Na początku było Rapallo - Andrzej Gelberg

O wojnę powszechną prosimy cię, Panie – modlił się Adam Mickiewicz w „Księgach narodu i pielgrzymstwa polskiego”, a kilkadziesiąt lat później Józef Piłsudski swoje polityczne kalkulacje opierał na realizacji tego marzenia. I stało się – w roku 1914 nasi zaborcy skoczyli sobie do gardeł. Pojawiła się szansa na odzyskanie przez Rzeczpospolitą niepodległości.

Po jednej stronie wojny, później nazwanej „światową”, stanęły państwa „Trójporozumienia”: Wielka Brytania, Francja, Rosja, a także Serbia, Japonia, Włochy(od 1915) i Stany Zjednoczone(od 1917), po drugiej zaś, w ramach „Trójprzymierza”, państwa centralne: Niemcy, Austro-Węgry, Imperium Osmańskie i Bułgaria.

Starcia, niebywale krwawe, trwały ponad cztery lata, ale z polskiej perspektywy warte odnotowania są:

–   klęska wojsk rosyjskich w starciu z Niemcami pod Tanennbergiem. Wojskami niemieckimi dowodził tam marszałek Hindenburg(późniejszy prezydent Republiki Weimarskiej), a sama bitwa miała miejsce nieopodal wioski Grunwald, gdzie pięć wieków wcześniej Polacy pod wodzą Władysława Jagiełły odnieśli wspaniałe zwycięstwo, co propaganda kaiserowskiej Rzeszy okrzyknęła swoistym rewanżem;

–   zorganizowanie przez Niemców podróży (pod specjalnym nadzorem) pociągu z Szwajcarii do Petersburga dla Włodzimierza Lenina i jego towarzyszy, co miało istotny wpływ na przebieg Rewolucji Październikowej i przejęcie władzy przez bolszewików, a kilka miesięcy później – na decyzję o wycofaniu się Rosji bolszewickiej z wojny(traktat w Brześciu Litewskim), co w Paryżu i Londynie zostało uznane co najmniej za brak sojuszniczej lojalności;

–   przystąpienie Stanów Zjednoczonych do wojny po stronie Ententy, – przesadziło to o klęsce Niemiec i bezwarunkowej kapitulacji tego kraju.

Konferencja w Wersalu

Konferencja pokojowa w Wersalu trwała rok – od 18 stycznia 1919 do 21 stycznia 1920 – wzięło w niej udział 27 państw. Nie zaproszono na nią państw pokonanych, z którymi podpisano jedynie traktaty pokojowe. Nie zaproszono również nielojalnego alianta ze wschodu: ani przedstawiciela rządu bolszewickiego, ani przedstawiciela „białej Rosji”. Podjęto tam wiele decyzji organizujących po wojnie funkcjonowanie politycznej Europy. Na mapie naszego kontynentu pojawiło się wiele nowych państw, zmieniły się również znacząco granice międzypaństwowe.

Najwyższą cenę musiały zapłacić pokonane Niemcy, które uznano za głównego agresora. A cena była ogromna: straty terytorialne na rzecz Francji (Alzacja i Lotaryngia), na rzecz Belgii (Eupen i Malmedy), na rzecz Danii (część terytorium Szlezwiku), utrata kolonii w Afryce, które przeszły pod opiekę Ligi Narodów, demilitaryzacja Nadrenii. Ale również traktat wersalski zobowiązywał Niemcy do wypłacenia kontrybucji wojennej w wysokości 132 mld marek w złocie, co było ogromną kwotą.

Co więcej, w obawie przed recydywą, narzucono Niemcom ograniczenia dotyczące wielkości armii i niektórych rodzajów uzbrojenia: wojsko mogło liczyć maksimum 100 tysięcy żołnierzy i oficerów, ograniczono im wielkość marynarki wojennej, z której kategorycznie wyłączono flotę podwodną, zabroniono posiadania i produkcji czołgów i niektórych typów samolotów.

Jak już wspomniałem, Niemcy podpisały bezwarunkową kapitulację i nie miały nic do powiedzenia na taki dyktat. Warto w tym miejscy dodać, że w trakcie trwania Konferencji nie byli już cesarstwem tylko demokratyczną Republiką Weimarską – ostatni cesarz Wilhelm II Hohenzollern abdykował bowiem 9 listopada 1918 r.

Warto też dodać, że po zakończeniu wojny, w rzuconych na kolana Niemczech bardzo zaktywizowały się tzw. grupy rewolucyjne, w tym zapatrzeni w bolszewicką Rosję zagorzali komuniści. Na rozruchy, które udało się im zainicjować w kilku miastach, z wielką nadzieją patrzył Lenin, licząc na ogólnoświatową rewolucję. Nic z tego nie wyszło, wojsko, wykonując rozkaz rządu, przywróciło porządek, zginęło kilkuset demonstrantów, w tym czołowi komunistyczni przywódcy – Róża Luksemburg i Karol Liebknecht.

Wydawało się, że władze w Berlinie, uważały nie bez racji, że miały w roku 1918 do czynienia z próbą eksportu rewolucji rosyjskiej na terytorium Niemiec. A gdy dwa lata później armia bolszewicka pod wodzą Tuchaczewskiego zbliżała się do Warszawy z jasną deklaracją – „Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze” i „na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym” – to zwycięstwo Polaków nad Wisłą przyjęto z ulgą.

I że zrodziło się tam przekonanie, iż do relacji z bolszewicką Rosją należy podchodzić z najwyższą ostrożnością. Szybko przekonaliśmy się, że nic takiego się nie stało.

Rapallo

W kwietniu 1921 r. odbyła się w Genui europejska konferencja gospodarcza, na którą zaproszono pragnącą wyjść z izolacji Rosję Sowiecką. Przy tej okazji – z inicjatywy strony rosyjskiej – doszło w nieodległej turystycznej miejscowości Rapallo do podpisania bilateralnej umowy z Niemcami. Treść umowy nie budziła kontrowersji. Obie strony oświadczały, że rezygnują z jakichkolwiek roszczeń z tytułu poniesionych kosztów i strat wojennych w latach 1914-1918, zobowiązywały się do uregulowania kontrowersji we wzajemnych stosunkach i deklarowały przywrócenie stosunków dyplomatycznych i konsularnych. Pod umową widnieją podpisy ówczesnych ministrów spraw zagranicznych – Gieorgija Cziczerina i Walthera Rathenaua.

Ale za tą niewinnie brzmiącą umową kryje się coś, co dobrze określa sposób uprawiania polityki zagranicznej przez Rosję. Otóż z inicjatywy strony sowieckiej doszło do rozmów przedstawicieli Reichswery i Armii Czerwonej i podpisania tajnej klauzuli, w której Niemcy zobowiązywały się dostarczać Sowietom broń i amunicję, a także pomóc w rozbudowie przemysłu zbrojeniowego, a w zamian strona rosyjska miała udostępnić poligony nad Wołgą i Kamą, na których Niemcy mogliby testować te rodzaje uzbrojenia (czołgi, samoloty), których posiadanie zabraniał im traktat wersalski. Te działania okryte były tajemnicą, ale żeby dać smaczny kąsek opinii publicznej, uzgodnienia przewidywały również, że w wyższych szkołach wojennych – niemieckiej i rosyjskiej – wykładowcami zostaną niemieccy i rosyjscy generałowie. I tak do Berlina pojechał Michał Tuchaczewski, który dwa lata wcześniej chciał za pomocą rosyjskich bagnetów „instalować” w Niemczech komunę, a także Hieronim Uborewicz i August Kork – obaj również zasłużeni w wojnie polsko-rosyjskiej roku 1920. Z kolei do Moskwy udali się Walther von Brauchitach, Wilhelm List i – uwaga! – Heintz Guderian, który kilkanaście lat później omal nie zdobył Moskwy.

Umowa rosyjsko-niemiecka funkcjonowała z powodzeniem do roku 1933. Zerwał ją, po dojściu do władzy, Adolf Hitler. Nie było w tym nic dziwnego, wszak w „Mein kampf” autor przekonywał, że zakałą świata są Żydzi i komuniści.

Zaskakujący gambit Hitlera?

Czy były elementy wspólne w systemach politycznych III Rzeszy i Związku Sowieckiego? Oczywiście tak, chociaż nie czas i miejsce, żeby dokonywać egzegezy tego problemu. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na jeden drobiazg: oba kraje odnosiły się z ogromną wrogością do traktatu wersalskiego. Że nienawidziły go Niemcy, jest poniekąd zrozumiałe. Kara, jaką wymierzyli im zwycięzcy, była bardzo surowa i bolesna, przez większość Niemców uznana za niesprawiedliwą. To poczucie krzywdy w niemałym stopniu wyniosło Hitlera do władzy. Ale Rosja Sowiecka? Owszem, skurczyło się trochę jej terytorium, ale przecież nie na skutek dyktatu wersalskiego, tylko oddolnych działań narodów, które chciały wybić się na niepodległość, a wcześniej były pod butem rosyjskim.

Myślę, że przyczyna tkwiła w urażonej dumie rosyjskiej. Rosja, wszystko jedno czy „biała” czy „czerwona”, miała od wieków ambicje mocarstwowe. A tu, kiedy w Wersalu decydowano o nowym porządku europejskim, nie została nawet zaproszona do stołu. Wydaje się, że to drobiazg, ale ja bym urażonej rosyjskiej dumy nie lekceważył.

Wróćmy jednak do Hitlera. Jego sześcioletnia aktywność na arenie europejskiej zaowocowała zajęciem zdemilitaryzowanej Nadrenii, zerwaniem traktatu wersalskiego, rozbudową niemieckiej machiny wojennej, Anschlussem Austrii, konferencją Monachijską i zajęciem Czechosłowacji. W swoich licznych wystąpieniach nie ukrywał swojej wrogości do komunizmu, a mówiąc o stworzeniu nowej przestrzeni życiowej dla Niemców – spoglądał na wschód. W pewnym momencie zaproponował Polsce wspólną krucjatę przeciwko Rosji Sowieckiej, a kiedy spotkał się z odmową, zażądał od nas „korytarza” i zmiany statusu Gdańska. Gdy usłyszał również „nie” – zapachniało wojną. Ponieważ było już dla wszystkich jasne, ze z Hitlerem nie ma żartów, a Polska nie zachowa się jak Czechosłowacja, spolegliwe dotąd europejskie mocarstwa – Francja i Wielka Brytania – podjęły próbę stworzenia skutecznej zapory przed ekspansywnymi działaniami Hitlera w postaci koalicji, w której byłaby również Rosja Sowiecka.

W sierpniu 1939 pojawiły się w Moskwie delegacje wojskowe – ze strony Wielkiej Brytanii: admirał Drax, marszałek lotnictwa Burnett, dowódca wojsk lądowych gen. Heywood, a ze strony francuskiej: dowódca wojsk lądowych gen. Doumenc, dowódca wojsk lotniczych gen. Valin i dowódca marynarki wojennej admirał Villaune. Trudno sobie wyobrazić bardziej reprezentatywną i kompetentną reprezentację potencjalnych aliantów, ale prowadzący ze strony gospodarzy obrady marszałek Woroszyłow nie był usatysfakcjonowany. Domagał się upoważnień na piśmie premierów rządu francuskiego i brytyjskiego dla goszczonej w Moskwie delegacji generałów. Gdy po kilku dniach dotarły takie upoważnienia, zaczął domagać się wyrażonej na piśmie zgody polskiego rządu na przepuszczenie sowieckich dywizji przez nasze terytorium, żeby Armia Czerwona mogła się zetrzeć z niemieckim agresorem. Trochę to trwało, zanim przyszła spodziewana odpowiedź z Warszawy, że takiej zgody nie ma i nie będzie. Woroszyłow przeciągał obrady, nie chciał dyskutować o meritum, wyraźnie grał na zwłokę. Generałowie zachodni zachodzili w głowę, o co tu naprawdę chodzi. 23 sierpnia zupa się wylała, gdy radio moskiewskie podało informację, że wylądował samolot z ministrem spraw zagranicznych III Rzeszy – Joachimem Ribbentropem.

Jeszcze tego samego dnia oba państwa podpisały pakt o nieagresji. Generałowie brytyjscy i francuscy wyszli na durniów i chyłkiem opuścili Moskwę. Dwa dni później Wielka Brytania podpisała z Polską układ wojskowy, który zapobiegł wybuchowi wojny dnia następnego, bo Hitler chwilowo się wystraszył. Ale po kilku dniach ochłonął i ponowił rozkaz ataku na Polskę. Wyznaczył datę – 1 września.

Gdy 17 września Armia Czerwona przekraczała wschodnie granice Rzeczpospolitej, nikt nie chciał wierzyć – ani udający się do Rumunii Prezydent RP, rząd, Naczelny Wódz – że pakt o nieagresji był tylko „przykrywką”, że tak naprawdę chodziło o „tajny aneks”, w którym zdecydowano o podziale wpływów w tej części Europy i o CZWARTY ROZBIÓR POLSKI (taka terminologia z nieznanych powodów nie jest używana w III RP). Przez całą II wojnę światową Sowieci temu zaprzeczali, ale gdy wojska amerykańskie zdobyły archiwa MSZ III Rzeszy – odnalazła się kopia „tajnego aneksu” z mapką uzgodnionego podziału Polski.

Marszałek Józef Piłsudski zostawił przed śmiercią swoim współpracownikom taką dyrektywę: starajcie się utrzymywać dobre stosunki z Niemcami i Rosją, ale nade wszystko mają one być lepsze niż bilateralne stosunki między tymi państwami.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej