Wzruszające przemówienie premiera Mateusza Morawieckiego przy grobie ojca

Czy nasza miłość do ciebie jest silniejsza niż śmierć? Tak. Tak wierzyłeś i ja tak wierzę. Twoje czyny, twoje dobro, wszystko co zostawiłeś nam w szerszym i węższym wymiarze jest silniejsze od śmierci. Ziarno, które zasiałeś wydało plon stukrotny. Czerpałeś to ziarno z głębi naszej chrześcijańskiej wiary, naszej europejskiej kultury, tradycji, nauki, Wszystkie twoje czyny, twoje słowa, dobro, które dałeś innym, twoja walka o wolność wydała wielki plon. Ten plon rośnie, pęcznieje, potężnieje. Dlatego nasza miłość, twoja miłość jest silniejsza niż śmierć. Twój ukochany poeta mówił:

A jednak ona, gdziekolwiek dotknęła,

Tło – nie istotę, co na tle – rozdarłszy,

Prócz chwili, w której wzięła, nic nie wzięła – Człek od niej starszy!

Człek od niej starszy, silniejszy, ważniejszy. My, ludzie z naszymi myślami, z naszą wiarą jesteśmy silniejsi od śmierci. Ważniejsi od śmierci. Śmierć nie jest końcem. Jest może dopiero początkiem. Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówił do uczniów: „Nie cieszcie się z tego, że możecie pokonywać duchy, cieszcie się z tego, że wasze imiona są zapisane w niebie”. Co to znaczy? Rdzeń Twojej koncepcji kształtowania rzeczywistości duchowej nazwałeś ONOM z greckiego „imię”. Czy to nie to samo imię, które jest zapisane w niebie, czy to nie ten sam duch ludzki, który jak w „Fides et Ratio” na dwóch skrzydłach – wiary i rozumu – unosi się ku górze, ku kontemplacji prawdy, w poszukiwaniu sensu. Właśnie to poszukiwanie sensu życia i umierania, sensu dobra i zła, cierpienia, przyświecało twojej drodze duchowej, intelektualnej.

Stawiałeś najważniejsze pytania i wzorem swojej wielkiej filozoficznej miłości Simone Weil i wielkich filozofów, szedłeś tą drogą, jednocześnie dochodząc do jakże chrześcijańskiego wniosku, że nasze dusze są ważniejsze od losów poszczególnych ludzi, tu i teraz, że one tworzą inną perspektywę. Poprzez umieranie tworzymy wartość wielkiego ludzkiego ducha, który dąży na tych dwóch skrzydłach ku Bogu. Zbliża się do niego. Dlatego zawsze, kiedy namawiałeś do wiary, to podkreślałeś jednocześnie, żeby nasze wyobrażenie Boga było zawsze inne, wyższe, większe niż to, co jesteśmy sobie dzisiaj w stanie pomyśleć. To dlatego wierzę w to, że jesteś dzisiaj tutaj z nami i że będziesz z nami, kiedy nas już nie będzie, bo będziemy w naszych czynach, w tym dobru, które uczyniliśmy.

Wiara i niepodległość. Właśnie – nie tylko niepodległość, właśnie również wiara. Ojciec wierzył, że człowiek i społeczności, Polacy, możemy wybić się ku wielkości. Sławny wódz mawiał, że już samo dążenie do wielkich celów jest wyrazem największego męstwa. Ojciec właściwie zawsze takie cele miał na uwadze. W mrocznych latach komuny – pełna niepodległość, wolność. Upadek Związku Sowieckiego – w czasie, kiedy mało kto o tym myślał, mało kto w to wierzył. Zjednoczona Europa, z Polską oczywiście, ale również z Litwą, Gruzją, Białorusią, Ukrainą, a w przyszłości również z Rosją. Taka mu się marzyła, od Atlantyku do Pacyfiku. Europa, matka, wszystkiego dobrego, co się na świecie dzisiaj dzieje, dobrobytu, zamożności, matka wielkiej chrześcijańskiej kultury. Taka Europa mu się marzyła, o nią chciał walczyć, do końca swych dniu w taką Europę wierzył.

Stawiając te najważniejsze pytania, jednocześnie poszukiwał sensu, odnajdywał go w dobrych czynach. Dlatego te czyny mają w sobie, choć są skończone jak nasze ludzkie życie według naszych kategorii, mają w sobie rdzeń nieśmiertelności. Jak godzina jest jednocześnie skończona, ale i nieskończona, bo składa się z nieskończonych kawałków czasu. Z ułamków, ułamków sekund. Jak fraktale, które składają się z kolejnych fraktali, tak też Twoje myśli, Twoja wiara jest nieskończona. W Bogu nieskończona.

Jak fraktale, powiedziałem? Po czasie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że organizacja, którą zbudowałeś w latach osiemdziesiątych – Solidarność Walcząca – była zbudowana właśnie jak fraktale. Dlatego może Służba Bezpieczeństwa, mimo rozkazów najwyższych władz PRL nie była w stanie jej rozbić. Mimo rozkazów, które mówiły o zaangażowaniu wszelkich sił i środków w likwidację tej organizacji. Ale historycy, którzy głowią się nad tym: dlaczego Solidarność Walcząca była organizacją, najmniej spenetrowaną przez agenturę, czasami pomijają jeden czynnik, bo on jest trudny do wychwycenia. To jest lojalność. Lojalność setek tysięcy działaczy, ludzi Solidarności, Solidarności Walczącej. Lojalność wobec Ojca, wprost proporcjonalna do wiary, jaką on miał, w ludziach.

Ojciec był wielkim wojownikiem wolności. Jestem pewien, że gdyby urodził się kilkanaście lat wcześniej i przyszło mu żyć w strasznych latach II wojny światowej, jako młodzieńcowi, byłby pierwszy na barykadach Powstania Warszawskiego i jeśliby miał szczęście przeżyć, wychodziłby kanałami z ostatnią drużyną. Żył według wartości, w które wierzył.

A kiedy nadeszły nowe czasy, kiedy dawny tyran zmienił ideologię, przeoblekł się w nowe szaty, kiedy trubadurzy nowego systemu potrafili skutecznie tumanić i mamić, on był jednym z nielicznych, którzy byli głosem wołającego na puszczy, głosem przestrogi, głosem poszukiwania nowej lepszej Polski, nowego lepszego systemu, nowego lepszego ustroju.

W swojej inauguracyjnej mowie, cztery lata temu, pytałeś: „Czy zdołamy poprawić dolę mieszkańców kraju? Czy wyrwiemy biednych z biedy? Czy zdolnym i ambitnym damy przestrzeń do rozwoju, do spełniania ich aspiracji? Czy przywrócimy cześć ludziom Solidarności?”. Tak, Drogi, może jeszcze nie wszystko, ale wiele zrobiliśmy, zrobiliśmy duży postęp na drodze do tej umiłowanej, ukochanej Solidarnej Rzeczpospolitej. Twojej Rzeczpospolitej.

Patrząc na Ojczyznę po uzyskaniu niepodległości, widziałeś jej wielkie deficyty. Do starego, tradycyjnego podziału władz, według Monteskiusza, radziłeś dodać władzę pieniądza, wielkich korporacji i władzę mediów, które kreują, ale też często manipulują rzeczywistością. O te korporacje sprzeczałem się z Tobą często, ale myślę, że miałeś rację.

Kornelówka, Pęgów miejsce konspiracji, kuźnia kadr, miejsce spotkań setek, tysięcy ludzi. Miejsce dla wszystkich, którzy pragnęli porozmawiać. Jednocześnie miejsce, w którym rodziła się Solidarność, później Solidarność Walcząca. Miejsce otwarte, takie jakim ty byłeś dla wszystkich ludzi. Patrząc na tę dzisiejszą, współczesną rzeczywistość, miałeś jeszcze jedno wielkie pragnienie – pragnienie jedności. Pragnienie pojednania. Chciałeś, żeby w najważniejszych sprawach Polacy potrafili ze sobą rozmawiać, lepiej niż do tej pory. Chciałeś, żeby ten duch jedności chciałeś, żeby przyświecał naszym marzeniom, naszym działaniom. Zostawiłeś nas z tym zadaniem.

Powiedziałem o ojcu jako o myślicielu, o jego działalności na rzecz wolności. Chciałem jeszcze kilka zdań powiedzieć o nim, o człowieku, o ojcu. Był wrażliwy na krzywdę ludzką, na słabszego, pokrzywdzonego. Do naszego ciasnego mieszkania we Wrocławiu ściągał biednych, żeby ich nakarmić. Pijanych, żeby wytrzeźwieli, pokrzywdzonych łaknących pociechy Nigdy nie przeszedł obok leżącego człowieka, bez zwrócenia na niego uwagi, bez zajęcia się nim. Przez takie myśli i takie czyny wobec bliźniego, wyrażał swoją miłość do Boga, do człowieka, do Polski. Taki był i tę wrażliwość zaszczepiał również w swoich dzieciach, przyjaciołach. To był kręgosłup jego Rzeczpospolitej Solidarnej.

Razem z mamą czytał mi „Trylogię”, zanim sam nauczyłem się czytać. Uczył mnie grać w szachy, zanim się sam nauczyłem liczyć. Uczył mnie, czym jest Polska, uczył lekcji patriotyzmu. Dziękuję Bogu za to, że miałem, że mam takiego ojca.. Ale nie umarłeś cały. Tak jak powiedziałem, wielkie czyny, wielkie dzieła. Wielkie przez to, że dotyczą każdego najmniejszego człowieka, dają mu dobro, mogą przetrwać ponad czasem. Nie pomnę ulotności o kruchości naszego życia.

Nic ciemność. Przez nią przepłyniem,

a ręce na niej-promień

w błogosławionym czynie"

Płaczemy po tobie mój kochany. Płaczą po tobie modrzewie i lipy, które sadziłeś, płaczą sady, które grodziłeś, płaczą pszczoły, które karmiłeś, płaczą księgi, które czytałeś. Płaczemy my. Ale w tych łzach, tak jak tego pragnąłeś, niesiemy dalej Polskę. Jak żagiew, jak płomienie. Niesiemy ją ku przyszłości. Ku nowym obszarom, nowym epokom, nowym wyzwaniom. Polskę wolną i czystą jak łza. Polskę prawą i sprawiedliwą. Na pożytek nam i przyszłym pokoleniom. Na chwałę Bogu.

Fot. Janusz Wolniak

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej