Widzę trzy realne zagrożenia w Unii Europejskiej

Z profesorem Andrzejem Kisielewiczem, kandydatem do Parlamentu Europejskiego z listy Prawa i Sprawiedliwości rozmawia Albert Łyjak.

Kim jest Andrzej Kisielewicz?

Jestem naukowcem. Zajmuję się matematyką, informatyką i logiką. Szczęśliwie żonaty, mam dwóch wspaniałych synów. Moja rodzina pochodzi ze Wschodu. Mama urodziła się w majątku pod Lwowem. W czasie wojny wraz z siostrami została wywieziona na Syberię. Ojciec pochodzi z małej wioski Zawonie nad Bugiem, która w marcu 1944 została spacyfikowana i spalona przez ukraińskie oddziały SS-Galizien pod dowództwem Niemców. Część mieszkańców zabito na miejscu, a pozostałych wywieziono do obozów koncentracyjnych. Mój dziadek zginął w Gross-Rosen. Ojciec, który wówczas miał 16 lat, zdołał się ukryć. Trafił do oddziału AK.

 

Pan też brał udział w konspiracji w latach stanu wojennego?

W 1978 roku poznałem moją obecną żonę Marię Peisert. Marysia współpracowała z KOR-em i i warszawskim SKS-em. Dzięki niej poznałem bibułę i odkryłem, że nie miałem do tej pory pojęcia, w jakim kraju żyję. Razem przeżywaliśmy karnawał Solidarności. Moja działalność konspiracyjna rozpoczęła się 13 grudnia 1981 roku. Brałem udział w strajku studenckim na Politechnice Wrocławskiej. Protest został spacyfikowany przez ZOMO. Wtedy odebrałem swoją pierwszą lekcję historii na żywo. Jako, że pracowałem w Instytucie Matematycznym, gdzie pracował również Kornel Morawiecki, trafiłem do „Solidarności Walczącej”. Przez lata razem z żoną zajmowaliśmy się redagowaniem głównego pisma tej organizacji.

W roku 1989, gdy rozpoczął się „Okrągły Stół” uznałem, że moja rola dziennikarza i działacza politycznego szczęśliwie się skończyła i wróciłem do badań naukowych. Wyjechałem na staż podoktorski do Kanady. Rok spędziłem na Uniwersytecie Manitoba, a później dwa lata w Technische Hochschule w Darmstadt w Niemczech, gdzie otrzymałem stypendium naukowe Alexandra Humboldta. Po powrocie podjąłem pracę na Uniwersytecie Wrocławskim. W 2001 otrzymałem tytuł profesora. Rok 2010 spędziłem na Uniwerystecie Vanderbilt w Nashville. Przez kilka lat wykładałem jednocześnie na Uniwersytetach Wrocławskim i Opolskim.

 

Kandyduje Pan do Parlamentu Europejskiego z listy Prawa i Sprawiedliwości, ale nie jest Pan członkiem partii?

Dość dawno już zauważyłem, że kierunek przemian w Polsce nie jest taki, jaki sobie wymarzyliśmy, gdy działaliśmy w podziemiu. Przede wszystkim haniebne były według mnie wybór Jaruzelskiego na prezydenta, a później Kwaśniewskiego, brak dekomunizacji i lustracji i coraz większa rola układów postkomunistycznych w zarządzaniu Polską.

Nie angażowałem się w politykę, ale pomagałem znajomym z PiS-u w najtrudniejszym okresie. Prowadziłem konferencje organizowane przez wrocławskie struktury partii, pomagałem w działalności śp. Oli Natalii-Świat. Razem z żoną byliśmy współzałożycielami Wrocławskiego Społecznego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego. PiS to jedyna siła zdolna do odcięcia pępowiny łączącej dzisiejszą Polskę z komunizmem.

 

Czym chciałby się Pan zająć w Parlamencie Europejskim?

Obserwuję trzy realne zagrożenia. Pierwsze w dziedzinie wolności słowa, drugie dla realnej równości państw i obywateli w UE i trzecie dotyczące poszanowania tradycji, odrębności kulturowych i różnych stylów życia. Obrona wspólnej Europy przed tymi zagrożeniami to moje cele. Chciałbym się podzielić moimi doświadczeniami w tej dziedzinie. Europa powinna skorzystać z doświadczenia Polski w walce o wolność, w walce z totalitarną opresją, w rozumieniu mechanizmów zniewalania umysłów.

 

Jakie są zagrożenia w dziedzinie wolności słowa?

Chodzi o zjawisko tzw. „politycznej poprawności”, które początkowo wydawało się tylko lekko przesadą w słusznej walce z negatywnymi zjawiskami w społeczeństwie. Później okazało się głupotą, która opanowała znaczne części środowisk uniwersyteckich, artystycznych i medialnych. Obecnie przybrało to formy terroru wobec inaczej myślących. Blokowanie wykładów na uczelniach, uniemożliwianie nieakceptowanym osobom brania udziału w debatach publicznych, piętnowanie osób inaczej myślących jako faszystów, homofobów. Bardzo to przypomina proces zniewalania umysłów w komunizmie. Zagrożony jest też internet, który uchodził jeszcze do niedawna za oazę wolności słowa. Dyrektywa ACTA2, która rzekomo ma bronić praw twórców, może być łatwo wykorzystana do cenzury internetu. Trzeba temu przeciwdziałać.

 

Jakie są zagrożenia dla równości państw i obywateli w UE?

Te zagrożenia są już dostrzegane przez obywateli wschodniej Europy. Przede wszystkim zaczyna się utrwalać podział Unii na starą-lepszą i nową-gorszą. Wynagrodzenia we wschodniej części są zdecydowanie niższe niż w zachodniej. Także jakość towarów sprzedawanych przez globalne firmy na wschodzie jest niższa niż jakość towarów na zachodzie (chociaż sprzedawane są w tych samych opakowaniach). Dopłaty do rolnictwa na wschodzie są niższe od dopłat na zachodzie. Miała być Europa równych państw i równych narodów, a dzisiaj faktycznie Europą rządzą Niemcy i Francja i forsują to, co korzystne jest tylko dla nich. To się musi zmienić.

 

A jakie są zagrożenia dla poszanowania tradycji, odrębności kulturowych?

Lewicowa ideologia ma generalnie negatywny stosunek do wszelkich tradycji, a w szczególności do tradycji religijnych. Ocenianie tradycji według lewicowych kryteriów stwarza wielkie niebezpieczeństwo ich wykorzenienia.

 

Gdy podróżowałem po krajach Zachodu w pierwszych latach po obaleniu komunizmu, to za najpiękniejszą rzecz uważałem różnorodność krajów europejskich, różne tradycje i zwyczaje. To była siła i bogactwo tego kontynentu.

GPC nr 2321

Fot. Biblioteka Havla w Pradze

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej