CAŁY NARÓD BUDUJE KAPITALIZM – Michał Mońko

Budować kapitalizm, ale jaki? Z ludzką twarzą. A co z kopytami, z pazurami kapitalizmu? Budować państwo kapitalistyczne wedle jakiego pomysłu? Na podstawie jakich kryteriów i idei? „Jaka Polska?” – pytał premier Olszewski w swoim ostatnim przemówieniu w Sejmie. Polska prawicowych, konserwatywnych idei? A może Polska bardziej socjalna niż kapitalistyczna?

Polska socjalna kojarzy się z ochroną pracy, ze sprawiedliwością, z równością. Ale dziś cały naród buduje kapitalizm, a nie socjalizm. Kapitalizm to wolny rynek, konkurencja, nierówności. Czy nierówności sprawiedliwe? W ostatnich latach spadła do 56 proc. aktywność zawodowa Polaków. Czyżby nie opłacało się pracować?

Aktywność zawodową mierzy się liczbą pracujących i poszukujących pracy powyżej piętnastego roku życia. Ilu Polaków pracuje, ilu nie pracuje? Spośród 38, 43 milionów mieszkańców Polski, pracuje 17 milionów 279 tysięcy. Aż 13 milionów 305 tysięcy w wieku produkcyjnym nie pracuje zawodowo.

Na wsi jedni ciężko pracują, inni jakoś żyją. Z ziemi powinno żyć – ilu? Tylu, ilu żyje z rolnictwa w Niemczech, w Belgii, w Danii. No więc ilu? W rolnictwie niemieckim zatrudnienie wynosi 2,4 procent. W innych krajach uprzemysłowionej Europy nie przekracza 3-4 procent.

W rolnictwie polskim zatrudnienie w pierwszym kwartale 2019 roku wyniosło 9 procent, choć w 1997 wynosiło 22 procent. Gdzie podziało się 13 procent niedawno pracujących na wsi ludzi? Po prostu nie pracują, a żyją. W całym kraju rentę albo emeryturę pobiera 8 milionów 935 tysięcy Polaków. W urzędach zatrudnienia zarejestrowało się 800 tysięcy. Nie podejmuje pracy 5,4 miliony Polaków!

Dziś rynek pracy należy do pracownika. Ale czy opłaca się pracować, gdy można nie pracować i żyć? Spośród 829 tysięcy dorosłych, którzy mają jedno dziecko, pracuje tylko 514 tysięcy. W ostatnich miesiącach przestało szukać pracy i nie podjęło pracy pond 200 tysięcy osób. Unia przysyła na wieś tiry pełne żywności: makarony, mąka, kawa zbożowa, oleje, margaryna, konserwy mięsne, niekiedy nawet kabanosy.

Na prowincji opłaca się nie pracować. Gdy kobieta dostaje 500 plus, najczęściej przestaje pracować. Tymczasem w miastach starsi mężczyźni często chcieliby pracować, ale niechętnie są zatrudniani. Polak, nawet we własnym kraju, angażowany jest przede wszystkim do pracy fizycznej. W tej pracy konkuruje z nim Ukrainiec, Hindus, Wietnamczyk.

Niskie płace nie są zachętą dla pracodawców do zbrojenia pracy w nowoczesne maszyny. Po co maszyny, skoro Polak będzie pracować jak maszyna. A traktowany jest tak, jak się traktuje w Polsce robotnika: słabo opłacany, niedoszkolony, zwalniany bez godziwej odprawy. Poskarżyć się? Do kogo? Chyba do Pana Boga. Bo sądy za drogie, związki zawodowe nic nie mogą, organizacje pozarządowe – to śmiech.

Pracownicy niewielkich firm, a jest tych pracowników 6 milionów 200 tysięcy, zarabiają przeciętnie 3 409, 79 groszy brutto, to jest 2758 na rękę. Dominująca płaca netto, liczona na początku 2019 roku, wynosiła 1530 zł. Słownie: jeden tysiąc pięćset trzydzieści złotych. W tym samym czasie, czyli na początku 2019 roku, statystyczna emerytura wynosiła 2179, netto 1806 zł. Emerytura środkowa 1939, netto 1612. Ale dominująca emerytura na początku 2019 wynosiła 1065,60 brutto, to jest 906 zł netto. Słownie: dziewięćset sześć złotych. Jak żyć?

Wynagrodzenia pracownicze są niskie i niezbyt zróżnicowane ze względu na wykonywaną pracę. I tak, młodszy górnik w kopalni „Bobrek” zarabia 2500 zł. Górnik z osiemnastoletnim stażem w kopalni „Rydułtowy” zarabia 3400. Górnik w kopalni „Knurów”, po 24 latach pracy, bierze 3438 zł. Hutnik – dmuchacz na piszczelu po 10 latach zarabia 3400 zł.

Inteligent zarabia niewiele więcej od wykwalifikowanego robotnika. Sztygar zmianowy w kopalni „Mysłowice” zarabia 4800 zł. Lekarz weterynarii – 3970 zł. Spawacz w Stoczni Gdańskiej – 3780, ale 25 proc. spawaczy dostaje 3130 zł. Policjant zarabia przeciętnie 4310 zł, a 25 proc. policjantów – 3690 zł.

Zarobki nauczyciela kontraktowego wynoszą 2741 zł brutto. Nauczyciel mianowany otrzymuje 3113 zł brutto, a więc tyle, ile zarabia w stoczni co czwarty spawacz. Nauczyciel dyplomowany bierze 3656 zł, czyli tyle, ile dostaje co czwarty policjant. W międzywojniu, gdy prasa napisała, że nauczyciel zarabia mniej od policjanta, wybuchła awantura. Wynagrodzenia nauczycieli poszły w górę.

Rząd daje, ale skąd bierze? Z opodatkowania konsumpcji, pracy i kapitałów. Opodatkowanie pracy w Polsce wynosi 33 proc. dochodów. Najwyższe obciążenie podatkowe dotyczą najsłabiej zarabiających. Mamy w Polsce 17 rodzajów podatków. Czternaście bezpośrednich, np. podatek dochodowy od osób fizycznych, podatek od nieruchomości, podatek rolny. I mamy trzy podatki pośrednie: podatek od towarów (VAT), podatek akcyzowy i podatek od gier. Podatki i opłaty stanowią 34 procent PKB.

Najbiedniejszym państwo zabiera nawet 60 proc. zarobków. Najbogatsi, ci, co zarabiają ponad 1 milion, oddają tylko 20 proc. dochodów. Nadto wielkie firmy mają różne ulgi podatkowe. Mali przedsiębiorcy ulg nie mają. Zasada: im wyższe dochody, tym stosunkowo mniejsze obciążenia podatkowe i składkowe.

Dziesięć procent bogatych ma dochody brutto w wysokości 40 proc. wszystkich pozostałych podatników. Jeden procent bogatych, pobierających 20 tys. miesięcznie, zarabia brutto tyle, ile zarabia 15 proc. zatrudnionych. Mimo 500 plus, mimo zapowiedzi 100 zł na świnię i 500 zł na krowę, sytuacja wsi jest kiepska.

Mieszkańcy małych miejscowości nie mają łatwego dostępu do lekarza, do dentysty, do wypoczynku. Dzieci wiejskie już od dziesiątego roku zatrudniane są w gospodarstwie. Traktor potrafią prowadzić nawet dwunastoletnie dzieci.

Gdy mowa o wykluczeniu, to na wsi mamy wykluczenie w zakresie zatrudnienia, edukacji, kultury. Co trzeci albo co czwarty mieszkaniec wsi nigdy nie był u lekarza specjalisty. Niektóre choroby – cukrzyca, choroby układu krążenia i nowotwory – wykrywane są na wsi późno, a często za późno. Problem podstawowy, to komunikacja. Nie ma połączenia autobusowego wsi z urzędem gminnym, ze starostwem powiatowym, z urzędem wojewódzkim.

Na przestrzeni ostatnich czterdziestu pięciu lat autobusy PKS kursowały kilkakrotnie przez wieś Krasną na Podlasiu Środkowym. Można było dojechać do Urzędu Gminnego w Huszlewie, do Urzędu Powiatowego i do szpitala w Łosicach, do sklepów w Białej Podlaskiej etc. Dzisiaj nie przejeżdża przez Krasną żaden autobus PKS. Czasami, zapewne przez pomyłkę, przejeżdża przez wieś z samego rana. Wywozi ludzi, ale ich nie przywozi.

Zasięg Internetu na Pięknym Wschodzie bywa, ale nie jest stale. A telefonów stacjonarnych nie ma. Skrzynka listowa jest siedem kilometrów od wsi. Listonosz bywa czasem. Gazety do wsi nie dochodzą. Jest radio i telewizja. Radia słuchają ci, co pracują, bo nie muszą odrywać się od pracy. Telewizję oglądają ci, co są na emeryturze albo z dziećmi.

Niedawno mieszkańcy mojej wsi dowiedzieli się, że za kilka lat zostanie zbudowane wielkie lotnisko, które połączy Polskę ze światem. No i teraz mieszkańcy wsi Krasna wiedzą, że do gminnego Huszlewa nie dojadą, ale mogą dolecieć samolotem do Ameryki, do Chin albo do Maroka. Dolecą pod warunkiem, że najpierw dojadą do Białej Podlaskiej, stamtąd do Warszawy, a z Warszawy na lotnisko pod Łodzią.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej