Szkolny powrót do przyszłości?

Powszechna edukacja, która upowszechniła się ponad 100 lat temu, ma wiele wad. System ten został zaprojektowany w czasie gwałtownego rozwoju przemysłu a jednym z głównych celów jego działania było dostarczenie odpowiednio przygotowanych pracowników w epoce industrialnej - oceniają eksperci.

Dzisiaj, w czasach gwałtowanego rozwoju gospodarki opartej na wiedzy, coraz wyraźniej widać, że aktualny system się nie sprawdza i potrzebujemy tutaj czegoś nowego. Tyle, że czas na dyskusję w Polsce dopiero się zaczyna, a inne kraje zdążyły nam uciec bardzo daleko i dystans stale się powiększa.

Szukając odpowiedzi na pytanie o to, jak powinna wyglądać współczesna szkoła, trzeba zacząć od tego, jaki powinien być cel oddzialywan pedagogicznych. Współczesne osiągnięcia w zakresie rozwoju człowieka i wymagania rynku pokazują, że nie tylko powinniśmy stawiać na aspekty praktyczne, takie jak umiejętności pracy w grupie, stałe poszerzanie zasobu wiedzy i rozwój motywacji uczniów przez całe życie, ale też na rozwój indywidualnych umiejętności, budowę poczucia wartości czy własnej tożsamości, bazując na naturalnych mechanizmach, które tak dobrze opisuje psychologia rozwoju. W ten sposób możemy wychować zupełnie nowe pokolenie dzieci i młodzieży, które nie tylko będą lepiej przygotowane do życia we współczesnym świecie ale też będą bardziej szczęśliwe i spełnione. Dzisiaj są już rodzice, którzy mogąc sobie na to pozwolić, nie wysyłają już dzieci do szkół w naszym kraju. Edukują je za granicą, upatrując w tamtejszych systemach edukacyjnych szansy na lepsze życie. Warto zastanowić się, dlaczego to robią i czy można zmienić polską edukację na taką, która będzie dawała podobne możliwości.

Zakrzewscy przecierali szlak

Żeby do tego dojść, trzeba zacząć od samej szkoły. Dzisiaj jest ona miejscem przekazywania wiedzy, ale w XXI wieku jest to model zwyczajnie przestarzały. W Polsce już dziesięć lat temu pojawiły się pierwsze zorganizowane projekty, które to zmieniały. Prekursorami nowoczesnego systemu nauczania, którzy położyli podwaliny pod innowacyjny system edukacyjny, byli państwo Paweł i Marzena Zakrzewscy. Stworzyli oni sieć szkół, które łączyły elementy edukacji domowej z możliwościami współczesnej nauki  a projekt ten bardzo szybko zyskał uznanie rodziców i  niestety … wrogość urzędników. Wystarczy powiedzieć, że w szczytowym momencie w placówkach Zakrzewskich uczyło się kilkadziesiąt tysięcy osób. Jak to działało?

Zamiast tradycyjnej szkoły dzieci uczęszczały na zajęcia w klubach edukacji spersonalizowanej i demokratycznej. Część obowiązkowego programu, opracowanego w Ministerstwie Edukacji Narodowej, dzieci uczyły się z rodzicami w domu a część poznawały w czasie wspólnych zajęć, organizowanych w szkołach i podczas wspólnych zjazdów pod opieką doświadczonych pedagogów i specjalistów z różnych dziedzin. Raz w roku uczniowie podchodzili do państwowych egzaminów a uzyskiwane wyniki były zwykle dużo lepsze niż analogiczne w tradycyjnych szkołach. Na tym systemie zyskiwali wszyscy - uczniowie, mając więcej czasu i ciekawszą naukę, wpływającą na ich własne zainteresowania oraz poszerzającą możliwości rozwoju, rodzice - bo zyskiwali lepiej przygotowanie i bardziej zadowolone oraz zmotywowane dzieci, nauczyciele - posiadający więcej czasu na pracę indywidualną oraz całe społeczeństwo dzięki wspólnym zaangażowaniu zadowolony  rodzin. Zyskiwało też państwo, bo uczniowie takich szkół stawali się forpocztą nowego pokolenia, mającego szansę na budowę nowoczesnej gospodarki i lepszej przyszłości.

Układ zamknięty 2?

To górnolotne słowa, ale zupełnie prawdziwe. Dzisiaj, po latach od tych pierwszych doświadczeń widać już, że uczniowie placówek Zakrzewskich oraz ich naśladowców w zdecydowanej większości świetnie sobie radzą w życiu. Są kreatywni, przebojowi, potrafią znaleźć swoje miejsce w życiu i nie obawiają się wyzwań współczesnego świata. To naprawdę ważne. Ale edukacja spersonalizowana napotkała też na potężnych wrogów - i to w osobach tych, którzy powinni za wszelką cenę wspierać rozwój tego typu oświaty.  Chodzi o urzędników.

I być może trudno to sobie wyobrazić, ale warszawscy urzędnicy - a to właśnie w stolicy rozpoczęła się historia szkół Marzeny i Pawła Zakrzewskich, zachowywali się tak, jakby edukacja spersonalizowana i domowa stała się ich największych wrogiem. Być możeczuli się zagrożeni lub zwyczajnie byli zazdrośni o to, że placówki rozwijały się dosłownie w postępie geometrycznym i przyciągały coraz więcej uczniów. W grę wchodziły też pieniądze, które samorząd wypłacał z tytułu dotacji oświatowej, chociaż Zakrzewscy dopłacali do swoich szkół, wyzbywając się chociażby  swojego prywatnego majątku. Urzędnicy ostatecznie te prywatne szkoły zniszczyli, używając do tego metod, które nadawałyby się na scenariusz filmu „Układ zamknięty 2”.

Na szkoły i ich pomysłodawców nieustannie nasyłano nieproporcjonalne kontrole, służby bezpieczeństwa , prokuraturę a w kulminacyjnym momencie nawet antyterrorystów. Urzędnicy wytoczyli dziesiątki postępowań z których na końcu zawsze wynikało ze te niewspółmierne działania nie miały żadnego racjonalnego powodu. Wielodzietna rodzina Zakrzewskich - a mają 11 dzieci - straciła na walce z bezdusznymi urzędnikami cały majątek i zdrowie ale nie poddaje się. Mają za sobą nie tylko moc argumentów i racji, ale też siłę moralną, wynikającą z głębokiego przekonania o słuszności swoich działań i wsparcie tysięcy rodziców, którzy zaangażowali  się w ich szkoły. Mają też licznych naśladowców, którzy podążyli wytyczoną przez nich ścieżką i dzisiaj tworzą edukację w Polsce na nowo.

Nowoczesna edukacja jest koniecznością 

Co do tego, że system edukacyjny w naszym kraju, wstrząsany kolejnymi zmianami, reformami a ostatnio kumulacją roczników, wymaga zmiany - nikt nie ma wątpliwości. Zmiany tej domagają się nie tylko rodzice, ale też aktywni i zaangażowani nauczyciele, którzy doskonale widzą, jak bardzo nie przystaje on do wymagań współczesności. Trzeba rozumieć, że to pewien proces, który wymaga odważnych ale koniecznych decyzji. Być może w sukurs zmianom w szkołach przyjdzie… technologia. Rozwój elektronicznych narzędzi edukacyjnych jest niesamowity i w naszym kraju z sukcesem udało się w niektórych szkołach wdrożyć rozwiązania, które do zwykłych szkół wprowadzają elementy edukacji spersonalizowanej. Może nie jest to jeszcze nauka w domu, ale tablety edukacyjne już dzisiaj pozwalają na indywidualizację toku nauczania, odciążenie tornistrów i dają nauczycielom więcej czasu na poznawanie mocnych stron uczniów i rozwijanie ich. Przeciwdziałają też tak nielubianej przez uczniów… nudzie.

Przed zmianami w edukacji nie uciekniemy. Polska musi nadrobić duży dystans, który dzieli nasz kraj od sąsiadów, a im szybciej wejdziemy na ścieżkę nowoczesnej edukacji, tym szybciej nasz kraj zacznie się rozwijać. Wiele lat temu na rozwój edukacji postawiła Finlandia a owoce tego wzrostu do dzisiaj budują siłę gospodarczą i ekonomiczną tego kraju. Bo rozwój i postęp nie bierze się z ustaw. To człowiek zmienia świat i na człowieka w edukacji musimy postawić. Przestawić edukację z patrzenia w przeszłość, wrócić do przyszłości.

 

J. Ch.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej