Brat Marszałka

Bronisław, starszy brat Józefa Piłsudskiego, urodził się 17 maja 1866 roku w Zułowie na Litwie. W roku 1887 roku został aresztowany i oskarżony o współudział w przygotowaniu zamachu na cara Aleksandra III. Skazano go na karę śmierci, później zamienionej na 15-letnią zsyłkę na Sachalin. Późniejszy Marszałek dopiero zaczynał swoją działalność konspiracyjną (jego rola w organizowaniu zamachu była niewielka), wyrok w procesie otrzymał adekwatny – 5 lat zsyłki w głąb Rosji.

Rok 1874. Dworek w Zułowie, gdzie mieszkała rodzina Piłsudskich, był remontowany. Niedopałek tytoniowego skręta, rzucony nieopatrznie na plamę z farby, spowodował pożar. Spłonął dom i zabudowania gospodarcze. Nie było czego ratować. Józef Wincenty Piłsudski i Maria z Billewiczów, z siedmiorgiem dzieci musieli sie przenieść do Wilna. Opuszczony majątek był zadłużony, lekkomyślnie zaciągane pożyczki trzeba było regularnie spłacać. Sytuacja materialna rodziny bez zaplecza zułowskiego była bardzo trudna, trzeba było sobie jakoś radzić. Ojciec rodziny kupił kilka dorożek, konie sprowadził ze spalonego Zułowa, zatrudnił żydowskich furmanów. 17-letni Bronisław pomagał w prowadzeniu interesu, załatwiał sprawy rozliczeń z furmanami, kowalami, rymarzami, sprowadzał jarzyny i warzywa z Zułowa. Prowadził w tym czasie dziennik, bardzo szczegółowo opisywał wszystkie zdarzenia, marzenia i myśli. Nie tylko perypetie bytowe, ale również sercowe. Młodzież wileńska w soboty organizowała spotkania, tańczono do świtu przy świecach i lampach olejowych. Bronisław był muzykalny po ojcu, znajoma nauczycielka francuskiego dostarczała mu tak zwane „sztuczki”, które pięknie grał na wieczorkach tanecznych – ale panienki odprowadzał do domu Józef.

Bronisław miał kłopoty z nauką, sam zarzucał sobie lenistwo. Cały czas towarzyszyła mu obawa, że nie przejdzie do następnej klasy. Józef, który mało się uczył, bez problemów otrzymywał promocję. Na egzaminach zawsze wyciągał bilety z pytaniami, na które znał odpowiedzi. Bronisław nie miał takiego szczęścia. W dodatku ostatnią klasę w gimnazjum w Wilnie przyszło mu powtarzać, co bardzo ciężko przeżył. Wpadł na pomysł, że dokończy edukację w Petersburgu. Tak się złożyło, że panienka, do której smalił cholewki wyjechała tam do pracy jako biuralistka. To umocniło Bronisława w wyjeździe.

Konspirator

Rok 1886. W Petersburgu skończył ósmą klasę i wstąpił, jako wolny słuchacz na uniwersytet. Nie był regularnym studentem, więc na szczęście nie musiał płacił czesnego. Studiował tylko trzy miesiące. Przez pokrewną duszę, wybitnie zdolnego studenta czwartego roku wydziału matematyczno-przyrodniczego, Józefa Łukaszewicza, trafił do kółka rewolucjonistów, spadkobierców „Narodnoj Woli”, która wcześniej miała już na sumieniu zabójstwo cara. Teraz na czele konspiratorów stał brat Lenina, Aleksander Uljanow. Zamach miał się odbyć w marcu 1887 roku. Przypadek sprawił, że zamysł nie doszedł do skutku, aresztowano i skazano na karę śmierci piętnaście osób. Dziesięciu z nich zamieniono karę na 15 lat zsyłki, pięciu, w tym brata Lenina, stracono na szubienicy. Bronisław został ostatecznie skazany na piętnaście lat katorgi na Sachalinie. Miejsce to miało okropną reputację, zwłaszcza po wizycie Antoniego Czechowa na tym półwyspie i jego relacjach. Był świadkiem wykonywania kary chłosty, rejestrował jedną po drugiej sceny okrucieństwa, upodlenia, zdziczenia, skrajnej degradacji fizycznej i umysłowej. Wszyscy zgodnie twierdzili, że jest to miejsce, gdzie człowiek traci duszę. Po opublikowaniu relacji, władze trochę złagodziły terror i zlikwidowały chłostę dla kobiet. Na Sachalin wysyłano najgorszych kryminalistów z całej Rosji. Byli zmuszani do bardzo ciężkiej pracy w kajdanach na nogach, których nie zdejmowano nawet na noc.

Nic dziwnego, że świeżo upieczony student bał się ludzi, których tam spotykał, bał się katorżniczej pracy fizycznej, wiedział, że jej nie podoła. Trudne warunki bytowe, wyjątkowa wrażliwość i delikatne zdrowie Bronisława budziły wiele obaw. Trudno byłoby znaleźć optymistę wśród skazańców z piętnastoletnim wyrokiem. Transportowano ich na Sachalin pływającą więźniarką o nazwie „Niżnij Nowgorod”. Upiorna podróż w zbitej ciżbie katorżników trwała dwa miesiące. W liście do ojca Bronisław pisze: „ Mam pod pokładem tyle miejsca, ile zajmuje bagaż i ciało (…) Bardziej niż wszystko inne doskwiera nam tworzący się zaduch (…). Prawie wszyscy leżą na podłodze, tarzając się we własnych wymiotach, odmawiając w końcu jedzenia i w chwilach rozdrażnienia, pragnąc szybkiej śmierci”.

Rok 1887. Bronisław najbardziej bał się, co go czeka na miejscu. Miał trochę szczęścia. Rok wcześniej do punktu etapowego w Aleksandrowie został zesłany członek „Proletariatu” Ludwika Waryńskiego, Edmund Płoski, który zajął się nim serdecznie. Bronisław dostał przydział do wsi Rykowsko. Na miejscu okazało się, że nie jest tak źle. Skierowano go do stolarni, nawet miał nadzieję, że będzie z niego niezły stolarz. Okazało się, że nie ma uzdolnień w tym kierunku. Ręce mdlały mu przy heblowaniu, majster się denerwował i ostatecznie kazał Bronisławowi zrezygnować ze stolarki. Wbrew wcześniejszym obawom nie siedział w więzieniu, nie pracował w kopalni, nie budował dróg, nie osuszał bagien ani nie karczował lasu. Na szczęście znalazło się dla niego zajęcie. Bronisław z maturą i paroma miesiącami na uniwersytecie, był na tamtym terenie rzadkością – nie wszyscy carscy czynownicy umieli czytać i pisać. Zatrudniano go więc w kancelarii, uczył córkę naczelnika więzienia, która przygotowywała się do matury we Władywostoku. Potem pozwolono mu prowadzić szkółkę dla tuziemców. Wtedy po raz pierwszy zetknął się z rdzenną ludnością Sachalina-Niwchami. Dzieci uczył rosyjskiego, od nich uczył się ich języka. Tamtejsza młodzież uważała go za starszego brata. Pomagał im, upominał się o nich u władz. Ponieważ znał rosyjski, było mu łatwiej. Bardzo polubiły go kobiety Niwchijskie, które lubiły układać wiersze i pieśni. Kiedy odjeżdżał, ułożyły na pożegnanie liryczne utwory poetyckie, z których wynikało, że niekiedy podłoże tych wierszy było bardzo osobiste. Jedna z nich nazwała Bronisława – Paczurland, czyli piękny.

Etnograf z przypadku

Rok 1897. Odkrycie kultury Niwchów stało się początkiem pasji etnograficznej Bronisława, a spotkanie bratniej duszy pasję tę tylko pogłębiło. Lew Sternberg, który kiedyś na Sachalinie odbywał karę za rewolucyjny flirt, z „Narodną Wolą”(…), przyjechał do Aleksandrowska ot tak, żeby spotkać dawnych kolegów-zesłańców. Panowie bardzo sobie przypadli do gustu i razem zaczęli gromadzić ponad tysiąc eksponatów dla pierwszego na Sachalinie muzeum krajoznawczego, w Aleksandrowsku. W akcie erekcyjnym gubernator wojskowy „wśród osób zasłużonych dla jej utworzenia wymienił dwóch nominalnie wciąż przestępców – Bronisława Osipowicza Piłsudskiego i Lwa Jakowlewicza Sternberga”(…). To właśnie ta bratnia dusza zaciekawiła Bronisława inną grupą etniczną – „kosmatymi ludźmi”, jak nazywano Ajnów. Bronisław na Sachalinie był na początku nie tylko kancelistą i nauczycielem, ale również meteorologiem. Skierowano go na południe wyspy, nad zatokę Aniwa z ważnym zadaniem. Miał założyć nowoczesne obserwatorium meteorologiczne. Przez dwa lata zapisywał obserwacje, które ukazywały się w tzw. Kalendarzu Sachalińskim. Teraz znajdują się w Archiwum Dalekiego Wschodu w Tomsku, podpisane nazwiskiem Piłsudski. Tu, nad zatoką Aniwa Bronisław spotyka wspomnianych Ajnów. Po życiu wśród Niwchów, Ajnowie byli dla Bronisława Piłsudskiego dużym zaskoczeniem. Były to dwa zupełnie inne plemiona. Podczas gdy Niwchowie byli łatwi do zaklasyfikowania językowo i etnicznie, Ajnowie byli tajemnicą. Do dziś są zagadką antropologiczną, nie wiadomo, do jakiej rasy ich zaliczyć. Choć mieszkali na terenie Azji, w ogóle nie przypominali Azjatów. Przede wszystkim ze względu na owłosienie. Nie tylko głowy, ale całego ciała. Wacław Sieroszewski pisał: „Zdarzali się osobnicy porośnięci tak gęstymi, długimi do pasa włosami, że zdawali się sylenami i faunami z greckich obrazów”. Ajnowie nie mieli również skośnej szpary ocznej, zwanej fałdą mongolską. Kolejną zagadką był ich język, którego nie można było zaliczyć do żadnej znanej grupy językowej. Nie wiadomo również, skąd Ajnowie wzięli się na zamieszkanych przez nich terenach. Żyli na Kamczatce, w łańcuchu Wysp Kurylskich, na Hokkaido.

Przełom w pracach etnograficznych nad Ajnami nastąpił gdy Bronisław Piłsudski dostał zamówienie z Petersburskiej Akademii. Miał wrócić na Sachalin i dokładnie zbadac kulturę, obyczaje i język Ajnów. Otrzymał na ten cel godziwe pieniądze, sprowadzono również ze Stanów Zjednoczonych fonograf Edisona, który był wtedy absolutną nowością technologiczną, a także kamerę i aparat fotograficzny. Dzięki środkom finansowym Bronisław przejechał kilka tysięcy kilometrów, rejestrując kulturę i obyczaje Ajnów. Bezcenne w skali światowej są materiały fono-fotograficzne, ponieważ Ajnowie nie wytworzyli pisma. Starożytna kultura indyjska przetrwała dzięki pieśniom i opowieściom przekazywanym ustnie z pokolenia na pokolenie, ale w końcu je spisano. Ustne przekazy Ajnów przetrwały tyko dzięki wałkom fonograficznym Bronisława Piłsudskiego. Słuchał opowiadaczy, którzy wieczorami snuli opowieści. „O tym, jak niedźwiedź uprowadził żonę jednego nispy”, „O wojnie z Orokami”, „Jak pewien Ajnu demonowi umknąć zdołał”. Baśnie, przypowieści, legendy, zagadki, żarty, anegdoty, wszystko to, co składało się na kulturę. Nasz rodak nauczył się języka Ajnu, a ponieważ był talentem etnograficznym i dysponował doskonałym sprzętem, ocalił pamięć o Ajnach. Wkrótce dokonania Bronisława Piłsudskiego zyskały światowy rozgłos. W 1900 roku w Paryżu odbyła się wystawa, na którą przygotował eksponaty z dolnego dorzecza Amuru i kraju, ussuryjskiego. Rosjanie wysłali tam nawet grupkę Ajnów, „którzy strojem i pokazami tańców wzbudzali wśród zwiedzających niemałą sensację”. Za tę wystawę Bronisław dostał srebrny medal. Z rozwiązaniem zagadki pochodzenia Ajnów w końcu zrezygnował. Zorientował się, że jest to lud skazany niestety na wymarcie. Byli poniewierani przez ludność napływową z Rosji, nękani chorobami. Świadomy nieuchronności ich losu Bronisław fotografował, nagrywał na fonograf pieśni i opowieści, korzystając z kamery nagrywał również krótkie filmy.

W tej chwili nie ma żadnego Ajna czystej krwi. Ostatnia Ajnuska, która mówiła w rodzimym języku, zmarła na początku lat 90. XX wieku. Dzisiaj potomkowie Ajnów zostali całkowicie zjaponizowani. Część z nich zamieszkała na wyspie Hokkaido, gdzie można spotkać ich przedstawicieli mających również polskie korzenie. Bronisław miał bowiem syna i córkę ze swoją żoną Ajnuską, córką wójta wsi, w której prowadził pierwsze badania. Wnuk Bronisława Piłsudskiego, KazuyasuKimura bardzo długo nie wiedział nic o swoim pochodzeniu i dziwił się patrząc w lustro. Wzrost imponujący, ponad 180 cm, szare oczy i prosty nos – istny odmieniec. Dopiero japońscy naukowcy oświecili go, że ta odmienność wynika z tego, iż ma w sobie również krew polską. Ponad sześćdziesięcioletni Kimura jest w tej chwili jedynym po mieczu potomkiem w linii męskiej rodziny Piłsudskich. Był raz prywatnie z wizytą w Polsce u państwa Onyszkiewiczów. Po raz drugi z japońską ekipą filmową odwiedzał rodzinne strony Piłsudskich na wileńszczyźnie. Jest inżynierem, mieszka w Jokohamie.

Powrót do Europy

Rok 1906. Skończyła się zsyłka na Sachalinie. Bronisław po dziewiętnastu latach rozłąki może wrócić do swojej polskiej rodziny, za którą bardzo tęsknił. Wyjeżdża sam, zostawiając swoją ajnuską rodzinę. Ciuchsamma w zaawansowanej ciąży wkrótce urodzi córkę Kiyo i dwuletniego synka Sukezo. Bronisław już nigdy nie zobaczy swojej sachalińskiej rodziny.

Płynie statkiem do Japonii, stamtąd przez Pacyfik do Stanów Zjednoczonych, podróżuje przez Stany pociągiem, wsiada na statek i płynie do Wielkiej Brytanii, potem do Paryża – wreszcie dociera do Galicji. Zatrzymuje się w Krakowie przy ulicy Topolowej, u swojego młodszego brata Józefa Piłsudskiego i jego pierwszej żony, Marii. Po powrocie Bronisław nie może się odnaleźć, nikt poza nielicznymi naukowcami nie interesuje się zbiorami, które przywiózł. Chce pracować jako etnograf, ale przeszkodą jest brak wykształcenia akademickiego. Czasami udaje mu się wygłosić jakiś wykład, coś napisać, ale nie może znaleźć stałej pracy. Jest rozgoryczony, że w ojczyźnie tak ważne dla akademików rosyjskich prace etnograficzne zostały zlekceważone, że na polskiej ziemi jest żebrakiem. Starał się sprzedawać swoje zbiory, bez sukcesu. Zostawia je w końcu w zakopiańskim pensjonacie – sto cylindrycznych wałeczków zajmowało zbyt dużo miejsca, żeby można było z nimi podróżować.

Kiedy pierwszy raz pojechał w Tatry, zachwycił się folklorem góralskim. Znów z pasją etnografa odkrywał zwyczaje Spiszu, Orawy i Podtatrza. Włóczył się po górach, chociaż dolegał mu reumatyzm i często zapadał na bronchit. Kiedy powstawało Muzeum Tatrzańskie podpowiadał tamtejszym etnografom, jakie przedmioty warto zbierać. Nie najbardziej efektowne, nie obrazki na szkle, góralskie kapelusze z muszelkami i parzenice, ale przede wszystkim przedmioty codziennego użytku. Cierpiał niedostatek i osamotnienie. Nie miał przyjaciela, nawet w bracie. Jedynymi jego przyjaciółkami były kobiety. Kiedy wrócił z Sachalina, potrzebował ciepła domowego, kochającej kobiety. Związał się z Marią Żarnowską, swoją byłą sympatią z Wilna. Maria uciekła od męża i przyjechała do Krakowa, ale był to związek nieszczęśliwy. Dzieliły ich nieporozumienia, powoli ujawniała się choroba Bronisława. Kiedy Maria zachorowała na raka, pojechali nawet do Paryża, gdzie próbowano ją leczyć radem – bezskutecznie.

Ostatnie lata

Rok 1914. Kiedy wybuchła wojna pojechał do Wiednia, potem do Szwajcarii, wreszcie do Paryża. Tam wreszcie znalazł zatrudnienie. Opracowywał hasła do encyklopedii polskiej, którą miano zaprezentować na powojennej konferencji pokojowej. Chciał, żeby ci, którzy mieli tworzyć nową mapę Europy, wiedzieli, co to jest Polska, jaki ma kształt, jakie były jej historyczne granice. Tę pracę, na szczęście płatną, wykonywał na zlecenie Polskiego Komitetu Narodowego. W dalszym ciągu czuł się źle. Do polityki się nie nadawał, był urodzonym pacyfistą. Nie był zachwycony, że jego brat Józef założył Legiony i walczy. Bardzo męczył się w Paryżu, zapadł na zdrowiu, ujawniła się choroba dwubiegunowa. Jego umysł błądził od skrajnej depresji do chwilowej euforii. Epizody depresyjne były coraz cięższe i dłuższe. Zaczęła się mania prześladowcza. Przyjaciele skierowali go do neurologa, który potwierdził diagnozę. Depresja, mania prześladowcza, fantazje, prowadziły do coraz głębszej choroby. Obsesyjnie cierpiał także na skutek tego, co się działo na Litwie. Nie mógł zrozumieć, dlaczego Litwa po ogłoszeniu niepodległości w roku 1917 jest pod parasolem niemieckim, dlaczego uznali zwierzchnictwo cesarza niemieckiego? Miał wizję ponownej unii polsko-litewskiej. Męczyły go kłótnie polityczne w Polsce, które miały odbicie również w Komitecie Narodowym w Paryżu.

17 maja 1918 roku Bronisław bez śniadania wyszedł z domu i zniknął. Po trzech dniach policja przysłała meldunek, że z Sekwany wyłowiono ciało człowieka, nie miał dokumentów, miał za to latarkę i szczotkę do ubrania. W Sekwanie znaleziono surdut z dokumentami. Należały do Bronisława Piłsudskiego. Przez długi czas uważano, że był to nieszczęśliwy wypadek. Prawda wyszła na jaw, kiedy ujawniono prywatne zapiski jego przyjaciela, profesora Rozwadowskiego.

W notatkach jest ujawnione zeznanie policjanta, który widział, jak Bronisław Piłsudski stał na moście, później zdjął surdut i skoczył do wody.

Wyemitowana na antenie Radia Solidarność 16 maja 2019 roku rozmowa Jerzym Chociłowskim, autorem książki „Bronisława Piłsudskiego pojedynek z losem” była inspiracją powyższego tekstu.

BARBARA KARCZEWSKA

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej