawczy trudny do zniesienia. W TVP perrorują, demagogują politycy PO, pouczając i moralizując, jakby nigdy nic. A przecież żaden organ państwa polskiego nie rozliczył ich z nieudanych i szkodliwych rządów. Zrobili to wyborcy.

W pierwszym dniu po wyborach skończyła się demokracja – utrzymuje totalna opozycja. Tymczasem rozwinęła się, jak nigdy dotąd. Przecież programem PiS nie była demokracja antydemokratyczna.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej