Narodowe loterie czy kumulacje oszustw?

Narodowe loterie czy kumulacje oszustw?- Paweł Pietkun Trudno znaleźć kogoś, kto by choć raz nie spróbował szczęścia w narodowej loterii Lotto. To słabość nie tylko Polaków. I nie tylko my mamy wątpliwości, czy szczęściu w Lotto przypadkiem nie można pomóc. Raz na jakiś czas wybucha afera, która pokazuje, że taka „pomoc” nierzadko się zdarza.

Narodowe loterie czy kumulacje oszustw?- Paweł Pietkun

Trudno znaleźć kogoś, kto by choć raz nie spróbował szczęścia w narodowej loterii Lotto. To słabość nie tylko Polaków. I nie tylko my mamy wątpliwości, czy szczęściu w Lotto przypadkiem nie można pomóc. Raz na jakiś czas wybucha afera, która pokazuje, że taka „pomoc” nierzadko się zdarza.

Narodowa loteria jest grą hazardową polegającą na poprawnym wytypowaniu sześciu z puli 49 numerów. Typowanie odbywa się przez zaznaczenie liczb na blankiecie, a od czasu wprowadzenia przez Totalizator Sportowy lottomatów liczby mogą być typowane także przez system informatyczny. Jest to tzw. metoda „na chybił trafił”. Wszystkie loterie narodowe dają możliwość zawierania zakładów systemowych. W takich zakładach typuje się od 7 do 12 liczb, czyli – jak wierzą grający – zwiększa się szansa na trafienie „szóstki”, zupełnie jakby wykupili odpowiednio więcej kuponów.

Matematyka rozwiewa marzenia

Najpopularniejsza gra liczbowa w Polsce przyciąga do kolektur ponad połowę, bo aż 67 proc. dorosłych Polaków. Mówią o tym badania przeprowadzone przez IQS na zlecenie narodowego bukmachera. Większość z nich przeznacza na marzenia o nieoczekiwanym bogactwie nie więcej niż 100 zł miesięcznie. Inwestycja minimalnie trzech złotych na zakład pozwala im snuć plany podboju świata i szalonych zakupów. Są tacy, co z kuponem w kieszeni czują się ważniejsi. Ba! Zaczynają lekceważyć sąsiadów i z góry traktują dalszą rodzinę – aż do rozwiania marzeń, czyli dnia losowania, w którym gwarantowanych dwóch milionów jednak nie wygrywają. Nawet ci, którzy dobrze znają matematykę i rachunek prawdopodobieństwa, nierzadko dla tych marzeń chętnie sięgają do kieszeni.

Jeśli chcemy trafić wszystkie sześć liczb z 49, to szansa, że wygramy, wynosi jeden do ponad trzynastu milionów (1:13 983 816)! Z „piątką”, znacznie mniej nagradzaną jest już lepiej – to szansa jeden do piędziesięciu czterech tysięcy (1:54 201). Wśród skreślonych numerów możemy też nie trafić żadnego. Prawdopodobieństwo takie jest zbliżone do trafienia przynajmniej jednego – to odpowiednio 1:2,3 oraz 1:2,4.

Widać wyraźnie, że nie opłaca się inwestować we wszystkie możliwe kombinacje liczb – kosztowałoby to znacznie więcej niż potencjalna wygrana. I to również w przypadku największej kumulacji (dotychczas w Polsce największa wygrana w marcu 2017 r. wyniosła niemal 37 mln zł) – wciąż nie mamy bowiem gwarancji, że wyłącznie nam trafią się szczęśliwe numery. W przypadku wielu wygranych nagrodą trzeba się podzielić.

Wielu rozżalonych brakiem wygranych tworzy spiskowe teorie, że narodowe loterie to wielka ściema, „podatek od głupoty” płacony na rzecz – najczęściej – służb specjalnych, które wygranymi kuponami płacą za usługi. Twierdzą oni, że system elektroniczny błyskawicznie zlicza wszystkie skreślone na dany dzień kombinacje, pozwalając na wydanie kuponu z wygraną, a potem jeszcze „losuje” odpowiednie liczby.

Czy to możliwe? Również w czasach, kiedy gra w totolotka była niemal zupełnie analogowa, zdarzały się przypadki częstych i nieoczekiwanych wygranych. Lech Wałęsa – agent SB o pseudonimie „Bolek” – wygrywał w totka za każdym razem, kiedy potrzebował pieniędzy – tak przynajmniej tłumaczył żonie i kolegom. Kwitował również wypłaty od funkcjonariuszy SB, ale suma tych wypłat była niższa niż jego ówczesne wydatki. Wygrane na loterii uzupełniają ten bilans.

Fałszywe losowania

Niemal co roku zdarzają się głośne w świecie afery związane z narodowymi loteriami. Oto w lipcu 2015 r. Serbią wstrząsa afera. Losowanie przeprowadzone przed kamerami telewizyjnymi 28 lipca miało być sfałszowane, co widzieli wszyscy oglądający je przed telewizorami. Losowanie zaczęło się tradycyjnie – prezenterka przywitała się z widzami i uruchomiła maszynę losującą. Maszyna losowała kolejne liczby: 4, 33 i 12. Liczby odczytywała na głos prowadzaca losowanie, a niezależnie od tego pojawiały się one na dole ekranu. Jednak kiedy maszyna wylosowała kolejną liczbę – 27, na ekranie pojawiła się plansza z liczbą 21. I choć prezenterka wydawała się zagubiona, losowania nie przerwano (choć przerwano emisję telewizyjną). Następnym wylosowanym numerem było właśnie 21, tak aby ostateczny wynik losowania był zgodny z tym, co wyświetlała telewizja. Kilka dni później szef loterii podał się do dymisji, zaś komputerami telewizji, maszynami i pracownikami loterii zajęła się policja, stosując nawet badania wariografem. Sprawa wciąż jest w toku. Oskarżony o korupcję szef loterii nie podał się do dymisji, zaś za wylosowane uznano oba numery.

Dwa lata później w Irlandii wybucha kolejna afera. W losowaniu 7 października oglądanym przez miliony Irlandczyków (w grę wchodziło pół miliona euro) udało się zaobserwować kulę z... dwoma numerami – 33 oraz 38. Kulka z podwójną numeracją została wylosowana jako druga i – wbrew obserwacjom milionów telewidzów (to losowanie do dzisiaj jest dostępne w internecie), żaden z członków komisji nie zauważył rozbieżności. Jeszcze wiele mięsięcy po losowaniu rzecznik prasowy Irish National Lottery wyjaśniał, że musiało dojść do złudzenia optycznego. Od tamtej pory każda kula w loterii jest przed losowaniem dokładnie mierzona, ważona i sprawdzana pod kątem wszystkich możliwych nieprawidłowości. W losowaniach zaś biorą udział niezależni audytorzy, których zadaniem jest obserwowanie każdej z piłek. Losowanie z października 2017 uznano.

Na własną rękę

Wciąż toczy się sprawa Eddiego Tiptona, pracownika rządowej agencji nadzorującej amerykańskie loterie (w tym wypadku chodzi o loterię Hot Lotto), który zagrał, znając już wylosowane niedługo później liczby. Dwa dni przed gwiazdką 2010 roku Tipton wyszedł z pracy z kuponem wartym 16,5 mln dolarów. Szczęśliwe liczby znał doskonale, bo miesiąc wcześniej osobiście wprowadził je do systemu, ustawiając odpowiednią datę losowania. Zrobił to – jak udowadniali amerykańscy śledczy – w specjalnym pokoju losowań, do którego miał dostęp. Choć pięć lat później aresztowano go (i wypuszczono) pod zarzutem defraudacji, do dzisiaj zapewnia, że oskarżono go niesłusznie. Przy liczbach w pokoju losowań miał grzebać ktoś nieznajomy. On miał po prostu szczęście i skreślił odpowiednie numery. Na nic okazały się policyjne dowody – nagrania z kamer telewizji przemysłowej czy rozpoznanie głosu Tiptona.

Do dzisiaj przebywa on na wolności, jest bezrobotny i, jak przekonuje dziennikarzy, żyje wyłącznie z oszczędności. Faktycznie miesiąc przed losowaniem pojawił się w pokoju losowań, ale wyłącznie po to, jak zapewniał, żeby zaktualizować system do czasu zimowego. Zdaniem śledczych Tipton ustawił kamery tak, że nagrywały tylko po sekundzie na minutę. To wystarczyło mu do wgrania specjalnego oprogramowania do komputera losującego. Potem mógł manipulować numerami bez pozostawiania śladów. Kupon kupował jego znajomy, a sam urzędnik wpadł, ponieważ skarbówka zauważyła, że po losowaniu zaczął wydawać więcej pieniędzy.

Listopad i grudzień to tradycyjne miesiące okolicznościowych losowań w lotto. Czy i gdzie tym razem wybuchnie afera?

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej