Boże Narodzenie...

BOŻE NARODZENIE, KTÓRE ZAMIERZANO NAM ODEBRAĆ - Artur Adamski Te części naszego kontynentu, w których nie można już postawić choinki czy spotkać św. Mikołaja, pod względem kulturowym przestają być Europą.

BOŻE NARODZENIE, KTÓRE ZAMIERZANO NAM ODEBRAĆ - Artur Adamski

Te części naszego kontynentu, w których nie można już postawić choinki czy spotkać św. Mikołaja, pod względem kulturowym przestają być Europą.

Może są to obszary aksjologicznego czy nihilistycznego chaosu, a może już przyczółki triumfującej obcej cywilizacji. Jakże symboliczny jest obraz przedświątecznych jarmarków, otoczonych pancernymi barierami. Coraz liczniejsi Europejczycy, chcąc być sobą u siebie, narażają się na śmierć od bomb, wychodzą na cel karabinów, muszą się chronić w betonowych bastionach.

Na ulicach Francji wolno pięć razy dziennie zatrzymać ruch, by bić pokłony w kierunku Mekki, ale nie wolno przy nich ustawić betlejemskiej szopki. Jaki będzie następny krok w tym szaleństwie? Czy lęk zmuszał będzie Europejczyków do porzucania własnej tożsamości (co pięknie się sprzeda jako np. wielki triumf idei tolerancji czy co tam euroidioci innego wymyślą i wypromują) czy może raczej przywiązani do swej wiary i tradycji będą musieli się skrywać w coraz głębszych katakumbach?

Szczepionka z dekad komunizmu jeszcze działa

Europejczyków z dwóch stron niegdysiejszej żelaznej kurtyny dzieli brak wspólnoty losu. Popisy bredni, jakie często słyszy się w Europarlamencie, to dobitny dowód niezdolności większości Francuzów, Holendrów czy Belgów do objęcia swymi umysłami doświadczeń Polaków, Węgrów czy Litwinów. Szkoda, że o naszym doświadczeniu nie wiedzą nic, ani nic nie chcą wiedzieć. Całkowicie nieznane im lekcje, którymi u nas garbowano skóry kolejnym pokoleniom, mogłyby się im przydać. My przez kilkadziesiąt lat toczyliśmy kosztowną walkę o ocalenie bliskiej nam tradycji. Oni oddają ją beztrosko, bez większego oporu, a ten żałosny proces okraszają sloganami o jakichś „wartościach”.

Nigdy bym nie przypuszczał, że przyjdzie mi kiedyś być wdzięcznym za przedświąteczny horror, co roku urządzany nam w PRL-owskiej szkole. Na lekcjach rosyjskiego katowano nas np. czytankami o gwiazdkowych świętach w sowieckim wydaniu. Na „Jołkę w Sokolnikach” nie przybywali kolędnicy, lecz – Lenin. Lekcje muzyki wypełniały ćwiczenia kolejnych piosenek o śniegu, którymi komunistyczna edukacja starała się wyprzeć tradycyjne kolędy. Ferie świąteczne wprawdzie były, ale zawsze zadawano na ich czas, do wykucia na pamięć, wierszydła wyjątkowo długie i rekordowo głupie. Zapewne po to, by Święta nie kojarzyły się dzieciom zbyt przyjemnie. Do dziś mam pamięć zaśmieconą bzdetami o choince, pozbawionej wszelkich wartościowych skojarzeń.

W czasie oczekiwania na Święta prokacapski reżim fundował obywatelom mozół wystawania w wielogodzinnych kolejkach. Właśnie wtedy, raz w roku ludowa władza „rzucała na rynek” trochę piekielnie drogich pomarańczy, a nawet odrobinę lepszej wędliny. Powszechne wtedy w użyciu pojęcie „rzucenia” towarów do sklepów trafnie wyrażało istotę rzeczy. Święta miały się kojarzyć z upokorzeniem, marznięciem w oczekiwaniu na dostawę, a najlepiej z kłótniami o jakiś ochłap. Z umordowaniem, po którym odechciewa się świętowania. A kiedy wreszcie nadchodził dzień Wigilii – najgorszym z błędów okazywało się włączenie telewizora. Ówcześni propagandyści, duchowi (a często rodzeni) ojcowie dzisiejszych, byli prawdziwymi mistrzami. Jeśli do programu wpuścili odrobinę kolęd, to tylko jako przynętę, by za moment zwabionym widzom zafundować odmóżdżające parodie jasełek. Chrześcijańska tradycja obowiązkowo miała się asocjacyjnie wiązać z umysłowym prymitywizmem, z ledwie zrozumiałą gwarą. Nawet nie folklorem czy skansenem, ale ostatnim reliktem ciemnoty i zacofania. Marksiści, a jakże, wypełniali świąteczną ramówkę bardzo „świątecznymi” treściami. Nie mogli przecież odpuścić trafiającej się tak rzadko okazji, by milionom poddanych (eufemistycznie zwanych Obywatelami PRL) wraz ze skrajnie zmanipulowaną tele – sieczką rzucić w twarz pytanie: „Za taką tradycją się opowiadacie? Zwyczaje wioskowych głupków mają się zaliczać do waszego kodu kulturowego?” Tak to, pomimo zachowania pewnych pozorów, chrześcijańskie Święto stawało się okazją do walki z chrześcijaństwem. Tak jak jest nim dzisiaj na coraz większych obszarach krajów, bezwstydnie podnoszących na sztandarach wewnętrznie sprzeczny frazes o brzmieniu: „państwo neutralne światopoglądowo”.

Nie dajmy sobie odebrać Świąt

Kiedy skończył się PRL? W ostatnich latach w wyjątkowej jaskrawości mogliśmy się przekonać, że na ogromnych obszarach naszej państwowości nie tylko pozostał nietknięty, ale nawet potrafi skutecznie kontratakować. Postmarksowskie elity w nienaruszonym składzie dotrwały czasów, w których liczyć mogą na czynną protekcję ich zachodnioeuropejskich neomarksowskich, mentalnych pobratymców. A towarzyszy temu wsparcie mediów – też o komunistycznym rodowodzie, obecnie zasilonych zagranicznym, głównie niemieckim kapitałem. Dla niego Święta to teraz czas szykowania sobie dwóch pieczeni na jednym ogniu. Reklamy naganiają tłumy do właściwych sklepów a teleramówka wykonuje robotę analogiczną do propagandy PRL-u. Środki wyrazu już inne, bo w cywilizacji obrazkowej widz nie ten sam, do tego jeszcze nie jest on już, jak za Gomułki czy Jaruzela, skazany na jednego nadawcę.

Główna idea tego przekazu jest jednak niezmienna: wszystko, co w Świętach wykracza poza świecidełka, furę prezentów i beztroską rozrywkę – to wiocha i obciach. Czy pozwolimy sobie narzucić taki model świętowania? Idąc na lep błyskotliwych importów, wypranych z czegokolwiek wyższego, porzucimy to co rodzime?

Najwspanialsze z tradycji

Historycy i etnografowie dobrze znają przykłady triumfu tego, co niskie nad tym, co wzniosłe. Feliks Koneczny wiele razy wskazywał, że „to co gorsze, często potrafi zwyciężać”. Wie o tym zresztą każdy Polak dysponujący choćby rudymentami narodowej pamięci. Nasza Rzeczpospolita była już przecież pod butem niejednego nikczemnika – od Moskali i Prusaków poczynając, a na bolszewikach i „elytach postPRL-u” kończąc. Pomimo tego dziesiątki poprzedzających nas pokoleń potrafiły jednak nie tylko przechować, ale i wzbogacać bezprecedensową w skali świata liczbę kolęd i pastorałek, często będących arcydziełami muzyki i poezji.

Jakże prastary jest rodowód obyczajów, pełnych przebogatych symbolicznych treści. Znajdujemy w nich nie tylko wiedzę o dziejach naszej zbiorowości. Zaskakują nas one często swym jakże ogólnoludzkim i ponadczasowym wymiarem. Nasi poprzednicy, pomimo wszystkich narodowych katastrof, ten wielki skarb naszego dziedzictwa pielęgnowali i przekazywali kolejnym generacjom. Zaborcy tłumili ojczysty język, namiestnicy Moskwy ośmieszali naszą tradycję, skłaniając do wstydu z wiary i polskości. A jednak ten bezcenny skarb, sztafetą pokoleń, dotrwał i został przekazany w nasze ręce.

Czy okażemy się godnym ogniwem tak nadzwyczajnej sztafety?

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego rozstrzygnęło konkurs na bożonarodzeniową pocztówkę. Na oficjalnym profilu ministerstwa zaprezentowano zwycięskie prace. Po lawinie negatywnych komentarzy, będących reakcją internautów na zadziwiające wyniki konkursu na bożonarodzeniową pocztówkę, MKiDN przeprosiło i wyjaśniło całą sytuację. „Przepraszamy za prezentację na naszym profilu projektów «dziwnych» kartek świątecznych. Sami mamy poczucie, że padliśmy ofiarą niewybrednego żartu jury konkursu, a nasze «filtry bezpieczeństwa» nie w pełni zadziałały”. Niewybredny żart jury konkursu? Oni wybrali kartki, a kto ich wybierał?

W latach 2012-2014 gospodarka rosła, a legalna konsumpcja paliw spadała. Jak to jest możliwe, że w ciągu kolejnych 3 lat (2015 – 2017) legalna sprzedaż paliw w Polsce nagle wystrzeliła o 34 proc.? Jeszcze w 2014 r. konsumpcja paliw płynnych (benzyny, olej napędowy, LPG) wynosiła 22,6 mln m3. W 2017 r. to już 30,3 mln m3. Czy zmian legislacyjnych, które ukróciły działalność mafii (pakiet paliwowy, pakiet energetyczny i pakiet transportowy) nie można było wdrożyć szybciej?

Kolejna rocznica stanu wojennego nakazuje wspomnieć nie tylko o ofiarach tego tragicznego wydarzenia. Warto również przypomnieć, że salonowe elity III RP traktowały Wojciecha Jaruzelskiego, głównego architekta zbrodniczego systemu, z najwyższymi honorami. Wałęsa, Kwaśniewski i Komorowski wspólnie opłakiwali TW „Wolskiego”. Wówczas było istotne, aby zrobić to należycie, aby III RP pamiętała o Jaruzelskim i pochowała go tak, jak żegna się bohatera. I właśnie dlatego ta formacja polityczna musi przegrać.

Pioneering Spirit” to należący do szwajcarskiej firmy Allseas największy na świecie statek przeznaczony do układania rurociągów podmorskich. Liczy 382 m długości (z urządzeniami do układania rurociągu – 477 m) oraz ma 124 m szerokości. Przedwczoraj przepłynął cieśniny duńskie. W przeciągu czterech najbliższych miesięcy ma on ułożyć na dnie Bałtyku kluczowy fragment 500 kilometrów gazociągu Nord Stream 2. Czym warto słuchać pogłosek, że Niemcy chcą wstrzymać jego budowę?

Kto by się spodziewał, że zamieszki w Paryżu staną się podstawą do viralowej promocji naszego kraju. Otóż obrazki płonącej stolicy Francji są obecnie na masową skalę zestawiane ze zdjęciami z jarmarków bożonarodzeniowych jakie odbywają się w każdym większym mieście w Polsce. Co istotne – memów zestawiających oba światy często nie robią Polacy, lecz ludzie z zagranicy. Efekt jest niezwykle pozytywny. Zdaje się, że tak dobrego pijaru naszemu krajowi nie przyniosła jeszcze żadna akcja Polskiej Fundacji Narodowej.

foto Janusz Wolniak

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej