Upadek z brexitem w tle

Od poniedziałku nie obraduje brytyjski parlament. Jego prace zostały zawieszone do połowy października. Działania Borisa Johnsona doprowadziły do rozpadu rządu i podziałów w Partii Konserwatywnej, do kłótni z bratem – do ub. tygodnia wiceministrem edukacji i… wniosku o przesunięcie brexitu na koniec stycznia przyszłego roku. Na co raczej nie zgodzi się Bruksela.

W pierwszym tygodniu września w brytyjskiej polityce wydarzyło się tyle, ile nie działo się w ostatniej dekadzie. Dysponujący większością w Izbie Gmin torysi nagle stali się znaczną mniejszością. Najpierw 3 września z klubu demonstracyjnie odszedł Philip Lee podczas obrad parlamentu przesiadł się do ław opozycji. Niedługo później Boris Johnosn, szef Partii Konserwatywnej i premier Zjednoczonego Królestwa wyrzucił kolejnych 21 posłów. Poszło o wniosek Johnsona o zablokowanie prac parlamentu, na który zgodziła się królowa Elżbieta II. Miało to zapobiec dyskusjom dotyczącym brexitu – jeszcze wtedy planowanego na 31 października.

Johnosn buńczucznie mówił wówczas, że "prędzej wyzionie ducha, niż zgodzi się na opóźnienie wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE”.

Niedługo później opuszczenie rządu i wycofanie się z polityki zapowiedział Jo Johnosn, prywatnie brat premiera a od wielu kadencji wiceminister oświaty w Wielkiej Brytanii.

- Jestem rozdarty między lojalnością a interesem narodowym – tłumaczył mediom. ” Jo Johnson odchodzi z polityki z powodu sposobu sprawowania urzędu przez Borisa.

Brytyjski rząd poinformował, że prace parlamentu zostaną zawieszone po zakończeniu dzisiejszych obrad. Zawieszenie potrwa do 14 października. Rzecznik premiera Borisa Johnsona zapewnił, że gabinet nie będzie dążył do przedłużenia tego okresu.

Ze stanowiska zrezygnowała także brytyjska minister pracy i emerytur Amber Rudd opuszczając jednocześnie klub parlamentarny Partii Konserwatywnej. Jej także chodzi o strategię Johnsona ws. brexitu, która zaczęła przynosić wymierne straty i brytyjskiej gospodarce, i jej pozycji na arenie międzynarodowej.

Dzisiaj rezygnację zapowiada gwiazda brytyjskiego parlamentu, John Bercow – speaker Izby Gmin pełniący nieprzerwanie swoją funkcję od 10 lat. Bercow ma ustąpić ze stanowiska 31 października, albo w dniu nowych wyborów parlamentarnych. – Zależy, co będzie wcześniej – mówi.

Elżbieta II zatwierdziła w tym samym czasie ustawę mającą na celu zablokowanie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej bez umowy. Rzecznik Izby Lordów Norman Fowler informuje, że ustawa w tym samym dniu weszła w życie. Co z niej wynika? Otóż rząd będzie musiał prosić Unię Europejską o zmianę terminu brexitu, chyba że podpisze z UE umowę rozwodową – wszystko jedno, czy to będzie ta którą już odrzucił, czy uda mu się wynegocjować nową. Kolejny termin wyjścia z UE to 31 stycznia przyszłego roku.

Problem w tym, że na nową datę nie chcę już zgodzić się Unia Europejska. Szef MSZ Francji Jean-Yves Le Drian uznaje, że choć brytyjska Izba Gmin, występując przeciwko Brexitowi bez umowy z UE, przyjęła propozycję takiego przesunięcia, to brak jest propozycji, które by je uzasadniały. Podobnego zdania mogą być Niemcy – a to te dwa kraje najbardziej angażowały się w rozmowy o brexicie.

Wielką Brytanię może czekać największy w nowożytnej historii kryzys, na który nałożą się kłopoty z gospodarką, kryzys rządowo-parlamentarny i utrata pozycji na arenie międzynarodowej.

pp

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej