Łuk Triumfalny - Andrzej Gelberg

Pierwsze Łuki Triumfalne, nemal z reguły w krztałcie bramy, zaczęli stawiać Rzymianie jeszcze przed narodzeniem Chrystusa. Prowadząc liczne wojny skutkujące rozszerzaniem się Imperium,nagradzali na taką okazję zwycięskiego wodza i jego żołnierzy prawem przemaszerowania pod specjalnie zbudowanym Łukiem Triumfalnym.

Najwięcej takich budowli powstało, co zrozumiełe, w stolicy Imperium – Rzymie. Niektóre pokonał czas (Łuki Tyberiusza, Augusta, Klaudiusza), niektóre przetrwały do dziś, świetnie wkomponowane we współczesną urbanistykę stolicy Włoch (Łuki Tytusa, Septyriusza, Konstantyna Wielkiego). Ale świadectwa potęgi i znakomitych zwycięstw militarnych Imperium Rzymskiego można dzisiaj odnaleźć nie tylko w stolicy i innych miastach włoskich, ale także na jego obrzeżach: w Afryce Północnej, Francji, Belgii, Rumunii i Chorwacji – tam w Puli od ponad dwóch tysiącleci wznosi się dumnie Łuk Sergiusza.

Pro domo sua

Rzeczpospolita na przestrzeni swojego tysiąclecia prowadziła wiele wojen, czasami zwycięskich, czasami przegranych. Prawie nigdy nie toczyliśmy ich ze specjalnie imperialnym animuszem i ich efekty miały umiarkowany, jeśli nie znikomy wpływ na losy zachodniej części Europy – z wyjątkiem dwóch przypadków.

Zacznijmy jednak od tego, że w całej naszej historii batalistyki odnotowaliśmy na polu bitewnym trzy znakomite zwycięstwa:

– Pod Grunwaldem w roku 1410, gdzie rozgromiliśmy rosnący

w potęgę zakon krzyżacki, który od północy był dla Rzeczpospolitej śmiertelnym zagrożeniem. To świetne zwycięstwo nie zostało jednak właściwie wykorzystane, gdyż żołnierze Jagiełły tak długo świętowali odniesiony sukces, że do do niezbyt odległej stolicy zakonu – Malborka – dotarli dopiero po dwóch tygodniach. A tam niezbyt liczna załoga zamku krzyżackiego – wtedy jednej z największych fortyfikacji w Europie – zdążyła już ochłonąć z traumy po informacjach o klęsce na polach Grunwaldu i przygotowała się do obrony. Po dwóch miesiącach oblężenia wojska Jagiełły wycofały się z podkulonym ogonem, a Malbork udało się zdobyć 47 lat później Kazimierzowi Jagielończykowi, ale nie wskutek militarnego zwycięstwa, tylko na drodze… przekupstwa.

– Drugim świetnym zwycięstwem militarnym była wiktoria wiedeńska, zwana czasami odsieczą wiedeńską(1683) – i ta druga nazwa lepiej oddaje istotę rzeczy – na usilne prośby cesarza Austrii, wsparte protekcją papieża, 27 tysięcy polskich żołnierzy pod wodzą króla Jana III Sobieskiego ruszyło na ratunek obleganego przez wojska Imperium Osmańskiego Wiednia. Polski król stanął na czele wspólnych wojsk polsko-cesarskich i odniósł błyskotliwe zwycięstwo, po którym zagrożenie chrześcijańskiej Europy ze strony saracenów zostało zażegnane, jak się później okazało, na kilka stuleci. Korzyści dla Polski z tej „ratunkowej wyprawy” okazały się mizerne, wdzięczności i sentymentów w polityce jak wiadomo nie ma, czego najlepszym wyrazem było uczestniczenie Wiednia w dwóch rozbiorach Polski.

– I wreszcie trzecie zwycięstwo, z bolszewikami – w bitwie Warszawskiej (1920). Prawie nikt w Europie nie dawał nam szans, a jednak daliśmy radę. Ta wiktoria – po 123 latach niewoli – odbudowała naszą godność i dumę narodową. Dała nam bezcenne dwie dekady niepodległego państwa, których nie zmarnowaliśmy. A Europie, która coraz rzadziej chce o tym pamiętać, oszczędzono doświadczenia zwycięskiego przemarszu Armii Czerwonej przez terytoria ich państw, aż po Atlantyk, czego Lenin bynajmniej nie ukrywał.

Reasumując, tylko trzecie zwycięstwo zostało politycznie, gospodarczo i mentalnie właściwie wykorzystane w interesie naszego kraju.

Idee fixe Jana Pietrzaka

Od kilkunastu co najmniej lat twórca “Kabaretu pod Egidą” w trakcie swoich rozlicznych występów, jak Polska długa i szeroka, fomułował na zakończenie spotkań z publicznością postulat, żeby w setną rocznicę Bitwy Warszawskiej postawić w stolicy Łuk Triumfalny.

W okresie międzywojennym taki pomysł się pojawił, ale dopiero rok przed wybuchem II wojny światowej, a wcześniej były ważniejsze sprawy i nieszczególnie sprzyjający klimat, zwłaszcza po „zamachu majowym” stawianie Łuku Triumfalnego dla Józefa Piłsudskiego i jego żołnierzy wydawało się przedwczesne. W dodatku przeciwnicy Marszałka z obozu narodowej demokracji jak tylko mogli, pomniejszali zasługi Piłsudskiego w zwycięstwie, który przecież w tej wojnie był Wodzem Naczelnym, a samą wiktorię z uporem nazywali „Cudem nad Wisłą”. A jeżeli zdecydował „cud”, to komu należałoby składać hołdy? Krótko mówiąc Józef Piłsudski nie przejechał na „Kasztance” na czele swoich żołnierzy pod Łukiem Triumfalnym.

W PRL sam pomysł świętowania zwycięstwa nad bolszewikami w roku 1920 świadczyłby o szaleństwie i groził natychmiastowym aresztowaniem. Z polskiej świadomości zdarzenia z sierpnia 1920 roku miały być całkowicie wymazane, a w szkolnych książkach do historii najnowszej poświecano im jeden krótki akapit, z którego trudno było się zorientować, kto z kim wtedy walczył i o co, a także kto zwyciężył.

Po roku 1989 i odzyskaniu przez Polskę suwerenności wydawało się, że już takich przeszkód nie ma. Postawiono nawet nieśmiałe kroki we właściwym kierunku – przywrócono 15 sierpnia święto Wojska Polskiego (już nie ludowego), a w Warszawie jedną z ulic na Ochocie nazwano „Bitwy Warszawskiej 1920 r” . Jednak kiedy Pietrzak rzucił hasło: postawmy Łuk Triumfalny w stulecie Bitwy Warszawskiej, ze strony władz państwowych i samorządowych nie było żadnego odzewu. W tej sytuacji zdeterminowany autor pieśni-hymnu „Żeby Polska była Polską” powołał Towarzystwo Patriotyczne, którego jedynym celem było dążenie do postawienia w stolicy Łuku, i deklarowano też współdziałanie w realizacji tego przedsięwzięcia. I Pietrzak natrafił nie tyle na schody, co na ścianę. W czasie blisko dekady działania Towarzystwa Patriotycznego, pan Janek spotykał się z ważnymi dyrektorami Urzędu Miasta (prezydentem była wtedy Hanna Gronkiewicz-Waltz), mającymi wskazać odpowiednią działkę, na której Łuk Triumfalny mógłby stanąć. Propozycje – i owszem – pojawiły się, ale zawsze z dala od centrum. Na początku pan Janek traktował te propozycje jako brak kompetencji dyrektorów (próbował ich nawet edukować), potem za jakiś ponury żart i ich obawę, że na taką akcję Włodzimierz Putin może zmarszczyć brew, wreszcie dotarło do niego, że dopóki stolicą rządzi PO, dopóty sprawa jest beznadziejna. Wtedy nastąpiło olśnienie: skoro tereny stolicy są w gestii samorządu, to koryto Wisły przecież nie, nad nim pieczę sprawuje rząd. Zbudujmy Łuk Triumfalny o wysokości 150 metrów, na dwóch pylonach rozpiętych na 50 metrów i wbitych w dno rzeki. Zainspirowany tym pomysłem architekt Marek Skrzyński wykonał nawet wstępny projekt. I co? I nic. A rządził już wtedy PiS. Pietrzak spotykał się z różnymi ministrami, wszyscy kiwali głowami, że tak, że naturalnie, że podziwiają nawet jego determinację, ale dalej nic z tego nie wynikało. I potem nagle się okazało, że nie ma pieniędzy na postument na Wiśle, że może stanąć na Placu na Rozdrożu w miejscu istniejącej tam fontanny, ba, że nawt Rada Warszawy wyraziła na to zgodę. Może być tylko problem, czy zdąży się odsłonić Łuk w setną rocznicę Bitwy, bo czasu zostało niewiele, a trzeba przecież rozpisać konkurs na projekt postumentu, a to też może potrwać. I dano do zrozumienia panu Jankowi, żeby się już nie szarpał, że ma już swoje lata, a Łuk Triumfalny przecież kiedyś stanie – nie za rok, to za dwa.

 

Wszystko, co opisałem brzmi niewiarygodnie, ale przyglądałem się tej „szarpaninie” przez lata z bardzo bliska, a próbując poruszać sumienia i wrażliwość prominentnych przedstawicieli „dobrej zmiany”, słyszałem zazwyczaj, że…”bardzo kibicują panu Jankowi”

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej