POLSKI SKARB NA PROGU NIEPODLEGŁOŚCI - Rafał Żebrowski

Kiedy się myśli o naszej wciąż niepewnej nawet dziś wolności, najczęściej uchem łowimy szum husarskich skrzydeł i okrzyki gardzących śmiercią szwoleżerów; widzimy wąsate twarze męczenników sybirskich, a Stwórca wszechrzeczy uśmiecha się łagodnie i podsuwa Stanisławowi Wyspiańskiemu natchnienie. I oto Poeta, bo jakże by inaczej, dochodzi do prawdy, odpowiadając Pannie Młodej na pytanie: „Kaz ta Polska?” Zapewne tam, gdzie jej bohaterowie świadczą krwią o jej wielkości. Wiem, nie w modzie takie słowa, ale tym nie będę się przejmował, zwłaszcza w obecnym felietonie

Jego bohater bez wątpienia należy do panteonu rycerzy narodowych i… całkowicie zda się do tej roli nie pasować. Poległ śmiercią żołnierską. Konał samotnie na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie, mając niespełna 14 lat, a do kolejnych urodzin pozostawał mu jeszcze tydzień (lub 8 dni, zależy jak liczyć). Był bardzo drobnym chłopcem, choć zwinnym i wysportowanym, ale wszyscy świadkowie twierdzą, iż nie wyglądał na ucznia IV gimnazjalnej klasy. Jego ciało odnalazł nazajutrz ojczym i był poruszony spokojem twarzyczki, która zdawała się wyrażać jakieś natchnienie. A że i tak będę brany za czułostkowego melancholika, ze skłonnościami do przesadnej emfazy, to skorzystam na wstępie z okazji i dodam, że ojczyma, dr. Romana Zagórskiego, znakomitego psychiatrę, poniosły emocje. Nasz bohater, z twarzyczką dziecinną, krótko przy skórze ostrzyżony, w harcerskiej bluzie, wykrwawiał się powoli, po wycofaniu się towarzyszy broni, przykryty jeno płaszczem żołnierskim, zapadał więc w odrętwienie i wszechogarniającą senność – stąd wyraz jego oblicza przed zgonem.

Symbol obrony Lwowa

Jurek Bitshan, bo o nim tu mowa, był w okresie II Rzeczpospolitej symbolem nie tylko Lwowa, w obronie którego poległ, czy walczących o ten gród krasowy Orląt, ale i zmagań o granice odradzającego się państwa, a wreszcie i ofiarnego czynu niepodległościowego. Poświęcano mu pieśni i wiersze, z których kilka należy do najznakomitszych przykładów patriotyków polskich. Włóczono go po licznych czytankach i nowelach przykładnych, które choć literackich zalet nie miały, ale przemawiały do wyobraźni – zwłaszcza młodych. Aż trudno uwierzyć, że czerwonym władcom PRL udało się go wypchnąć z pamięci zbiorowej, ale w tej dziedzinie niejedną wartość udało się rewindykować w ostatnich latach, więc i nań czas najwyższy przychodzi. Myślicie, że za późno; że to już estetyka obca dzisiejszym młokosom. Hola, czy nie za szybko wydajecie sądy. Tak dynamicznie zmienia się nasz świat, więc wszystko możliwe, a zarazem wartości i związane z nimi potrzeby są trwalsze niż w swej małostkowości przypuszczamy.

Noc październikowa 1918

Najsławniejsze lwowskie orlątko wcale nie było rodem z nadpełtwiańskiego grodu. Urodził się bowiem w Piaskach, dzisiejszej dzielnicy Czeladzi, w 1904 r. Ojciec, Henryk Paweł Bitschan pochodził z Warszawy. Był urzędnikiem jednej z zagłębiowskich kopalń. Zmarł młodo. Znacznie ważniejsza była dla przyszłego „herosa” matka, Aleksandra Radzimińska, bardziej znana jako Zagórska, która przyszła na świat w Lublinie w 1884 r. Jeszcze w czasach szkolnych działała w PPS. Na krótko przed powiciem pierworodnego wstąpiła na studia w UJ, oczywiście na chemię. Ktoś wszak musiał robić bomby licznie serwowane w zamachach carskim zaborcom. Nb. już w 1905 r. w konspiracyjnym laboratorium uległa silnemu zatruciu oparami piorunianu rtęci. W 1911 r. jako wdowa osiadła z synkiem we Lwowie, więc malec niemal w połowie swojego życia został obywatelem miasta, którego dewizą było Semprer Fidelis. Niedługo później jego matkę poślubił Roman Zagórski, lekarz szpitala dla umysłowo chorych w podlwowskim Kulparkowie, rozwiedziony z Józefiną Rogosz w 1904 r. Przysposobiony w ten sposób „dziadek” Adam już nie żył, ale z pewnością chłopcu opowiadano o jego udziale w powstaniu 1863 r. Nowym „stryjem” został Adam Zagórski, literat i kierownik artystyczny teatrów. Los więc zafundował Jurkowi warunki do rozwoju silnej wrażliwości o wyraźnym zabarwieniu patriotycznym.

Chłopiec był dobrym uczniem. Zdradzał żywe skłonności na nauk przyrodniczych, ciesząc się uznaniem surowych preceptorów galicyjskich. Działał też w harcerstwie. Tymczasem przez Lwów przetaczały się burze dziejowe: najpierw gorączka przygotowań młodzieży, różnych zresztą orientacji politycznych, do przyszłej walki o niepodległość oraz liczne patriotyczne uroczystości, jak również imprezy samokształceniowe, z wykładami Szymona Askenazego będącego wówczas bożyszczem młodych wymarsze legionowej braci do punktów koncentracji w Zachodniej Galicji; okupacja rosyjska i odbicie Lwowa przez Państwa Centralne… I tak nadeszła ostatnia noc październikowa 1918 r. Kiedy lwowianie się przecknęli następnego dnia rano z zaskoczeniem skonstatowali, że nie są w swym mieście, lecz w stolicy Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, a większość ludności miasta stanowili Polacy, co więcej nawet udział Żydów pośród jego mieszkańców był zdecydowanie większy niż Ukraińców, którzy dopiero w okolicznych wsiach dominowali, choć nie we wszystkich (np. Rzęsna Polska i Rzęsna Ruska). Ale nie miejsce tu na prezentowanie obrony Lwowa, czyli zwycięstwa pospolitego ruszenia lwowiaków nad regularnymi oddziałami ukraińskimi.

Jeszcze nim Polacy się zorganizowali na Kulparkowie, już pani Aleksandra Zagórska tworzyła służby kobiece, zrazu trudniące się pomocą samarytańską i usługami kurierskimi, ale rychło – pomimo męskich niechęci i sprzeciwów – w postaci milicji, z której potem powstanie Ochotnicza Legia Kobiet. Ojczym Jurka musiał pozostać na swym lekarskim stanowisku. Chłopiec zaś przechodził ciężką anginę, ale z niej wyszedł. Jednak pierwszy okres organizacji polskiego oporu go „ominął”. Matki, jako się rzekło, w domu nie było, bowiem walczyła na odległym odeń odcinku. Odwiedziła co prawda syna, będąc na przepustce, a potem on złożył jej „rewizytę” na linii śródmiejskiego frontu. Natomiast dr Zagórski starał się tonować zapały pasierba. Mówił mu, że jest zbyt mały, co z całą pewnością nie trafiało do przekonania kandydatowi na „Małego Rycerza”, znanego z zaczytanego egzemplarza Trylogii. Kategorycznie też twierdził, że pójście do wojska to zbyt poważna decyzja, by można ją było podejmować bez udziału rodzicielki. Tyle że, choć w słynnej balladzie poświęconej Jurkowi realia zostały fałszywie przedstawione (nie było pożegnania z rodzicielką), to istotę sprawy autor oddał akuratnie: „Mamo najdroższa! Bądź zdrowa! / Do braci idę w bój. / Twoje uczyły mnie słowa, / nauczył przykład Twój”.

Ofiara za Niepodległość

Nie wiem, na ile chłopiec orientował się w sytuacji ogólnej. 19 XI 1918 r. z Przemyśla przybył oddział tzw. odsieczy, który wzmocnił siły polskie. Ofensywa miała ruszyć 21 tegoż miesiąca, ale szykowano to, jako „niespodziankę” dla przeciwników, więc wszystko utrzymywano w ścisłej tajemnicy. Może więc po prostu zrządzeniem losu nasz bohater uciekł nocą z domu dosłownie w ostatniej chwili, by wziąć udział w kulminacji pierwszego aktu lwowskich bojów. Na uczniowskim biurku pozostała po nim książka, egzemplarz Śpiewów historycznych Juliana Niemcewicza, dzieła haniebnie dziś zapomnianego i skrupulatnie omijanego w lekturach szkolnych, a karmiącego całe pokolenia naszych przodków w czasach niewoli. Tom otwarty był na stronie, gdzie padały słowa: „Słuchajcie, rycerze młodzi (…) / Słuchajcie, jak sławy wieniec / Walcząc w ojczyzny obronie / Zyska odważny młodzieniec / I w szlachetnym poległ zgonie”. Obok zaś leżał list do ojczyma: „Kochany Tatusiu! Idę dzisiaj zameldować się do wojska. Chcę okazać, że znajdę na tyle sił, by móc służyć i wytrzymać. Obowiązkiem też moim jest iść, gdy mam dość sił, a wojska braknie ciągle dla oswobodzenia Lwowa. Z nauk zrobiłem już tyle, ile trzeba było”.

W oddziale nie przyjęto go z otwartymi rękami. Był taki mały i wyglądał tak dziecinnie. Nie dawał się odpędzić. Przydzielono mu opiekuna, chorążego Śliwińskiego. Uderzenie okrężną drogą z Kulparkowa na Łyczaków nie powiodło się. Grupa ochotników spróbowała raz jeszcze zaskoczyć Ukrainców w koszarach naprzeciw cmentarza. Szedł z nimi i Jurek. Kryjąc się za nagrobkiem, został raniony w obie nogi pociskami się rozrywającymi. Opodal padł jego opiekun. Sanitariusz zajmujący się Bitschanem otrzymał postrzał w ramię. Musiano go zostawić, przykrywając jedynie płaszczem. Tymczasem nocą, która nadeszła, przeciwnik zagrożony okrążeniem wycofał się poza rogatki miejskie. Ojczym znalazł Jurka dnia następnego, pierwszego dnia po oswobodzeniu. Matka dowiedziała się o wszystkim dzień później. Najpierw Jurek spoczął w bratniej mogile ze Śliwińskim. Matka następnego dnia po pogrzebie wróciła na opuszczone stanowisko i zabiegała o utworzenie z podkomendnych niewiast i nowych ochotniczek wspomnianej Legii. Ostatecznie Jurka ekshumowano i spoczął w katakumbach Cmentarza Obrońców Lwowa.

Kiedy myślę o tajemnicy siły jego legendy, to jedynie przychodzi mi do głowy proste stwierdzenie: Jurek Bitschan stał się upostaciowaną, czystą i niepokalaną ofiarą, jaką naród złożył za swą niepodległość. Chodzi o wymiar symboliczny, a weń wpisywał się los niespełna czernastolatka w sposób idealny, nawet ową dziecinną twarzyczką. Nie był jedynym. Znaczna część (ok. ¼) obrońców Lwowa nie przekroczyła szesnastego roku życia, a uczniowie gimnazjalni i studenci stanowili tylko nieco mniej niż połowę poległych. To z pewnością bardzo źle, iż tak być musiało, ale wolność prawdziwa jest porywem duszy. Więc na koniec przypomnijmy scenę z Wesela: „PANNA MŁODA: (…) A kaz tyz ta Polska, a kaz ta? Pon wiedzą? POETA: Po całym świecie możesz szukać Polski, panno młoda i nigdzie jej nie najdziecie. PANNA MŁODA: To może i szukać szkoda. POETA: A jest jedna mała klatka, — o niech tak Jagusia przymknie rękę pod pierś. PANNA MŁODA: To zakładka gorseta, zeszyta troche przyciaśnie. POETA: — — — a tam puka? PANNA MŁODA: I cóz to tako nauka? Serce —! —? POETA: A to Polska właśnie”.

 

A niech się nikt nie waży kpić z tej formuły, bo niejednym cudem była ona potwierdzona. Także w tym listopadzie 1918 r.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej