ANATOMIA ANTYPOLSKIEGO OSZCZERSTWA - Artur Adamski

Kraj, który w czasie II wojny światowej jako niemal jedyny z jej uczestników nie stworzył pronazistowskiego rządu i oddziałów wojska służących po stronie Hitlera, od lat oskarżany jest o kolaborację. Naród, który jako jedyny walczył od pierwszego do ostatniego dnia wojny, bezlikiem kłamliwych narracji usilnie jest przypisywany do obozu najeźdźców. Poniósł proporcjonalnie zdecydowanie największe straty, a coraz częściej zalicza się go do grona nie bohaterów czy ofiar, lecz wskazuje jako twórcę obozów śmierci.

W roku 2001 na cały świat nagłośniono kolejną opowieść o rzekomych polskich zbrodniach. Próba ustalenia rzeczywistych jej sprawców wywołała histerię na miarę globalnego trzęsienia ziemi. Ówczesne władze Rzeczpospolitej Polskiej popełniły wówczas błąd – poddały się presji, co oznaczało triumf i jeszcze większe nagłośnienie wersji wydarzeń, o których już było wiadomo, że zostały wyssane z palca. Skala i ciśnienie antypolskich narracji okazała się tak wielka, że nawet część Polaków znających dzieje swojego kraju zaczęła się poddawać zmasowanej propagandzie. Świetną odtrutką na triumf fałszerzy historii jest wydana niedawno książka Wojciecha Sumlińskiego, Ewy Kurek i Tomasza Budzyńskiego pt. „Powrót do Jedwabnego”. Zawiera ona fakty, w zderzeniu z którymi, z bredni preparowanych przez różnych Grossów zostają tylko strzępy.

Antysemici z UB”

Dowodami mordu, dokonanego na Żydach, miały być protokoły przesłuchań ze śledztwa, prowadzonego przez UB i komunistyczną prokuraturę w latach czterdziestych. Zdawałoby się, że standardy ówczesnych śledztw, prowadzonych przez takie instytucje, powinny być wszystkim znane. Miedzy innymi prof. Andrzej Rzepliński stwierdził jednak, że rzetelność materiałów nie budzi wątpliwości a ewentualne przejawy stronniczości śledczych mogły wynikać z ich… antysemityzmu. Ubecy ci musieliby więc cierpieć na ojkofobiczną niechęć do własnej zbiorowości, gdyż w wielkiej części byli żydowskiego pochodzenia. Analizujących dokumenty nie zaniepokoiło w nich nawet to, że wiele zeznań zawierało identyczny obraz wydarzeń, które jak się okazało – miały całkowicie inny przebieg i do których doszło w innym miejscu. Wielu powtarzało np., że popiersie Lenina zakopano na żydowskim cmentarzu. Odnalezione zostało ono jednak w rzeczywistym miejscu zbrodni, w całkowicie innym punkcie miasteczka. I to tam, a nie w miejscu wskazywanym przez przesłuchiwanych, odkryto zbiorową mogiłę. A masowy mord to przecież nie szczegół, który w zeznaniach można pomylić.

Brak elementarnej wiedzy o realiach okupacji niemieckiej w Polsce i stopień zakłamania historii jest dziś już taki, że czytelnicy różnych „bajek o wojnie” całkiem serio powtarzają pytanie: „Dlaczego Polacy nie sprzeciwiali się ludobójstwu? Dlaczego nie organizowali demonstracji albo chociaż pikiety z transparentami pod bramami Auschwitz-Birkenau?” Ogłupionych generującymi oszczerstwa amerykańskimi serialami w rodzaju „Holocaust”, filmami typu „Wybór Zofii” czy książkami takimi, jak „Malowany ptak” można zrozumieć. Nie sposób jednak zaakceptować działalności historyków czy prawników nieuwzględniających metod, jakimi na co dzień UB wymuszała zeznania. Wiadomo, że prowadzący śledztwo byli osobiście zainteresowani utrwaleniem wygodnej dla siebie wersji wydarzeń, a codziennym sposobem uzyskania oczekiwanego kształtu zeznań były tortury lub konwejer, czyli przesłuchiwanie przez zmieniających się ubeków dniami i nocami, bez przerwy nawet przez tydzień i dłużej. Prędzej czy później zawsze osiągano taki stan wyczerpania organizmu, w którym dręczeni tracili świadomość tego, co zeznają i do czego się przyznają. Bezkrytycznie opierając się o takie „źródła”, można jedynie się kompromitować, nadal szerząc brednie sfalsyfikowane przez bolszewickich oprawców. We współczesnym świecie jest jednak zapotrzebowanie na takie właśnie wersje „historii”.

Przerwać ekshumację, bo nie zgadza się z naszym kłamstwem!

Prace archeologiczne w Jedwabnem rozpoczęli najwyższej klasy specjaliści, doświadczeni badaniami w wielu miejscach egzekucji, m.in. w Katyniu, Charkowie, Miednoje. Pierwszym odkryciem było odnalezienie popiersia Lenina, które według relacji rzekomych „świadków” miało być zakopane nie w stodole, lecz na cmentarzu. Układ już pierwszych odkopanych zwłok wskazywał też jednoznacznie, że pogrzebani to ofiary rozstrzelania, a nie stłoczenia i spalenia w zamkniętym pomieszczeniu. Całkowitą bujdą okazały się opowieści o rabowaniu pędzonych na śmierć. Już przy pierwszych ciałach znaleziono liczne monety, zegarki z metali szlachetnych i pół kilograma biżuterii! Odkopano łuski nabojów, ale nie tylko z karabinów mauser. Jeśli nawet ślad w postaci niemieckich łusek przypisać można Polakom, którym teoretycznie Niemcy mogli dać broń do ręki, to nie do wyobrażenia jest w rękach jakiegokolwiek Polaka w roku 1941 karabin maszynowy MG-42. Ten przerażający kaem, zwany „Piłą Hitlera”, w roku 1941 był dopiero testowany – 1500 sztuk trafiło do wybranych niemieckich oddziałów z zaleceniem, by pilnować tej broni jak oka w głowie. W istocie – każdy, kto jej raz użył, był pod wrażeniem jej śmiercionośnej skuteczności. Łuska z MG-42 to dowód używania tego karabinu w czasie masakry w Jedwabnem. Karabiny maszynowe nie „rozsiewają” łusek tak, jak klasyczne mausery, lebele lub mosiny czy wszelkiego rodzaju pistolety. Łuski zostają w taśmie amunicyjnej, rzadko z niej wypadają. Bez pełnej ekshumacji zwłok trudno więc ocenić, ile nabojów wystrzelono w kierunku mordowanych. Wiadomo, że MG-42 oddaje od 20 do 30 strzałów w ciągu jednej tylko sekundy.

Już sam początek prac ekshumacyjnych przyniósł informacje całkowicie zaprzeczające do dziś nagłaśnianym wymysłom. Dalsze badania zapewne ustaliłyby, czy rzeczywiście było możliwe takie stłoczenie zabijanych, by na każdym metrze kwadratowym mogło się zmieścić kilkanaście osób. Wszystko wskazywało na to, że każda kolejna godzina prac archeologicznych przyniesie kolejne dowody na to, że w wymyślonej antypolskiej hucpie nie zgadza się nic.

Kłamstwo o rzekomych zasadach religijnych

Argumentem za przerwaniem badań grobu miały być rzekome zasady judaizmu, zakazujące ekshumacji zwłok. Halacha, wykładnia prawa mojżeszowego, mówi jednak na ten temat coś dokładnie odwrotnego. Jeśli zwłoki znalazły się w grobie nietypowym, oddalonym od cmentarza, pozbawionym nadzoru, zostały pochowane w sposób prowizoryczny czy tymczasowy lub bez niezbędnego rytuału – to w każdym takim przypadku wręcz powinny być przeniesione na teren kirkutu. Ciała zagrzebane w Jedwabnem spełniają wszystkie wymienione kryteria! A nawet w przypadku wystąpienia jednego tylko z wymienionych powodów - powinny być przeniesione na teren cmentarza żydowskiego. Tak jak to z doczesnymi szczątkami wyznawców judaizmu czyniono niezliczoną ilość razy. W sprawie pomordowanych w Jedwabnem opowiadał się za tym m.in. rabin Joseph Polak, przewodniczący bostońskiej Rady Halachicznej. Przeciwnicy ekshumacji mieli jednak do dyspozycji niewspółmiernie mocniejszy aparat nacisków politycznych i medialnych.

Jak zbrodnia mogła wyglądać naprawdę

Przed uruchomieniem Planu Barbarossa wywiad niemiecki ustalił, że na terenie wschodniej, okupowanej przez ZSRS połowy Rzeczpospolitej oporu ze strony polskiej ludności cywilnej raczej nie należy się spodziewać. Niemal cała inteligencja i większość szeroko rozumianej polskiej warstwy przywódczej – znajdowała się już w tym czasie na Syberii. Natomiast Polacy, których jeszcze nie wywieziono, ani nie zamknięto w więzieniach, ze strony Sowietów zaznali takiego terroru, że z pojawieniem się nowego okupanta mogą jedynie wiązać nadzieje na poprawę swojego losu. Zupełnie inne były ustalenia dotyczące osób narodowości żydowskiej. Wg niemieckiego wywiadu w obrębie tej społeczności znajdowało się najwięcej sowieckich urzędników i wszelkiego rodzaju popleczników bolszewickich służb. Szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy Reinhard Heydrich (który w 1942 w największym stopniu przyczynił się do decyzji o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”) doprowadził do wydania rozkazów zabijania wszystkich Żydów na terenach, zajmowanych po ataku na ZSRS. Częstą metodą mordu było stłaczanie ofiar w budynkach, do których wrzucano granaty a następnie podpalano. Tak 27 czerwca 1941 zginęło ośmiuset Żydów, zapędzonych do białostockiej synagogi. W mniejszych miejscowościach, w których przeważała zabudowa drewniana, zamiast granatów jako narzędzia zbrodni używano broni maszynowej. Tak, jak w 1939 roku w Gostyniu, Kościanie, Koninie i dziesiątkach innych miast Wielkopolski, egzekucje miały się dokonywać na oczach ich sąsiadów i krewnych. Wtedy na miejsce egzekucji Polaków z list proskrypcyjnych spędzano wszystkich mieszkańców danej miejscowości.

W 1941 też mordowano na oczach licznie, spędzanych zewsząd świadków. Niemcy liczyli na to, że tym sposobem przerażą i pozbawią zdolności do oporu całą miejscową ludność. Zakładali, że nadal pozostanie w stanie zastraszenia, kiedy większość niemieckich oddziałów zajmować się będzie walką na coraz odleglejszym froncie. W przypadku zajmowania ziem na wschód od „hitlerowsko-sowieckiej granicy przyjaźni”, wyznaczonej po wspólnym rozerwaniu Polski w roku 1939. Niemieckim oddziałom rozkazywano także inspirowanie miejscowej ludności do współudziału w antyżydowskich zbrodniach. Niemcy znali skalę zaangażowania osób narodowości żydowskiej w antypolski aparat terroru, działający na terenach wcielonych do ZSRS. Spodziewali się więc, że dotychczasowe ofiary będą pragnąć odwetu nie tylko na swych oprawcach, ale także na kojarzonych z nimi a całkowicie niewinnych pobratymcach. Powinniśmy wiedzieć, na ile te niemieckie oczekiwania zostały spełnione. Nie dowiemy się tego jednak na pewno z zakłamanej do cna propagandy, motywowanej wyłącznie złą wolą jej wytwórców.

Antypolskie przekazy historyczne produkowane są od stuleci. Kiedyś uzasadniano nimi rozbiory. Od wybuchu II wojny światowej uzasadniać mają konieczność „wkroczenia Armii Czerwonej na obszar zachodniej Ukrainy i Białorusi” we wrześniu 1939, wcielenia w granice ZSRS wschodniej połowy Polski, włączenia naszego kraju w sowiecką orbitę wpływów itd. W ciągu kilku powojennych dziesięcioleci przed skutkami kłamstwa broniły nas miliony żywych świadków. PRL kręcił też filmy choćby takie, jak „Czterej pancerni” – głupiuteńkie i też do cna zakłamane, ale nie pozostawiające wątpliwości co do tego, że w czasie II wojny światowej Polacy nie współdziałali, lecz walczyli z Niemcami. III RP zaczęła się w czasach, gdy żywych świadków zaczęło nam szybko ubywać a antypolskie narracje zaczęły przybierać na sile. Logiczne wydawało się więc otoczenie własnej historii zwiększoną troską. Zamiast tego zaczęto rugować historię ze szkół, niemal całkowicie zaprzestano tworzyć filmy o narodowych doświadczeniach.

 

Zrobiono więc wszystko, by zapewnić jak najlepsze warunki do rozpleniania się kolejnych kłamstw.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej