Gangsterska bieda

Piotr Kapuściński, ps. „Broda”, który zza wschodniej zagranicy szuka naiwnych kupców rzekomych materiałów kompromitujących polski rząd ukrywa się w niewielkiej podlwowskiej miejscowości na Ukrainie. Żyje w biedzie, choć przed dziennikarzami próbuje budować wizerunek, któremu się co najmniej powodzi. Problem w tym, że legenda którą budował wysypała się już dawno.

To nie tylko „legendarny mercedes”, o którym „Broda” opowiada spotykając się ze znajomymi i dziennikarzami. Mercedes będący w remoncie, a ostatnio w zakładzie wulkanizacyjnym, w którym mają mu zmieniać opony na zimowe. Tak naprawdę jeździ starym oplem, który pamięta jeszcze upadek muru berlińskiego.

Brak pieniędzy daje mu się we znaki już od dawna, choć przecież jeszcze dwie dekady temu lubił pokazywać się w eleganckich strojach i miejscach związanych z mafią pruszkowską. Choć nigdy nie był znaczący w grupach przestępczych, znał te środowiska doskonale – na tyle dobrze, że przez moment był nawet świadkiem koronnym w procesach przeciwko tzw. mafii.

Policji i prokuratorom opowiadał chętnie – choć głównie o sobie, wiele dodając i przesadnie koloryzując. To dlatego status świadka koronnego stracił i musi się ukrywać przed policją. Dość szybko, poszukiwany listem gończym, schował się w zachodniej Ukrainie – pod Lwowem. Tam taniej, to po pierwsze. Po drugie łatwiej jest spotkać się z dziennikarzami, którzy wciąż szukają informacji na temat przestępczego świata lat 90. XX wieku w Polsce. Dziennikarzy kusi bogatymi informacjami, z których większość to zwykłe fejki. Sprzedaje je jednak za spore pieniądze – tym, którzy nie chcą płacić giną portfele. Ot zwykła pospolita kradzież, którą – jak zapewniał jeszcze na początku tego wieku – brzydził się, bo marzyły mu się większe rzeczy i grubsze przestępstwa.

No ale nawet na ukraińskich przedmieściach, gdzie życie może być bajecznie tanie, też trzeba płacić. Nawet kosztem tego, że w jednym z niszowych serwisów internetowych pokaże swój wizerunek, którego dotychczas tak skrupulatnie pilnował. Nie ujawnianie się było dla niego gwarancją, że nie będzie rozpoznany w nowym środowisku. Swoim gościom opowiadał, że spotyka się z nimi tu – na granicy polsko-ukraińskiej, albo we Lwowie, z wygody. Tak naprawdę mieszka w Kijowie, a nawet w Ałma-Acie.

Dzisiaj przyznaje swoim rozmówcom, że chce się mścić na rządzie, bo miał stanąć przed sejmową komisją badającą kwestie finansowania Platformy Obywatelskiej. Musiałby przed nią zeznawać – w końcu nie raz chwalił się znajomością z czołowymi działaczami tej partii. M. in. z żoną Mirosława Drzewieckiego. Rzeczywiście żona byłego ministra PO przyznawała, że znała „Brodę” - bywał klientem jej lokalu. No i znajomość skończyła się, kiedy ukradł jej 1000 dolarów.

Czy gangster, który od dwóch tygodni próbuje atakować polski rząd, znalazł nowego płatnika? Jego niesprawdzone i najczęściej nieprawdziwe informacje mogą się przydać – na przykład rosyjskim służbom. - Słyną z tego, że płacą za wrzucanie fakenewsów, że szukają takich ludzi – mówią dziennikarze na Ukrainie.

 

d

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej