Wielka bitwa o Downing Street

Partia Konserwatywna wybiera nowego premiera Wielkiej Brytanii. Poznamy go 23 lipca. Ustępująca Theresa May, nie poradziła sobie ani ze sterami rządu, ani z przywództwem partyjnym. Wielomiesięczne negocjacje z Unią Europejską, które miały doprowadzić do pokojowego rozstania ze wspólnotą na warunkach wygodnych dla Londynu okazały się nieudane.

Jedyne porozumienie, jakie osiągnęła Wielka Brytania sprowadzało się do tego, że przez najbliższe lata Brytyjczycy dalej mieli dokładać się do unijnej kasy, imigranci z Europy mogliby pozostać na Wyspach według dotychczasowych zasad, a więc także pobierać zasiłki, zaś brytyjskie sądy miały honorować europejskie wyroku trybunałów. W zamian za to, Brytyjczycy nie musieliby głosować w Unii Europejskiej, od dnia Brexitu mogliby ograniczyć europejską imigrację netto, przede wszystkim zaś zachowaliby europejskie rynki zbytu i bezcłowe zasady handlu ze Starym Kontynentem. Bezumowny Brexit oznaczać może tylko jedno - niewiarygodny chaos, który na wiele lat zaszkodzi brytyjskiej gospodarce. Przede wszystkim z powodu odpływu taniej siły roboczej, utraty konkurencyjności brytyjskich towarów i usług na europejskich i światowych rynkach z powodu ceł handlowych a w konsekwencji odejścia największych producentów z Wysp Brytyjskich

Zapowiedziana dymisja May została w Londynie przyjęta z ogromną ulgą. Oznaczała bowiem nie tylko zmianę na stanowisku premiera ale także możliwość do ponownych negocjacji warunków rozwodu Londynu z Brukselą.

Brexit albo nie-Brexit

Po licznych głosowaniach wewnątrz Partii Konserwatywnej nad 10 kandydatami na fotel premiera 23 lipca zostanie ogłoszony wynik ostatniego - starcia dwóch najsilniejszych kandydatów, Borisa Johnsona i Jeremyu'ego Hunta. Głosować na nich będą wszyscy członkowie Partii Konserwatywnej - korespondencyjnie i imiennie każdy z ponad 160 tys. listy członków opowie się za jednym, lub za drugim.

- Nie mam wątpliwości co do odpowiedzialności, jaką dźwigam na swoich ramionach, za pokazanie mojej partii, jak możemy doprowadzić do zrealizowania Brexitu zamiast przedterminowych wyborów - mówi dzisiaj Jeremy Hunt i obiecuje przyspieszenie gospodarcze, mimo brexitowych problemów. Choć nie mówi tego wprost, nie wyklucza wcale przeprowadzenia kolejnego referendum, lub delikatnego kroku wstecz - wszak ulica brytyjska już dawno nie chce rozwodu. Angielscy, szkoccy i walijscy rolnicy już wiedzą, że bez taniej siły roboczej z Europy nie poradzą sobie ze zbiorami. A właściciele kawiarni i hotelarze w największych centrach Wysp Brytyjskich nie osiągną spodziewanych przychodów, bo w ciągu ostatnich miesięcy odczuwalnie zmniejszyły im się załogi. Za proponowane pieniądze stanowisk po Polakach, Bułgarach, Słowakach czy Rumunach nie chcą zajmować Brytyjczycy. Nie bez podwyżki.

Hunt daje gwarancję, że cokolwiek zrobi, będzie postępował rozsądnie. W końcu jest szefem Ministerstwa Spraw Zagranicznych (wcześniej był nim Boris Johnosn), a jego całkowite doświadczenie w administracji państwowej to już niemal 15 lat. Wcześniej był ministrem kultury, mediów i sportu, później ministrem zdrowia. Nigdy nie ukrywał niechęci do Brexitu. I choć w trwających wyborach na szefa Partii Konserwatywnej deklaruje, że przeprowadzi rozwód "zgodnie z decyzją brytyjskiego społeczeństwa, które wypowiedziało się w tej sprawie" nie wykluczone, że będzie to Brexit możliwie najbardziej miękki, lub że nie będzie go wcale.

Minister od wymyślania cytatów

Johnosn, zanim został (z czego później zrezygnował w proteście przeciwko proponowanej przez UE umowie dot. Brexitu) szefem brytyjskiej dyplomacji przez wiele lat był burmistrzem Londynu. Raczej lubianym - i przez autochtonów, i przez imigrantów. Słynie z niefortunnych wypowiedzi i licznych gaf. Jest również dość rozwiązły - choć rozwiódł się dopiero w tym roku (zostawiając żonę z czwórką dzieci), tabloidy przez ostatnie lata prześcigały się w publikowaniu jego zdjęć z kolejnymi kochankami.

Na początku kariery był dziennikarzem i pisał dla "The Times". Gazeta wyrzuciła go jednak po tym, jak kolegium redakcyjne odkryło, że cytaty w tekstach Johnsona były... zmyślane. Później pracował w Brukseli dla "Daily Telegraph" kończąc dziennikarstwo na konserwatywnym "The Spectator".  

pp

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej