KGHM: Afery w zagranicznych inwestycjach - Adam Maksymowicz

Były prezes tej firmy Herbert Wirth udzielając wielu wywiadów związanych z kontrolą NIK dotyczącą zakupu chilijskiej kopalni rud miedzi Sierra Gorda, ma wiele racji. Przede wszystkim trzeźwo ocenia kurczące się możliwości eksploatacji i zysków ze złóż krajowych.

Powiększająca się stale głębokość eksploatacji i zmniejszająca się zawartość miedzi w rudzie powodują, że koszty wydobycia stale rosną, podczas gdy z cenami miedzi na międzynarodowych rynkach jest odwrotnie. Inwestycje zagraniczne miały być rozwiązaniem tego problemu, gdyż zamierzano dokonać zakupów złóż rud miedzi o znacznie korzystniejszych parametrach, gwarantujących firmie przyszłe dochody (GAZETA.PL – NJIK: Inwestycja KGHM w Chile to 20 mld zł strat. Były prezes: To 37 mld zł zysku. Czuję się osaczony przez głupotę, 26.07.2019).

Założenia dla tego planu powstały już pod koniec lat dziewięćdziesiątych minionego wieku, kiedy zainwestowano w mikroskopijnej wielkości złoże rud miedzi „Kimpe” w Demokratycznej Republice Konga. Obecny prezes KGHM, Marcin Chudziński, co do krajowych zasobów i organizacji ich wydobycia ma inne zdanie na ten temat. Na dowód tego prezentuje stale rosnące dochody firmy zarówno w krajowym, jak i zagranicznym jej segmencie. Jest to coś nadzwyczajnego i wydaje się, że jest to prawdziwy cud, gdyż ceny miedzi regularnie spadają oraz równolegle obniża się wartość akcji, a prezes zapowiada jeszcze większe zyski i dochody. Pozostawiając na uboczu różnice zdań między obecnym prezesem a jego poprzednikiem, warto się zastanowić, czego nie mówią w swoich wywiadach i wypowiedziach.

Nie mówią oni o tym, że firma, która jeszcze obecnie zajmuje szóste miejsce w światowym rankingu producentów tego metalu nie zdywersyfikuje swojej produkcji. Dziś ten temat jest popularnym programem rządu i opozycji i nikt tego nie kwestionuje. Dywersyfikacja to bezpieczeństwo, gdyż monokulturę jest łatwo zaatakować, a bardzo trudno jest się jej obronić, kiedy nie ma pola manewru. Wszystkie firmy wyprzedzające KGHM na światowym rynku mają zróżnicowaną produkcję. Miedź jest jednym z wielu produktów oferowanych przez nich na surowcowym rynku. Dla przykładu Rio Tinto zajmuje pierwsze miejsce w rankingu pod względem kapitalizacji, co ma kluczowe znaczenie dla oceny firmy. KGHM w tej klasyfikacji jest poza listą największych szestanstu firm na świecie (Word Tol Companies List – 2019). Jednak odnotowywana jest jako szósty w 2018 r. producent miedzi na świecie (The Balans The World’s 10 Largest Copper Companies).

Afera Kimpe

Tu można zapytać, co świadczy o wielkości firmy: czy jej kapitał czy produkcja? Na kapitał zwracamy chyba niewielką uwagę, za to na prestiż, jak najbardziej. Rozpiera nas duma biedaka, mało co z tego mamy, ale za to jak ciężko pracujemy! Inni ustawiają swoje priorytety, odwrotnie. Ten standard jest podtrzymywany w KGHM zarówno przez kolejne ekipy rządowe, jak i jej prezesów pochodzących z nadania politycznego. Nie chodzi tu o sposób ich mianowania. Chodzi o to, że są to ludzie niemający nic wspólnego z tą branżą, którzy dopiero na fotelu prezesa zaczynają się uczyć górniczo-hutniczego zawodu. Jeżeli zaś pochodzą oni ze środowisk zawodowych, to na ogół są to miernoty, których jedynym atutem jest polityczne poparcie. Nic więc dziwnego, że po dziś dzień za najlepszego prezesa tej firmy uważa się Tadeusza Zastawnika, który zbudował jej podstawy jeszcze w czasach PRL.

Na dodatek polityczne zaplecze każdego z prezesów jest w jakiejś formie dominujące w skali daleko wykraczającej poza zarządzanie. Przykładem niech będzie odmowa udostępnienia inspektorom NIK części dokumentów dotyczących inwestycji Kimpe w Kongo (NIK – Wystąpienie pokontrolne, 30.04.2003). Nie trzeba dodawać, że dokument NIK nie zostawia suchej nitki na tym całym interesie, który był prowadzony nie tylko amatorsko, ale i z naruszeniem podstawowych zasad dokumentacji tak finansowej, jak i rzeczowej. Straty wyceniono na około 187 mln zł, po ówczesnym kursie było to ok. 70 mln USD. Po ogłoszeniu raportu ze strony zarządu KGHM padły sformułowania, że to żadna strata dla tak dużej firmy! Tych, którzy zgłaszali się po darowiznę 1 mln USD uznawano za wariatów. Tych jednak, którzy doprowadzili do tych strat uznano za zasłużonych biznesmenów, a nie jak należało za kryminalistów lub najłagodniej również za wariatów!

Powtórka ze stukrotnym przebiciem

Rosnące od 2000 roku ceny miedzi na rynkach międzynarodowych osiągnęły w 2011 r. szczytowe wartości, przekraczając 10 tys. USD/t. Na skutek tego KGHM uzyskał nadwyżki zysku liczone w miliardach dolarów, z którymi nie wiedział co począć. Rząd przynajmniej częściowo postanowił „wybawić” ją z nadmiaru zysków, wprowadzając aktualny do dzisiaj podatek od kopalin. Pozostałe zyski postanowiono zagospodarować poprzez inwestycje zagraniczne.

Tym razem unikano już Konga. Chociaż kanadyjski politolog, Robert Friedland tam gdzie, przez dziesięć lat Polacy ponosili tylko straty, odwiercił płytki otwór wiertniczy, który okazał się największym w XXI wieku odkryciem złóż miedzi na świecie. Ilościowo jest to porównywalne z KGHM, ale jakościowo przebija nasze złoża blisko dziesięciokrotnie, również ekonomiczne złoże zalega czterokrotnie płycej aniżeli w Polsce. Dlaczego polscy menadżerowie tego nie zrobili, do dziś pozostaje to strzeżoną tajemnicą.

Co tam Kongo? Teraz postanowiono przeprowadzić operację na blisko sto razy większą skalę. Bez większego zastanowienia się kupiono przysłowiowego kota w worku, jakim była kanadyjska spółka „Quadra” z jej sztandarowym złożem „Sierra Gorda” o zasobach ok. 1 mld ton rudy z zawartością 0,43 proc. Cu. Kanadyjczycy, sprzedając nam tę kopalnię, za blisko połowę tej ceny kupili obok złoże „Marimaca” o trzykrotnie wyższej zawartości miedzi aniżeli w Sierra Gorda!

W tym samym czasie kolejna kanadyjska firma First Quantum Minerales zakupuje trzy razy większe złoże rud miedzi od Sierra Gorda „Panama Cobre”. Australijski SoldGold nabywa w Ekwadorze złoże rud miedzi „Cascabel”, dwa razy większe od Sierra Gorda również z podwójną zawartością Cu. Powstaje pytanie, czy negocjatorzy z KGHM wiedzieli o tym? Czy próbowali podjąć konkurencyjne starania? Czy analizowali podobne projekty w kraju i na świecie? Odpowiedź jest negatywna, co wynika z podjętych w tej sprawie decyzji. Wystarczy tu wspomnieć, że złoże rud miedzi „Konrad” koło Bolesławca na Dolnym Śląsku zawiera blisko trzy razy więcej miedzi aniżeli Sierra Gorda. Porzucone zostało w 2000 r. przez KGHM na rzecz zagranicznych inwestycji o znacznie gorszych parametrach. Złoże to posiada odpowiednie zasoby, infrastrukturę zarówno komunikacyjną jak i logistyczną, na którą w Sierra Gorda trzeba było wydawać miliardy USD.

Zespół i zyski z zagranicznych inwestycji

Były prezes KGHM odpowiedzialny za zakup Sierra Gorda we wspomnianym na wstępie wywiadzie twierdzi, że analizowano 300 złóż do potencjalnego zakupu. Twierdzi, że w tej sprawie „miałem dobry zespół”. Ten zespół składał się z zagranicznych anglosaskich firm doradczych oraz grona podległych mu urzędników z KGHM. Ci pierwsi reprezentowali konkurencyjne w stosunku do KGHM interesy międzynarodowych firm na szkodę KGHM, a ci ostatni posłusznie wykonywali wszelkie decyzje swojego szefa, inaczej natychmiast znajdowali się za bramą zakładu. Taki to był „dobry zespół”!

Wszyscy kolejni prezesi KGHM twierdzą, że inwestycje zagraniczne przynoszą zyski. NIK wykazuje jednak, że były to kolosalne straty. Kto w tej sprawie ma rację? Okazuje się, że obie strony, choć pozornie wydaje się to sprzeczne.. Jak to możliwe? Ano tak, że każda z nich mówi całkiem o czym innym! Zyski były oczywiste dla prezesów i ich podwładnych. Mieli oni gwarancje zatrudnienia, profity z zagranicznych kontraktów, poparcie władz, nagrody i wyróżnienia. To były zyski osobiste tych ludzi i tego się nieodmiennie trzymają, aż po dzień dzisiejszy. Najciekawsze w tej sprawie, jest to, że prezesi, mówiąc o zyskach KGHM z zagranicznych inwestycji, przedstawiają je zwykle w czasie przyszłym niedokonanym, czyli inaczej mówiąc, życzą sobie tego niezależnie od wszelkich okoliczności. Natomiast według kontrolerów NIK, KGHM w wyniku tego rodzaju działań ponosił gigantyczne straty. Były prezes KGHM we wspomnianym wywiadzie twierdzi, że kontrolerzy NIK są nierzetelni. On sam jest natomiast wybitnym fachowcem, który jednak przed objęciem stanowiska prezesa nie wyróżnił się niczym w tej branży poza znajomościami politycznymi, które zadecydowały o jego karierze. Ten styl kierowania państwowymi firmami dominował w czasach PRL.

Teraz też ma się dobrze, choć zmianie uległo tylko fasadowe jego otoczenie. Nie apeluję o zmianę tej formuły, bo czyniłem to od blisko 20 lat, ze skutkiem raczej odwrotnym. Piszę to pro memoriał, aby potomni wiedzieli, że dostrzegano procedury oszustwa pod osłoną państwowych struktur władzy.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej