Zapiski grudniowe- Andrzej Gelberg

Car Aleksander I używał po Kongresie Wiedeńskim (1815), gdzie zwycięskie kraje koalicji anty napoleońskiej zadecydowały o utworzeniu Królestwa Polskiego, tytułu polskiego króla, chociaż nigdy oficjalnie nie został koronowany. Gdy od czasu do czasu wizytował Warszawę, wdzięczni mieszkańcy stolicy stawiali na jego cześć łuki triumfalne, a poeci i kompozytorzy tworzyli hołdownicze hymny („Boże coś Polskę”). Car nieszczególnie przepadał za takimi umizgami, więc przed kolejną wyprawą do Warszawy zaproponował rajcom stolicy, żeby miast wydawać pieniądze ma kolejny łuk triumfalny, przeznaczyli je na budowę kościoła. I tak w roku 1825 powstał kościół, nieprzypadkowo przecież pod wezwaniem św. Aleksandra. Tak jest do dziś i nikt zdrowy na umyśle nie proponuje zmiany patrona.

Car Aleksander I używał po Kongresie Wiedeńskim (1815), gdzie zwycięskie kraje koalicji anty napoleońskiej zadecydowały o utworzeniu Królestwa Polskiego, tytułu polskiego króla, chociaż nigdy oficjalnie nie został koronowany. Gdy od czasu do czasu wizytował Warszawę, wdzięczni mieszkańcy stolicy stawiali na jego cześć łuki triumfalne, a poeci i kompozytorzy tworzyli hołdownicze hymny („Boże coś Polskę”). Car nieszczególnie przepadał za takimi umizgami, więc przed kolejną wyprawą do Warszawy zaproponował rajcom stolicy, żeby miast wydawać pieniądze ma kolejny łuk triumfalny, przeznaczyli je na budowę kościoła. I tak w roku 1825 powstał kościół, nieprzypadkowo przecież pod wezwaniem św. Aleksandra. Tak jest do dziś i nikt zdrowy na umyśle nie proponuje zmiany patrona.

Inaczej ma się sprawa z nazwami ulic, tu ich patroni często znikają i są zastępowaniu innymi, ale w końcu ulice są świeckie i nie stanowią sacrum.

Ciekawa jest historia jednej z głównych arterii stolicy, celnie nazwanej przez Tuwima w jednym z wierszy „Tętnicą Warszawy”. Chodzi o Aleje Ujazdowskie, które w czasie niemieckiej okupacji przemianowano na Adolf Hitler Strasse. Po zakończeniu wojny ta nazwa przez rządzących Polską komunistów została oczywiście zmieniona na – zgadują Państwo? – Aleje Józefa Stalina. Ta nazwa też długo się nie utrzymała i w roku 1956 powrócono do historycznej nazwy. Warto w tym miejscu dodać, że władza centralna poleciła w marcu 1953 r., po śmierci wodza robotników i chłopów, żeby w każdym mieście główną ulicę nazwano imienia Józefa Stalina. Polecenie to zostało skrupulatnie wykonane, najbardziej skrupulatnie w Łodzi, gdzie miejscowi rajcy przemianowali ul. Główną, króciutką przecznicę Piotrkowskiej, na ulicę Józefa Stalina. Urząd Bezpieczeństwa Publicznego uznał to za prowokację i na nic zdały się w celu uniknięcia odpowiedzialności mętne tłumaczenia urzędników magistratu.

Kłopot z nazewnictwem ulic
w III RP

III RP dostała w spadku po PRL zapaskudzone komunistycznymi patronami ulice niemal wszystkich miast i miasteczek. Dekomunizacja ulic rozpoczęła się dosyć szybko i równie szybko stanęła w miejscu. O ile bowiem nie było oporów przed przemianowaniem ulic Dzierżyńskiego, Marchlewskiego, Bieruta, Świerczewskiego, czy Nowotki, to już mniej spektakularne i popularne nazwiska i organizacje nie budziły większych emocji i takie ulice jak: Gwardii Ludowej, Armii Ludowej, Dąbrowszczaków, Janka Krasickiego czy Hanki Sawickiej nadal zachowały swoich patronów. Władze samorządowe, które z urzędu odpowiedzialne były za nazewnictwo ulic, swoją w tym względzie opieszałość tłumaczyły względami ekonomicznymi (koszt nowych tablic, wymiana dowodów osobistych itp.), a także niechęcią mieszkańców, rzekomo przywiązanych przez dziesięciolecia do nazwy ulicy przy której mieszkają.

Jak już wspomniano pierwsi samorządowcy wybrani w wolnej Polsce w roku 1990 szybko zabrali się do pracy i – przykładowo – przywrócili w Wyszkowie jednej z głównych ulic nazwę Marszałka Józefa Piłsudskiego w miejsce Hanki Sawickiej, co też było okazją, żeby mieszkańcy mogli się dowiedzieć, że wcześniejsza patronka była… agentką NKWD. Jeśli, drogi Czytelniku sądzisz, że w ten sposób sprawiedliwości stało się zadość, to jesteś w błędzie. Cztery lata później odbyły się kolejne wybory samorządowe, które wygrał Sojusz Lewicy Demokratycznej i w Wyszkowie w sprawie ulicy Marszałka Józefa Piłsudskiego podjęto nową decyzję, zaiste salomonową: połowa ulicy zachowała istniejącą nazwę, a drugiej połowie przywrócono poprzednią nazwę – Hanki Sawickiej.

Po wygranej „Dobrej zmiany” w wyborach parlamentarnych roku 2015, spawa dekomunizacji ulic w Polsce nabrała przyspieszenia. Uchwalona 1 kwietnia 2016 r. i znowelizowana 14 grudnia 2017 r. ustawa nakazywała usunięcie z przestrzeni publicznej, w tym z nazewnictwa ulic, symboliki komunistycznej. Instytut Pamięci Narodowej oceniał, że w skali całego kraju ok. 1,5 tysiąca ulic musi zmienić swojego patrona. Żeby nie piętrzyć utrudnień dla obywateli, ustawa jasno stwierdzała, że nie będzie potrzeby wymieniania dokumentów, np. dowodów osobistych. Jak Polska długa i szeroka, zaczęto na skrzyżowaniach i murach budynków wymieniać tablice i wydawało się, że do końca tego roku dekomunizacja polskich ulic zostanie definitywnie zamknięta. Okazało się inaczej.

Dwa miesiące temu odbyły się wybory samorządowe i w dużych miastach wygrała je totalna pozycja, która zaczęła składać aplikacje do Trybunały Konstytucyjnego z zapytaniem, czy ustawa dekomunizacji ulic nie łamie aby konstytucji w aspekcie ograniczenia kompetencji samorządu terytorialnego dotyczącego nazewnictwa ulic. Radni warszawscy z PO i Nowoczesnej są pewni, że TK podzieli ich opinie i już dzisiaj deklarują przywrócenie poprzednich patronów.

Jeśli tak się stanie, znikną w Warszawie dzisiaj istniejące ulice Zbigniewa Herberta, Zbigniewa Romaszewskiego, Lecha Kaczyńskiego, Jacka Kaczmarskiego. W tym kontekście interesującym problemem jest, jak się zachowa „Gazeta Wyborcza” wspierająca akcję przeciwko ustawie dekomunizującą nazewnictwo ulic, gdy z przestrzeni publicznej oprócz wymienionych znikną ulice: Komitetu Obrony Robotników i Marka Edelmana?

Czas jak rzeka…

…jak rzeka płynie, unosząc w przeszłość tamte dni – śpiewał kiedyś Czesław Niemen. No właśnie – obchodziliśmy 13 grudnia trzydziestą siódmą rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, który brutalnie przerwał 16-miesięczny karnawał Solidarności. Warto przypomnieć, że najbardziej patriotyczny i dynamiczny trzon w Solidarności tworzyli ludzi młodzi, często ledwie dwudziestoletni. I to oni chętnie odwoływali się do swoich rówieśników z Powstania Warszawskiego, tam szukali wzorców. Dystans czasowy jaki ich dzielił, to…również trzydzieści siedem lat. Po wprowadzeniu stanu wojennego 20-letni robotnik z FSO zwierzył mi się, że czasami śni mu się, że Alek, Rudy i Zośka to są jego koledzy, z którymi przechodzi kanałami do Śródmieścia. A czy dzisiaj jakiemuś chłopakowi może śnić się młody Bujak czy Frasyniuk? Nonsens. Mimo, że odległość w czasie jest taka sama, wprowadzenie przez komunistyczną juntę stanu wojennego, wydaję się mentalnie dla większości młodego pokolenia ( na szczęście nie dla wszystkich) tak odległe jak epoka rozbiorowa.

13 grudnia odbyła się w pałacu Raczyńskich przy ul. Długiej 9 w Warszawie uroczystość odznaczania krzyżem Wolności i Solidarności blisko czterdziestu działaczy opozycji antykomunistycznej. Krzyże przyznawał prezydent RP, a w imieniu głowy państwa wręczał je prezes IPN Jarosław Szarek. Na zakończenie części oficjalnej, do mikrofonu wywołany został mężczyzna, który miał podziękować w imieniu odznaczonych. Ledwie wypowiedział kilka zdań, z tylnych rzędów krzeseł rozległy się krzyki protestu. Okazało się, że byli to, również odznaczeni, robotnicy z nieistniejącej już Huty Warszawa. Po chwili jeden z nich przepchnął się przez rzędy krzeseł i nie owijając w bawełnę kilkakrotnie nazwał stojącego przy mikrofonie kapusiem, co spowodowało jego rejteradę. Jednego z protestujących dobrze znałem – na moje pytanie, czy są pewni, że facet donosił do SB na kolegów, stanowczo potwierdzili.

Na uroczystości najmłodsi odznaczeni zbliżali się do sześćdziesiątki, większość była starszych. Gdy przyglądałem się zmęczonym twarzom, przygarbionym sylwetkom i pozbawionym blasku oczom, w sposób natrętny nie opuszczało mnie zdanie wypowiedziane przez bohatera „Sposobu bycia” Kazimierza Brandysa.

– Nie boję się końca, boję się przemijania, które zabiera początek.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej