Klęska polityki historycznej III RP? - Andrzej Gelberg

Żyrardowscy radni przegłosowali uchwałę o powrocie do starej nazwy ulicy Jedności Robotniczej – przemianowanej kilka lat wcześniej na ulicę gen. E. A. Fieldorfa-Nila. Twierdzili, że zareagowali na sugestię mieszkańców miasta, a poza tym nie wiedzieli, kim był gen. Nil. Nie oni pierwsi…

Po tej decyzji wybuchł skandal. Liczni politycy i publicyści wyrażali swoje oburzenie, wskutek czego żyrardowscy samorządowcy wycofali się z przyjętej wcześniej uchwały. Jacek Pawłowicz, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych, zaprosił ich do kierowanej przez niego placówki, żeby zobaczyli celę śmierci gen. Fieldorfa, a także pomieszczenie, w którym wykonano na nim wyrok przez powieszenie.

W wielu polskich miastach, również w Warszawie, jest ulica gen. Fieldorfa-Nila i wydawałoby się, że losy i zasługi naszego bohatera narodowego są powszechnie znane. Decyzja żyrardowskich radnych wyraźnie temu przeczy.

Od Legionów do więzienia na Rakowieckiej

Jako bardzo młody chłopak Emil Fieldorf zostaje żołnierzem I Brygady Legionów POW i za wykazaną dzielność na polu bitwy otrzymuje krzyż Virtuti Militari. Już w niepodległej Polsce bierze udział w wojnie z bolszewikami 1920 roku, potem pełni różne funkcje w Wojsku Polskim. Stale awansuje - w kampanii wrześniowej w 1939 roku dowodzi już w stopniu pułkownika 51 pułkiem Strzelców Kresowych. Po klęsce udaje się mu dostać do Francji. W roku 1940 wraca do okupowanej przez Niemców części Polski, nazwanej przez okupantów Generalnym Gubernatorstwem. Natychmiast włącza się do działalności konspiracyjnej. W roku 1943 komentant Armii Krajowej, gen. Grot-Rowecki powierza mu funkcję szefa Kedywu – organizacji wymagajacej od członków szczególnej odwagi i poświecenia, słynnej m. in. ze zorganizowania skutecznego zamachu na Franza Kutscherę, szefa SS i policji na dystrykt warszawski. Po Powstaniu Warszawskim gen. Fieldorf-Nil nie trafia do niewoli. W cywilnym ubraniu, z fałszywymi dokumentami na nazwisko Walenty Gdanicki wychodzi wraz z innymi mieszkańcami z Warszawy. W marcu 1945 r. aresztują go Sowieci i wywożą za Ural do obozu pracy. Cały czas udaję mu się ukryć swoją prawdziwą tożsamość i po dwóch latach jako Walenty Gdanicki przekracza polską granicę.

Po uchwaleniu przez sejm tzw. Ustawy amnestyjnej, gen. Emil Fieldorf-Nil decyduje się ujawnić. Przez kilka miesięcy komunistyczne władze dają mu spokój, ale niespodziewanie go aresztują w kwietniu 1952 roku. Generał trafia do więzienia na Rakowieckiej.

Proces

W momencie aresztowania (wniosek w tej sprawie podpisała Helena Wolińska z Naczelnej Prokuratury Wojskowej) gen. Nil miał 55 lat i był bardzo schorowany. Dwuletni pobyt w sowieckim Gułagu i katorżnicza praca bardzo odbiły się na jego zdrowiu, a w więzieniu czekało go ciężkie śledztwo. Postawiono mu kłamliwe zarzuty, że jako szef Kedywu wydał rozkaz mordowania skoczków i partyzantów sowieckich, a także rodzimych komunistów i żołnierzy Armii Ludowej. Fieldorf zaprzeczał, a ponieważ przesłuchujący nie mogli przedstawić mu materialnych dowodów potwierdzających zarzuty, zdecydowano o zmianie taktyki: w miejsce kija podsunięto mu zatrutą marchewkę. Jeśli zgodzi się objąć kierownictwo V Komendy WiNu – ocali życie i odzyska wolność. Gdy gen. Nil zignorował tę judaszową ofertę, jedynym wyjściem było znalezienie świadków, którzy na procesie potwierdziliby stawiane mu zarzuty. I tu do roboty zabrali się ubowscy oprawcy, którzy torturami wymusili na płk Władysławie Liniarskim i Władysławie Grzmielewskim podpisy pod „zredagowanymi” przez siebie zeznaniami.

Rozpoczął się proces, zakończony wyrokiem śmierci przez powieszenie. W wyniku rewizji sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który procedując w trzyosobowym składzie (bez obecności oskarżonego), wyrok ten podtrzymał. Pozostało już tylko wystąpienie do prezydenta Bieruta z prośbą o skorzystanie z prawa łaski. Gen. Fieldorf-Nil kategorycznie odmówił skorzystania z tej ścieżki i zabronił tego żonie. Zrobił to z własnej inicjatywy jego adwokat. Napisane przez niego pismo kancelaria prezydencka skierowała do Sądu Najwyższego z prośbą o opinię, a kiedy ta okazała się niekorzystna, Bierut zdecydował o nieskorzystaniu z prawa łaski.

Generał Emil Fieldorf-Nil został zamordowany w mokotowskim więzieniu 24 lutego 1953 roku.

Odwilż” roku 1956

Gdy jesienią roku 1956 do władzy w Polsce doszła ekipa Władysława Gomułki, powołano „Komisję do zbadania przejawów łamania praworządności”. W wyniku jej prac kilku wyższych funkcjonariuszy UBP trafiło do więzienia, niewielka grupa szeregowych ubeków straciła pracę. W sprawie morderstw sądowych nie zrobiono praktycznie nic. Żaden sędzia czy prokurator, szczególnie aktywni w czasach stalinowskich i mający krew na rękach nie byli nękani nawet przez komisje dyscyplinarne.

W sprawie haniebnego wyroku na gen. Fieldorfie-Nilu jednak coś drgnęło: wznowiono proces zamordowanego generała, który… umorzono, stwierdzając jednak w sentencji brak dowodów winy osądzonego i skazanego kilka lat wcześniej. Pełnego uniewinnienia rodzina Fieldorfów doczekała się dopiero w III RP.

Warto odnotować, że w roku 1972 roku na cywilnym cmentarzu powązkowskim pojawił się grób symboliczny Generała. Podobno decyzję w tej sprawie podjął sam minister obrony narodowej, gen. Wojciech Jaruzelski. Wprawdzie nie zezwolono, żeby na tabliczce nagrobnej była informacja, że gen. Fieldorfa-Nila zamordowano w ubeckich kazamatach, ale był to jakiś postęp. I chociaż po roku 1989 postawiono tabliczkę z właściwymi informacjami, to jakoś nie zdecydowano się na przeniesienie tego – podkreślam – symbolicznego grobu na Cmentarz Wojskowy.

Brak ekspiacji w kaście sądowo-prokuratorskiej

Cechą charakterystyczną jest – z jednym wyjątkiem – brak poczucia winy wśród sędziów i prokuratorów za współuczestniczenie w wysłaniu gen. Nila na szubienicę. Tym wyjątkiem jest Igor Andrejew, który w procesie rewizyjnym był sędzią Sądu Najwyższego. Już w III RP wyznał dziennikarzowi, że sprawa gen. Nila od lat ciąży mu na sumieniu. Na pytanie, dlaczego w wyroku nie ma jego votum separatum i dlaczego przy opiniowaniu wniosku adwokata o ułaskawienie gen. Nila zgodził się z pozostałymi sędziami, odpowiedział: „Miałem wprawdzie wątpliwości co materiału dowodowego, ale działo się to w czasach największego terroru stalinowskiego, można mówić o presji, jaką odczuwali wszyscy, ilekroć chodziło o wykonanie sugestii organów bezpieczeństwa”.

Historia Igora Andrejewa jest ciekawa również z innego powodu. Po rezygnacji z pracy sędziego, zaczęła się jego błyskotliwa kariera naukowa. Został profesorem zwyczajnym, prowadził wykłady z prawa karnego na kilkunastu uniwersytetach na wszystkich kontynentach. Gdy w roku 1988 przeszedł na emeryturę, macierzysty Instytut Prawa Karnego UW wydał poświęconą mu księgę pamiątkową, w której laudatorami byli m. in. – i tu niespodzianka – prof. Lech Falandysz i prof. Lech Gardecki (do roku 2010 prezes Sądu Najwyższego). Ciśnie się pytanie: czy szanowni profesorowie, pisząc strzeliste teksty o dokonaniach Igora Andrejewanie wiedzieli o jego mrocznym epizodzie związanym z zamordowaniem gen. Fieldorfa? Zaledwie rok później emerytowany prof Andrejew został wydalony ze składu Rady Naukowej macierzystego Instytutu, a także z Międzynarodowego Stowarzszenia Prawa Karnego. Świadczy to o tym, że musieli wiedzieć.

Córka generała

W roku 1994 odwiedziła mnie w redakcji „Tygodnika Solidarność” pani Maria Czerska-Fieldorf. – Jestem córką generała Nila – zaczęła opowieść. – W latach 1950-53 przyjeżdżałam z matką do Warszawy na widzenie z moim ojcem siedzącym w więzieniu na Rakowieckiej. Strażnicy traktowali nas okropnie, często stałyśmy pod bramą przez kilka godzin, żeby w końcu dowiedzieć się, że widzenie zostało odwołane. Władze więzienne zgadzały się jednak przyjąć paczkę żywnościową dla ojca. O dacie egzekucji nas nie poinformowano, ale zorientowałyśmy się, że coś jest nie tak, gdy bez jakiegokolwiek wyjaśnienia odmówiono nam przyjęcia paczki. Moje życie – kontynuowała pani Maria – nie było łatwe, byłam przecież córką „bandyty”, ale nie przyszłam, żeby się wyżalać, potrzebuję pomocy w odnalezieniu doczesnych szczątków mojego ojca. Gdy przeszłam na emeryturę, nie potrafię o niczym innym myśleć, to się stało moją obsesją.

Siedziałem przez jakiś czas jak oniemiały, by w końcu polecić sekretarce, żeby połączyła mnie z ministrem spraw wewnętrznych. O dziwo po kilku minutach usłyszałem w słuchawce: – Zbigniew Siemiątkowski, słucham. W tym momencie dotarło do mnie, że będę rozmawiać z postkomunistycznym ministrem, więc zacząłem ostro. – Czy mówi coś panu nazwisko Emil Fieldorf. Usłyszałem w słuchawce żachnięcie, a potem krótkie – Oczywiście. – Jest u mnie w redakcji jego córka Maria Fieldorf-Czerska, która od lat szuka miejsca jego pogrzebu. – Zaraz wyślę samochód po panią Fieldorf – zakomunikował minister.

Pani Maria wróciła do redakcji po trzech godzinach. – Minister wezwał do gabinetu wszystkich dyrektorów departamentów i w mojej obecności polecił im, żeby potraktowali sprawę ustalenia miejsca pochówku mojego ojca priorytetowo, więc jest jakaś nadzieja. Wcześniej ministrowie poprzednich rządów, Krzysztof Kozłowski i Henryk Majewski, nie mogli znaleźć dla mnie czasu – zakończyła z goryczą.

Pani Maria nie doczekała odnalezienia szczątków doczesnych ojca – zmarła w 2010 roku, Podwładni ministra Siemiątkowskiego niczego nie ustalili. Również działający od kilku lat na terenie tzw. Łączki zespół poszukiwawczy prof. Krzysztofa Szwagrzyka w omawianej sprawie nie odnotował sukcesu.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej