Pracuję, więc jestem-Jerzy Pawlas

Pracuję, więc jestem- Jerzy Pawlas Tak niskiego bezrobocia, jak za rządów PiS, nie notowano od 28 lat. Bez pracy pozostaje mniej niż milion ludzi. Niemniej do rynku pracownika daleko, skoro płace rosną wolno, a wciąż kilkanaście procent młodych ludzi myśli o emigracji zarobkowej.

Pracuję, więc jestem- Jerzy Pawlas

Tak niskiego bezrobocia, jak za rządów PiS, nie notowano od 28 lat. Bez pracy pozostaje mniej niż milion ludzi. Niemniej do rynku pracownika daleko, skoro płace rosną wolno, a wciąż kilkanaście procent młodych ludzi myśli o emigracji zarobkowej.

Wzrost PKB osiąga 5 proc., co jest fenomenem w gospodarce brukselskiej. Co więcej, krajową gospodarkę zaliczono do 25 najbardziej rozwiniętych gospodarek świata. Wciąż jednak zagraniczne zarobki trzy-czterokrotnie przewyższają krajowe. Na belgijskiej budowie za godzinę dostaje się 15 euro, na polskiej – minimum ok. 15 zł. Mimo to 2/3 krajowych pracowników pozytywnie ocenia krajowy rynek pracy, jak również swoją sytuację zawodową.

Informacje o jednocyfrowym bezrobociu we wszystkich województwach – najmniejsze w Wielkopolsce (3,3 proc.) i na Śląsku (4,5 proc.), największe w woj. warmińsko-mazurskim (9,9 proc.) i mazowieckim (9,7 proc.) – przeszły jakoś uwadze mediów polskojęzycznych. A jest to powód do dumy – cztery lata temu było ponad 2 mln bezrobotnych, teraz – 959 tys. Zresztą kandydaci do warszawskich władz samorządowych też nie eksponowali rządowego sukcesu – w stolicy 2,6 proc. bezrobotnych. Nie jest tajemnicą, że – jak się szacuje – ok. 30 proc. ludzi rejestruje się w urzędach pracy nie w celu znalezienia zatrudnienia, lecz uzyskania ubezpieczenia społecznego. Tak więc w rzeczywistości bezrobotnych jest jeszcze mniej, niż to wynika z danych statystycznych.

Z zaniedbań rządu PO (niedostateczne przygotowanie finansowania inwestycji ze środków UE) wynika nie tylko wzrost kosztów płac, ale także cen materiałów budowlanych. Mimo to na brak rąk do pracy narzekają także przedsiębiorcy innych branż, nie tylko budowlanej. Gdzie indziej też są problemy. Dość powiedzieć, że większość firm bardziej stara się o utrzymanie pracowników, niż o pozyskanie nowych. Dlaczego brak chętnych do pracy, gdy bezrobotni to osoby powyżej 50. roku życia – to jest właśnie problem.

20 mln Polaków poza granicami kraju to niewątpliwie niewykorzystany potencjał – mówiąc branżowo – siły roboczej. Jak zmniejszyć tę diasporę – czwartą co do wielkości na świecie. Zachęcamy emigrantów zarobkowych, ludzi z kapitałem – deklarował Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju. Niech wracają, zakładają firmy. Niech pracują dla siebie i dla kraju. Warunki do pracy mają zapewnione. Mamy szeroki program socjalny (Rodzina+, Mieszkanie+), są ułatwienia dla przedsiębiorców (Konstytucja biznesu).

Niska płaca, wielka bieda

Tylko post-PZPR-owscy reformatorzy transformacyjni mogli przeforsować taki koncept – polska gospodarka będzie konkurencyjna dzięki niskim płacom. Jakoż opłacało się zagranicznym inwestorom takie neokolonialne eldorado. Tani pracownik, wysokie zyski, a podatki – w rajach podatkowych.

Niskie płace to niski popyt, mniejsze wpływy podatkowe do budżetu i zacofana technologia (bo nieopłacalna modernizacja parku maszynowego). Tak pełzała gospodarka transformacyjna mimo propagandowych zaklęć reformatorów. Wreszcie barbarzyństwo niskich płac ustępuje gospodarce ucywilizowanej, zrównoważonej, respektującej podmiotowość pracownika.

GUS podał, że przeciętne wynagrodzenie w II kw. 2018 roku wzrosło o 7,1 proc. (4521 zł brutto). W końcu staje się coraz bardziej oczywiste, że lepiej opłacany pracownik, to bardziej aktywny klient, konsument, podatnik. A więc korzyści odnoszą także pracodawcy.

Spowodowana przez reformatorów transformacyjnych bieda miała twarz dziecka. W 2015 roku poniżej minimum egzystencji (po prostu w ubóstwie) żyło ok. 700 tys. dzieci. W ciągu dwu następnych lat ich liczba zmniejszyła się o ponad 300 tys. Z danych Eurostat wynika, że w ubiegłym roku w biedzie żyło 17,9 proc. dzieci (trzy lata temu – 26,6 proc.). To nie tylko zasługa zwiększonych wydatków socjalnych, ale również większych wynagrodzeń. Niestety, nie rosną one tak szybko, by – w rozumieniu katolickiej nauki społecznej – uznać je za sprawiedliwe, to znaczy wystarczające na utrzymanie rodziny i zapewnienie jej przyszłości.

Jednak, o ile trudno byłoby mieć pretensje do post-PZPR-owskich reformatorów transformacyjnych, że nie znają założeń (i wartości) katolickiej nauki społecznej, to już od obecnie rządzących można by więcej wymagać. Tym bardziej, że 40 rocznica pontyfikatu Jana Pawła II nie stała się okazją do popularyzacji jego trzech encyklik poświęconych pracy ludzkiej i sprawom społecznym.

Król rynku

Polacy są zaliczani do najbardziej zapracowanych na świecie (co jakoś nie przekłada się na wysokość zarobków), ale wieść o świętowaniu 12 listopada wywołuje narzekanie w mediach polskojęzycznych. Po co święto, gdy dzień pracy całej gospodarki to 4 mld zł. Taki patriotyzm gospodarczy à rebours. Bo nie sposób wprowadzić takiego myślenia, np. wśród klientów zagranicznych sieci handlowych, udających, że sprzedają polskie towary. Już pracownicy polskojęzycznych mediów (żeby nie powiedzieć agenci wpływu) o to zadbali.

Skoro tak łatwo manipulować mentalnością pracowników, to można im wmówić, że są królami rynku, tym bardziej, że o mitycznym rynku pracownika mówiło się już dawno. Chociaż ten król jakoś niepewny swego. Pracodawca łatwo sprowadzi go na ziemię, gdy zażąda podwyżki. Jeśli nie chcesz pracować, to zatrudnię imigranta. Jakoż wyspecjalizowały się prywatne agencje „łowców głów”, sprowadzające pracowników nawet z dalekiej Azji. Natomiast ukraińscy gastarbeiterzy chcieliby pracować w naszym kraju dłużej niż pół roku. Spełniając te życzenia, pracodawcy domagają się zmian przepisów, legalizujących dłuższy pobyt imigrantów.

Niewątpliwie sukcesem przedsiębiorców jest wmówienie pracownikom, że lepiej im będzie na swoim – będą wolni i kreatywni. W ostatnim roku zarejestrowało się 250 tys. jednoosobowych firm, przekraczając ogólną ich liczbę – trzech milionów. Dzięki temu przedsiębiorca oszczędza na kosztach pracy, a zatrudniony płaci niższe składki ubezpieczeniowe (wysokością emerytury się nie przejmuje, bo to odległa przyszłość).

Trudno w tej sytuacji wyobrazić sobie, by w naszym kraju mógł się dynamicznie rozwijać akcjonariat pracowniczy. Tymczasem 12 proc. amerykańskich pracowników (17 mln) posiada akcje (udziały) w firmach, w których są zatrudnieni. Nie inaczej jest w krajach UE, choć euroentuzjaści o tym nie wspominają. We Francji aż 35 proc. pracowników posiada akcje przedsiębiorstw, w których pracują.

W naszym kraju pracownik to najczęściej po prostu koszt produkcji, który należy redukować, ile się da. Gdzie by tam miał być współwłaścicielem. Jednak taki współwłaściciel (współzarządzający) pracuje wydajniej, bo ma udział w zyskach. O takim upodmiotowieniu stosunków pracy pisał Jan Paweł II w encyklice „Laborem exercens” – drogą do podmiotowości społeczeństwa jest połączenie, „o ile to możliwe, pracy z kapitałem.”

Problemy biznesowe

W 100-lecie odzyskania niepodległości nikt już nie ma wątpliwości, że niepodległość państwa jest możliwa tylko dzięki silnej gospodarce. Pora więc wyciągnąć stosowne wnioski. Rozwój firm rodzinnych, niski CIT i mały ZUS to dopiero początek. Małe firmy będą płacić składki obniżone, proporcjonalne do przychodu. Z udogodnienia skorzysta ok. 200 tys. przedsiębiorstw (zyskają rocznie 1,5 mld zł).

Przewlekłość sądów gospodarczych stała się już przysłowiowa, ale najwyższych sędziów to nie interesowało, tym bardziej teraz, gdy zabawiają się w podchody antyrządowe. Tymczasem roczne koszty opieszałości sądowej to 6 mln zł wypłacanych odszkodowań. Dla przedsiębiorców niemożność szybkiego dochodzenia roszczeń jest równie uciążliwa jak zatory płatnicze. Gdy oczekiwania na zwrot należności trwają 2-3 miesiące, trudno prowadzić racjonalny biznes. W Zielonej Księdze resortu przedsiębiorczości i technologii aż 80-90 proc. firm narzeka na przeterminowane płatności.

Sytuacja jest tym poważniejsza, że – jak podaje Monitor Sądowy i Gospodarczy – zwiększa się liczba niewypłacalnych przedsiębiorstw (w I półroczu 2018 – 22 proc.). Ponad 1/3 firm ma problemy, gdyż ich klienci nie płacą na czas. Jedną z przyczyn zatorów płatniczych jest dyktat globalnych firm czy koncernów (handel. budownictwo), które pozwalają sobie zwlekać z zapłatą za towary i usługi. Wobec mniejszych (słabszych) uczestników rynku czynią to nagminnie i bezkarnie.

W stronę pracownika

Od przyszłego roku program Pracownicze Plany Kapitałowe zacznie funkcjonować w największych przedsiębiorstwach. W następnym obejmie mniejsze. Pracownicy wejdą do dobrowolnego (w każdej chwili mogą wystąpić) systemu gromadzenia oszczędności emerytalnych. Będzie to dodatkowe źródło dochodów dla przyszłych emerytów.

Zgromadzone pieniądze to prywatna własność (chroniona jak oszczędności), która może być dziedziczona. Pomysł – jak w innych rozwiniętych krajach (USA, Wlk. Brytania, Irlandia, Holandia, Niemcy, kraje skandynawskie). Szkoda, że pojawił się dopiero teraz, chociaż trudno byłoby posądzać transformacyjnych neoliberałów o solidarnościowe gesty wobec społeczeństwa.

Na przyszły kapitał będzie składał się pracownik (2 proc. wynagrodzenia) i pracodawca (1,5 proc. pensji zatrudnionego). Rząd oferuje składkę powitalną (250 zł) oraz coroczną wpłatę (240 zł). Część (1/3) zgromadzonego kapitału (ok. 15-20 mld zł rocznie) będzie inwestowana na giełdzie. Korzyści będą mieli i pracownicy, i gospodarka. Po przejściu pracownika na emeryturę zaoszczędzone środki będą wypłacane jednorazowo lub przez 10 lat. Operatorzy nie dorobią się przy obsłudze tych funduszy jak przy OFE (w latach 1999-2013 przejęli 19 mld zł za zarządzanie). Rocznie będą mogli pobierać maksymalnie 0,6 proc. (kilka razy mniej niż OFE).

Oszczędzający na swoje inwestycje emerytalne, mogą też wykorzystać swoje środki na cele mieszkaniowe lub zdrowotne. Jednak istotny cel pracowniczych programów kapitałowych to zapobieżenie wtórnemu ubóstwu emerytów. To zjawisko obciąża reformatorów transformacyjnych równie silnie, jak wyprzedaż majątku państwowego.

Jeżeli zabrane przez pracowników (z pomocą państwa) fundusze umożliwią im godnie, w lepszych warunkach przeżywać starość, to już można mówić o sukcesie polityki społecznej.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej