BILANS WRZEŚNIOWY? - Rafał Żebrowski

Kiedy będą Państwo czytać ten felieton, pewnie już „kurz opadnie” po obchodach rocznicowych. To daje szansę na niezakłóconą bieżącymi emocjami zadumę, choć dotyczyć ma ona najtragiczniejszego bodaj rozdziału dziejów naszych (i nie tylko). Z pewnością też nie jesteśmy gotowi do zestawienia tytułowego bilansu, w czym walny udział ma uwikłanie w sprawę największych potęg ówczesnego świata, które z zasady bywają wyzute z wszelkich zasad.

Dramat wrześniowy – w przeciwieństwie do wielu narodów – dla Polaków pozostaje wciąż żywy i pewnie długo jeszcze takim pozostanie, wbrew wielbicielom bezosobowego globalizmu i końca historii. Ważkim tego elementem jest skala tragedii, której „odpowiednie słowo” dawali nasi poeci. Poległy w Powstaniu Warszawskim, ów „pocisk-brylant”, Krzysztof Kamil Baczyński napisał: „I byłeś wolny, grobie pokoleń. Las się zabliźnił i piach przywalił. Pługi szły, drogi w wielkim mozole zapominały. // A potem kraju runęło niebo. Tłumy obdarte z serca i ciała, i dymił ogniem każdy kęs chleba, i śmierć się stała. (…) Piasku, to tobie szeptali, leżąc, wracając w ciebie krwi nicią wąską, dzieci, kobiety, chłopi, żołnierze: »Polsko, odezwij się, Polsko«”. Jak w błysku magnezji widzimy w tym cytacie z wiersza „Mazowsze” doświadczenie tamtych pokoleń. Wielka sprawa niepodległości, która nie spadła z nieba, ale została obroniona przed sowiecką nawałą. Wówczas ją zasłonili nasi ojcowie, a właściwie dziadowie. Umyka nieraz naszej uwadze, że stało się to cudem i nie chodzi tu o religijny wymiar zdarzeń, ale „najnormalniejsze” zwycięstwo, które było ponad siły odradzającej się Rzeczpospolitej, ale i kraju tej wielkości w starciu z wrogiem dysponującego taką siłą oraz z racji innych okolicznościach.

Upokorzenie

W 1939 r. cud się nie powtórzył, a świadomość tego była udziałem wszystkich. Tym razem dysproporcję sił zamazała propaganda, ale wielu – w tym sprawujący władzę – zdawali sobie z niej spraw. Nie traktowałbym tego krzepienia woli oporu jako oszustwa, ale tak można mówić z dystansu niemal wieku. Zważmy też na powszechność upokorzenia klęską. Wówczas wydawała się ona bez analogii. Rychło miało okazać się, że armie Hitlera zrobiły, co chciały z potężnymi demokracjami zachodnimi, bynajmniej nie mając nad nimi przewagi (liczebność wojsk i ich wyposażenie). Jednak może jeszcze istotniejszy był osobisty charakter tego upokorzenia. W jakże wielu polskich rodzinach zgoła nic nie opowiadano o własnych przeżyciach, zwłaszcza o ich szczegółach. Mój ojciec na ów temat milczał jak zaklęty, a mój stryj, który miał wiele do wspominania, bo gdyby bronił Westerplatte, to właściwie byłby wszędzie, o doświadczeniach brata ledwie coś bąknął na kilka tygodni przed śmiercią, a jego wspomnienia młodsze pokolenie wydobywało, jak podczas śledztwa dotyczącego spraw wstydliwych. Moja żona wie tylko tyle, że jej rodziciel poszedł na tułaczkę z Warszawy i nie znalazł dla siebie przydziału wojskowego, a po powrocie zdjął buty ze skórą stóp oraz jej przyległościami. Zbigniew Herbert, tylko nieco młodszy od Baczyńskiego, kres dzieciństwa opisuje w słowach: „nad sypkim popiołem gniazda / piosenka bezdomnej piechoty”. W „Pożegnaniu września” pointa też jest jednoznaczna: „wódz podnosił brwi / jak buławę / skandował: ani guzika / śmiały się guziki: / nie damy chłopców / płasko przyszytych do wrzosowisk”.

Wrześniowa klęska

Jakby tego było mało, pozostaje nam w spadku wiedza o zdradzie aliantów, która powinna być straszliwym memento. Czy jednak mowa o niedotrzymaniu litery zapisów traktatów sojuszniczych jest w ogóle odpowiednim ujęciem problemu. Wszak prymitywnie pragmatyczny Albion zaangażował się politycznie po stronie Polski bardzo, ale to bardzo późno, co więcej uczynił to po tym, jak Hitler wobec Becka rozsnuł miraż ni mniej ni więcej, tylko wspólnej wyprawy przeciw sowietom. Równocześnie – co nader symptomatyczne – toczyły się pertraktacje na temat angielskiej pożyczki na dozbrojenie Polski. Jej warunki (spłata w sprzęcie wojennym), wysokość (ok. ¼ postulowanej sumy), wreszcie zwłoka i brak „entuzjazmu”, czyniące owo wsparcie bezprzedmiotowym, dostatecznie obnażają intencje rządu jego królewskiej mości, choć oczywiście jest mnóstwo innych wskazówek. Nie chodziło o żaden układ sojuszniczy, zakładający jakieś partnerstwo. Brytyjczycy wiedzieli, że Polacy muszą walczyć i zapłacą za to niewyobrażalną cenę. Widzieli wojnę w długiej perspektywie i już wówczas zakładali, że w globalnym konflikcie sowieci będą pożądanym sojusznikiem. Jednak niezależnie od świadomości rozbiorowego układu Ribbentrop-Mołotow dążyli do podsycania polskiej determinacji, by – broń Boże – polski opór nie okazał się zbyt słaby. Moralnie było to podżeganie do samobójstwa, co oczywiście wyraża ich nikczemne stanowisko, a nie moją ocenę podjęcia walki przez naszych dziadów, dla czego nie było alternatywy. Wszystkie rozważania o tym, że mieliśmy jakieś inne wyjście uważam za ahistoryczne i niechlujne myślenie. Tym samym współczesny polski rewizjonizm historyczny widzę, jako szkodnictwo, podsycane wizją profitów, czy to w postaci honorariów, czy to renomy pseudointelektualnej. Co ciekawe, tezy stawiane przez przedstawicieli tej „szkoły” stają się coraz dalej idące i ostrzejsze. Zabawne, przypomina to ewolucję poglądów Jan Tomasza Grossa, który zaczynał od pisania o sowieckich zsyłkach w sposób rozsądny.

Czy klęska wrześniowa kładzie na II Rzeczpospolitej piętno wstydu? Z pewnością trudno być ze wszystkiego dumnym. Pan Prezydent np. nazbyt szybko opuścił zamek królewski, z razu przenosząc się do wilii w podwarszawskich Błotach. Opuszczenie kraju przez głównodowodzącego jest hańbą, na którą dodatkowe światło rzuca „ewakuacja” znaczącej części ruchomego Rydzowego majątku na Zachód. Nie wiemy, co chciał uczynić po błyskotliwej skądinąd ucieczce z rumuńskiego internowania, ale pewnie lepiej, że zmarł – zresztą w dość zagadkowych okolicznościach. Natomiast tylko brak rozsądku może skłaniać do oskarżania najwyższych dostojników państwowych o obawę przed niewolą, bo można sobie tylko wyobrażać, co zrobiliby z nimi tacy gentelmani jak Hitler i Stalin. Jedyną alternatywą dla ucieczki były samobójstwa, a przecież opuszczenie kraju i tworzenie jego reprezentacji poza granicami miało kilka ważkich precedensów w czasie I wojny światowej.

Jednak nie te kwestie są najistotniejsze. Na klęskę wrześniową patrzymy zbyt wąsko, głównie przez pryzmat braków sprzętowych armii bądź co najwyżej precyzyjnej diagnozy Piłsudskiego o dwóch stołkach, a siedzących na nich polscy statyści powinni przewidzieć, z którego pierwej spadną. Niestety, nie sprawdziło się przewidywanie Marszałka, że wojna na dwa fronty będzie oznaczać umieranie jego pułkowników na placu Saskim z szablami w rękach, ale – jak wspomniałem – na takie rycerskie scenariusze już miejsca nie było. Natomiast wydaje się oczywiste, że przed II wojną światową społeczeństwo i władze polskie zrobiły wszystko, by kraj do obrony przygotować. Były błędy, a i afer też niemało. Jednak nic nie może unieważnić faktu, że wydatki wojskowe pochłaniały przez większość międzywojnia trzecią część budżetu państwa. Jeśli do tego dodamy jego ¼ przeznaczaną na cele edukacyjne, to uświadomimy sobie, jak gigantyczny był to wysiłek. Tymczasem kraj był biedny, zacofany i zrujnowany. Podnosił się po wielkiej wojnie i zmaganiach o granice oraz bolszewickim najeździe z ogromnym trudem, równocześnie podejmując wiele ważkich programów społecznych (powszechne szkolnictwo, ustawodawstwo pracy itp.). Przez większość lat Niepodległą trawiły ostre kryzysy ekonomiczne i perturbacje walutowe. Polityka gospodarcza naznaczona była licznymi słabościami, w tym brakiem kapitałów. Jedną z konsekwencji tego był etatyzm i wprowadzanie monopoli państwowych, które może i słusznie wyszydzane są dziś jako budowa socjalizmu przez sanację. W tej sytuacji wojny na pełną skalę i tak nie dało się prowadzić wiele dłużej niż przez miesiąc. Tym bardziej, że jaką taką głębię operacyjną, na którą wielu liczyło, pochłonęły przedwojenne aneksje niemieckie za zgodą Zachodu i napaść ze Wschodu.

A jednak Polacy walczyli mężnie, a tam, gdzie ograniczeniu ulegała przewaga techniczna wrogów, również skutecznie. Społeczeństwo, którego spoistość osłabiały konflikty narodowościowe, wyjąwszy Niemców, choć i oni przecież nie wszyscy byli dywersantami, jednoznacznie opowiedziała się za swoim państwem. Przemówienie sejmowe Becka, w którym odrzucił dyktat Niemców, przyjęto wręcz entuzjastycznie. Potem w trakcie spóźnionej mobilizacji nawet tak zrewoltowani obywatele, jak Ukraińcy, w większości zgłaszali się na wezwanie. Już inaczej było wówczas, kiedy gmach Rzeczpospolitej płonął, a jego konstrukcja zaczęła trzeszczeć. Pojawienie się dywersantów i bojówek na wschodzie było wówczas tylko kwestią czasu. Natomiast w pełni sprawdziły się inwestycje w wychowanie młodzieży i przygotowanie społeczeństwa na czas wielkiej próby. Z braku miejsca tylko wspomnieć wypada, że w trudnej przedwrześniowej rzeczywistości udało się wychować najwspanialsze pokolenie Polek i Polaków, którzy wysoko nieśli ogień ojczystej wolności przez potworne okupacyjne noce.

Niezmożony duch

Nadciągał istny koniec świata, którego cywilizowani ludzie nie potrafili przewidzieć, ale jego przeczucie niosły z sobą barbarzyńskie metody prowadzenia wojny i zbrodnie popełniane przez obu najeźdźców, konkurujących w tej dziedzinie ze sobą z niebywałą determinacją. Zagłada Polski była równoznaczna z Zagładą Żydów europejskich, co dopiero miało się okazać, ale właściwie od początku było jasne, że wspaniały, bujny świat, będący na ziemiach państwa polskiego dziełem społeczności żydowskiej, z jego różnorodną kulturą, tak tradycyjną, jak i nowoczesną, będzie więcej niż zagrożony. Właściwie już we wrześniu okazało się, że jedyną zaporą dzielącą Żydów od bezprzykładnego pogromu były piersi polskiego żołnierza, w tym także tego, który chlubił się żydowską tożsamością. Wówczas rozumiała to światowa opinia publiczna, a mimo poważnych „rachunków krzywd” publicyści periodyków żydowskich klęskę naszego kraju przyjmowali z najwyższym niepokojem. Nie udzielając Polsce realnej pomocy militarnej, Zachód stał się współwinnym „epoki pieców” w stopniu nieporównanie większym, niż wszyscy nasi szmalcownicy i antysemici razem wzięci.

Równocześnie tzw. alianci stracili niebywałą okazję rychłego pokonania Hitlera, bo we wrześniu 1939 r. Niemcy nie wytrzymaliby wojny na dwa fronty. Co więcej, Stalin, nim wysłał Czerwoną Armię, by dobiła nasz kraj, wyraźnie zwlekał, denerwując swych brunatnych sojuszników. Jeśliby – wobec zdecydowanej postawy Zachodu – sowieci nie zdecydowali się na wojnę, to Europie oszczędzono by wielu niepowetowanych strat. Przede wszystkim ocalony zostałby świat wartości, które mimo wszystko przetrwały I wojnę światową. Nasza cywilizacja byłaby po prostu inna. W tym kontekście skłonny jestem zaakceptować tezę, że wojna obronna Polski i otwierany przez nią światowy konflikt, były zerwaniem ciągłości, przynajmniej dziejów naszego kraju od jego chrztu w X w. Strat, jakie poniosły jego elity i zakażenia barbarzyństwem, już nie dało się uleczyć.

Jednak to nie może być prawda. Oto po napaści sowieckiej w oblężonej Warszawie zebrali się politycy i wojskowi, by radzić, co począć w tej sytuacji. Wówczas w sztabie gen. Juliusza Rómmla padły słowa haniebne, o tym, że honor nakazuje bić się z Niemcami, więc trzeba traktować sowietów jako sprzymierzeńców. Na to wściekły prezydent Warszawy, Stefan Starzyński wypalił: „Honor to nie kiełbasa, jest niepodzielny! Honor jest tylko jeden!” Uparty włodarz stolicy, jak kilka miesięcy wcześniej minister Beck, rzucił w mroczną przyszłość żagiew, którą podnieść mieli powstańcy getta (1943) i warszawscy (1944).

 

Niezwykłe słowa, niezmożony duch, nieujarzmione miasto, to nie mogło zniknąć bez śladu, jak iskry Boskiego stworzenia zatopione w gnuśnej materii.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej