Fala agresji...Artur Adamski

CZY WZBIERA FALA PODŁEJ AGRESJI?- Artur Adamski Każde zabójstwo jest tragedią i nawet, jeśli mielibyśmy do czynienia z jednym tylko morderstwem w skali kraju to zawsze byłoby to o jedno za dużo. Niestety, prowadzone już od stu lat badania Głównego Urzędu Statystycznego są źródłem szokującej wiedzy o tym, że każdego roku w naszym kraju dochodzi aż do kilkuset zabójstw.

CZY WZBIERA FALA PODŁEJ AGRESJI?- Artur Adamski

Każde zabójstwo jest tragedią i nawet, jeśli mielibyśmy do czynienia z jednym tylko morderstwem w skali kraju to zawsze byłoby to o jedno za dużo. Niestety, prowadzone już od stu lat badania Głównego Urzędu Statystycznego są źródłem szokującej wiedzy o tym, że każdego roku w naszym kraju dochodzi aż do kilkuset zabójstw.

Pocieszającego może być tylko to, że jeśli pominąć okres wojny i kilka lat powojennych, Polska zawsze należała do krajów w Europie o statystycznie niskiej liczbie zbrodni. Druga optymistyczna wiadomość jest taka, że od dziesięcioleci mamy do czynienia z tendencją spadkową. Mniej jest nie tylko morderstw, ale także innych ciężkich przestępstw.

Odrobina upiornej statystyki

Lata gierkowskie kojarzą się często z czasami, w których poważne zbrodnie były rzadkością. Z roczników statystycznych jednak wynika, że w następstwie zabójstw w latach siedemdziesiątych co roku ginęło co najmniej kilkaset osób. W niektórych latach z rąk zabójców statystycznie ginęło powyżej dwóch osób dziennie, czyli o około połowę więcej, niż obecnie. Wspomnienie „bezpiecznych i spokojnych czasów” jest złudzeniem, wynikającym z tego, że tylko w wyjątkowych przypadkach informacje o morderstwach pojawiały się w mediach. Sytuacja uległa zmianie w latach osiemdziesiątych, kiedy reżim komunistyczny przekonywał społeczeństwo o konieczności rozbudowywania sił milicyjnych i na wszystkie możliwe sposoby starał się skłaniać jak najliczniejszych mieszkańców PRL-u do współpracy z MO, ORMO czy SB. Wielkim sukcesem tej propagandy był telewizyjny program „997”. Działające na wyobraźnię inscenizacje były dla wielu widzów wstrząsające, robiły wrażenie, że przestępczość gwałtownie rośnie. Sensacyjny magazyn śledczy donosił o potwornościach, do jakich dochodziło w różnych zakątkach kraju. Wielu obywateli PRL-u dochodziło wówczas do przekonania, że jak w tytule powieści Agathy Christie „zło czai się wszędzie”. A często także do oczekiwanego przez reżim wniosku, że „potrzeba nam więcej milicji”.

W III RP zbrodnia stała się tematem pilnie poszukiwanym przez tabloidy. I nie musiały one długo szukać, gdyż do morderstw dochodziło niemal codziennie. W roku 2008 policja prowadziła śledztwa w sprawie 748 zabójstw i usiłowań zabójstwa. W 2009 zarzut zabójstwa (lub czynnego działania z zamiarem zabicia człowieka i w następstwie tego – ciężkiego uszkodzenia ciała) postawiono w 729 przypadkach. Z rąk morderców śmierć poniosły wtedy 464 osoby.

Pospolite morderstwo czyli banalne okoliczności tragedii

Zdecydowana większość morderstw nie miała jednak niczego, co nadawałoby się na powieść kryminalną. W 2009 roku na 729 zbrodni aż 400 popełniono pod wpływem alkoholu, do 221 doszło w wyniku kłótni między bliskimi sobie ludźmi, 55 było dziełem osób niepoczytalnych. Większość, 442 popełniły osoby niepracujące i nieuczące się, 368 – osoby wcześniej już karane. Większość tragedii rozegrała się między krewnymi lub znajomymi, w mieszkaniach (326), w domach (157) lub w pomieszczeniach gospodarczych. Zabójstwa „w plenerze” to tylko kilkanaście procent (86 na ulicach, 15 w lasach, 9 na polach i łąkach, 6 na przystankach komunikacji zbiorowej). Stosunkowo rzadkie były cele rabunkowe morderców (51 przypadków), 9 razy dały o sobie znać motywy seksualne. 11 zabójstw zdefiniowano jako „dokonane na zlecenie”. Nie zawsze chodziło tu jednak o działanie grup przestępczych. Częściej „zlecenie” polegało na rozprawieniu się z osobistym wrogiem rękami opłaconego oprycha z sąsiedniej wioski. Okoliczności ok. 93 proc. morderstw policja zdołała wyjaśnić w wyniku krótkotrwałego dochodzenia.

Co nami wstrząsa najbardziej?

Atmosfera niepokoju, klimat masowego zagrożenia, powszechny emocjonalny wstrząs – takie zjawiska obserwujemynie wtedy, kiedy wzrasta liczba morderstw. Psychoza pojawia się wówczas, gdy media donoszą o zbrodniach szczególnie wstrząsających. Tak było w przypadku głośnych dzieciobójstw, serii mordów dokonanych przez recydywistów, uwolnionych na mocy amnestii z roku 1990, wymordowania całego personelu oddziału Kredyt Banku, zakłucia nożami uczennicy przez jej koleżanki z klasy, zaatakowania w czasie lekcji nauczycielki siekierą albo też zbrodni tak niespotykanych, jak proceder gangu „łowców skór”.

Podobnie dzieje się wtedy, gdy niespodziewana śmierć spotyka kogoś w naszej okolicy, a sprawca nie zostaje wykryty. Z najbardziej odrealnionymi ocenami skali niepokojącego zjawiska mamy do czynienia wtedy, gdy dochodzi do zbrodni wyjątkowo zuchwałych i spektakularnych. Apogeum takich przypadków stanowi śmierć zadawana osobom powszechnie znanym. W przypadku zabicia komendanta policji Marka Papały, ministra Jacka Dębskiego czy Lecha Grobelnego – można się było domyślać jakichś racjonalnych motywów zbrodni. Jeśli jednak chodzi o zastrzelenie piosenkarza Andrzeja Zauchy, uduszenie znanej dziennikarki, zamordowanie Miss Polski – śmiercionośne okazały się trudne do wyjaśnienia mroki emocji.

Zarówno historia polityki, jak i popkultury pełna jest zbrodni, których motywację można zestawić z niszczycielskim dziełem antycznego szewca Herostratesa, który przeszedł do historii za sprawą podpalenia świątyni. Niestety, od początku ludzkości we wszystkich populacjach ludzkich mieści się pewien odsetek osób o upośledzonej zdolności empatii. Jakaś część to niestety indywidua psychopatyczne, całkowicie pozbawione zdolności współodczuwania, a niejednokrotnie kierujące się pragnieniem wywołania powszechnego szoku i publicznego zaistnienia. Bywa, że zabicie znanego polityka, piosenkarza czy aktora stanowi dla nich wyjątkowe źródło satysfakcji.

Zbrodnie dokonywane przez takich osobników wstrząsają nami najbardziej, gdyż zabierają ludzi sławnych, postrzeganych jako bliskich, wyjątkowych i bardzo nam potrzebnych. Motywacje takich zbrodni są dla nas niepojęte, a obcowanie z krańcowym krwawym absurdem to oczywiste źródło powszechnego lęku. Ze zjawiskiem jeszcze groźniejszym wtedy do czynienia mamy, gdy zbrodnię dokonanę przez obłąkańca eksploatuje propaganda sterowana przez cynicznych polityków.

Podłość przypisania dzieła psychopaty wskazanej grupie społecznej, narodowej czy politycznej to oczywiście proceder podatnych na podszepty pochodzące z samego dna piekła. Historia nikczemności zna jednak nawet i takie przypadki.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej