ROK 1989, CZYLI ŻADEN PRZEŁOM - Artur Adamski

Mija rok, w którym samozwańcze autorytety wespół z postkomunistyczną oligarchią usilnie próbowały nam wmówić, że był to rok „trzydziestolecia przełomu”. Co więc tak doniosłego miało się dokonać w roku 1989?

W okresie międzywojennym, przez niespełna 17 lat, dzielących rok 1922 od 1939, mieliśmy trzech prezydentów. W tej liczbie – trzech najprawdziwszych profesorów i co najmniej w dwóch przypadkach – naukowców najwyższej klasy i sławy światowej. Wśród tych trzech luminarzy nauki było też co najmniej dwóch absolutnie pierwszorzędnych i pierwszoliniowych bohaterów walki o niepodległość Polski. Okres od 1989 do końca 2005 też dzieli niespełna 17 lat. W tym czasie też było u nas trzech prezydentów. Nie tylko jednak nie było wśród nich żadnego profesora, ale nawet żadnej osoby, legitymującej się wyższym wykształceniem. Nie było też wśród nich nikogo, kogo dałoby się nazwać nawet nie działaczem niepodległościowym, ale choćby – patriotą. Trzech pierwszych prezydentów III RP to postacie, które swe kariery zbudowały na służbie prosowieckiemu reżimowi. Pierwszym był bowiem agent arcy-zbrodniczej sowieckiej „Smierszy” o kryptonimie „Wolski”, drugim Tajny Współpracownik SB o kryptonimie „Bolek” a trzecim TW SB „Olek”.

Premierzy

Premierami II Rzeczpospolitej w wielkiej mierze, byli najprawdziwsi ojcowie polskiej niepodległości, żeby wymienić choćby Wincentego Witosa, Walerego Sławka, Ignacego Paderewskiego, Józefa Piłsudskiego. Wicepremierami były postacie takie, jak Ignacy Daszyński czy Wojciech Korfanty. Wśród osób, sprawujących urząd premiera w ciągu pierwszych kilkunastu lat III RP, osobowością o zasługach porównywalnych był jedynie sprawujący swój urząd najkrócej, bo ledwie kilka miesięcy – Jan Olszewski. Jego rząd został szybko obalony – posłów stojących po stronie postkomunistycznej agentury w Sejmie było więcej, niż posłów dążących do odsunięcia nikczemników, na najwyższych szczeblach władzy realizujących obce Polsce interesy.

Ministrowie spraw zagranicznych

Pierwszy minister spraw zagranicznych III RP przeszedł do historii jako autor umowy z Niemcami, skutkującej przywilejami dla niemieckiej mikrospołeczności w Polsce, jakimi nie cieszy się żadna mniejszość narodowa w żadnym innym kraju świata. Zarazem podpisał się pod stwierdzeniem, że licząca według najostrożniejszych szacunków milion osób mniejszość polska w Niemczech – w ogóle nie istnieje. Stwierdził niniejszym, że zlikwidowany przez Hitlera po napaści na Polskę Związek Polaków w Niemczech nadal będzie organizacją nielegalną, a jej ogromny majątek dalej będzie własnością państwa, które go zrabowało. Skubiszewski – to jeden z arcybolesnych dowodów na to, że agenci antypolskich służb nigdy nie będą zdolni do służby Polsce. Mentalność agenta SB pod jednym względem zawsze jest taka sama – każdy TW zawsze szuka sobie pana. Jeśli nawet urwie się ze smyczy moskiewskiej, natychmiast znajdzie się na smyczy np. berlińskiej. A Skubiszewski to tylko jeden z wielu ludzi obcej służby, w III RP kierujących „polskim” MSZ-em…

Ład Medialny

O ludziach, którzy w 1989 stali się posiadaczami największych mediów, Stefan Kisielewski już w PRL-owskich latach siedemdziesiątych pisał: „Gdyby oni doszli do wpływów – to by dopiero dali nam popalić…” Naczelny „moralny guru” III RP lubił powtarzać pięknie brzmiącą sentencję pewnego oświeceniowego hochsztaplera: „Wstrętne są mi twoje poglądy, ale oddałbym życie za to, byś mógł każde swoje poglądy głosić”. W rzeczywistości na poglądy, które mu się nie podobały, reagował wnosząc pozwy do sądu, domagając się kar oznaczających utratę całego życiowego dorobku osoby pozwanej. Sądy III RP nie miały wątpliwości, po której stronie jest racja – wyroki wydawały zgodnie z oczekiwaniem. De facto ład medialny III RP przez co najmniej kilkanaście lat był bardziej zamordystyczny od realiów późnego PRL-u. Za wydawanie niezależnej prasy od roku 1986 rzadko ktoś był bowiem karany surowiej, niż trzema miesiącami aresztu. Natomiast kary, jakie na wniosek okrągłostołowych guru przywalały sądy III RP, oznaczały czasem ostateczną życiową ruinę śmiałka, który odważył się mieć zdanie niezgodne z poglądami „moralnych autorytetów III RP”.

Sądownictwo

Z sądów nie odszedł ani jeden z sądowych zbrodniarzy ani żaden z sędziów, wymierzających wyroki zlecone przez PRL-owski reżim. Nie został tkniety żaden ze standardów typowych dla czasów totalitarnych. Sądownictwo pozostawione zostało w stanie uniemożliwiającym osądzenie któregokolwiek z komunistycznych zbrodniarzy czy sprzeciwienie się powszechnej pladze grabieży majątku narodowego. Sprawiedliwość – okazała się w III RP dobrem rzadkim a sądy – jednym z ostatnich miejsc, w których można by jej skutecznie szukać.

Służby

Utworzony w miejsce SB Urząd Ochrony Państwa w 95 proc.składał się z funkcjonariuszy, dotąd zajmujących się zwalczaniem ludzi i organizacji, dążących do niepodległości Polski. Pozostałe 5 proc. wywodziło się z niby opozycyjnych organizacji, wyróżniających się najgłębszą penetracją przez SB. Tzw. weryfikacja była całkowitą fikcją – do UOP-u trafili prawdopodobnie wszyscy spośród najbardziej zhańbionych krzywdzeniem ludzi walczących o wolność. Do oczywistych następstw tego stanu zaliczyć trzeba lawinowy rozwój zorganizowanej przestępczości. Komu służyły cywilne i wojskowe służby, funkcjonujące przez kilkanaście pierwszych lat III RP? Czy jest ktoś poważny, kto potrafiłby odpowiedzieć: polskiemu państwu?

Gospodarka

Rzeczywistą wolność gospodarczą wprowadzono w Polsce pół roku przed „wyborami czerwcowymi” i rok przed pojawieniem się tzw. „planu Balcerowicza”. Zaczęła się ona wraz z „Ustawą Wilczka” z roku 1988. Wprowadzano ją nie dla dobra Polaków, ale w interesie komunistycznej nomenklatury, za jej sprawą mogącej zalegalizować nagrabiony majątek. Skorzystali też jednak zwykli obywatele (czy raczej poddani) PRL-u. Kiedy jednak najbardziej pracowici i obrotni przedsiębiorcy nienależący do rządzącej w III RP sitwy swą dynamiką zaczęli zagrażać złodziejskim biznesom postkomuszej nomenklatury – wolność gospodarczą, w szybkim tempie, zaczęto Polakom odbierać. A co zrobiono z narodowym majątkiem, zgormadzonym nadludzkim trudem pokoleń Polaków? Za odpowiedź posłużyć może stare żydowskie porzekadło: „Drogo kupić, tanio sprzedać i źle się ożenić – potrafi każdy idiota”. Słowa te są kwintesencją tego, co w III RP zwano reprywatyzacją.

Czy było co obchodzić?

O tym, co zaczęto „budować” w Polsce pod koniec lat osiemdziesiątych, powiedzieć można tylko: hańba i wstyd. Na miano rzeczywistego przełomu, znajdującego się na przeciwległym biegunie moralnym, niewspółmiernie bardziej zasługuje wybór Polaków z roku 2015 i potwierdzony w roku 2019. Wkrótce też zaczyna się rok 2020 – rok czterdziestej rocznicy Wielkiego Sierpnia. Czyli czasu, w którym pomimo stawania na głowie prosowieckiego reżimu, dwojenia się i trojenia różnych TW Bolków, natchnieni duchem Jana Pawła II wolni Polacy rozpoczęli dzieło rozbijania sowieckiego totalitaryzmu i u siebie, i w całej zniewolonej Europie.

 

W roku 2020 – będziemy mieli rocznicę naprawdę ze wszech miar wartą świętowania.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej