Rozliczyć historię - Jerzy Pawlas

Jeżeli profesor najstarszej polskiej uczelni ma wątpliwości co do wojny polsko-bolszewickiej, to co powiedzieć o przeciętnym odbiorcy polskojęzycznych mediów, które zalecają mu dystans do śląskiej defilady wojskowej czy mieszkańcach Gdańska, podziwiających wygłupy PO-lityków z okazji wyborów do sejmu kontraktowego.

W rocznicę normandzkiej inwazji aliantów niemiecka kanclerka odkryła, że właśnie oni wyzwolili jej kraj od nazistów. W rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow okazuje się, że jego celem było zachowanie europejskiego pokoju, a wojna wybuchła z winy polskiego rządu (nie chciał przepuścić Armii Czerwonej do walki z Wermachtem) i jej zdradzieckich sojuszników.

Z woli elektoratu towarzysze z PZPR zostali nagrodzeni brukselskimi synekurami. Dzięki obojętności rodziców, w szkołach nie brakuje nauczycieli z pezetpeerowską przeszłością. I oni wychowują nowe pokolenia obywateli-wyborców.

Występująca w PRL pod nazwiskiem Jolanta Gontarczyk, jako funkcjonariuszka SB inwigilowała ks. Franciszka Blachnickiego, w Polskiej Rzeczpospolitej Grubokreskowej pod zmienionym nazwiskiem Jolanta Lange udziela się w warszawskim magistracie w „walce z dyskryminacją”, działa w SLD i zasiada na dyrektorskim stołku w resorcie spraw wewnętrznych za rządów SLD. Takie są konsekwencje braku dekomunizacji.

Europejskie Centrum Solidarności stało się prywatną placówką (za pieniądze resortu kultury) lokalnej PO i gdańskiego samorządu. Prowadzi antyrządową politykę historyczną („świętowanie” wybuchu II wojny), zawłaszczając tradycje sierpniowego zrywu stoczniowców i kreując nowych bohaterów. W tej sytuacji związek zawodowy „Solidarność” musiał powołać Instytut Dziedzictwa Solidarności, w trosce o prawdę historyczną i spuściznę ruchu związkowego.

Stołeczny magistrat nie szczędzi funduszy na przedłużający się remont Sali Kongresowej, choć – jak wieść niesie – za te pieniądze można by z powodzeniem rozebrać stalinowski pałac kultury i jeszcze zarobić na licytacji jego najciekawszych fragmentów. Wyzwolenie miasta od tego przygniatającego dziwoląga byłoby najlepszym uświetnieniem 100-lecia Bitwy Warszawskiej.

Tymczasem rocznica będzie obchodzona w przestrzeni niezdekomunizowanej (peerelowskie nazwy ulic), a proponowany pomnik musi zmieścić się na placu z zielenią i fontanną. O jego losach decyduje Agnieszka Diduszko, kierownik komisji kultury, legitymująca się długoletnim stażem w neokomunistycznej „Krytyce Politycznej”. W dodatku w stolicy z powodzeniem prosperują sklepy niemieckiej firmy Mołotow. Nie są bojkotowane nawet w rocznicę podpisania traktatu niemiecko-rosyjskiego, stanowiącego IV rozbiór Polski.

Świętowanie

Pomysł „radosnego pochodu” ulicami Gdańska w rocznicę wybuchu II wojny zbulwersował opinię publiczną, podobnie jak bajania o jakimś pojednaniu polsko-niemieckim (bez reparacji, oczywiście). Z kolei na Śląsku, właśnie w 100-lecie Powstań Śląskich, na listy kandydatów w wyborach sejmowych PO-selekcjonerzy wpisują działaczy ład separatystycznych stowarzyszeń (n.b. o bliżej nieokreślonych funduszach). Ambicją wykazały się również środowiska genderowo-elgiebetyckie – sto homoparad na stulecie odzyskania niepodległości – to jest to. Co tam porządek natury czy ład konstytucyjny.

Tymczasem w rocznicę podpisania paktu Hitler-Stalin w Moskwie odbyła się osobliwa inscenizacja rekonstrukcyjna. Niemieckiego ministra spraw zagranicznych podejmował jego rosyjski odpowiednik. Ich reinterpretacja wydarzeń z przeszłości zgodna ze stalinowską polityką historyczną. Przykładem – kłamliwa wystawa w Katyniu. Tradycyjnemu sojuszowi agresorów, zagrażającemu pokojowi europejskiemu, może przeciwstawić się tylko konsekwentna realizacja koncepcji Międzymorza.

W 80. rocznicę wybuchu II wojny 40 przedstawicieli państw NATO, UE i Partnerstwa Wschodniego mogło dowiedzieć się, kiedy i kto ją zaczął. Ciekawe, czy zrozumieli okrutny historyczny paradoks. Oto Polska była ofiarą wojny, którą zresztą wygrała (jako uczestnik koalicji antyhitlerowskiej), natomiast straciła znaczną część swego terytorium i ludności, a do tej pory nie otrzymała reparacji i odszkodowań wojennych. Także od agresora rosyjskiego, który w dodatku wywiózł, co się dało, z Ziem Odzyskanych.

Pozostaje mieć nadzieję, że przyszłoroczne świętowanie 100-lecia Bitwy Warszawskiej będzie okazją do przypomnienia Europejczykom, że dzięki niej uszli nawale bolszewickiej (i dobrodziejstwem komunizmu), bo być może nie uświadamiają sobie tego faktu. Tak jak prostej konstatacji, że gdyby nie II wojna, polska gospodarka byłaby obecnie na poziomie hiszpańskiej.

Sąsiedzi i sojusznicy

We wrześniu 1939 roku – po raz kolejny w dziejach – dwóch naszych odwiecznych wrogów chciało zlikwidować nasze państwo. To jednak niepełna prawda, bo do wrześniowego rozbioru przystąpiła także Słowacja, kolaborująca z hitlerowskimi Niemcami.

Wspomina się powstania wielkopolskie, śląskie, sejneńskie. W świadomości społecznej nie zaistniało tzw. powstanie plebiscytowe na Śląsku Cieszyńskim (ludność polska i czeska sama określiła swe terytoria w 1918 roku). „Bracia Czesi” nie dotrzymali tej umowy, zajeżdżając w styczniu 1919 roku polskie tereny. Rada Ambasadorów w Spa przyklepała ten zabór, dzieląc istniejące od średniowiecza Księstwo Cieszyńskie i przydzielając Czechom 130 tys. Polaków. Wspomniana rada była równie nieświadoma uwarunkowań historycznych, co niejaki lord Curzon, wytyczający polską granicę na Bugu.

Litwini chętnie świętują kolejne rocznice Unii Lubelskiej czy Konstytucji 3 Maja, ale – jak dotychczas – nie mają zamiaru oddawać Polakom zagrabionej ziemi czy zezwalać na podpisywanie się po polsku. Co więcej, jak tylko mogą, utrudniają rozwój polskiego szkolnictwa. Czynią to nawet po wejściu do UE, gdzie obowiązuje ochrona mniejszości narodowych.

Godziną próby była wojna polsko-bolszewicka. Czechosłowacja sabotowała dostawy sprzętu wojskowego, strajkowali dokerzy angielscy i niemieccy, mamieni leninowską wizją komunistycznego dobrobytu. Politycy angielscy nie poparli idei Józefa Piłsudskiego utworzenia Międzymorza, przeciwstawiającego się tradycyjnemu niemieckiemu i rosyjskiemu imperializmowi.

W czasie II wojny nie lepiej. Francuzi nie chcieli umierać za Gdańsk, dla Anglików wiarygodnym sojusznikiem był Stalin. Alianci nie dopatrzyli pierwszych powojennych polskich wyborów, choć sygnowali umowy międzynarodowe. W Berlinie do tej pory nie ma pomnika polskich ofiar II wojny.

Swego czasu wiele mówiono (nawet obiecywano sobie) o wspólnych (bilateralnych) komisjach historycznych, mających ustalać podstawowe (podręcznikowe) fakty historyczne. W ten sposób powstawałyby wspólne podręczniki szkolne do historii. Cel niewątpliwie szlachetny, ale trudny w realizacji. W polsko-niemieckiej komisji zasiadał Władysław Bartoszewski, dekorowany wieloma niemieckimi odznaczeniami, ale rezultatu nie widać. Straszą naziści w polskich obozach koncentracyjnych.

Pasożytnictwo grubokreskowe

Orzeczenie TK z 19 VI 1992 roku nie pozostawia wątpliwości – ujawnienie list TW pełniących funkcje publiczne jest niezgodne z konstytucją. Donosicieli i uwłaszczonej nomenklatury trzeba chronić jak przysłowiowej Arki Przymierza. To podstawa bytu grubokreskowego państwa. Zresztą TK okazał się pożyteczny także w innych sytuacjach, gdy trzeba było łatać dziurę budżetową grabieżą OFE czy udawać sprawiedliwość społeczną, wprowadzając kwotową waloryzację emerytur. To równie groteskowe (ale nie dla rządu PO-PSL) jak popieranie postkomuchów z PSL przez antysystemowe stowarzyszenie Kukiz ’15.

Trudno o lepszy przykład grubokreskowego pojednania, niż spotkanie Lech Wałęsy z Aleksandrem Kwaśniewskim właśnie w Europejskim Centrum Solidarności, z okazji świętowania wyborów kontraktowych w 1992 roku, zwanych „wyborami wolności i demokracji”. Trudno o bardziej spektakularny przykład dorobienia się jak zawłaszczenie ładem medialnym. Komercyjni nadawcy kształtują masową świadomość i wyobraźnię. To biznes nad wyraz opłacalny (wystarczy przejrzeć listę najbogatszych przedsiębiorców), Gorzej z kondycją debaty publicznej i polskiej demokracji.

Dla bezrobotnych kuroniówka, dla biznesmenów transformacyjnych dochody z pośrednictwa w od przedaży zachodnim inwestorom majątku państwowego, dla „prywatyzatorów” łapówki od nabywców „upadających” (popiwek Leszka Balcerowicza) zakładów pracy. Cała reszta jest milczeniem, tak jak wciąż nie odkryte szwajcarskie konta lewicy.

Zarobić na kłamstwie

Zawłaszczanie historii przez opozycję jest równoznaczne z jej zakłamywaniem. Zarówno na jednym, jak i drugim procederze można zarabiać. Ignorując święta państwowe, kwestionuje się historyczną rangę wydarzenia, ale można zarobić parę punktów sondażowych przez swą odrębność, „niezłomność” wśród własnego elektoratu. To też się liczy, gdy nie udaje się sformułować programu działania.

Z bliżej niewyjaśnionych powodów, wymiar sprawiedliwości utajnia nazwiska sprawców przestępstwa. W sytuacji zbrodni komunistycznych jest to wyjątkowa bezczelność i okrucieństwo wobec ofiar. Tak więc, nie dość, że wyroki symboliczne, to jeszcze zaprzaństwo bezkarnie i anonimowo przechodzi do wieczności. A tak, karą byłoby przynajmniej opublikowanie nazwiska komunistycznego oprawcy.

Działalność pewnych placówek naukowych wydaje się jakimś sadomasochizmem historycznym. Za pieniądze podatników powstają opracowania zakłamujące przeszłość. Oprócz państwowej polityki historycznej bujnie rozwija się akademicka antypolska polityka historyczna, przynosząca profity i stopnie naukowe.

Obok polskiej akademii zakłamania rozwija się samorządowa polityka historyczna. Ta w gdańskim wydaniu pokazuje całą nikczemność grubokreskowej rzeczywistości.

Relatywizuje antyludzką ideologię komunistyczną, wybiela zbrodniarzy, proponuje antynarodowe hasła. W końcu pozostawia Westerplatte dzikiej roślinności i śmieciom.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej