Koła pod prądem- Paweł Pietkun

Samochody zasilane prądem zadomowiły się na dobre w Japonii, Norwegii i Wielkiej Brytanii. W Polsce wciąż wygrywają samochody z silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi. Z pewnością dlatego, że niewielu Polaków stać na wydanie ponad stu tysięcy złotych na elektryczne auto. Nawet jeżeli ładowanie prądem jest wielokrotnie tańsze niż tankowanie.

Samochody zasilane prądem zadomowiły się na dobre w Japonii, Norwegii i Wielkiej Brytanii. W Polsce wciąż wygrywają samochody z silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi. Z pewnością dlatego, że niewielu Polaków stać na wydanie ponad stu tysięcy złotych na elektryczne auto. Nawet jeżeli ładowanie prądem jest wielokrotnie tańsze niż tankowanie.

Brytyjskie Society of Motor Manufacturers and Traders informuje, że w ubiegłym roku mieszkańcy Zjednoczonego Królestwa kupili o 30 proc. więcej samochodów z silnikami elektrycznymi niż rok wcześniej. Do tego należy doliczyć samochody hybrydowe, pozwalające kierowcom jeździć na benzynę lub prąd – ich sprzedaż zwiększyła o 20 proc. w ujęciu rocznym. Dramatycznie natomiast spada z miesiąca na miesiąc zainteresowanie dieslami.

Wikingowie pod napięciem

Stały wzrost zainteresowania samochodami elektrycznymi wymusza na brytyjskim rynku motoryzacyjnym zmiany. Producenci zapewniają, że w najbliższej dekadzie przeznaczą na rozwój tej technologii 300 mld. dolarów. Wdzierający się na rynek motoryzacyjny Chińczycy, również zamierzają postawić na auta elektryczne i konsekwentnie zwiększają ich produkcję. W 2017 roku sprzedali na swoim rynku ponad 600 tys. aut z silnikami elektrycznymi. Pięć lat wcześniej liczba sprzedanych aut nie osiągnęła 10 tys.

Na razie Norwedzy wiodą prym w Europie i na świecie. Dane za 2018 rok nie pozostawiają złudzeń – sprzedaż wzrosła o 40 proc. rocznie. Jedna trzecia rejestrowanych nowych samochodów to „elektryki”, a jeżeli policzyć je razem z samochodami hybrydowymi, to stanowią one już połowę sprzedaży w salonach samochodowych w tym kraju. Potomkowie Wikingów stawiają również na infrastrukturę – sieć stacji ładowania jest tam najgęstsza w Europie (na 100 tys, mieszkańców przypada 185 stacji rozrzuconych równomiernie w całym kraju). Oznacza to, że dzisiaj elektrycznym samochodem można bez problemu dojechać wszędzie przy ładowaniu trwającym niecałą godzinę.

Kierowco, złap się za kieszeń

Wprawdzie premier Morawiecki obiecywał, że w przyszłości produkcja samochodów elektrycznych stanie się polską specjalnością, to do tego celu jeszcze daleka droga. Istotną przeszkodą jest to, że na razie popyt na takie samochody jest niewielki. Przyczyna? Wysoka cena samochodów i znikoma sieć stacji ładowania.

Najtańszy miejski dwuosobowy Smart EQ kosztuje obecnie ok. 100 tys. złotych. Podobny Smart z siedzeniami z tyłu to już wydatek o kilka tysięcy złotych większy. Większe auta (w segmencie toyoty yaris) takie jak renault zoe kosztują już ponad 130 tys. złotych

Kolejne samochody już zauważalne na drodze, a z pewnością dużo bezpieczniejsze, to wydatek dwu-trzykrotnie większy. Tesla model 3, najpopularniejszy w USA, kosztuje w Polsce ok. 300 tys. złotych. Ceny limuzyn nie schodzą poniżej pół miliona złotych. Są nie tylko ekologiczne i eleganckie, ale kuszą faktem przejechania 400-500 km na jednym ładowaniu.

Kupując w Polsce elektryczne auto, musimy również pamiętać o ładowarkach Wciąż jest za mało stacji do ładowania, poza wielkimi miastami. Ceny przenośnych ładowarek to 1000-1500 euro i jak zapewniają użytkownicy samochodów elektrycznych, lepiej je mieć, gdy wyjeżdża się na wakacje w góry lub na Mazury. Można również rozważyć postawienie własnej stacji ładowania (zasilanej energią elektryczną z domu), do której można podłączyć dwa samochody. Oszczędny wariant takiego urządzenia kosztuje 10 – 15 tys. złotych.

Infrastruktura wciąż słaba, ale szybko się rozwija

Politechnika Lubelska i spółka PGE Dystrybucja współpracują przy budowie stacji do dwukierunkowego ładowania pojazdów elektrycznych połączonej z infrastrukturą oświetleniową. Prototyp systemu ma być gotowy za niewiele ponad rok, potem planuje się jego testowanie pod względem wpływu na system elektroenergetyczny, trwałości i ergonomii. Prace nad projektem zakończą się na początku 2020 r.

– Światowe tendencje i rosnące zainteresowanie samochodami elektrycznymi stwarzają nowe możliwości dla rozwoju infrastruktury pojazdów elektrycznych. Według rządowych planów do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć około miliona samochodów elektrycznych. Uruchomienie produkcji własnych pojazdów wydaje się też kwestią najbliższej przyszłości. Konsekwencją tego będzie powstanie zapotrzebowania na nowe usługi ładowania takich pojazdów – uważa prof. Piotr Kacejko, rektor Politechniki Lubelskiej.

Każda stacja ma działać zarówno jako odbiornik energii elektrycznej, jak i mikroźródło tej energii. Oznacza to, że transfer energii w kierunku akumulatorów będzie służył ich ładowaniu, natomiast przepływ w przeciwną stronę będzie mógł przeprowadzić operator, który będzie wykorzystywać akumulatory jako awaryjne zasobniki energii. Ta ostania usługa odbędzie się za wcześniejszą zgodą właściciela pojazdu i przy ustalonych ograniczeniach transmisji energii.

Kolejna innowacja, nieznana dotychczas na polskim rynku, to połączenie tego systemu z operatorem sieci. Dzięki temu koszty naładowania samochodu będą obciążały konto odbiorcy energii elektrycznej. Innymi słowy, użytkownik otrzyma jedną fakturę za energię elektryczną – za zużycie w gospodarstwie domowym i za zużycie podczas ładowania samochodu.

Pojazdy elektryczne można będzie tanio ładować w nocy, wykorzystując stacje ładowania małej mocy. W ciągu dnia będzie można zużywać tę energię lub pozostawić do dyspozycji operatora sieci do jej wykorzystania. Nasze rozwiązanie umożliwi również szybkie ładowanie.

Ładowanie na licencji publicznej

Sposób wykorzystania stacji będzie udostępniany na zasadach otwartej licencji. Dzięki temu będzie mógł być rozpowszechniany i produkowany przez różne podmioty gospodarcze, co – jak przekonują pomysłodawcy – stanowi potencjał rozwojowy dla gospodarki.

Grupa PGE chwali się również wejściem na rynek ładowania samochodów elektrycznych w miastach średniej wielkości oraz regionach uzdrowiskowych. Stację ładowania uruchomiono w Łodzi, Krynicy-Zdroju, Siedlcach, Rzeszowie i w Lądku-Zdroju. Obecnie grupa dysonuje kilkunastoma punktami ładowania. Projekty w Łodzi, Siedlcach i Krynicy-Zdroju to dopiero początek współpracy z władzami samorządowymi miast z całej Polski.

Testowanie projektu w miastach różnej wielkości i o różnorodnej specyfice umożliwia wypracowanie optymalnego kształtu współpracy i przyczynia się do udoskonalania oferty skierowanej do klientów.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej