JUŻ MASZERUJĄ

Przed konińskim kościołem św. Maksymilian Maria Kolbe w obozowym pasiaku z odrąbaną dłonią. Siekierą w ołtarz, nożem w księdza. Parodią w klasyka, szyderstwem w tradycję. „Klątwą” w „Mein Kampf”, bananem w ministra kultury. Definicje seksualne i standardy WHO legitymizuje instytucja rzecznika praw obywatelskich. Neomarksizm kulturowy w wersji nadwiślańskiego buractwa w natarciu. Antonio Gramsci byłby zadowolony.

W Przasnyszu po raz pierwszy przeszedł Marsz dla Życia i Rodziny. Chorągiew Mazowiecka w Płocku nie wyraziła zgody, by harcerze wspomagali jego organizację i zabezpieczenie. Okazuje się, że są oni harcerzami wszędzie, tylko nie podczas uroczystości religijnych czy manifestacji broniących życia i rodziny. Chociaż organizacja deklaruje realizację programu poświęconego Bogu, Ojczynie i bliźnim, główna Kwatera ZHP zaleca, by w takich uroczystościach czy manifestacjach harcerze uczestniczyli bez mundurów. Są więc „cywilni” harcerze i niektóre punkty programu. I taka organizacja kształtuje młode pokolenia.

W Teatrze Studio w dramacie Szekspira „Romeo i Julia”, w reżyserii Michała Zadary tytułowych bohaterów grają nieletni, co przy erotycznym kontekście sztuki zakrawa na pedofilię. Na zakończenie przedstawienia aktorzy demonstrują – ni stąd, ni zowąd – tęczowy wachlarz, co oznacza, że zespół teatralny solidaryzuje się z ruchem LGBT.

Nazwać warszawski plac Zbawiciela (jeden z nielicznych w stolicy skończony urbanistycznie) Zbawiksem, jest takim samym barbarzyństwem, jak wypełnienie go knajpami i leżakującymi konsumentami. Żałosna tandeta wypełniająca to miejsce nie obraża godności warszawiaków, którym do szczęścia brakuje jeszcze homotęczy. Konsumowanie alkoholu przed kościołem – to przecież przejaw wolności ekspresji, antychrześcijańskiego postępu i wyzwolenia się spod opresji tradycyjnych wartości.

Politolożka, członkini, marszałkini, posłanka (czasem pani posłanka) – nowomowa genderowa atakuje. Powstają określenia równie absurdalne, jak polski parlament (zamiast sejm). I gdy nowomowa genderowa zachwaszcza nasz język, w kraju wciąż obowiązuje ustawa o języku polskim.

Warszawską paradę równości popierają zagraniczni dyplomaci, a stołeczny prezydent nie ma nic przeciwko jej kontynuowaniu. Radni PiS nie zdołali mu wyperswadować, by wycofał się z patronatu nad imprezą, która obraża uczucia religijne, deprawuje młodzież i promuje – barbarzyństwo antycywilizacyjne. Radni PO i Nowoczesnej odrzucili wniosek PiS, sankcjonując – za gdańskim przykładem profanacji hostii, parodię Mszy świętej. Stolica stała się otwartym europejskim miastem.

Tymczasem rozwija się obwoźny cyrk LGBT. Do miast wktórych brakuje „dyskryminowanych” mniejszości seksualnych, spragnionych małżeńskich przywilejów, dowozi się manifestantów z innych miast, a nawet z zagranicy. Wygłupy przebierańców finansują globalne firmy, nie mówiąc o organizacjach pozarządowych i funduszach unijnych. Rozwija się przemysł „antydyskryminacyjny”, rosną rzesze etatowych aktywistów.

Pozytywna energia antykościelna

Środowiska LGBT zakładaja, że społeczeństwo jest nietolerancyjne. Nie akceptuje genderowego nieuporządkowania moralnego. Dlatego walka o tolerancję musi być drastyczna. Musi także uwzględniać nowoczesne medialne techniki manipulacyjne. Nie trzeba bowiem pokazywać danych (jeden duchowny na 1500 skazanych za pedofilię), nie trzeba powoływać się na realia (większość czynów pedofilskich to czyny homoseksualne), by nagłaśniać pedofilię wśród księży. Wystarczy demagogiczny film, odwołujący się do emocji (który zresztą może sprowokować przemoc – choćby zamach wrocławskiego nożownika na przypadkowego księdza) i rzucić odium na całe duchowieństwo.

W końcu to sprawdzone metody. Nagłaśnianie przypadków molestowania w kościele irlandzkim, jako powszechnego zjawiska, spowodowało odpływ wiernych. Kościoły pustoszeją, aborcja stała się możliwa, także homozwiązki i adopcja przez nie dzieci – a więc cel został osiągnięty. A jeszcze 20 lat temu 90 proc Irlandczyków uczestniczyło w niedzielnych Mszach św. Z kolei w USA, gdzie rozwinął się przemysł roszczeniowy autentycznych i rzekomych ofiar molestowania przez duchownych, diecezje po prostu bankrutują. To też skuteczny sposób walki z religią katolicką.

W antykościelnej nagonce homoprogresiści są skutecznym narzędziem ruchu LGBT. Barbaryzacja życia publicznego stała się ponurym faktem. Bluźnierstwo, świętokradztwo, profanacja są na porządku dziennym. Kościół jawi się jako samo zło. Dochodzi do tego, że niektóre diecezje – w ramach ekspiacyjnej politycznej poprawności – same wskazują domniemanych pedofili, żeby wykazać swą wrażliwość i czujność.

Im dłużej trwa tęczowy terror, tym bardziej umacnia się przekonanie, że ruch LGBT zagraża cywilizowanemu społeczeństwu. Jednak to zagrożenie się lekceważy. Seria bluźnierczych profanacji (tęczowa Matka Boska w Płocku, „procesja Bożego Ciała” w Gdańsku, „Msza św.” w Warszawie) to bolesne wydarzenia bez precedensu. Tego nie było nawet za komuny.

Reakcją opozycyjnych posłów był postulat zlikwidowania art. 196 k.k. (obraza uczuć religijnych). Tymczasem parady dumy LGBT stają się manifestacjami nienawiści, pogardy, nietolerancji. Zrobić taką paradę w Częstochowie, u stóp Jasnej Góry to marzenie tęczowego lewactwa. I jest sukces – udało się bezkarnie sprofanować wizerunek Matki Boskiej, jak również godło państwowe. Tak więc tęczowa mowa antychrześcijańskiej nienawiści i kpiny z państwa są wciąż bezkarne, a marsze równości, podczas których profanuje się symbole religijne czy państwowe – nie są rozwiązywane. Ciekawe, kiedy bezkarni prowokatorzy staną się ofiarami, by uzyskać status uprzywilejowanych.

Inżynieria społeczna

„Standardy edukacji seksualnej w Europie” sformułowane przez WHO wyrażają głęboką troskę o dzieci. Otóż powinny one już od wczesnego dzieciństwa „czerpać satysfakcję z własnej seksualności”, a nauczanie jej rozpoznawania „należy rozpocząć przed czwartym rokiem życia”.

Chociaż opracowanie WHO nie ma żadnej mocy prawnej, to ich wdrożenie w szkołach zachodnioeuropejskich przyniosło już wiele szkodliwych konsekwencji (seksualizacja i deprawacja nieletnich, degradacja psychiki, zaburzenia tożsamości płciowej, choroby weneryczne, niezdolność do trwałych związków uczuciowych). Co więcej, rodzice którzy przeciwstawiają się takiej indoktrynacji, skazywani są na grzywny lub więzienie.

W naszym kraju – jeżeli ma być postępowy, nowoczesny, otwarty – nie może być inaczej. Rzecznik praw obywatelskich akceptuje wprowadzenie do szkół edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej, w myśl wytycznych WHO. Nie bacząc na niekonstytucyjność takiego stanowiska, odmawia rodzicom prawa decydowania o wychowaniu dzieci. Po prostu polscy rodzice nie potrafią, nie chcą rozmawiać z dziećmi o życiu płciowym człowieka. Nie podając źródeł tych konstatacji, uważa za konieczne wprowadzenie obowiązkowej edukacji seksualnej.

Konstytucyjne prawa rodziców, dzieci i rodziny są w ten sposób kwestionowane, ale – jak widać – cel uświęca środki. Nowy, postępowy człowiek ma zmienić oblicze chrześcijańskiej Europy. Swego czasu rewolucjoniści kulturalni z 1968 roku odgrażali się, że nie będą „modernizować” rodziców, bo zrobią to ich dzieci, odpowiednio w szkołach zaprogramowane. I te pogróżki właśnie się sprawdzają. I od rodziców będzie zależało, czy ulegną rzecznikowi i homolobby LGBT.

Na razie w naszym kraju nauczyciele wychowania do życia w rodzinie nie są objęci systemem certyfikacji. W prawie oświatowym nie ma przepisów gwarantujących promocję w procesie nauczania wartości chrześcijańskich i wynikających z nich zasad moralnych. Nie ma też zabezpieczeń prawnych przed degradacją antycywilizacyjną.

Tymczasem sexedukatorzy nie próżnują, wykorzystując także bierność rodziców. Dwoi się i troi „Krytyka Polityczna”, Fundacja Batorego, środowiska ateistyczne, antydyskryminacyjne i KOD-ziarskie. Można do woli zwodzić młodzież, wykorzystując jej naiwność, wzbudzając współczucie dla „dyskryminowanych i wykluczonych” LGBT. W perspektywie – „oddolne społeczeństwo obywatelskie”.

Tęczowe samorządy

Odkąd stołeczny marsz dumy LGBT stał się marszem dumy stołecznego prezydenta, Warszawa stała się europejskim miastem. Po podpisaniu Deklaracji LGBT+, prezydent objawił się jako polityk europejskiego pokroju. Czyżby dlatego mieszkańcy – oszołomieni tą dostojnością – nie ogłosili referendum, by go odwołać ? Zamachnął się przecież na szkolnictwo, do czego nie ma kompetencji. Poza tym, jest wiele pilniejszych spraw – budownictwo komunalne, niedowład komunikacyjny miasta, ciągnąca się w nieskończoność budowa metra – a nie homohostele czy zawody sportowe LGBT.

Referendów nie ogłoszono też w Gdańsku, którego prezydentka patronowała szyderczej parodii procesji Bożego Ciała, ani w Poznaniu, którego prezydent pozwala sobie przedkładać marsze równości nad rocznicę wybuchu powstania Wielkopolskiego. Tolerancja mieszkańców wydaje się zastanawiająca i niezrozumiała. A może to już jest „oddolne społeczeństwo obywatelskie”?

Tymczasem „europejskość” stołecznego prezydenta jest niezgodna z prawem. Nie można przecież wprowadzać do szkół zajęć, niezgodnych z programem nauczania i bez zgody rodziców. Nawet jeżeli przeciwników takiego postępowania nazywa się homofobami, to przecież jego bezprawność się nie zmienia. Ambicje postępowych samorządowców mogą wyglądać na prowokacyjne wygłupy. Jeżeli jednak są oni wykorzystywani przez PO do przeprowadzenia w kraju rewolucji kulturalnej – sprawa jest poważna.

Dekonstrukcja języka

„Jestem pedałem i mam obowiązki pedalskie” – głosi transparent na marszu równości. Tak sobie kpią homoaktywiści z polskiego męża stanu, akurat w stulecie odzyskania niepodległości. No, bo dlaczego nie. Zarzucić im antypolonizm, to być homofobem.

„Polska dla pedałów” – dumnie wznosi napis afisz homoentuzjasta. Gdyby zarzucić mu rasizm płciowy czy homonacjonalizm – byłby oburzony krzycząc o dyskryminacji.

Homoprowokatorzy dopuszczają się zamiany znaczeń, pojęć, odniesień historycznych, parodiują je i robią z nich pastisze. Łamiąc tradycyjne kody informacyjne, nie dążą do porozumienia. Narzucają swoje racje, swoje interpretacje i znaczenia. Mówiąc „swoim” językiem, głoszą hasła tolerancji.

Deklarując równość, wolność, szacunek dla drugiego człowieka – kłamią, pozostając w sferze odwróconych pojęć.

Jerzy Pawlas

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej