Półmrok nad Tamizą - Paweł Pietkun

Wielka Brytania wchodzi w okres największego od czasów II wojny światowej kryzysu. Krajowe organizacje producentów biją na alarm w sprawie pracowników sezonowych, w aptekach zaczyna brakować leków, a rządząca Partia Konserwatywna traci nie tylko pozycję w Izbie Gmin, ale także wiarygodność w oczach samych Brytyjczyków. A brytyjskiemu premierowi całkiem poważnie grozi więzienie. Brexit, który miał nastąpić 31 października, być może znów zostanie przesunięty.

Niedawny program telewizyjnej stacji ITV News wstrząsnął Brytyjczykami. Ujawnił bowiem marnotrawstwo dziesiątków ton żywności spowodowane rządowym ograniczeniem zatrudniania sezonowych pracowników z krajów Unii Europejskiej oraz zbliżającym się brexitem i odpływem niebrytyjskich pracowników z Wysp.

– Poprawa warunków pracy we własnych krajach, spadek wartości funta oraz ograniczenia na zatrudnienie jedynie 2, 5 tys. pracowników z krajów Unii Europejskiej już spowodowały wyrzucenie ton żywności – podsumowuje telewizja. – A będzie jeszcze gorzej, bo nie będzie komu pracować przy zbiorze płodów rolnych. National Farmers Union, organizacja zrzeszająca producentów rolnych w Wielkiej Brytanii, wzywa rząd do natychmiastowego wycofania się z wszelkich ograniczeń dotyczących pracowników sezonowych, bo duże i średnie gospodarstwa rolne opierają swoje istnienie na 75 tysiącach pracowników sezonowych. Ogłoszono dane, z których wynika, że do końca sierpnia tylko w Anglii i Walii nie było obsadzonych ponad 3600 miejsc pracy w gospodarstwach rolnych, co daje 10-procentowy niedobór. W sierpniu niedobór ten wyniósł już ponad 17 proc. zaś od października ponad połowa stanowisk na farmach będzie bez pracowników. Tak duży niedobór oznacza gigantyczne problemy z żywnością, której już tej zimy może zabraknąć. – Ceny żywności mogą wzrosnąć do poziomu z czasów wojny – uprzedzają eksperci.

Stewart za burtą

Ta niepewność – nie tylko w odniesieniu do branży żywnościowej – dość mocno komplikuje prace nad przyszłorocznym budżetem Królestwa. Projekt budżetu jest, ale na razie minister finansów nie chce go przedstawić Izbie Gmin. Brytyjski minister finansów Sajid Javid musiał przygotować kilka wariantów budżetu – zakładający brexit, kolejne odroczenie jego terminu, a także pozostanie w Unii Europejskiej i konieczność przeprowadzenia przedterminowych wyborów parlamentarnych. To dlatego Javid deklaruje, że o projekcie budżetu będzie mówił po 31 października, nie wcześniej – bowiem wtedy będzie już wiadomo, czy brexit się odbył, czy nie, a jeżeli nie, to z jakiego powodu.

Jednak to nie jedyny problem, bo jeśli jakikolwiek budżet zostanie przedstawiony w Izbie Gmin, może on zostać odrzucony – przynajmniej od miesiąca rząd Borisa Johnsona nie ma już większości w parlamencie. Kilka głośnych nazwisk z rządu odeszło z trzaśnięciem drzwiami, niektórzy opuścili również Partię Konserwatywną, co w kilku przypadkach Boris Johnosn zniósł bardzo źle. Szeregi torysów opuścił niedawno popularny Rory Stewart, były kandydat na lidera Partii Konserwatywnej, a w rządzie Theresy May minister ds. rozwoju międzynarodowego. Na początku października oświadczył, że nie wystartuje w najbliższych wyborach parlamentarnych i odchodzi z ugrupowania. Wcześniej Johnson wyrzucił Stewarta (razem z dwudziestoma innymi kolegami partyjnymi) z klubu parlamentarnego za głosowanie za ustawą zmuszającą rząd do zwrócenia się do Unii Europejskiej z prośbą o przesunięcie terminu rozwodu Londynu z Brukselą.

Rozdarty między rodziną a dobrem narodu

Boleśniejszą dla Borisa Johnsona woltę wykonał Jo Johsnon, minister ds. uniwersytetów, nauki, badań i innowacji, również członek Partii Konserwatywnej, a prywatnie brat brytyjskiego premiera. Jo Johnson w milczeniu złożył dymisję przy Downing Street i oddał legitymację partyjną. Zaskakujące odejście wyjaśnił krótkim, choć wiele mówiącym komunikatem: „To był dla mnie zaszczyt reprezentować Orpington (okręg, z którego został wybrany do Izby Gmin – przyp. red.) przez dziewięć lat i służyć jako minister pod kierunkiem trzech premierów. W ostatnich tygodniach byłem jednak rozdarty między lojalnością wobec rodziny a interesem narodowym – to jest napięcie nie do pogodzenia i przyszedł czas, aby inni przejęli moje obowiązki jako deputowanego i ministra”. Napisał to, niedługo później deklarując także odejście z polityki w ogóle. Boris Johnson nie odpowiedział – zamiast niego zrobił to rzecznik urzędu, który jeszcze tego samego dnia napisał: „Jo Johnson był błyskotliwym i utalentowanym deputowanym oraz fantastycznym ministrem. Premier, zarówno jako polityk, jak i brat rozumie, że ta decyzja nie była dla Jo łatwa”.

Dla konserwatywnego, choć uwielbiającego rodzinne skandale u szczytów władzy społeczeństwa brytyjskiego, przez wiele dni było to wydarzenie ważniejsze niż wieści dobiegające z Pałacu Buckingham.

Sąd nad premierem

Jednak to nie jedyny problem Borisa Johnsona, który na wszystkie świętości przysięgał, że do 31 października wyprowadzi swój kraj z Unii Europejskiej. Oto brytyjski Sąd Najwyższy zbadał wniosek Borisa Johnsona o pięciotygodniowe zawieszenie prac parlamentu z końca sierpnia, o co premier prosił królową i na co Elżbieta II się zgodziła. Sąd uznał, że premier złamał prawo, okłamał królową, a zawieszenie prac Izby Gmin było nieważne i bezskuteczne, więc posłowie powinni zebrać się jak najszybciej. Izba Gmin wznowiła obrady następnego dnia.Johnsonowi z końcem kadencji grozi kolejne postępowanie sądowe, tym razem z poważnymi karnymi zarzutami.

Prace parlamentu zostaną zawieszone raz jeszcze – tym razem w związku z przygotowaniami do mowy tronowej (Queen’s Speach), wygłaszanej co roku przez urzędującego premiera. Ma on przedstawić założenia przyszłorocznej polityki rządu oraz zreferować sytuację finansów państwa. Brytyjczykom nie najlepiej idą również negocjacje z Unią Europejską, której warunkiem zgodnego rozstania jest uregulowanie kwestii granicy między należącą do UE Irlandią a Irlandią Północną, stanowiącą część Zjednoczonego Królestwa. W latach 70. i 80. XX wieku z powodu konfliktu o Irlandię Północną oraz granicę między dwoma państwami – Wyspy Brytyjskie stały się areną brutalnych i krwawych ataków terrorystów z IRA. Wojnę zakończono Porozumieniem Wielkopiątkowym, zgodnie z którym likwidowano twardą granicę między Irlandią i północną częścią wyspy, zniesiono kontrole graniczne i cła. Porozumienie zakończyło wojnę, a przystąpienie obu krajów do Unii Europejskiej jeszcze korzystniej wpłynęło na zakończenie konfliktu.

Brexit oznacza jednak odbudowanie granicy i powrót Irlandczyków do marzenia o zjednoczeniu całej wyspy.

Unia Europejska: A więc brexit!

UE zaproponowała rozwiązanie polegające na faktycznym pozostawieniu otwartych granic między obiema częściami wyspy, na co nie chcieli i nie chcą zgodzić się Brytyjczycy. W piątek rząd brytyjski zaproponował swoje rozwiązanie: Irlandia Północna byłaby częścią strefy regulacyjnej obejmującej całą wyspę Irlandię i dotyczącej wszystkich produktów. W takim wypadku obrót towarami między Irlandią Północną a pozostałą częścią Zjednoczonego Królestwa będzie podlegał kontrolom, czyli na Morzu Irlandzkim powstanie granica regulacyjna. A ponieważ Irlandia Północna byłaby objęta regulacjami, na które nie będzie miała wpływu – tzn. unijnymi – tamtejsze Zgromadzenie Parlamentarne przed końcem okresu przejściowego, czyli przed 31 grudnia 2020 r., będzie musiało wyrazić zgodę na to rozwiązanie, a następnie odnawiać ją co cztery lata.

Irlandia Północna pozostanie jednak częścią brytyjskiego reżimu celnego, co oznacza, że wraz z końcem okresu przejściowego powstanie granica celna między Irlandią Północną a Irlandią. Jednak jej przekraczanie będzie się odbywało na podstawie maksymalnie uproszczonej procedury, tzn. nie będzie kontroli na samej granicy, ani nie będzie trzeba budować na niej żadnej fizycznej infrastruktury.

Niezależnie od tego Londyn będzie również prosił o przedłużenie brexitu o kolejne trzy miesiące – do stycznia nowego roku, co da obu stronom czas na wypracowanie porozumienia. Problem w tym, że Michael Barnier, negocjator ds. brexitu ze strony Unii uznaje negocjacje za zakończone od momentu przedstawienia projektu porozumienia rządowi Theresy May i głosowania go w Izbie Gmin. I nowego nie przewiduje.

 

Mimo wielokrotnych prób Izba Gmin za każdym razem odrzucała porozumienie, co doprowadziło do niedawnego kryzysu rządowego na Wyspach Brytyjskich i w konsekwencji powołania nowego premiera – Borisa Johnsona. Ten zapowiada, że rozmawiać i negocjować może, ale Londyn Unię opuści 31 października z umową, czy bez.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej